„Dlaczego na świecie jest tak wiele nierówności? Czy ludzkość jest głupia?” – miała zapytać autora jego 15-letnia córka Xenia. Postanowił odpowiedzieć jej publicznie. Tak powstała książka „Talking to My Daughter About the Economy: or, How Capitalism Works – and How It Fails” (pol. „Rozmawiając z moją córką o ekonomii, jak działa kapitalizm i jak zawodzi”).

Odpowiedź, którą dał nie zadowoliła jednak ani jego, ani jej.

W 2013 r. jeden z greckich wydawców zwrócił się do profesora Varoufakisa z propozycją napisania książki skierowanej do „młodych ludzi”, w przystępny sposób tłumaczącej ekonomię. Były minister finansów Grecji postanowił napisać tę książkę w postaci listów do córki, z którą ma – jak twierdzi – znacznie mniej kontaktu niż by chciał. Ona mieszka w Sydney w Australii (gdzie Varoufakis przez wiele lat uczył), on wykłada na greckiej uczelni.

Profesor zaczyna swoją opowieść od samego początku – skąd wzięło się bogactwo. Cofa się aż o 12 tys. lat do momentu, kiedy ludzie nauczyli się uprawiać ziemię. Czy był to moment radości? Niekoniecznie, pisze autor. Uprawianie ziemi było koniecznością, bo w przeciwnym razie umarlibyśmy z głodu. Na świecie było zbyt wielu ludzi, by myślistwo i zbieractwo wystarczyło do ich wykarmienia. Stopniowo drogą prób i błędów wydajność rolnictwa się zwiększała. I w pewnym momencie pojawiła się nadwyżka tzn. wytworzono więcej jedzenia, niż było potrzebne do wyżywienia wszystkich.

Za czasów myśliwych i zbieraczy stworzenie nadwyżki było niemożliwe, bo mięso, owoce i warzywa trudno się przechowuje. Tymczasem rośliny, takie jak kukurydza, ryż, pszenica, można odłożyć na później. Początkowo całe zboże przechowywano we jednym miejscu i stworzono pierwsze formy pisma, by zanotować, kto ile zboża wyprodukował (miało to miejsce w Mezopotamii, na dzisiejszych terytoriach Syrii i Iraku).

Autor zauważa, że australijscy Aborygeni i Indianie z Ameryki Południowej, gdzie było wystarczająco dużo zwierzyny, owoców i warzyw, nigdy nie wymyślili własnego pisma, ograniczyli się do tworzenia muzyki i malowania. A zapiski, komu ile zboża się należało, co było formą długu, stały się początkiem systemu pieniężnego. Ale do tego potrzebna była wiara, że papier, z którego wynikało że komuś należy się część zboża ze spichlerza faktycznie da się w każdej chwili wymienić na towar.

Wówczas bowiem można było taki dokument traktować jako pieniądz i wymienić go na inne dobro. I do gwarantowania realizacji zobowiązań potrzebny był ktoś potężny, jakiś władca a raczej funkcja władcy, tak by w wyniku śmierci jednego przywódcy nie doszło do załamania rynku. Varoufakis podkreśla jak ważne było powstanie nadwyżki w rolnictwie. Bez nadwyżki nie ma bowiem państwa.

A to dlatego, że państwo zatrudnia mnóstwo ludzi, którzy nie przykładają się do produkcji żywności. Profesor twierdzi, że wszystkie państwa gdzie rozwinęło się rolnictwo dystrybuowały nadwyżkę w rażąco nierówny sposób. Jeżeli jednak nieproporcjonalnie duża część nadwyżki trafiała do niewielkiej mniejszości to ciągle była ona zagrożona tym, że biedna większość siłą odbierze im władzę i podzieli nadwyżkę między siebie.

Dlatego konieczna była ideologia, z której wynikałoby, że tylko ci co rządzą mają prawo do rządzenia i że wynika ono z woli jakieś wyższej istoty. Jakakolwiek próba zmiany stanu rzeczy sprowadzi na ludzi karę boską. Tak więc zinstytucjonalizowana religia powstała, zdaniem autora, z potrzeby kontrolowania biednej większości. A stabilne państwa nie mogły istnieć bez religii.

A ponieważ duchowni, podobnie jak biurokraci nie produkowali jedzenia, do ich utrzymania także konieczna była nadwyżka w produkcji rolniczej. W miarę jak nadwyżka się zwiększała, zwiększało się bogactwo rządzących, które z kolei sprzyjało koncentracji władzy w rękach mniejszości. Stąd wywodzi się słowo „oligarchia” oznaczające „rządy niewielu”.

Bogaci do dzisiaj z jednej strony potrzebują państwa, jego prawa do używania przemocy, by chroniło ich przed próbami odebrania im przez biedną większość.
Z drugiej boją się, iż ktoś, kto przejmie władzę (a w demokracji nie da się tego do końca kontrolować) może wykorzystać swoją siłę do konfiskaty, czy nacjonalizacji ich majątków, jak to już miało wiele razy w historii miejsce.

Profesor zauważa, że przy tworzeniu największych prywatnych fortun zwykle używana była władza. Jak na przykład w Wielkiej Brytanii, gdzie państwo usuwało z ziemi ludzi, by zamożni mogli hodować owce. A gdy pieniądze zarobione na sprzedaży wełny inwestowali w fabryki to pozbawieni ziemi ludzie byli zmuszeni by harować za niewielkie wynagrodzenie.

Autor ma także interesującą opinię jeżeli chodzi o przyczyny powstawania długu publicznego. Otóż jego istnienie to skutek tego, że bogaci nie płacą tylu podatków, ile powinni. Pensji pracowników nie da się już bardziej opodatkować, bo nawet w bogatych krajach większość ludzi wydaje wszystko co zarabia na zaspokajanie bieżących potrzeb (na przykład w USA 63 proc. obywateli nie ma tyle oszczędności, by pokryć z nich nagły wydatek w wysokości 500-1000 dol.).

Varoufakis zauważa, że z długu publicznego bogaci korzystają na dwa sposoby. Po pierwsze korzystają z usług świadczonych przez państwo, nie płacąc wystarczająco dużo za nie. Po drugie mogą inwestować w rządowe papiery wartościowe i jeszcze pomnażać swoje bogactwo.

Na początku książki profesor przyznaje, że jej napisanie zajęło mu dziewięć dni. Nie kryje także, że jej pisanie było „radością” ponieważ pisał ją bez planu, bez przypisów, po prostu „chlapał na papier” co mu przyszło do głowy. Radość jego była tym większa, że książkę pisał w rodzinnym domu na wyspie Egina, skąd miał widok na Zatokę Sarońską i góry Peloponezu. W książce pełno jest wstawek w stylu: ”Jest zmierzch na wyspie Egina. Lato. Siedzimy na werandzie, patrząc na morze i zachodzące, czerwone słońce, które „topi się” w górach Peloponezu”. Opisuje jak wieczorami płyną łodzią z przyjaciółmi do tawerny na plaży Marathonas, by zjeść obiad. Jego córka przerywa mu na chwilę by zanurkować i pomóc zaprzyjaźnionemu kapitanowi odplątać kotwicę.

Cała książkę jest bardzo nietypowa. Czyta się ją jak połączenie publikacji w stylu „Lato w Prowansji” sławiących uroki sielskiego życia na wsi w krajach, gdzie jest dużo słońca, z pomstowaniem na „bogaczy”. Książka zawiera trochę informacji o ekonomii, ale sprawiają one wrażenie spłyconych streszczeń publikacji, którymi inspirował się autor (wymienia je na początku publikacji, chodzi m.in. o „Strzelby, zarazki, maszyny” Jareda Diamonda i „Payback” Margaret Atwood). Całość czyta się jak zbiór felietonów. Problem polega na tym, że przemyślenia autora są, w mojej ocenie, zbyt mało ciekawe, by książkę warto było przeczytać.

Mam wrażenie, że publikacja tej pozycji w języku angielskim ma związek z nabytą przez Varoufakisa w 2015 r. międzynarodową sławą w związku z objęciem przez niego funkcji ministra finansów Grecji w czasie najgorętszych negocjacji związanych z oddłużeniem kraju. Opisał je zresztą w bardzo ciekawej książce „Adults in the Room: My Battle with the European and American Deep Establishment”. I tę pozycję zdecydowanie warto przeczytać, natomiast „Talking to My Daughter About the Economy” można sobie bez większej szkody darować.

Autor: Aleksander Piński