Wraz z oddaniem do użytku mostu przez Cieśninę Kerczeńską na anektowany Krym Rosjanie zapoczątkowali niewypowiedzianą wojnę morską z Ukrainą. Ich statki regularnie aresztują jednostki pod niebiesko-żółtą banderą, paraliżując tym samym pracę portów nad Morzem Azowskim. Na problem zwraca uwagę Izet Hdanow, pierwszy zastępca przedstawiciela Petra Poroszenki ds. półwyspu (rozmowę publikujemy poniżej). O nowej odsłonie nieregularnej wojny Rosji z Ukrainą mówił również w poniedziałkowym wywiadzie dla DGP gen. Ben Hodges, były dowódca sił USA w Europie. – Dziś doskonale widać to na Morzu Azowskim, gdzie (Rosjanie – red.) zaczęli przechwytywać ukraińskie statki. Most łączący Krym z Rosją daje możliwość odcięcia portu w Mariupolu – komentował Hodges.

Wojna kutrów wybuchła pod koniec marca, po tym jak Ukraińcy aresztowali na Morzu Azowskim jednostkę Nord pod rosyjską banderą. Wypłynęła ona z portu w Kerczu, łamiąc tym samym prawo ukraińskie i prawo międzynarodowe. Ostatecznie części aresztowanej załogi – na fałszywych paszportach rosyjskich – udało się przedostać z Ukrainy na Białoruś i powrócić na Krym. Po tym incydencie – w połowie kwietnia – ukraiński sztab generalny ostrzegł przed eskalacją działań odwetowych ze strony Moskwy. Trwają one do dziś.

Najgłośniejsze było aresztowanie na początku maja ukraińskiej jednostki JaMK-0041 i umieszczenie załogi w bazie wojskowej w Bałakławie. Niedługo później na Morzu Azowskim zaginęli dwaj rybacy ukraińscy. Po trzech dniach okazało się, że są oni przetrzymywani przez FSB w Kraju Krasnodarskim. 31 maja – niedaleko nowego mostu na Krym – zatrzymano pięć statków ukraińskich. Wcześniej, w połowie maja, Rosjanie całkowicie zamknęli część Morza Azowskiego pod pretekstem prowadzenia ćwiczeń wojskowych.

Ukraina dysponuje trzema portami na tym akwenie. W Mariupolu, Berdiańsku i Geniczesku. Za ich pośrednictwem importuje m.in. węgiel koksowany, ziarno, materiały budowlane i produkty metalowe. Działania Rosji są de facto blokadą tych portów.

>>> Czytaj też: Ukraina przekazuje ONZ memorandum ws. finansowania terroryzmu przez Rosję

Ludzi nie można po prostu zesłać. Rosja robi to inaczej

Izet Hdanow, odpowiadający za politykę krymską Ukrainy, mówi nam o rosyjskich represjach.

Niedawno Rosjanie otworzyli most na Krym. Zachód pomógł w tej budowie?

Otwarcie mostu utrudniło dostęp do portów nad Morzem Azowskim. Ukraińskie kutry rybackie bywają zatrzymywane, a 16 maja na Morzu Czarnym aresztowano okręt JaMK-0041. Jego załoga znajduje się w rękach FSB i nie ma z nią kontaktu. Dysponujemy informacjami, z których wynika, że w budowę mostu były zaangażowane europejskie firmy. Dostarczały m.in. materiałów budowlanych. Na Ukrainie jest prowadzone dochodzenie w tej sprawie. Wspólnota międzynarodowa zostanie poinformowana o konieczności nałożenia sankcji na te podmioty. Jesteśmy pewni wsparcia partnerów zagranicznych.

Czy ukraińska dyplomacja ma dość soft power koniecznego do promowania interesów na arenie międzynarodowej?

Tak. Razem z naszymi europejskimi i amerykańskimi partnerami będziemy naciskać na Rosję. Nie podjęto decyzji, która zakładałaby próbę przywrócenia kontroli nad Krymem środkami militarnymi. Ale mówimy o naciskach, w których główną rolę odgrywają sankcje gospodarcze i konsekwencje prawne.

Te środki nie zawsze są skuteczne, czego przykładem jest zbudowany most. Efektywności sankcji nie potwierdza sytuacja wewnętrzna na Krymie. Rosyjskie służby walczą z domniemanymi ekstremistami, a faktycznie ze zdelegalizowanym Medżlisem, parlamentem Tatarów Krymskich.

Jest wyrok Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości wzywający do przywrócenia medżlisu, ale strona rosyjska lekceważy prawo międzynarodowe. Wszystkie zatrzymania, oskarżenia o rzekome posiadanie broni mają na celu podważenie wiarygodności medżlisu. Rosji chodzi o postawienie znaku równości między Tatarami Krymskimi a terrorystami. Mimo to ukraińscy obywatele na Krymie stawiają opór. Protestują pod sądami i placówkami FSB. Ostatnio służby zatrzymały i porwały krymskotatarskiego działacza Asana Egiza. Pomogły naciski ludności. Po tym, jak pojawił się rozgłos we wspólnocie lokalnej, wypuszczono go, a raczej wyrzucono z samochodu na jednej z dróg. Obywatele Ukrainy, którzy mieszkają na Krymie, są zakładnikami Rosji. Okupant traktuje półwysep jak bazę wojskową. Dąży do jego całkowitej militaryzacji, a tych, którzy nie akceptują nowych porządków, zmusza do wyjazdu. To rodzaj hybrydowej deportacji, bo dziś nie można ludzi tak po prostu zesłać jak w 1944 r. Są za to zniknięcia i zastraszenia.

Nie obawia się pan, że opór zostanie złamany, a półwysep zintegrowany z Rosją?

Nie. Jeżeli milcząc, zaaprobujemy politykę okupanta, niedługo cały naród ukraiński nie będzie miał gdzie mieszkać.

Jak pan skomentuje tzw. sprawy Hizb at-Tahrir, czyli oskarżenia Tatarów Krymskich o chęć budowy kalifatu?

Takie pseudosprawy, jak Hizb at-Tahrir czy Dżama’at at-Tabligh (muzułmańskie organizacje uznawane w Rosji za ekstremistyczne – red.), są przewidywalne. Wśród Tatarów Krymskich nie ma żadnej ekstremy. Okupanci obawiają się sprzeciwu lokalnej ludności. Władze rosyjskie wywożą zatrzymanych z Krymu z obawy przed poparciem, jakiego udzielają im miejscowi. Tak samo było z biznesmenem Resulem Welilajewem, którego Rosjanie zatrzymali pod pozorem handlu zepsutymi artykułami spożywczymi. Przewieziono go do moskiewskiego więzienia Lefortowo, żeby pod budynkiem sądu na Krymie nie gromadzili się protestujący.

Jak wygląda sytuacja ekonomiczna półwyspu? Widać próbę kupienia Krymu przez Kreml? Zalania go inwestycjami niezależnie od kosztów?

Władz nie obchodzą problemy gospodarcze ani w dziedzinie turystyki, ani w innych obszarach. Jedynym celem jest militaryzacja półwyspu. Niektóre firmy, jak niemieckie Metro czy francuski Auchan, obchodzą sankcje. Prowadzą działalność, podszywając się pod lokalne przedstawicielstwa rosyjskiego dystrybutora. Robimy wszystko, żeby europejskie firmy nie prowadziły działalności na terytorium okupowanym.

>>> Polecamy: Rosja pozostaje głównym partnerem biznesowym Ukrainy