Piotr Mieczkowski, Executive Director w Fundacji Digital Poland: Do tej pory w ogóle nie było takiego dialogu. Dlatego jestem niezwykle szczęśliwy, że udało się rozpocząć rozmowę o roli Polski w globalnym ekosystemie Sztucznej Inteligencji.

Widzimy, że inne kraje mają już bardzo szczegółowe strategie rozwoju branży SI. Najdobitniejszym przykładem są oczywiście Stany Zjednoczone, ale wynika to w głównej mierze z tego, że tam są największe koncerny typu Google, Facebook czy Microsoft. To są też firmy, które najwięcej inwestują na świecie, a jednocześnie mają najwięcej danych. Bo my korzystając z telefonów android wgrywamy np. zdjęcia na ich serwery i czynimy je jeszcze potężniejszymi. Amerykanie mają też mniej restrykcyjne podejście w kwestii przetwarzania danych osobowych co pozwala im łatwo zbierać zgody i robić z tymi danymi wiele rzeczy.

Chiny idą dokładnie taką samą drogą jak USA i mają konkretne wyniki. Ten sam kierunek próbują obrać Niemcy, Wielka Brytania czy Francja, chociaż oni są na początku drogi. Bo uważam, że nikt w Europie nie osiągnie globalnego sukcesu samemu. Jesteśmy za mali, mamy za mało danych, za mało programistów, za mało naukowców, a jak są to za nisko opłacani. Wnioski są więc proste – musimy współpracować z innymi. W szczególności w Europie. Są pomysły, by instytuty z Polski współpracowały z niemieckimi. Co więcej, w zapisach koalicyjnych rządu niemieckiego jest mowa o tym, by powołać specjalny instytut Sztucznej Inteligencji, który będzie współpracował z naszym krajem.

Czym miałby dokładnie się zajmować?

Jako fundacja zrobiliśmy diagnozę całego rynku w Polsce. I nie ma u nas jednego takiego typowego instytutu. Mamy rozdrobnienie. Bolączką w naszym kraju jest współpraca. Bo w tej dziedzinie nie jest tak, że spotka się dwóch naukowców i wymyślą sobie autonomiczny pojazd. W końcu to jednak jest samochód. Karoseria, silnik, ale też komputer, algorytmy, kamery, sensory, telekomunikacja. Dziesiątki różnych systemów. Zrobienie czegoś takiego przypomina zrobienie Airbus-a. To konsorcjum firm, które razem coś budują. Tak jak z misją na Marsa. Ktoś jest od wystrzelenia maszyny, ktoś od sensorów, ktoś od samego badania próbek glebowych. Wyzwaniem jest to, jak w Polsce wszystkie te kompetencje zmapować i połączyć w jeden twór, który współpracowałby z zagranicą.

Być może takim centrum stanie się „Sieć Badawcza: Łukasiewicz”, która ma być jedną z największych tego typu instytucji w Europie. Sieć ma stanowić pomost między nauką a gospodarką i być efektywnym zapleczem technologicznym i intelektualnym administracji publicznej. Ale to ciągle daleka droga.

Na spotkaniu zorganizowanym przez Impact'18 dotyczącym przyszłości SI w Polsce, są przedstawiciele największych światowych koncernów. A gdzie polskie firmy?

W Polsce typowo polskich firm nie ma zbyt wiele. Dlaczego? Bo po pierwsze taka firma musi mieć olbrzymią bazę danych. A nawet w Europie nie ma takich firm. Z jakich telefonów korzystamy? Jakie mamy popularne aplikacje? Jakimi telewizorami się posługujemy. Skąd są syntetyzatory mowy? Przecież tam nie ma, nie tylko polskich, ale nawet europejskich marek. My, jako Stary Kontynent, przegrywamy w cyfrowych technologiach z Ameryką czy Chinami. Komisja Europejska, w kwietniu, zobowiązała się przeznaczyć razem z firmami ok. 20 mld euro na rozwój badań nad SI. Bo uciekają nam najlepsi naukowcy, których „zgarniają” chociażby Stany Zjednoczone. I nie ma się co dziwić skoro naukowiec w czołowych firmach z Doliny Krzemowej może zarabiać i jeden milion dolarów rocznie. Drugim problemem jest brak projektów, bo naukowcy chcą robić ciekawe rzeczy. Ich też nie jest w naszym kraju wiele

Czy nie jest tak, że tę rywalizację już przegraliśmy i została nam rola, co najwyżej, podwykonawców?

Częściowo tak! Chociaż oczywiście musimy szukać sobie nisz. Tylko trzeba to robić z głową. To znaczy, najpierw analiza całego naszego rynku. W czym jesteśmy mocni, gdzie najwięcej eksportujemy, co chcemy rozwijać i co może nam się udać. Żebyśmy nie rzucali się z motyką na Słońce, ale robili to z głową. Realnie. Przecież konkurencji dla Facebook-a, na skalę światową, w Polsce nie zbudujemy. Musimy do tego podejść bardzo pragmatycznie.

Czyli tak naprawdę tutaj trzeba szerszej współpracy całego rządu

Oczywiście. Na szczęście zarówno Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego jak i Ministerstwo Cyfryzacji zdają sobie z tego sprawę. Podczas spotkania Impact RoundTable powered by Digital Poland padły dokładnie takie słowa z ust ministra Okońskiego za co mu dziękuję. Do budowy polskiej strategii SI powinny być zaproszone wszystkie resorty. Nie da się zbudować przecież Sztucznej Inteligencji w sektorze zdrowia, który wymaga dostępu do danych pacjentów, by lepiej rozpoznawać choroby, bez udziału np. Ministerstwa Zdrowia. Sztuczna Inteligencja jest jak elektryczność – każdy jej potrzebuje i dotyka każdego.

