Komisja Nadzoru Finansowego opublikowała niedawno dane za I półrocze 2017 o indywidualnych kontach emerytalnych (IKE) i indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego (IKZE), co pół roku przekazywane przez instytucje finansowe działające w tym obszarze. Widać wyraźne wzrosty- oby był to początek długoterminowego trendu – chociaż Polacy o przyszłych emeryturach wciąż myślą stanowczo za mało.

Na koniec czerwca 2017 r. 932,5 tys. Polaków miało własne IKE, a 664,1 tys. ­– IKZE. Łącznie daje to niespełna 1,6 mln kont emerytalnych. Jest to liczba mniejsza niż jedna dziesiąta liczby pracujących Polaków. Jeśli uwzględnimy, że jedna osoba może mieć jednocześnie konto IKE i IKZE, realna liczba osób korzystających z narzędzi stworzonych przez państwo w celu samodzielnego gromadzenia kapitału na emeryturę jest z pewnością sporo mniejsza.

Dynamika ostatnich miesięcy, z jaką rósł rynek indywidualnych oszczędności emerytalnych pokazuje jednak trend wzrostowy. W I połowie 2017 r. ponad 55 tys. osób zdecydowało się założyć IKE, a prawie 30 tys. ­IKZE. Co ważne, są to liczby większe od zanotowanych w I połowie 2016 r. W sumie 85 tys. nowych prywatnych kont emerytalnych to prawie tyle, ile osób zdecydowało się w ostatnim „okienku transferowym” wnosić część swojej składki emerytalnej do OFE. Inaczej mówiąc, to tak jakby cały Nowy Sącz postanowił oszczędzać na emeryturę. 

Jeszcze lepiej wygląda to w konkretnych kwotach. Na koniec czerwca 2017 r. Polacy zgromadzili na IKE 7,5 mld zł, a na IKZE 1,3 mld zł. I choć jest to oczywiście bardzo mało w kontekście potrzeb, to nie można nie zauważyć, iż to, odpowiednio, 12,4 proc. oraz 23,2 proc. więcej niż znajdowało się na tych kontach zaledwie pół roku wcześniej. Co ważne – w porównaniu z I półroczem 2016 r. – jest to więcej niż podwojenie dynamiki w przypadku IKE oraz utrzymanie dynamiki w przypadku IKZE, pomimo wzrostu bazy odniesienia. W pewnym stopniu w osiągnięciu takich wyników pomogła hossa trwająca od ubiegłego roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Część środków z kont emerytalnych jest tam bowiem inwestowana – czy to bezpośrednio poprzez rachunki maklerskie oszczędzających, czy to przez fundusze inwestycyjne, ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe i dobrowolne fundusze emerytalne, którym powierzono środki w zarządzanie. Z drugiej strony coraz niższe oprocentowanie środków na rachunkach bankowych z pewnością nie pomagało rosnąć tej części oszczędności emerytalnych, która jest utrzymywana w bankach.

Nie ma to znaczenia w przypadku kwot, które posiadacze kont emerytalnych zdecydowali się na nie wpłacić. A kwoty te były rekordowe: na IKE Polacy wpłacili 644 mln zł, na IKZE 220 mln zł. To już prawie połowa tego, co w tym samym czasie napłynęło do OFE. Gdyby doliczyć do tego składki do pracowniczych programów emerytalnych, które w 2016 r. były większe od wpłat na IKE (dane o nich są publikowane jedynie na koniec roku, dlatego niestety bieżące informacje nie są dostępne), to rok 2017 może być pierwszym, w którym wartość napływów do III filara emerytalnego zbliży się do wartości napływów do OFE, budzących do tej pory zdecydowanie większe emocje.

Dla sukcesu długoterminowego budowania oszczędności emerytalnych kluczowa jest też stała aktywność osób, które już dostrzegły taką konieczność. Spośród dostępnych w Polsce rozwiązań w ramach III filaru jedynie pracownicze programy emerytalne gwarantują systematyczność oszczędzania. W przypadku form indywidualnych wskaźniki aktywności nie są imponujące, jednak są kolejnym elementem, który w ciągu ostatnich miesięcy uległ poprawie. Wpłat na IKE w I półroczu 2017 r. dokonało 26,5 proc. osób posiadających takie konto, w porównaniu z 24,4 proc. w I półroczu 2016 r. Osoby te wpłaciły średnio 2600 zł w porównaniu do 2400 zł rok wcześniej. W IKZE wskaźnik aktywności wzrósł z 16,6 proc. do 18,9 proc., a ich właściciele wpłacili średnio 1800 zł – o 100 zł więcej niż w analogicznym okresie 2016 r.

Jednocześnie należy zwrócić uwagę, że w 2016 r. większości wpłat na konta emerytalne dokonano w drugiej połowie roku i zapewne w roku bieżącym będzie podobnie. Wynika to z faktu, że to w ostatnich miesiącach roku uruchamiane są zwykle akcje marketingowe dotyczące IKE i IKZE, a oszczędzający chcą przed końcem roku wykorzystać dostępny limit wpłat (dotyczy to zwłaszcza IKZE, ze względu na ich konstrukcję podatkową).

Jak to wygląda od strony instytucji finansowych oferujących oszczędzanie na IKE i IKZE? Na jednym biegunie znajdują się dobrowolne fundusze emerytalne (DFE), których całość środków pochodzi z wpłat właścicieli IKE i IKZE, decydujących się na konto w tej formie. Aktywa DFE wynoszą jednak zaledwie 235 mln zł, więc są pomijalne z punktu widzenia polskiego sektora finansowego. W odwrotnej sytuacji są banki, które choć gromadzą sześciokrotnie więcej oszczędności emerytalnych, to w kontekście ogromnej skali ich działalności, kwoty te są nieistotne. 

Ciekawiej sytuacja wygląda w trzech pozostałych rodzajach instytucji finansowych oferujących IKE i IKZE – zakładach ubezpieczeń, funduszach inwestycyjnych i podmiotach prowadzących działalność maklerską. Choć w żadnej z nich dobrowolne oszczędności emerytalne (nawet włącznie z pracowniczymi programami emerytalnymi w przypadku ubezpieczycieli i funduszy) nie przekraczają około 10 procent zgromadzonych środków, to wydaje się, że instytucje te coraz bardziej dostrzegają, że warto się po te pieniądze „schylić”. Widać to po prowadzonych przez nie akcjach marketingowych. Pozytywnym symptomem jest również to, że w I półroczu 2017 r. kolejny zakład ubezpieczeń dołączył do wyścigu po indywidualne oszczędności emerytalne Polaków.

Polacy coraz więcej środków odkładają z myślą o swojej starości. Wygląda więc na to, że dobrowolne oszczędności emerytalne będą dla krajowego sektora finansowego coraz istotniejsze, tym bardziej, że są długoterminowym, stabilnym źródłem finansowania.

Autor: Wojciech Bogdanowicz jest pracownik Departamentu Stabilności Finansowej Narodowego Banku Polskiego.