Eksperci z USA i Wielkiej Brytanii uważają, że za tymi atakami stoją rosyjscy hakerzy, wspierani przez rząd. Ich zdaniem hakerzy działają w różnych krajach.

Według Payne zaatakowane przedsiębiorstwa nie odniosły poważnych szkód. Jej zdanie podziela minister ds. cyberbezpieczeństwa Angus Taylor. Jak zauważył, nie ma żadnych oznak świadczących o tym, że hakerzy mogli uzyskać dostęp do danych australijskiego rządu.

"Do przeprowadzenia ataku w charakterze punktów dostępowych wykorzystywano komercyjne routery; świadczy to o tym, że jakiekolwiek urządzenie podłączone do sieci może być wykorzystane do szkodliwych działań" - podkreślił.

W poniedziałek Stany Zjednoczone i W. Brytania stwierdziły, że wspierani przez rosyjskie władze hakerzy zainfekowali routery na całym świecie w ramach kampanii szpiegostwa cybernetycznego skierowanej przeciwko agencjom rządowym i operatorom infrastruktury krytycznej.

Zdaniem ekspertów zainfekowane routery w przyszłości mogłyby być wykorzystane przez hakerów do rozpoczęcia działań cyberofensywnych.

W lutym br. USA i Wielka Brytania oskarżyły Rosję o przygotowanie ubiegłorocznego cyberataku NotPetya, który doprowadził m.in. do sparaliżowania infrastruktury krytycznej na Ukrainie oraz wymazania danych z setek komputerów używanych w firmach energetycznych, bankach na całym świecie. 

>>> Czytaj też: "Washington Post": Trump zablokował nowe sankcje wobec Rosji