“Zagraniczni spekulanci od początku przyszłego roku nie będą już w stanie kupować domów w Nowej Zelandii” – zapowiedziała na wtorkowej konferencji prasowej premier kraju Jacinda Ardern. „Jesteśmy zdeterminowani, aby ułatwić Nowozelandczykom nabywanie domów, dlatego powstrzymamy zagranicznych spekulantów przez kupnem i windowaniem cen nieruchomości” – dodała.

Ceny domów w Nowej Zelandii w ostatnich latach mocno szybowały w górę. W efekcie średnia cena domu w Auckland wynosi ponad milion dolarów nowozelandzkich (prawie 2,5 mln zł). Tak wysokie ceny sprawiają, że nieruchomości znajdują się poza zasięgiem młodszych obywateli kraju.

Rząd Nowej Zelandii nie jest odosobniony w swoich działaniach. Na podobne kroki zdecydowało się już wiele krajów na świecie, które albo ograniczały możliwość zakupu nieruchomości przez obcokrajowców albo nakładały na tego typu transakcje wysokie opodatkowanie.

“Obcokrajowcy chętni na zakup nieruchomości stali się ostatnio celem wielu rządów na świecie” – komentuje Sophie Shick, zajmująca się badaniami rynku nieruchomości w Savills Australia. „Często jednak działania takie nie powstrzymują zagranicznych inwestorów, którzy mają inne sposoby na inwestycje” – dodaje.

Częstym czynnikiem, który prowadzi do wzrostu cen nieruchomości od Vancouver po Sydney, są chińskie pieniądze. Nowozelandzkie Auckland zajęło czwartą pozycję na świecie pod względem najmniejszej przystępności finansowa domów.

Nowozelandzka Partia Pracy, z której wywodzi się obecna premier kraju, w niedawnej kampanii wyborczej odwoływała się do problemu niskiego poziomu własności domów (najniższego od 1951 roku).

Jacinda Ardern wyraziła nadzieję, że wprowadzane rozwiązania przynajmniej w części obniżą wysoką temperaturę na rynku nieruchomości. Ceny domów w ciągu ostatnich lat wzrosły o 56 proc. Dziś średnia cena domu w Nowej Zelandii wynosi 646 tys. dol. nowozelandzkich (ponad 1,6 mln zł).

>>> Czytaj też: Ograniczenia w handlu ziemią rolną zamroziły ceny. Grunt utknął na 40 tys. zł i ani drgnie