Szajka zaopatrywała przystępujących do egzaminu – nazywanego skrótowo kaoyan - w bezprzewodowe nadajniki i odbiorniki i polecała czytać pytania z testu na głos. Następnie „badacze” odnajdowali właściwe odpowiedzi w podręcznikach i przekazywali je piszącym egzamin – wynika z depeszy Xinhua.

Sąd w Pekinie skazał szóstkę oskarżonych na kary pozbawienia wolności od 20 miesięcy do czterech lat oraz grzywny w wysokości od 10 do 40 tys. juanów (5,4-21 tys. zł). Zgodnie z przepisami znowelizowanymi w 2015 roku groziło im maksymalnie do siedmiu lat więzienia.

Wśród skazanych jest dwoje piszących egzamin, którzy pomagali szajce szukać nowych klientów. Nie jest jasne, ile podchodzący do testu płacili za tego rodzaju usługę, ani w jaki sposób zostali za to ukarani. Typową karą w takich sytuacjach jest dożywotnia dyskwalifikacja z egzaminu.

Uzasadniając wyrok, sąd zwrócił uwagę, że wraz z rozwojem nauki i techniki zmieniają się sposoby dokonywania oszustw i coraz trudniej jest im przeciwdziałać. Oszuści, którzy dawniej korzystali ze ściąg lub wynajmowali inne osoby, by podeszły za nich do egzaminu, teraz bezprzewodowo komunikują się z pomocnikami siedzącymi na zewnątrz sali egzaminacyjnej – podała Xinhua.

Wyniki państwowego egzaminu wstępnego na studia drugiego stopnia, pisanego po licencjacie, są najważniejszym kryterium przy rekrutacji na dalsze etapy nauki na chińskich uczelniach.