Publikowane mają być dane o wszystkich podatnikach, którym urzędnik przyzna preferencję podatkową, niezależnie od tego, czy będzie to przedsiębiorca czy osoba fizyczna. W Biuletynie Informacji Publicznej będzie można przeczytać, kto – z imienia i nazwiska bądź nazwy – uzyskał ulgę, w jakiej wysokości, dlaczego i na jakiej podstawie prawnej. Nie wiadomo tylko, czy jako uzasadnienie będzie wskazany jedynie „ważny interes podatnika” bądź „interes publiczny”, czy będzie podana pełna argumentacja.

Tak czy inaczej, każdy będzie mógł się dowiedzieć o finansowych kłopotach beneficjenta ulgi.

Co więcej, urzędnik, który odejdzie ze swojej funkcji, a wcześniej np. umorzy podatek przedsiębiorcy, nie będzie mógł być przez niego zatrudniony ani odpłatnie z nim współpracować przez następne trzy lata. Zdaniem projektodawców wszystko to przełoży się na „transparentność wydatkowania środków publicznych”.

– Te przepisy są jak najbardziej potrzebne i można tylko żałować, że wchodzą w życie 20 lat za późno – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Pracodawców i Przedsiębiorców. Zastrzega, że jego zdaniem publikacja nie powinna dotyczyć wszystkich przypadków. Upubliczniane powinny być tylko informacje o dużych ulgach, a nie np. o umorzeniu 100 zł ciężko chorej staruszce.

Ideę projektu rozumie również dr Anna Wojciechowska, doradca podatkowy z EY. Ekspertka dostrzega jednak potencjalne problemy dla przedsiębiorców. – Upublicznienie takich danych może wywołać przekonanie, że skoro firma stara się o ulgę w zapłacie podatków, to nie będzie również w stanie regulować swoich pozostałych zobowiązań, i że współpraca z nią może stanowić zagrożenie – zauważa Anna Wojciechowska.

>>> Czytaj też: Uberyzacja pracy to pułapka? Może wywołać falę prekaryzacji