"Dziennik Gazeta Prawna" napisał w poniedziałek o przypadkach podawania, także noworodkom, szczepionek, które powinny zostać zutylizowane.

Wiceminister ocenił, że "służby zadziałały odpowiednio". "Główny Inspektor Sanitarny wiedząc, że doszło przerwania dostaw prądu, zareagował odpowiednio i przeprowadził kontrole w jednostkach w których (…) lodówki przestały działać" – wskazał.

"W hurtowniach nie mamy takiego problemu, bo tam są agregaty prądotwórcze, które zapewniają przechowywanie szczepionek w takich warunkach, w jakich powinny być przechowywane" - dodał.

Czech przekazał, że w porozumieniu z wojewódzkim inspektorem farmaceutycznym na terenie woj. lubuskiego podjęto decyzję o wstrzymaniu w obrocie preparatów - podjęto 80 takich decyzji, a kolejnych 100 jest w toku. "Wszędzie tam, gdzie jest cień wątpliwości, że mamy niezgodność z tym, co producent pisze, tam interweniujemy" – dodał.

Jak wyjaśniał główny inspektor sanitarny Marek Posobkiewicz, "w każdym miejscu, w którym przerwa w dostawie prądu jest dłuższa (...) są na to odpowiednie procedury, są te miejsca sprawdzane. Sprawdzany jest monitoring temperatury, czy został zachowany tzw. ciąg chłodniczy. I w przypadku braku ciągu chłodniczego preparatu muszą być wstrzymane w obrocie".

"W tym przypadku niektórzy lekarze korzystali też z opinii ekspertów odpowiedzialnych za szczepienia. Musimy pamiętać o tym, że zawsze za podanie szczepionki odpowiedzialny jest lekarz" - dodał Posobkiewicz.

Pytany o to, ile takich szczepionek zostało podanych, Posobkiewicz odpowiedział: "Dokładnych informacji nie mamy, ale będą zebrane".

Czytaj więcej:

Setki pacjentów z wadliwą szczepionką. Lekarze wiedzieli, co wstrzykują

Szumowski: Przez brak prądu szczepionki były niewłaściwie przechowywane. "To efekt huraganu"