Najnowszy odczyt Indeksu Cen Transakcyjnych, obrazującego zmiany cen na rynku mieszkaniowym w najważniejszych miastach Polski, wynosi 851,6 punktów, o 0,23 proc. mniej niż rok temu i o 3,92 proc. więcej niż dwa lata temu. Ceny mieszkań są w Polsce stabilne, acz na poziomie wyższym niż w okresie stabilizacji pomiędzy połową 2013 i połową 2016 roku. Obliczany od końca 2007 r. Indeks powstaje na bazie transakcji dokonanych przez klientów Home Brokera i Open Finance, jest więc realnym odbiciem tego, ile kosztują mieszkania, którymi handluje się na rynku, a nie życzeń sprzedających, które widać w cenach ofertowych.

Na tle innych miast, wybija się obecnie Wrocław, gdzie ceny rosną piąty miesiąc z rzędu, łącznie w tym czasie średnia stawka podwyższyła się o prawie 11 proc. Aktualne 6 241 zł jest wartością najwyższą od lata 2010 roku. Rosnące ceny mieszkań w stolicy Dolnego Śląska (jest to trzeci największy rynek nieruchomości w Polsce) związane są z poprawiającą się wciąż sytuacją gospodarczą oraz rosnącą popularnością inwestycji w mieszkanie na wynajem. Jak podaje główny Urząd Statystyczny, stopa bezrobocia we Wrocławiu spadła tej jesieni do najniższego poziomu w historii (2,4 proc.), a w tym samym czasie pensje rosną o niemal 7 proc. rok do roku. Deweloperzy starają się wycisnąć z dobrej koniunktury jak najwięcej, statystyki aktywności na rynku pierwotnym są coraz lepsze, a liczba uzyskanych we Wrocławiu przez deweloperów pozwoleń na budowę wzrosła w II kw. 2017 r. o 95 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Łodzianie kupują lepsze mieszkania

Spore wzrosty cen zaobserwowaliśmy także w Gdańsku (o 10,2 proc.) i Łodzi (o 23,5 proc.). To drugie miasto jest specyficznym przypadkiem. Cenowy galop spowodowany jest wzrostem zainteresowania kupujących mieszkaniami w dobrej lokalizacji i podwyższonym standardzie. Wg analiz Narodowego Banku Polskiego w ostatnich miesiącach więcej niż w innych okresach było transakcji dotyczących mieszkań w centrum i o powierzchni do 40 mkw., które wypadają najdrożej w ujęciu za metr kwadratowy. Oznacza to, że nie tyle mieszkania w Łodzi drożeją, co ludzie kupują droższe lokale.

Wysoką aktywność deweloperów widać nie tylko we wspomnianym Wrocławiu, ale w całym kraju. W ciągu ostatniego roku działające na polskim rynku firmy uzyskały 130,5 tys. pozwoleń na budowę mieszkań. To pierwszy raz w historii statystyk GUS-u kiedy przekroczony został poziom 130 tys. lokali. Na najwyższym poziomie jest także liczba lokali oddanych do użytkowania – 86,8 tys. w rok. Wrażenie robi także liczba rozpoczętych budów, 101,8 tys. lokali w ciągu 12 mies. –drugi najwyższy wynik w historii. Rok temu było to ponad 87 tys., a cztery lata temu – niespełna 51 tys. lokali mieszkalnych.

Coraz więcej mieszkań na kredyt

Nienotowane nigdy wcześniej ożywienie na rynku mieszkaniowym wspiera duży popyt na kredyty hipoteczne. Z szacunków BIK wynika, że popyt na nie był w październiku o prawie 11 proc. wyższy niż przed rokiem, a po zsumowaniu wyników za 10 miesięcy br. okaże się, że obecnie popyt jest o ponad 13 proc. wyższy niż w analogicznym okresie przed rokiem. Mieszkania kupowane są w tym roku już nie tylko przez rosnącą rzeszę osób dysponujących gotówką. Do pogoni za własnym „M” coraz bardziej ochoczo dołączają także nabywcy posiłkujący się kredytem.

MdM zamiesza na rynku

Jest ich na rynku sporo i to pomimo faktu, że część banków zaczęła już zbierać wnioski od chętnych na dopłaty do kredytów w ramach MdM, które uruchomione zostaną na początku stycznia 2018 r. To w oczywisty sposób ogranicza dziś popyt i przesuwa go na początek przyszłego roku. Tylko nabywcy, którzy do końca roku przygotują komplet dokumentów do kredytu, mają szanse na pieniądze z budżetu. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że 381 mln złotych przewidziane na finansowanie zniknie w pierwszych kilkanaście dni stycznia.

Ta kwota powinna wystarczyć dla 15-16 tys. kredytobiorców. Normalnie na rynku podobnej liczby kredytów udziela się w miesiąc, ale MdM wzbudza ogromne zainteresowanie i oczekujemy, że pieniądze znikną bardzo szybko. Styczeń powinien odbić się w statystyce obniżką cen, gdyż w zbiorze sprzedanych mieszkań będzie więcej tańszych lokali, które mieszczą się w limitach programu MdM.

Warto zachować ostrożność

Fakt, że dopłaty wyczerpią się momentalnie i będzie to już ostatnia transza pieniędzy, będzie pierwszym z czynników, który może zimą 2018 doprowadzić do spadku nienotowanego nigdy wcześniej popytu na mieszkania. Do tego w przyszłym roku może dojść do podwyżek stóp procentowych. Te mogą obniżyć atrakcyjność inwestowania w mieszkania na wynajem i podnieść koszt kredytów hipotecznych. Gdyby tego było mało, dużymi krokami zbliża się realny start na poważną skalę programu Mieszkanie Plus. Ten, próbując stworzyć ofertę tanich mieszkań na wynajem, także może ograniczyć popyt na dotychczasowych rynkach. Trzeba więc mieć świadomość że przed boomem, którego w tak dużej skali na rodzimym rynku nieruchomości jeszcze nigdy nie było, powstają bardzo poważne rafy.

>>> Polecamy: Co nas czeka na rynku nieruchomości? Ceny wzrosną, ale bańka spekulacyjna nam nie grozi