W USA zmiana u steru banku centralnego. Jerome Powell, zastępuje od dziś, 3 lutego, ustępującą Janet Yellen. Jak pisze Desmond Lachman z American Enterprise Insitute, Powell dziedziczy „zatruty kielich” bowiem gospodarce USA grozi przegrzanie. Gospodarce Powody są dwa: silny wzrost cen akcji oraz osłabienie dolara. Zgodnie z danymi Fed 25-proc. wzrost cen akcji na giełdzie (od początku prezydentury Trumpa) może zwiększyć amerykański PKB o ponad 1 procent, podobnie jak około 10-proc. deprecjacja dolara w ciągu ostatniego roku. Miałoby to podobny skutek jak obniżka stóp procentowych.

Dodatkowym paliwem dla ryzyka przegrzania jest też niedawna znaczna obniżka podatków – oczekuje się, iż obniżka ta przyniesie silny pozytywny impuls dla gospodarki, która już jest wspierana niezwykle rozluźnioną polityką finansową. Rezerwa nie zmieniła jednak planów, co stawia nowego szefa w obliczu konieczności przyspieszenia tempa podwyżek stóp, by uniknąć wzrostu inflacji.

Drugi powód to fakt, że Fed nie zrobiła nic, aby zapobiec wzrostowi globalnej bańki na giełdach. Jerome Powell może wkrótce być zmuszony do radzenia sobie ze skutkami baniek, które w przeciwieństwie do roku 2008 nie ograniczają się do amerykańskich rynków mieszkaniowych i kredytowych.

Administracja Trumpa nie jest pierwszą, która stawia Amerykę na pierwszym miejscu [chodzi o hasło „America First” – przyp. red.]. Fundamentalna zmiana jaka nadeszła z obecną administracją polega nie na tym, że jest bardziej samolubna niż poprzednie, ale że nie wydaje się przekonana, iż system globalny służy amerykańskim interesom. Reszta świata chciałby zaś wiedzieć, czy globalny system jest na tyle silny, że przetrwa wycofanie się jego twórcy, pisze Jean Pisani-Ferry z European University Institute. Dwa przykłady poprzedniej niechęci do międzynarodowych rozwiązań: administracja Nixona opuściła międzynarodowy system walutowy oparty na złocie, a administracja Busha (syna) odmówiła ratyfikowania protokołu z Kyoto.

>>> Czytaj też: Trump straszy Kongres kolejnym zawieszeniem pracy rządu

Zdaniem Pisaniego to sam Trump swoim wystąpieniem nieco uspokoił nastroje po tym, jak jego sekretarze – skarbu Steven Mnuchin i handlu Willbur Ross – wygłosili szokujące oświadczenia. Mnuchin zachwalając politykę słabego dolara, a Ross ciesząc się z perspektywy „toczenia i wygrania wojny handlowej”. Jak dotąd system przetrwał takie werbalne szoki, ale niebezpieczna jest wiara, iż ma silne podstawy. W istocie są zbyt słabe i niekompletne, aby funkcjonowały niezależnie, bez politycznego przewodnictwa.

Steven Mnuchin, sekretarz skarbu USA, który zachwalał w Davos słabość dolara, potrzebuje lekcji z podstaw ekonomii, uważa Desmond Lachman. Może gdyby taki kurs był obowiązkowy dla przyszłych sekretarzy skarbu największa gospodarka świata uniknęłaby długoterminowych zniszczeń, wynikających z błędnych decyzji w prowadzonej polityce. Jako przykład Lachman wskazuje poparcie Mnuchina dla cięć podatków, co – zgodnie z danymi Kongresowego Biura Budżetowego – zwiększy deficyt budżetowy o ok. 1,5 biliona dolarów.

Gdyby Mnuchin był zaznajomiony z historią gospodarczą świata, wiedziałby, że wiele krajów wpadło w gospodarcze tarapaty z powodu braku dyscypliny budżetowej, i że nawet najbardziej zagorzały keynesowski ekonomista nie promowałby bodźca budżetowego w czasie cyklicznego wzrostu gospodarczego, pisze sarkastycznie. Gdyby zaś przeszedł kurs polityki monetarnej wiedziałby, w jak niezwykle trudnej pozycji stawia Rezerwę Federalną, dla której bodziec fiskalny jest ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje w sytuacji wysokiej stopy zatrudnienia i niskich stóp procentowych, rosnących cen akcji i obniżającej się wartości dolara.

