– Decyzja w sprawie wyboru partnera strategicznego w programie Orka zostanie podjęta w styczniu – zapowiadała pod koniec grudnia płk Anna Pezioł-Wójtowicz, do niedawna rzeczniczka resortu obrony. Jeszcze w maju wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki zapowiadał, że wybór dokonany zostanie w ciągu kilku tygodni. Ale szanse na to, że cokolwiek wydarzy się do końca stycznia, są minimalne. Obecnie w resorcie obrony trwa oczekiwanie na pojawienie się współpracowników nowego ministra Mariusza Błaszczaka i wróżenie z fusów, który z wiceministrów zostanie, a który pożegna się ze stanowiskiem.

Decyzja czysto polityczna

Wybór dostawcy okrętów podwodnych to decyzja czysto polityczna. I to bardzo ważna, bo koszt trzech okrętów podwodnych, które Polska chce kupić (były minister Antoni Macierewicz wspominał nawet o czterech), to ok. 10 mld zł. Może to być nawet więcej, ponieważ programy zbrojeniowe mają to do siebie, że zazwyczaj są droższe od pierwotnych szacunków.

Przedstawiciele resortu obrony rozmawiają z trzema oferentami: Naval Group z Francji, Saabem ze Szwecji i ThyssenKrupp Marine Services z Niemiec. Odbyły się liczne wizyty, do niedawna zbierano nowe informacje, lecz teraz wreszcie powinniśmy być zdolni podjąć decyzję o wyborze. Ale nie jesteśmy.

Jednak nawet gdyby nowa ekipa w resorcie obrony dokonała wyboru, to szanse na to, by podpisać umowę do końca kadencji, są iluzoryczne. Nie przesądzono jeszcze o sposobie przeprowadzenia transakcji. Gdybyśmy zdecydowali się na ofertę francuską, to zakup odbyłby się w trybie międzyrządowym. Z kolei przy wyborze oferty niemieckiej najłatwiej byłoby się niejako „podłączyć” pod trwające już rozmowy Norwegów (też właśnie kupują okręty podwodne) z Niemcami. Z kolei Szwedzi chcą postępowania konkurencyjnego. Jeśli chcielibyśmy faktycznie dać tej ofercie szanse, to trzeba by zapewne rozpisać przetarg, który proceduralnie będzie trwał najdłużej.

– Od podjęcia decyzji o wyborze partnera strategicznego do momentu wejścia w życie umowy dostawy należy podpisać: list intencyjny z rządem kraju dostawcy (przy założeniu wyboru trybu pozyskania rząd – rząd), porozumienie międzyrządowe (MoU), porozumienie techniczne (TA), porozumienie implementacyjne (IA), umowę dostawy ze stocznią i umowę offsetową. Przy założeniu bardzo sprawnego przebiegu tego procesu potrzeba na to dwóch lat – tłumaczy gen. Adam Duda, były szef Inspektoratu Uzbrojenia odpowiedzialnego za pozyskiwanie nowego sprzętu dla Wojska Polskiego.

Pożegnanie „Kondora”

Obecnie najbardziej optymistyczne terminy dostawy pierwszego nowego okrętu podwodnego to rok 2026. Realne jest to, że trafi do Polski za 10 lat. Tymczasem miesiąc temu na ORP „Kondor” po raz ostatni opuszczono banderę. Ten okręt podwodny wszedł do służby w połowie lat 60., a Polska przejęła go od Norwegii w 2004 r. Obecnie w służbie są jeszcze równie wysłużone trzy Kobbeny (w najbliższych latach również będą wychodzić ze służby) oraz okręt „Orzeł”, o którym ostatnio zrobiło się głośno z powodu pożaru na pokładzie. Wszystkie te konstrukcje są wiekowe i nie mają większych zdolności bojowych. Prawdopodobnie w najbliższych latach sięgniemy po rozwiązanie pomostowe, czyli na kilka lat „pożyczymy” okręty podwodne np. od Niemców.

Problem jest jeszcze jeden: mimo tak olbrzymich kosztów w Polsce politycy i inni decydenci nie odbyli poważnej debaty, czy taki sprzęt jest nam w ogóle potrzebny. – Oddzielmy dwie rzeczywistości. Jedna to proces identyfikacji potrzeb dotyczących zdolności i wymagań operacyjnych w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. SGWP zapewne przedstawił różne sposoby zabezpieczenia naszego bezpieczeństwa na morzu, to są analizy niejawne. Druga to kwestia polityczna. Minister obrony powinien ogólnie przedstawić posłom sejmowej komisji obrony narodowej wnioski z analiz sztabu, np., że potrzebujemy x czołgów, y samolotów czy z okrętów podwodnych. Takie brzegowe warunki powinny być uzgodnione przez polityków wszystkich opcji, powinien zostać wypracowany konsensus i on powinien być utrzymany niezależnie od tego, która partia rządzi. Bez kontynuacji nie ma modernizacji – stwierdza gen. Adam Duda.

Czego potrzebujemy

Mimo że w ostatnich miesiącach opublikowano opracowaną w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego Strategiczną Koncepcję Bezpieczeństwa Morskiego czy Strategiczny Przegląd Obronny przygotowany w resorcie obrony, to nikt na poważnie nie zaczął na poziomie politycznym rozmawiać, czy faktycznie potrzebujemy okrętów podwodnych, czy powinno ich być trzy albo pięć, czy może jednak powinniśmy postawić na inny rodzaj uzbrojenia. Takiej debaty zabrakło.

Program ORKA jak w soczewce skupia problemy z zakupami sprzętu dla Wojska Polskiego. Pierwotne terminy zakładały podpisanie umowy w 2013 r., a pierwsze dostawy w 2022 r. W międzyczasie zmieniono wymagania (pojawił się m.in. wymóg wyposażenia okrętów w pociski manewrujące) i założono, że przy budowie tych jednostek radykalnie wzmocnimy potencjał polskich stoczni. Jedyne co jest teraz pewne, to to, że tak jak w czasie poprzedniej kadencji, tak też i w czasie obecnej, nowej umowy na okręty podwodne nie podpiszemy.

>>> Polecamy: Finlandia przewiduje wzrost liczby rosyjskich okrętów podwodnych na Bałtyku