Meysztowicz wnioskował o przerwę w obradach Sejmu i zwołanie konwentu seniorów, który podjąłby decyzję o zdjęciu z porządku obrad rozpatrywanie wniosku b. ministra skarbu Dawida Jackiewicza (PiS) o uchylenie immunitetu posłance Nowoczesnej Kamili Gasiuk-Pihowicz.

Meysztowicz podkreślił, że nie ma dziś żadnych podstaw do uchylenia immunitetu posłance Nowoczesnej. W jego ocenie, takie działanie jest próbą nacisku i zastraszenia posłów opozycji. "Kamila Gasiuk-Pihowicz jest jedną z najbardziej zaangażowanych posłanek w obronie konstytucji, niezależności wymiaru sprawiedliwości oraz demokratycznego państwa prawa" - wyliczał. "Nie uciszycie w ten sposób posłów opozycji" - dodał.

Prowadzący obrady wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński (PiS) powiedział, że nie wyklucza, że w trakcie czwartkowego posiedzenia marszałek Sejmu Marek Kuchciński zwoła konwent seniorów w celu omówienia tej sprawy.

W końcówce listopada komisja regulaminowa i spraw poselskich rekomendowała Sejmowi uchylenie immunitetu posłance Nowoczesnej Kamili Gasiuk-Pihowicz i tym samym udzielenie zgody na pociągnięcie jej do odpowiedzialności cywilnej.

O uchylenie posłance immunitetu wnioskował b. minister skarbu Dawid Jackiewicz (PiS), który wytoczył jej proces o ochronę dóbr osobistych. Pozew w tej sprawie został złożony w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu. Jackiewicz domaga się od Gasiuk-Pihowicz zadośćuczynienia w kwocie 100 tys. złotych.

Pozew byłego ministra skarbu dotyczy wypowiedzi posłanki Nowoczesnej, która padła podczas lipcowych prac w Sejmie nad ustawami o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. "Ja bym chciała przypomnieć Państwu kilka faktów. Dawid Jackiewicz – były minister skarbu w obecnym rządzie Beaty Szydło – w czasie poprzednich rządów PiS w 2006 r. brał udział w awanturze, która doprowadziła do śmierci bezdomnego człowieka. Polityk PiS wdał się z nim w szarpaninę, popchnął go, głowa tego bezdomnego człowieka roztrzaskała się o beton. A potem co zrobiła prokuratura Ziobry? Umorzyła sprawę partyjnego kolegi, mimo że po awanturze z nim zginął człowiek" - mówiła wówczas Gasiuk-Pihowicz.

Sprawa dotyczy wydarzeń z 28 grudnia 2006 r. Jadącą tego dnia autobusem, wraz z synem, żonę Dawida Jackiewicza zaczepił pijany i agresywnie zachowujący się mężczyzna. Wykrzykiwał, że chłopiec jest jego dzieckiem i próbował go wyszarpnąć matce. Kobieta wysiadła z autobusu i wezwała męża przez telefon. Pijany, 50-letni mężczyzna wysiadł jednak za nimi, wyrwał chłopca i chciał się z nim oddalić. Jackiewicz, który przyjechał na miejsce zdarzenia, popchnął mężczyznę. 50-latek upadł, uderzając się w głowę. Po kilku dniach zmarł w szpitalu. W grudniu 2007 roku wrocławska prokuratura umorzyła postępowanie tej sprawie. (PAP)

autor: Aleksandra Rebelińska