Elektroniczne zwolnienia lekarskie można wystawiać od początku 2016 r., ale podpisywane były poprzez kwalifikowany podpis elektroniczny, który trzeba było wykupić, albo profilem zaufanym administracji publicznej - ePUAP, który lekarze krytykowali, jako zbyt czasochłonny i skomplikowany.

Od piątku ZUS pozwala bezpłatnie podpisywać elektroniczne zwolnienie przez uwierzytelnienie go bezpośrednio przez Platformę Usług Elektronicznych i system pobieranych tam certyfikatów.

Żeby podpisać zwolnienie lekarz musi pobrać z systemu ZUS certyfikat i ustalić hasło umożliwiające podpisywanie zwolnień. Można to robić nie tylko na stacjonarnym komputerze, ale też na smartfonie i trwa to tylko kilka minut - powiedział PAP rzecznik prasowy ZUS Wojciech Andrusiewicz.

Certyfikat ważny jest przez 5 lat. Indywidualne hasło nadawane przez lekarza, to minimum cztery znaki - cyfry, litery i znaki specjalne. Po złożeniu wniosku lekarz maksymalnie po kilkunastu minutach otrzymuje maila lub smsa z potwierdzeniem nadania certyfikatu.

Na razie elektroniczne zwolnienia nie są obowiązkowe - honorowane będą też zwykłe, papierowe druki, które zostaną wycofane 1 lipca przyszłego roku.

Do tej pory zwolnienia w formie elektronicznej wystawiało ok. 7 tys. ze 143 tys. wszystkich lekarzy. W ten sposób trafiało do ZUS i pracodawców tylko 3 proc. wszystkich zwolnień - od początku 2016 r. lekarze wystawili ich 1,5 mln.

W niedawnym wywiadzie dla PAP prezes ZUS prof. Gertruda Uścińska zapowiedziała kampanię informacyjną i szkolenia dla lekarzy, którzy mają prawo do wydawania orzeczeń o czasowej niezdolności do pracy.

"Chcemy ich przeszkolić, w praktyce pokazać, jak szybko można wystawić zwolnienie elektroniczne, jak naprawdę łatwo to zrobić" - relacjonowała plany prezes ZUS. "Nowy sposób autoryzacji zwolnień podoba się lekarzom, bo widzą, że nie jest on tak obciążający, jak inne metody" - dodała.

Po szkoleniach ok. 30 proc. lekarzy powinno wystawiać dobrowolnie e-zwolnienia - zakłada ZUS, zanim będzie to trzeba robić obowiązkowo od połowy 2018 r.

>>> Czytaj też: Internet szkodzi naszej produktywności