Od września rusza reforma edukacji, która przywraca ośmioletnie szkoły podstawowe, czteroletnie licea ogólnokształcące i pięcioletnie technika. Gimnazja będą stopniowo likwidowane. Przeciwko zmianom protestował Związek Nauczycielstwa Polskiego, opozycja, a także organizacje społeczne, które chcą, aby Polacy w sprawie reformy Polscy wypowiedzieli się w referendum. Sejm odrzucił jednak w lipcu projekt uchwały w tej sprawie. Na 4 września ZNP zapowiedział protest przeciwko zmianom, który odbędzie się przed Ministerstwem Edukacji Narodowej.

Zdaniem Mirosława Orzechowskiego, który w latach 2006-2007 pełnił funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, nie ulega wątpliwości, że reforma oświaty jest konieczna.

"Reforma edukacji jest zawsze ważna, kiedy zachodzą przesłanki do jej przeprowadzenia. Niezmiennie wymaga zmian to wszystko, co dotyczy spraw tożsamości narodowej, czyli język polski, historia, ale także nauki ścisłe, bo z tym były i są kłopoty. Jakość kształcenia dzieci i młodzieży nie leży w organizacji szkół, a w programie, który w tych szkołach jest realizowany, i program ten wymaga zmian" – mówi Orzechowski.

Jego zdaniem "czas pokaże, czy przeprowadzający reformę będą mieli powód do dumy, czy do wstydu". "Każdy, kto nadzoruje i przeprowadza taką reorganizację, przyjmuje na siebie dużą odpowiedzialność" – podkreśla były wiceminister edukacji. "Trzeba podnieść jakość nauczania oraz wymagania. Obecnie uważa się, że jeżeli wyniki testów są niskie, to obniża się poziom nauczania. To jest niedopuszczalne, ponieważ w inny sposób dziecka się nie nauczy tego, że szkoła jest pierwszym obowiązkiem zawodowym" – podkreśla Orzechowski.

B. wiceszef MEN zwraca również uwagę na konieczność weryfikacji poziomu kształcenia nauczycieli. "Ci, którzy angażują nauczycieli, powinni przykładać wagę do sprawdzania gotowości nauczania. Nauczyciele powinni wprowadzać porządek oraz powinna być zachowana hierarchia: nauczyciel jako mistrz i uczeń, który musi czerpać przykład z niego. Należy dobierać właściwie kadry i je weryfikować, co leży po stronie dyrekcji szkół. Nauczyciel powinien mieć przekonanie, że to po jego stronie będzie stał dyrektor, a nie po stronie ucznia czy rodziców" – dodaje Orzechowski.

Według Orzechowskiego redukcja etatów nauczycieli jest efektem niżu demograficznego, a nie potencjalnym skutkiem wprowadzanej od września reformy. "Kiedy był system szkoły podstawowej, ponadpodstawowej, to szkoły były pełne, ponieważ panował wtedy wyż demograficzny. Dziś zauważamy gwałtowne obniżenie przyrostu naturalnego i mamy problem. W przyszłym tygodniu zaczniemy widzieć jak to wszystko wygląda. Trzeba zauważyć, że to samorządy są organami prowadzącymi zmiany w szkołach i myślę, że skoro pani minister wielokrotnie zapewniała, że będzie nadzorować i wspierać samorządy tam, gdzie będzie to potrzebne, to tak się stanie" – dodaje b. wiceszef MEN.

Były wiceminister oświaty podkreśla, że kształcenie dzieci i młodzieży jest konstytucyjnym zadaniem państwa realizowanym przez samorządy. "Tak po prostu jest i tak musi być. Uważam, że to pójdzie własnym torem i dobrnie do celu – do dobrego celu miejmy nadzieję" – mówi Orzechowski. (PAP)

autor: Paulina Kościółek

edytor: Anna Dudzik, Mariusz Pilis

pak/ adzi/ mapi/ mkr/