Firma rekrutacyjna Hays opublikowała po raz szósty raport o światowym rynku wykwalifikowanych pracowników Global Skills Index. Bada w nim sytuację w 33 krajach, w tym w Polsce.

To jeden z indeksów, w których dobrze jest mieć jak najniższy wynik, ponieważ im większa wartość indeksu, tym większa presja panuje na rynku pracy i tym trudniej firmom przyciągnąć i utrzymać wysoko wykwalifikowanych pracowników.

„Żeby pokazać całościowy obraz rynku pracy w każdym z państw, wybraliśmy siedem wskaźników, które podkreślają kwestie związane z podażą, popytem, a także obiema tymi stronami, związanych z zatrudnianiem wykwalifikowanych pracowników”, czytamy w opisie raportu. „Razem dają one wyczerpujący obraz warunków popytu i podaży na rynku wykwalifikowanych pracowników w poszczególnych krajach, biorąc pod uwagę doświadczenia zarówno pracowników, jak i pracodawców.”

Najpierw popatrzmy, jak wypadły poszczególne kraje. Na szczycie indeksu znalazła się po raz kolejny Szwecja. Za nią uplasowały się Luksemburg, Dania i Niemcy. Nie jest to jednak powód do dumy – w tych krajach presja na rynku pracy jest największa, a firmom najtrudniej jest znaleźć odpowiednią liczbę wysoko wykwalifikowanych pracowników.

W przypadku Szwecji wartość indeksu wzrosła nieco względem zeszłego roku. Firmom brakuje odpowiednich kandydatów na stanowiska wymagające specjalistycznych umiejętności. Dla wykwalifikowanych pracowników pozytywnym skutkiem tej sytuacji jest oczywiście wzrost płac, ale nie jest to dobra wiadomość dla gospodarki. Co gorsza, bezrobocie w Szwecji wcale nie jest na niskim poziomie – wiele osób bezskutecznie szuka pracy, ponieważ ich umiejętności i kwalifikacje nie są zgodne z tym, czego poszukują pracodawcy. Według raportu Hays najbardziej pożądani w Szwecji są obecnie pracownicy specjalizujący się w księgowości, administracji dokumentacją pracowniczą, kontroli jakości czy zarządzaniu projektami.

Polska w tegorocznym indeksie Hays wypada dobrze. Z uśrednionym wynikiem 4,7 pkt jesteśmy poniżej granicy pięciu punktów, która oznacza występowanie presji na rynku pracy. Jeśli jednak przyjrzeć się poszczególnym wskaźnikom, pojawiają się zastrzeżenia. Pod względem elastyczności rynku pracy i dopasowania kwalifikacji do potrzeb pracodawców wcale nie jest tak dobrze – mamy w tych kategoriach wynik odpowiednio 6,7 i 6,1 pkt.

Trochę lepiej jest w kwestii poziomu zatrudnienia, a bardzo niskie wyniki mamy we wskaźnikach związanych z presją płacową – szczególnie niska występuje na stanowiskach wymagających wysokich kwalifikacji. Może to jednak oznaczać, że specjaliści nie są bardzo zmotywowani, żeby pozostać w kraju.

„W 2018 roku podaż pracowników będzie najprawdopodobniej malała”, twierdzi cytowany w raporcie Charles Carnall, dyrektor zarządzający Hays Poland. „Wynika to z połączenia kurczącej się stopniowo populacji w wieku produkcyjnym i podejmowanych obecnie decyzji politycznych, które mogą zniechęcać do podejmowania pracy, szczególnie osoby o niskich kwalifikacjach”.

Według raportu wciąż pożądanymi na polskim rynku specjalistami są programiści, inżynierowie oraz osoby zajmujące się cyberbezpieczeństwem i zarządzaniem projektami.

Najniższy, więc teoretycznie najlepszy dla gospodarki wynik ma w najnowszym rankingu Belgia. Podaż pracowników rośnie, a ich kwalifikacje są coraz lepiej dopasowane do potrzeb rynku. Firmy nie mają więc na ogół problemu z zapełnieniem specjalistycznych stanowisk, a presja płacowa jest niska. Indeks Hays zawiera trzy związane z nią wskaźniki: presja płacowa na wysoko wyspecjalizowanych stanowiskach, w wysoko wyspecjalizowanych branżach oraz ogólna. Ta druga jest w Belgii według rankingu na poziomie zerowym.

Inne kraje, w których presja na rynku pracy jest niska, to Chiny, Singapur, Hongkong, Włochy i Szwajcaria.

>>> Czytaj też: Pracownicy delegowani nie są dla UE większym problemem niż drenaż mózgów Europy Środkowej [WYWIAD]

Jak specjaliści z Hays widzą z kolei przyszłość globalnego rynku pracy? W porównaniu z rokiem 2016 uśredniony indeks spadł o 0,1 punktu, ale sytuacja w poszczególnych krajach jest bardzo zróżnicowana. Firma wymienia jednak pewne ogólne tendencje, z którymi prędzej czy później będzie się musiała zmierzyć każda gospodarka.

