Nowelizacja dotyczy wszystkich pracodawców zatrudniających powyżej 25 osób. Każdy podmiot musi przystosować swoją organizację do tworzenia raportów o statusie wynagrodzeń pracowników w formie zgodnej z systemem Standardu Równych Płac (Equal Pay Standard), koniecznych do pozyskania rządowego certyfikatu świadczącego o spełnieniu wymogów. Najwięksi przedsiębiorcy i instytucje rządowe na wprowadzenie odpowiednich procedur mają czas do końca bieżącego roku. Najmniejsze firmy – do końca 2021 r. Za niedopełnienie tego obowiązku pracodawcy będą obciążani karą w wysokości ok. 50 tys. koron (równowartość 1,7 tys. zł).

Sześć dekad walki

W ostatnim rankingu równości płci Światowego Forum Ekonomicznego Islandia zajęła pierwsze miejsce, wyprzedzając Finlandię, Norwegię, Szwecję i Rwandę. Zestawienie to bierze jednak pod uwagę szereg zmiennych, m.in. dostęp do edukacji. Według wyliczeń OECD sama luka płacowa w Islandii pozostaje jednak na poziomie ok. 10 proc., czyli niższym niż w Stanach Zjednoczonych (19 proc.) lub w Polsce (11 proc.), ale wyższym niż np. we Włoszech (5,5 proc.).

>>> Czytaj też: Islandia zajęła 1 miejsce pod względem równości płci. Jak Islandki wywalczyły swoje prawa?

Islandki o finansową równość walczą od blisko 60 lat. W 1958 r. Reykjavik ratyfikował konwencję nr 100 Międzynarodowej Organizacji Pracy (podpisały ją 173 kraje, w tym również Polska), dotyczącą jednakowego wynagrodzenia dla mężczyzn i kobiet za pracę jednakowej wartości, lecz do tej pory zobowiązania nie udawało się egzekwować. Pierwsza ustawa nakładająca obowiązek równych płac wprowadzona została w 1961 r. Ustawodawcy wyrażali wtedy nadzieję, że luka płacowa zniknie w ciągu sześciu lat. Legislacja okazała się nieskuteczna, aż w 1975 r. Islandki zorganizowały ogólnokrajowy strajk kobiet, by udowodnić, jak istotna jest ich aktywność zawodowa dla funkcjonowania kraju.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej