„Do końca 2019 r. powinien zostać uruchomiony pierwszy z dwóch reaktorów białoruskiej elektrowni atomowej pod Ostrowcem” – powiedział dziennikarzom w czwartek Alaksandr Kaniuka, kierujący budową reaktora elektrowni. Wizytę białoruskich i zagranicznych mediów na miejscu budowy elektrowni zorganizował rosyjski Rosatom, który jest głównym wykonawcą projektu. „Drugi reaktor planujemy wprowadzić do eksploatacji w 2020 r.” - dodał Kaniuka.

Anatol Bondar, główny inżynier elektrowni powiedział dziennikarzom, że przeprowadzone w grudniu ubiegłego roku stress testy obiektu dowiodły, że spełnia on wymogi bezpieczeństwa. „Testy odpornościowe przeprowadzone po awarii w Fukushimie wykazały, że nie ma potrzeby wprowadzania dodatkowych kardynalnych poprawek i udoskonaleń” – powiedział Bondar, dodając, że „teraz pozostaje tylko dobrze zrealizować projekt, zakończyć budowę, wyszkolić personel i rozpocząć eksploatację elektrowni”.

Obecny w Ostrowcu przedstawiciel białoruskiego regulatora ds. bezpieczeństwa jądrowego Gosatomnadzoru Aleh Sobaleu mówił, że państwowy raport ze stress testów, który ma być wkrótce opublikowany i przekazany Komisji Europejskiej, jest obecnie tłumaczony.

Obecnie, według informacji dyrektora białoruskiego przedsiębiorstwa kierującego budową (a w przyszłości eksploatacją) elektrowni Michaiła Filimonaua, pierwszy blok energetyczny zbudowany jest w ok. 50 proc., drugi – w ok. 35 proc.

Każdy z dwóch bloków ma mieć moc do 1200 megawatów. Jak wyjaśniał Alaksandr Kaniuka, w obu reaktorach zastosowano dodatkowe zabezpieczenia. „To m.in. dwuwarstwowa obudowa budynku reaktora. W reaktorach starego typu była tylko jedna taka warstwa” – mówił. Oprócz tego zastosowano systemy zabezpieczeń wewnątrz reaktora, przeznaczone do zapobiegania wydostaniu się materiału radioaktywnego poza konstrukcję w przypadku awarii.

Dyrektor Michaił Filimonau i inżynierzy odpowiedzieli także na pytania dotyczące wypadku pokrywy reaktora, do którego doszło latem ubiegłego roku. „Zadziałał +czynnik ludzki+, korpus upadł na ziemię. Ponieważ uznaliśmy, że bezpieczeństwo jądrowe jest priorytetem, zdecydowaliśmy się na wymianę pokrywy” – mówił Filimonau.

Kilka miesięcy później, w czasie transportu nowej pokrywy dla pierwszego reaktora, ładunek wieziony na platformie kolejowej zahaczył o słup energetyczny. Filimonau przekonywał jednak, że nie było to silne otarcie, a sprawę i samą pokrywę dokładnie zbadano i uznano, że jest „w zadowalającym stanie”.

Alaksandr Kaniuka wyjaśniał, że niewielkie uszkodzenie dotyczyło tylko metalowej obudowy ochronnej używanej do transportu, a nie znajdującej się wewnątrz samej pokrywy.

Filimonau przyznał, że na budowie elektrowni, gdzie pracuje ponad 40 dużych firm – podwykonawców, były w przeszłości przypadki opóźnień w wypłatach dla robotników. Informowały o tym niezależne media. „Od ok. roku jednak nie słyszałem już więcej takich skarg” – oświadczył. Jak zapewnił, pracujące na budowie przedsiębiorstwa otrzymują finansowanie zgodnie z grafikiem.

Budowa białoruskiej elektrowni ma w sumie kosztować 11 mld dol. Z tego 10 mld to środki pochodzące z rosyjskiego kredytu, resztę dokłada Białoruś.

Z biznes planu wynika, że obiekt ten powinien zacząć na siebie zarabiać po 15 latach eksploatacji. Władze Białorusi oczekują, że uruchomienie elektrowni pozwoli obniżyć koszty energii elektrycznej zużywanej w kraju o ok. 15-20 proc.

Produkcja własnej energii ma umożliwić zmniejszenie o 5 mld m sześc. ilości gazu kupowanego z Rosji, a tym samym – jak mówił w Ostrowcu przedstawiciel ministerstwa energetyki – dywersyfikację źródeł energii. W umowie międzyrządowej z Rosją Mińsk zobowiązał się jednak, że przez cały okres eksploatacji elektrowni będzie kupować paliwo jądrowe wyłącznie od rosyjskiego dostawcy.

Białoruska elektrownia atomowa powstaje w obwodzie grodzieńskim, ok. 20 km od miejscowości Ostrowiec. Obawy i zastrzeżenia w związku z budową białoruskiej elektrowni niejednokrotnie wyrażała Litwa, której władze określają ją jako „rosyjski projekt geopolityczny”.

Wilno zarzuca Białorusinom m.in. wybiórcze podejście do kwestii bezpieczeństwa, a także nieudzielanie pełnych informacji na temat budowy elektrowni, która powstaje w odległości zaledwie 40 km od litewskiej stolicy.

>>> Czytaj też: Nie powstanie przełomowa inwestycja. Polsce nie opłaca się zagazowywać węgla