Jednym z najważniejszych trendów jest zmiana warunków pracy. Coraz mniej osób idzie codziennie na osiem godzin do biura, za to zwiększa się liczba freelancerów, osób pracujących zdalnie, w elastycznych godzinach lub tymczasowo. W USA w 2015 roku freelancerzy stanowili 15 proc. wszystkich pracowników, podczas gdy dziesięć lat wcześniej odsetek wynosił 10 proc. W Europie liczba freelancerów wzrosła o 16 proc. między rokiem 2011, a 2016 – cztery razy bardziej niż liczba miejsc pracy ogółem.

Według autorów raportu również nowe formy zatrudnienia mogą być korzystne dla obu stron, dając pracownikom możliwość lepszego godzenia życia zawodowego z prywatnym czy umożliwiając specjalistom osiągnięcie wyższych zarobków. „Mimo że część pracowników w zawodach, których to dotyczy, zdecydowania wolałaby tradycyjne zatrudnienie na pełny etat, to dane demograficzne pokazują, że duża część wzrostu innowacyjnych trybów pracy jest podejmowana z wyboru,” czytamy w opisie raportu. „Osoby starsze oraz kobiety, często ceniące sobie elastyczność, a także osoby wysoko wykształcone, które mają więcej możliwości zatrudnienia, najszybciej przestawiły się na freelance, pracę kontraktową, tymczasową albo na zlecenie.”

Specjaliści Hays uważają, że do zmian na rynku pracy w dużej mierze przyczynia się technologia. Powszechny dostęp do mobilnego internetu pozwala na pracę z dowolnego miejsca, media społecznościowe umożliwiają szybszy kontakt pomiędzy pracodawcami a kandydatami, a portale internetowe pozwalają freelancerom znaleźć zlecenia.

Kolejną tendencją jest wzrost liczby wysoko wykwalifikowanych emigrantów – jeszcze nigdy do tej pory tak wiele osób nie mieszkało w innym kraju, niż się urodziło. Według danych ONZ w 2015 roku było to 3,3 proc. światowej populacji. 92 proc. z nich przeprowadziło się z powodów osobistych albo zawodowych, podczas gdy reszta to uchodźcy.
Wysoko wykwalifikowani emigranci wyjeżdżają jednak zaledwie do garstki państw – jeśli chodzi o kraje OECD, to 70 proc. imigrantów pojawia się w zaledwie czterech krajach: USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Australii.

Trzeci czynnik wpływający silnie na rynek pracy to według Hays technologia. Big data, sztuczna inteligencja, internet rzeczy, platformy internetowe – to wszystko każe nam zastanowić się, jak będzie wyglądała praca przyszłości i kto będzie ją wykonywał.

Prawdopodobnie, tak jak w przypadku większości postępów technologicznych, niektóre zawody będą zanikać, ale w ich miejsce będą pojawiać się nowe. Nie jest jasne, jakie branże i stanowiska są najbardziej narażone na automatyzację – przewidywania w tej kwestii są zróżnicowane i obejmują od 9 do 47 proc. rodzajów pracy.

Istotne jest jednak to, że w ciągu ostatnich lat, m.in. w związku z cyfryzacją, zapotrzebowanie na pracowników wysoko wykwalifikowanych rosło nieproporcjonalnie szybciej niż na osoby średnio i nisko wykwalifikowane. Może to oznaczać, że w przyszłości o pracę wcale nie będzie trudniej, ale wymagania dla wszystkich będą wyższe.

Autorzy raportu mają trzy ogólne zalecenia dla firm i gospodarek, które muszą radzić sobie z brakiem wykwalifikowanych pracowników.
1. Zaakceptować migrację wykwalifikowanych pracowników i wspomagać zwiększenie poziomu zatrudnienia w społeczeństwie, żeby zniwelować skutki wynikającej ze starzenia się populacji luki na rynku pracy.
2. Zapewnić sobie gotowość na rewolucje technologiczne poprzez szkolenie i edukację.
3. Wykorzystywać słabnącą presję płacową i wzrost gospodarczy na inwestowanie w przyszłość firmy.

To ważne przede wszystkim ze względu na kurczącą się liczbę osób w wieku produkcyjnym. Dziesięć lat temu tylko w czterech spośród badanych przez Hays państw występowało zmniejszanie się populacji gotowej do pracy. Dziś, według danych ONZ, jest ich już 13 – w tym Polska, a za pięć lat do tej listy dołączą kolejne trzy kraje.

>>> Polecamy: Ile emerytury dostają Polacy? Oto wysokość świadczeń z ZUS i KRUS [INTERAKTYWNE DANE]