Sprawa dotyczyła mężczyzny, który przez kilka lat dręczył swoją żonę i córkę. Po spożyciu alkoholu wszczynał awantury, wyzywał kobiety, wypędzał je z domu i groził, że zabije. Ostatecznie został zatrzymany przez policję i oskarżony o znęcanie się nad bliskimi. Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Grójcu.

W toku procesu sędzia uznał, że mężczyznę należy skierować na obserwację psychiatryczną. Z opinii dwóch biegłych psychiatrów wynikło, że podjęto słuszną decyzję. Bo niewykluczone jest, że oskarżony miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność rozpoznawania swych czynów. Sąd – znając treść art. 79 par. 1 kodeksu postępowania karnego – uznał, że w związku z tym potrzebny jest obrońca. Został on ustanowiony.

Sąd stwierdził jednak, że nie ma sensu powtarzać całej sprawy od nowa, bo to prowadziłoby do jej zbędnego wydłużenia. Pozwolił więc wypowiedzieć się swobodnie adwokatowi co do zebranego wcześniej materiału, a także zająć stanowisko w kwestiach wynikłych już po ustanowieniu. Następnie wydano wyrok skazujący mężczyznę na sześć miesięcy pozbawienia wolności.

Wówczas adwokat złożył apelację od wyroku. I choć jego zarzuty wobec orzeczenia okazały się niesłuszne, to rozstrzygnięcie upadło z innego powodu.

>>> Polecamy: Samosąd z bezsilności. Oszukani przez Exeos Cars postanowili sami wymierzyć sprawiedliwość

Wszystko od nowa

„Obrońcę ustanowiono zarządzeniem z dnia 7 listopada 2016 roku. Na rozprawie w dniu 5 października 2016 roku oskarżony występował samodzielnie, nie korzystał jeszcze z pomocy obrońcy. To nie stan wiedzy organu procesowego o okolicznościach wymienionych w dyspozycji art. 79 par. 1 k.p.k. decyduje o konieczności występowania oskarżonego z obrońcą i jego udziału w rozprawie, a zaistnienie którejś z nich rodzi ten obowiązek” – stwierdził Sąd Okręgowy w Radomiu. Uznał tym samym, że skoro sąd rejonowy nawet z przyczyn od siebie niezależnych dopiero w końcowej fazie rozprawy powziął wiedzę o wątpliwościach co do poczytalności oskarżonego, to powinien zapewnić mu udział obrońcy w całym procesie, a nie tylko jego części. Bo brak nawet w niewielkim fragmencie rozprawy obrońcy przysługującego oskarżonemu ustawowo skutkować musi stwierdzeniem bezwzględnej przyczyny odwoławczej z art. 439 par. 1 pkt 10 k.p.k.

Eksperci chwalą wyrok radomskiego sądu. – Szybkość postępowania nie może być wartością samą w sobie. Co nam po błyskawicznym procesie, jeśli dojdzie do naruszenia podstawowych praw człowieka? A prawo do obrony należy przecież za takie uznać – argumentuje dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Najważniejszy jest początek

Rozstrzygnięcie zapadłe w apelacji chwali też adwokat Łukasz Wiśniewski, wspólnik w kancelarii Chojniak i Wspólnicy oraz doktorant w Zakładzie Postępowania Karnego UW.

– Nawet jeśli sąd pierwszej instancji nie miał wątpliwości co do poczytalności oskarżonego przed przeprowadzeniem dowodu z opinii biegłych, to takie okoliczności istniały – podkreśla prawnik. Jego zdaniem wydanie wyroku w sytuacji, gdy oskarżony nie miał obrońcy na każdym etapie rozprawy, było uchybieniem, które z kolei musiało skutkować uchyleniem orzeczenia.

Zarówno Helsińska Fundacja Praw Człowieka, jak i Naczelna Rada Adwokacka podkreślają, że istotą prawa do obrony jest dostęp do profesjonalnego pełnomocnika w każdym momencie postępowania. Najważniejszy z reguły jest sam początek, często jeszcze przesłuchanie przeprowadzone na komisariacie lub w prokuraturze.

W polskich sądach przyznanie się do winy nadal stanowi jedną z najważniejszych okoliczności branych pod uwagę przy wydawaniu wyroku. Do wycofania się z niego sędziowie zaś podchodzą już z dużym dystansem. W doktrynie natomiast podkreśla się, że często ludzie przyznają się do czynów, których nie popełnili. Ulegają przekonującym śledczym lub wierzą, że przyznanie się zakończy długie przesłuchanie.

ORZECZNICTWO:

Wyrok Sądu Okręgowego w Radomiu z 7 listopada 2017 r., sygn. akt V Ka 926/17.