Od startu programu „Rodzina 500 plus” (kwiecień ubiegłego roku) wypłacono już ponad 33 mld zł. Tylko w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku na konta rodzin z dziećmi przelano niemal 16 mld zł, a do końca grudnia suma ta zwiększy się o kolejne 8 mld zł. Na przyszły rok minister finansów zarezerwował na ten cel w projekcie budżetu państwa kolejne 24 mld zł.

Nowe świadczenie wychowawcze trafiło już do niemal 4 mln dzieci przed 18. rokiem życia, a ze wsparcia państwa korzysta ponad 2,6 mln rodzin. Ze statystyk, jakie zostały udostępnione DGP przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, wynika, że są to głównie polskie rodziny. Chociaż z roku na rok rekordy bije liczba cudzoziemców przyjeżdżających nad Wisłę w poszukiwaniu pracy, to bardzo niewielu z nich korzysta z programu „Rodzina 500 plus”.

Za pracą, nie z rodziną

Resort rodziny dopiero od I kwartału tego roku gromadzi informacje o cudzoziemcach, którzy ubiegają się o wypłatę 500 zł na potomstwo. Między styczniem a marcem obcokrajowcom wypłacono z tego tytułu zaledwie 12,2 mln zł. W całym pierwszym półroczu była to kwota ok. 25 mln zł. W tym samym czasie ogólna suma transferów do rodzin świadczenia wychowawczego miała wartość aż 12,2 mld zł. To znaczy, że do cudzoziemców trafiło ok. 0,2 proc. pieniędzy. Dlaczego tak mało?

– Imigranci przybywają do nas głównie za pracą i dzisiaj koncentrują się na tym, a nie na sprowadzaniu czy zakładaniu rodziny. Podobnie było z wyjeżdżającymi Polakami. Też minęło kilka lat, zanim część z nich zaczęła na emigrację sprowadzać swoich bliskich z kraju – uważa Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka PKO BP.

Z danych resortu rodziny wynika, że głównym kanałem, jakim na polski rynek pracy dostają się dzisiaj obcokrajowcy, jest system oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom. Na tej podstawie obywatele sześciu krajów (Ukrainy, Rosji, Białorusi, Armenii, Mołdawii, Gruzji) mogą podjąć u nas legalną pracę przez pół roku na przestrzeni 12 miesięcy.

To uproszczona forma zatrudnienia, z której najchętniej korzystają Ukraińcy. W ubiegłym roku na ponad 1,3 mln zarejestrowanych przez pracodawców oświadczeń 96 proc. wystawionych było na obywateli tego kraju. Nasi wschodni sąsiedzi dominują w tych zestawieniach od lat. Przez pierwsze półrocze 2017 r. tego typu ofert pracy dla nich pojawiło się w urzędach przeszło 900 tys. (95 proc. wszystkich).

Taka forma zatrudnienia nie pozwala jednak imigrantom ze Wschodu nie tylko na zapuszczenie w Polsce korzeni i starania o stabilne warunki pracy, ale również nie daje możliwości bycia beneficjentem programu „Rodzina 500 plus”.

Z przepisów wynika, że o wypłatę 500 zł na dziecko mogą się ubiegać osoby posiadające kartę pobytu z adnotacją „dostęp do rynku pracy” lub zezwolenie na pobyt czasowy zgodne z ustawą o cudzoziemcach. A i to pod warunkiem, że zamieszkują terytorium Polski razem z członkami rodziny. Uprawnień nie mają ci, którzy uzyskali zezwolenie na okres nieprzekraczający sześciu miesięcy, osoby przyjęte w celu podjęcia studiów oraz obcokrajowcy, którzy mają prawo wykonywać pracę na podstawie wizy.

Resort rodziny wyjaśnia, że sam „dostęp do rynku pracy” w dokumentach nie jest warunkiem koniecznym, aby ubiegać się o świadczenie wychowawcze. Dodatek na dzieci przysługuje również tym, którzy mają dostęp do naszego rynku na podstawie zezwoleń na pracę lub są długoterminowymi rezydentami jako obywatele Unii Europejskiej.

Jednak liczba obcokrajowców, którzy co roku dostają u nas pozwolenie na pracę, jest 10-krotnie niższa niż tych, którzy przyjeżdżają krótkoterminowo na podstawie oświadczeń. W ubiegłym roku wydaliśmy ponad 127 tys. takich dokumentów. Ponad 100 tys. trafiło w ręce Ukraińców.

Pomyślmy o zachętach

Dlatego to nasi wschodni sąsiedzi są największymi beneficjentami świadczeń. Przez pierwsze trzy miesiące roku na ich konta trafiło z programu „Rodzina 500 plus” 4,8 mln zł, czyli blisko 40 proc. wszystkich pieniędzy, jakie wypłacono obcokrajowcom.

– Jeżeli Ukraińcy mają nam uciekać na Zachód, gdzie są wyższe płace, to być może warto wprowadzić szereg zachęt, które zachęcą ich do pozostania w Polsce? To może być dostęp do bezpłatnej służby zdrowia czy świadczenia wychowawczego, jeśli np. płacą podatki w Polsce – uważa Marta Petka-Zagajewska.

Na razie jednak nikt o takich rozwiązaniach nie myśli. Efekt: od początku lipca do teraz z programu 500 plus skorzystało zaledwie ok. 6,9 tys. dzieci posiadających paszport inny niż polski.

Zdaniem ekonomistki budżet niewątpliwie korzysta na tym, że – w przeciwieństwie do części krajów UE – nie mamy kosztownych mechanizmów zachęcających do migrowania za transferami społecznymi. – Sęk w tym, że czasami warto zapłacić za to, by obcokrajowcy chcieli przyjeżdżać do nas całymi rodzinami. Wówczas można mieć nadzieję, że będą długoterminowo wiązali z Polską przyszłość nie tylko swoją, ale także dzieci – podkreśla Petka-Zagajewska.

W rządzie wciąż nie ma jednak porozumienia, jak powinny wyglądać zachęty dla przyjeżdżających do Polski w poszukiwaniu pracy i lepszej płacy. Prace nad polityką migracyjną wiele miesięcy temu utknęły w martwym punkcie. Powodem są różnice zdań między resortami rozwoju, rodziny i spraw wewnętrznych.

Problemy demograficzne gospodarki stają się zaś coraz bardziej palące. Stopa bezrobocia spadła do historycznych minimów, pracodawcy coraz częściej mówią o rosnącym problemie ze znalezieniem rąk do pracy, a cudzoziemców przyciągamy głównie na kilka miesięcy w roku dzięki uproszczonym procedurom. To nie daje im możliwości planowania przyszłości nad Wisłą. ⒸⓅ

>>> Polecamy: A niech to prąd kopnie, czyli rządowe zaklinanie rzeczywistości