Kilku pozytywniej nastawionych do niego osób doradziło mu założenie felg o średnicy pierścienia saturna (żeby auto jakoś wyglądało), podesłało mu namiar do gościa, który wyciąga z dwulitrowych diesli od 300 koni wzwyż (żeby auto jakoś jeździło), a na końcu zasugerowali mu tankowanie oleju opałowego albo z frytkownicy (żeby jakoś taniej wyszło). Co dodatkowo zwróciło moją uwagę, to niemal identyczne zdjęcia wszystkich użytkowników forum. Połowa z nich przedstawiała chmurę dymu z palonych opon, a reszta – dziewczynę wciśniętą w szorty przedszkolaka, opierającą się o maskę samochodu.

Inne tego typu serwisy internetowe to także kopalnia przydatnych informacji. Na forum Volkswagena rozmawia się głównie o tym, ile palą Passaty B5 i dlaczego niektórym wychodzi aż pięć litrów na setkę. Oraz o tym, która choinka Wunder-Baum najlepiej zabija zapach niemieckiego emeryta i gdzie w Słomczynie można kupić najtrwalsze pokrowce z moheru na fotele. W fanklubie Toyoty są sami ekolodzy, więc głównie przechwalają się, ile żonkili uratowały od zagłady ich priusy w ubiegły weekend. Ze strony miłośników Alfy Romeo trudno cokolwiek zrozumieć, bo każdy umieszczony na niej wpis w 70 proc. składa się ze słów takich, jak „sworzeń”, „rozrząd”, „silentblock”, „korbowód”, a pozostałe 30 proc. z takich, jak „k...a mać”, „ja pie....ę”, czy „znowu się zje...o”. Nieco bardziej eleganckim i mniej skomplikowanym językiem posługują się członkowie forum Fiata. Tyle że ostatni wpis na nim pochodzi z 1989 r.

Volkswagen Passat Bi-turbo

Volkswagen Passat Bi-turbo

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Na forum Porsche dominują pytania w stylu „Czy to normalne, że w moim 911 Turbo powyżej 300 km/h lekko świszcze uszczelka w lewych drzwiach”, a u Mercedesa... No więc chyba nie ma czegoś takiego jak forum Mercedesa. Po prostu 80 proc. 70-latków nie potrafi obsługiwać komputerów, a pozostałe 20 proc. jest zbyt zajęte załatwianiem spraw lokalnej masonerii. Z kolei strona fanów Renault to nic innego, jak wirtualna wersja poczekalni w warsztacie. Dyskutuje się tu tylko i wyłącznie o tym, jaka komu dzisiaj zapaliła się kontrolka i co trzeba zrobić, żeby zgasła. Najczęściej okazuje się, że trzeba wymienić pół auta, w związku z czym strona ma również specjalną zakładkę, na której można tanio kupić części do clio, megane, laguny, espace’a, scenica, twingo itd.

Wszelkie moje doświadczenia dowodzą, że fora internetowe poświęcone konkretnym markom czy modelom okupują trzy rodzaje ludzi: 1. Szurnięci wariaci, którzy traktują swoje auta lepiej niż żony i dzieci; 2. Domorośli mechanicy, którzy w garażu spędzają więcej czasu niż ze swoimi żonami i dziećmi; 3. Uczniowie podstawówek zafascynowani autami, którzy jeszcze nie mają żon i dzieci. Żaden normalny, pracujący, posiadający rodzinę facet nie będzie przez kilka godzin szukał w internecie odpowiedzi na pytanie, co może powodować lekkie stuki w okolicach prawego przedniego koła. On załatwi sprawę w dwie minuty – po prostu pojedzie do najbliższego serwisu.

