Konsekwencja, z jaką Prawo i Sprawiedliwość stara się naśladować rządy sanacji, może imponować. Chcąc wiernie podążać za przykładem oryginału, politycy obozu władzy coraz częściej rekonstruują przedwojenne afery obyczajowe, czym nieco podważają wiarę w promowane przez nich jednocześnie wartości rodzinne i katolickie. Na szczeblu ogólnopolskim serię działań rekonstrukcyjnych zainicjował rok temu Łukasz Zbonikowski, poseł PiS z Włocławka. Żona oskarżyła go nie tylko o zdrady, lecz również o przemoc i zastraszanie. Wkrótce z podobnymi oskarżeniami wobec męża wystąpiła małżonka senatora Waldemara Bonkowskiego. Obie panie swoje słowa potrafiły dobrze udokumentować. Równą zapobiegliwością wykazała się Izabela Pek, zanim ujawniła mediom romans z posłem Stanisławem Piętą. Co więcej, tygodnik „Wprost” doniósł, że nie jest to koniec serii obyczajowych afer. W kolejce ponoć czekają następni politycy Prawa i Sprawiedliwości. Mimo to liderzy tej partii, w której rozwodników jest już całkiem sporo, a ich liczba może gwałtownie wzrosnąć, robią wiele, żeby uprzykrzyć życie współbliźnim w nieszczęściu. Oto Ministerstwo Sprawiedliwości, przy okazji zmian w kodeksie postępowania cywilnego, chciało podnieść opłatę za wniesienie pozwu rozwodowego z 600 do ok. 2 tys. zł oraz wprowadzić obowiązkową mediację dla par, które myślą o rozstaniu. Takie postawienie sprawy wygląda trochę jak zafundowanie pokuty tym partyjnym kolegom, którzy w rekonstruowanie małżeńskich perypetii przywódców sanacji włożyli ostatnio zbyt wiele serca.

Dania to globalna stolica rozwodów. Wkrótce ma to się jednak zmieni

Przykład idzie z góry

Nawet człowiek najbardziej oddany polityce miewa życie prywatne. Prawidłowość ta dotyczyła również Józefa Piłsudskiego oraz jego najbliższych współpracowników. Wprawdzie młodość poświęcili walce o niepodległość, lecz gdy Polska ją odzyskała, dawni bohaterowie już nie bywali na co dzień tacy niezłomni. Zwłaszcza gdy chodziło o relacje z kobietami. Sam Naczelnik dawał podkomendnym przykład, jak naginać zasady do potrzeb. Powszechnie wiedziano, że Piłsudski, aby zalegalizować związek z mężatką Marią Juszkiewicz z domu Koplewską, musiał przeprowadzić bardzo skomplikowaną operację religijną. Na terenie Rosji obowiązywał dekret cara Mikołaja I z 1836 r. oddający wszystkie kwestie związane z zawieraniem oraz rozwiązywaniem małżeństw w ręce związków wyznaniowych. W przypadku katolików Kościół jednoznacznie odrzucał możliwość rozwodu. Chcąc formalnie rozstać się z mężem, Maria Juszkiewicz musiała przenieść się do Kościoła ewangelicko-reformowanego, który w tamtym czasie oferował najszybsze rozwody. Jednak Piłsudski jako katolik i tak nie mógł poślubić byłej mężatki, do tego jeszcze protestantki. Dlatego w maju 1899 r. dokonał konwersji religijnej przed pastorem Kacprem Mikulskim z Kościoła ewangelicko-augsburskiego. Tym sposobem państwo młodzi już jako członkowie dwóch kościołów zreformowanych mogli stanąć na ślubnym kobiercu.

Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej