W poniedziałek w Brukseli ministrowie ds. europejskich państw członkowskich dyskutowali na temat propozycji KE w sprawie unijnego budżetu na lata 2021-2027. Rozmowa pokazała ogromne podziały pomiędzy biedniejszymi i bogatszymi krajami Unii co do tego, jak ten przyszły budżet ma wyglądać.

Dyskusja dotyczyła głównie największych unijnych polityk - spójności i rolnictwa - ale kilka państw wypowiedziało się również w kwestii propozycji KE uzależnienia wypłaty funduszy w przyszłym budżecie od zachowania zasady praworządności. Polska i Węgry skrytykowały tę propozycję, a poparły ją m.in. Francja i Niemcy.

Wiceszef MSZ Konrad Szymański mówił, że choć KE oszacowała, że w wartościach nominalnych cięcia będą wynosiły 5 proc. na rolnictwo i 7 proc. na spójność, w wartościach realnych będzie to odpowiednio 10 i 15 proc. "W przypadku niektórych państw członkowskich może to być przełożone na cięcia powyżej 30 proc. w polityce spójności" - zaznaczył.

Wtórował mu sekretarz stanu ds. europejskich Czech Alesz Chmelarz, który oceniał, że w niektórych przypadkach spadek w funduszach na politykę spójności mógłby sięgnąć nawet do 40 proc. Podobnie jak Szymański opowiedział się za utrzymaniem obecnego klucza podziału tych funduszy, w którym PKB odgrywa najważniejszą rolę. Chmelarz poparł wprowadzenie mechanizmu powiązania dostępu do funduszy z zapewnianiem praworządności z zastrzeżeniem, że państwa członkowskie będą odgrywały w tym zasadniczą rolę. Skrytykował w tym kontekście propozycję KE, przewidująca możliwość głosowania za pomocą odwróconej większości kwalifikowanej, czyli potrzeby zebrania sporej liczby państw, żeby zablokować decyzję KE.

Sekretarz stanu ds. europejskich Portugalii Ana Paula Zacarias zauważyła, że budżet powinien być bardziej ambitny i uwzględniać Brexit oraz kryzys walutowy, który dotknął UE w ostatnich latach. „Powinien zasadzać się na konwergencji i niwelowaniu różnić. PKB na głowę mieszkańca powinno być nadal podstawowym punktem wyjścia do wyliczeń” – zaznaczyła.

Iztok Miroszicz, sekretarz stanu MSZ Słowenii podkreślił, że jego rząd ma obawy co do cięć polityki spójności. „Te cięcia są za daleko idące. Mam nadzieję, że Komisja Europejska będzie prowadziła dialog z państwami członkowskimi. Konwergencja to jeden z najważniejszych procesów w UE. Mamy też obawy co do cięć we wspólnej polityce rolnej, uważamy, że te cięcia są zbyt drastyczne” – zaznaczył.

Również wiceminister ds. europejskich Grecji Jeorjos Katrungalos powiedział, że jego kraj "z żalem odnotował propozycje cięć w polityce spójności i wspólnej polityce rolnej". Zaznaczył, że nie chodzi tu o "konflikt z płatnikami netto", ale trzeba pamiętać, że kraje, które płacą więcej do unijnego budżetu, niż z niego biorą, faktycznie otrzymują także pośrednie korzyści, "o wiele większe niż te, które otrzymują beneficjenci".

Minister spraw zagranicznych Łotwy Edgars Rinkeviczs również zaznaczył, że jego kraj ma zastrzeżenia do projektu KE. „Przyszły budżet powinien zachować równowagę między nowymi priorytetami, ale też politykami, które się sprawdziły. Według nas kształt polityki spójności nie odzwierciedla tego. Nie akceptujemy zmniejszenia środków na politykę spójności” – zaznaczył.

Albinas Zananaviczius, wiceminister spraw zagranicznych Litwy, również skrytykował propozycję KE dotyczącą spójności. Jego zdaniem cięcia w rzeczywistości mogą być większe i w niektórych przypadkach wynieść nawet 45 proc. W jego opinii trudno będzie to wytłumaczyć odbiorcom pomocy w niektórych regionach UE.

Płatnicy netto krytykowali budżet, ale z innego punktu widzenia. Minister spraw zagranicznych Holandii Stef Blok zaznaczył, że w formie zaproponowanej przez KE budżet unijny "jest nie do przyjęcia". W jego opinii UE powinna skoncentrować się na nowych wyzwaniach, takich jak ochrona klimatu, migracja i badania, a politykę spójności należy zreformować, by uzyskać oszczędności. "Mniejsza UE oznacza mniejszy budżet. W efekcie Brexitu po 2020 roku budżet powinien być zmniejszony" - zaznaczył. Dodał, że propozycja KE "pogorszyła pozycję Holandii jako jednego z największych płatników netto".

Minister ds. europejskich Finlandii Sampo Terho powiedział, że KE zaproponowała zbyt wysoki budżet. "Mniejsza UE to mniejszy budżet. Brexit powinien być uwzględniony" - zaznaczył, dodając, że wielkość budżetu powinna być jak najbliższa obecnemu PNB "27". Dodał też, że potrzebne jest powiązanie między funduszami unijnym a praworządnością.

Francja jest gotowa na zwiększenie wkładu, ale pod pewnymi warunkami - uwzględnienia nowych priorytetów czy zniesienia rabatów. Minister ds. europejskich Francji Nathalie Loiseau powiedziała, że jej kraj propozycję KE przyjmuje z zadowoleniem, jako podstawę do dalszej dyskusji. Dodała, że władze w Paryżu popierają uwarunkowanie wypłaty funduszy od praworządności. Zaznaczyła też, że PKB nie powinno być jedynym kryterium przy rozdzielaniu środków z polityki spójności. Podkreśliła, że Francja nie może zaakceptować drastycznych cięć na wspólną politykę rolną.

Minister ds. europejskich Niemiec Michael Roth powiedział, że Berlin jest gotowy na zwiększenie wkładu finansowego. Jak mówił, UE musi pozostać silna w obliczu globalnych wyzwań ze strony Chin, Rosji czy USA. Zaznaczył, że UE tak czy owak będzie miała lukę w przyszłym budżecie i trzeba ją wyeliminować, m.in. zwiększając wydajność. Opowiedział się też za powiązaniem unijnych funduszy z praworządnością. Zaznaczył, że muszą być kary i zachęty dla tych, "którzy trzymają się wspólnych reguł".

Odnosząc się do kwestii powiązania unijnych funduszy z zasadą praworządności, ambasador Włoch przy UE Maurizio Massari wskazywał, że jego kraj zawsze opowiadał się za ochroną podstawowych wartości w UE. Z kolei wypowiadając się na temat funduszy oznajmił, że biorąc pod uwagę, że skutki kryzysu są nadal odczuwalne przez miliony obywateli, podział środków spójności musi uwzględniać takie czynniki jak np. bezrobocie.

Bardzo krytycznie wobec wzrostu wpłat z budżetów państw członkowskich do unijnej kasy odnosiła się minister ds. europejskich Szwecji Ann Linde. "Szwecja nie będzie w stanie zaakceptować bezpodstawnego wzrostu swojej składki" - oznajmiła. Z zadowoleniem przyjęła natomiast zapowiedź zmian zasad podziału środków na fundusze spójności, a także wprowadzenie mechanizmu połączenia funduszy z praworządnością.

W podobnym tonie o tej propozycji KE wypowiedział się ambasador Belgii przy UE Francois Roux. "Popieramy inicjatywę KE o powiązaniu środków z budżetu UE z zapewnianiem praworządności w państwach członkowskich. To w pełni zgodne z wagą, jaką przywiązujemy do wartości podstawowych UE" - oświadczył.

Poza Polską krajem, który był przeciwko tej koncepcji, są Węgry. To rozwiązanie budzi poważne wątpliwości Budapesztu, jeśli chodzi o podstawy prawne. "Kryteria oceny (praworządności) są raczej mgliste" - powiedział ambasador Węgier przy UE Oliver Varhelyi.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)