Jest jeden rodzaj fanklubów, który moim zdaniem mógłby zdać egzamin i faktycznie być rzetelną platformą do wymiany doświadczeń i informacji. To fankluby oparte nie na markach czy modelach, ale nadwoziach aut. Na przykład fanklub sedanów, kompaktów czy SUV-ów. Wchodzicie na taką stronę i możecie zasięgnąć opinii bezpośrednio od użytkowników wszystkich modeli tej samej klasy. Wydaje mi się to szczególnie przydatne w czasach, gdy samochody z tego samego segmentu potrafią tak diametralnie się od siebie różnić. Weźmy takiego Volkswagena Passata Varianta Bi-turbo i Mini Clubmana JCW. Oba mają nadwozia kombi i podobne ceny. Oba mają podobną pojemność silników i moc, oba rozpędzają się do setki w 6,3 sekund i są w stanie maksymalnie pojechać 238 km/h. Naprawdę, nie zmyślam. Dokładnie tak jest, sprawdzałem to dwa razy. A mimo to są to dwa radykalnie różniące się od siebie auta.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Passat do duży, solidny, komfortowy i perfekcyjnie dopracowany samochód. Pisałem już o nim kilka razy, ale napiszę raz jeszcze: to punkt odniesienia dla innych aut z segmentu D. Jeśli mam być całkowicie szczery, to wolałbym go niż nowe audi A4 czy BMW serii 3. Siedząc za jego kierownicą, czułem się lepiej niż w przypadku wielu aut premium. Owszem, w doposażonej wersji z 240-konnym dieslem kosztuje ok. 200 tys. zł, ale audi czy BMW za takie pieniądze nie dadzą wam połowy tego, co on. Jeśli szukacie porządnego, doskonale wykończonego, przyjemnego na długich trasach, cichego i banalnego w obsłudze rodzinnego, ale i reprezentacyjnego samochodu, to trudno mi sobie wyobrazić lepszy wybór. Passat jest po prostu najlepszym spośród wszystkich normalnych samochodów dostępnych na rynku.

A jeśli poszukujecie czegoś nienormalnego, to z czystym sumieniem polecam Mini Clubmana JCW. Boże, jakież to auto zrobiło na mnie wrażenie. O ile czterodrzwiowe klasyczne mini jest idiotyczne, a countryman wygląda jak mały hipopotam z wodogłowiem, to clubman ma wszystkie cechy prawdziwego mini, przy czym jest znacznie praktyczniejszy niż on. Dodatkowa para drzwi oznacza tu naprawdę sporo miejsca, a bagażnik z klapą otwieraną na boki mieści może nie fenomenalne, ale wystarczające 360 litrów. Zdumiony jestem też jakością wykonania – o ile w przeszłości wiele miniaków miało wnętrza z bibuły, to w tym... Hmm, wydaje mi się że jest nawet trochę lepiej niż w niektórych BMW. Serio. Nie zamawiajcie tylko wyświetlacza head-up – wygląda paskudnie, psuje urok deski rozdzielczej, a w dodatku montuje go chyba człowiek z zezem, bo krzywo mu to wychodzi.

Zdecydowanie najlepszą rzeczą w Clubmanie JCW jest to, jak jeździ. Zachował zwrotność i spryt swojego dwudrzwiowego brata, ale jednocześnie jest mniej nerwowy niż on, szczególnie przy wyższych prędkościach. Zawieszenie zestrojono twardo, ale nie aż tak, byście po każdej przejażdżce dziurawymi drogami mieli wrażenie, że właśnie ktoś grał waszą głową w bilard. Dwulitrowy silnik generuje 232 konie i bardzo płynnie rozwija moc. I jedynie elektryczny układ kierowniczy pracuje wyczuwalnie gorzej niż hydrauliczny w poprzednikach.

Miałem jeździć tym autem przez sześć dni, ale udało mi się tylko dwa. A to dlatego, że przez pozostałe cztery nie chciała oddać mi go żona. Słyszałem, jak jeszcze kilometr od domu wkręca silnik na 5–6 tys. obrotów, by uwolnić charakterystyczny dźwięk, przywodzący na myśl wiosenną burzę. A gdy wracała, zawsze słyszałem to samo: „Starałam się jechać spokojnie i ekonomicznie, ale się nie dało”. Bo mini w tej wersji jest jak szczeniak owczarka niemieckiego – będzie skakał wam po nogach, ciągnął za nogawki, lizał po twarzy i nie da wam chwili spokoju, dopóki porządnie się z nim nie pobawicie. Właśnie tak prowokujący, radosny i pełen energii jest Clubman JCW. Spodobał mi się tak bardzo, że będzie to chyba pierwsze w historii auto, do fanklubu którego się zapiszę. Albo jeszcze lepiej – ja go założę. 

>>> Więcej motoryzacyjnych felietonów Łukasza Bąka przeczytasz tutaj