Od czego powinniśmy więc zacząć?

Potrzebne są nam piaskownice regulacyjne.

Co to znaczy w praktyce?

W praktyce oznacza to, że nie mamy nawet gdzie testować naszych innowacyjnych produktów. Jest w naszym kraju firma, która produkuje autobusy. I musi wysyłać je za granicę, żeby je... sprawdzić na drodze. Mamy produkt mechaniczny. Dołączamy do niego zaawansowane algorytmy. A następnie nie mamy miejsc, by zobaczyć, czy to działa. Bo on musi jeździć po realnych drogach, realnym miasteczku, napotykać realne problemy. Jeśli regulacje prawne w Polsce nie będą pozwalały na to, by eksperymentować z autonomicznymi pojazdami, to nikt nie będzie chciał u nas inwestować i tworzyć swoich laboratoriów. Skoro mamy problem ze smogiem w Warszawie, to pozwólmy kilku firmom na badania nad tym problemem np. za pomocą dronów. Oczywiście one nad całym miastem obecnie latać nie mogą. W takim razie wyznaczmy fragment jednej dzielnicy, by móc się mierzyć z zagadnieniem w realnych warunkach, a nie laboratoryjnych. Bo jak taki dron może powstać jako produkt rynkowy, skoro nie wiadomo, czy on będzie działał.

Powinniśmy więc zacząć od pracy u podstaw?

Wydaje mi się, że brakuje nam podejścia typowo anglosaskiego. Regulujmy później, najpierw rozwijajmy. I obserwujmy, co z tego wynika. Jeżeli nie będzie pozwolenia na ruch autonomicznych pojazdów na naszych drogach, to nawet nie mamy co marzyć o tym, że zawojujemy rynek europejski. Oczywiście nie musi to być pozwolenie na ruch w Warszawie czy Krakowie. Ale niech to nawet będzie sztucznie stworzone miasteczko czy zamknięte poligony. Podam przykład Dubaju. Mało kto wie, że jest to jeden z siedmiu emiratów, który nie ma już praktycznie ropy. Taki biedny brat bliźniak Abu Zabi, gdzie jest skupione główne bogactwo Emiratów. A mimo wszystko, trzy kilometry od miasta, na totalnym pustkowiu, są w stanie ściągać najlepszych naukowców. Bo dostają pozwolenie na nieograniczone eksperymentowanie z blockchain, smartcity, na zaawansowane prace nad robotami. Przecież to w Arabii Saudyjskiej Sophia, która de facto w czerwcu pojawi się na Impact'18 w Krakowie, otrzymała „ludzkie” obywatelstwo. Bliski Wschód chce się właśnie takimi metodami przebić w tym wyścigu.

Ale chyba na „wolną amerykankę” pozwolić sobie za bardzo też nie możemy?

Oczywiście. Każda skrajność jest niebezpieczna. Nikt nie chce, by powstawały firmy typu Amber Gold, które będą wydmuszkami. Ale dzisiaj Białoruś pozwala na więcej względem bockchain niż Polska. Chodzi o to, by w kontrolowany sposób dać szansę wdrażać na rynek innowacyjne rozwiązania. Nawet niech to będą globalne korporacje. One zatrudnią na bardzo dobrych warunkach absolwentów, naukowców. Nie będą musieli wyjeżdżać na drugi koniec świata. Będą mogli rozwijać się u nas na miejscu ri realizować swoje pasje. A kto wie, po zdobyciu odpowiednich doświadczeń, może sam założy nowoczesną firmę, która stanie się konkurencyjna?
To może zachęcić takie firmy ulgami podatkowymi?

Uważam, że nie. To oczywiście najprostszy sposób, ale ja bym szedł drogą regulacji prawnych i bycia przyjaznym właśnie pod tym względem. My jako kraj nie mamy też wysokich podatków więc już jesteśmy atrakcyjni dla wielu firm. Liczy się jednak stabilność prawa. Podam przykład. Dlaczego u nas nie budując się największe centra przetwarzania danych? Bo firmy boją się zmiany regulacji wokół cen energii a to podstawowy koszt takiego data center. Możemy też wykorzystywać wschodnie rynki zasobów ludzkich. Programiści czy informatycy z Ukrainy czy Białorusi powinni mieć możliwość przyjeżdżania do nas na dłużej. Amerykanie mają różnego rodzaju wizy. I w tych sektorach, gdzie potrzebują pracowników, pozwolenia na wydanie wiz są o wiele krótsze i prostsze. niż w innych przypadkach. My również powinniśmy o tym pomyśleć, by na przykład branże wysokich technologii były uprzywilejowane.

To jakie kolejne kroki?

Jako fundacja będziemy wspierać każde działania które mogą pomóc sprawić by Polska stała się jednym z najważniejszych centrum innowacji cyfrowych na świecie. Z tego też powodu jako fundacja zamierzamy niebawem opublikować raport, wraz z Instytutem Kościuszki, Klubem Jagielońskim i niezależnymi ekspertami, prezentujący przegląd światowych strategii państw wokół sztucznej inteligencji. Mamy nadzieję, że przyczyni się do jeszcze bardziej merytorycznej dyskusji w Polsce.

Robot Sophia przyjeżdża do Polski.
Sophia, humanoidalny robot obdarzony sztuczną inteligencją, po raz pierwszy przyjedzie do naszego kraju. Będzie jednym z 250 speakerów z całego świata, którzy 13 - 14 czerwca wystąpią na kongresie Impact'18 w Krakowie.