Z kolei Adam Posen, szef think-tanku Peterson Institute, daje krytyczne uwagi do przemówienia, jakie prezydent Donald Trump wygłosił w Davos. Posen nazywa je kupiecką reklamą poniżej godności urzędu prezydenta i pozycji USA w świecie. Pozytywną stroną tego przemówienia był brak ataków na międzynarodowy system ekonomiczny i partnerów handlowych USA. Zapewnienia Trumpa o powrocie silnej i bogatej Ameryki,i lista osiągnięć amerykańskiej gospodarki brzmi jak wołania premiera kraju z Ameryki Łacińskiej czy Europy Wschodniej – „zauważcie mnie, przyjedźcie do nas”. To bardzo ograniczone, „transakcyjne” widzenie międzynarodowej gospodarki.

USA było otwarte na handel i inwestycje od czasu II wojny światowej i pomogło zbudować cały globalny, uregulowany porządek gospodarczy, co pozwoliło uniknąć wielu destrukcyjnych wojen – handlowych, a zapewne także konfliktów zbrojnych, przypomina Posen. Niemiecka kanclerz Angela Merkel czy prezydent Chin Xi Jinping oferowali na poprzednich spotkaniach w Davos konkretne cele globalnej współpracy. Trump takich celów nie przedstawił.

Kryptowaluty zyskują popularność z powodu rygorystycznych reguł w systemie bankowym, wymagających m.in. identyfikacji klientów. Poza USA reguły wymiany kryptowalut nie są ściśle egzekwowane. Steven Mnuchin wezwał rządy 20 największych gospodarek świata, aby nie dopuściły do tego, by cyfrowe waluty stały się platformą ukrywania pieniędzy przed opodatkowaniem (lub ich prania). Za późno, pisze publicysta Bloomberga, to już się dzieje.

Największy skok na rynku kryptowalut – kradzież pół miliarda dolarów w walucie Coincheck z japońskiej platformy – przybliża zapewne moment wprowadzenia nowych, bezpieczniejszych, tzw. zdecentralizowanych platform wymiany. Nie przybliża jednak momentu stania się kryptowalut konkurencją dla pieniądza emitowanego przez rządy.

Pieniądz cyfrowy wydaje się realizować ideę prywatnego pieniądza, którą zaproponował Friedrich Hayek, kiedy opublikował w 1976 roku swoją „Denacjonalizację pieniądza”. Zdaniem ekonomisty z American Institute for Economic Research daleki jest jednak od tej idei. Zgodnie z wizją Hayek’a firmy emitowałyby własne waluty legalnie na wolnym rynku prywatnych pieniędzy. Konkurencja zmuszałaby emitentów do kontrolowania podaży tak, by ich waluta była atrakcyjna dla użytkowników. Hayek przewidywał, iż w takich warunkach państwa nadal emitowałyby pieniądz, ale nie długo. Rynek kryptowalut jest wolny i prywatny. Problem jednak w tym, że jest zbyt zmienny;

Hayek nie uznawał zabezpieczenia przed inflacją za wystarczający warunek funkcjonowania prywatnego pieniądza. Ludzie cenią w walucie przede wszystkim zdolność minimalizowania skutków niepewności na temat zmian cenowych, chcą trzymać pieniądze, kiedy mają wyobrażenie, co za nie mogą kupić za tydzień, miesiąc, kilka lat. Kryptowaluty takiej pewności nie dają. Jeśli kryptowaluty miałyby konkurować z pieniędzmi rządowymi w duchu wizji Hayek’a, a nie na marginesie, jako inwestycja spekulacyjna, ich twórcy musieliby podejść do emisji z zupełnie innej strony — tak, aby podaż reagowała na siły rynkowe.

Idąc dalej za liberalną myślą dotyczącą emisji, transferów i inwestowania pieniądza – ekonomiści z tego nurtu uważają, że Unia Europejska stworzyła podatkowy kartel. W takim świetle stawiają Unię raje podatkowe, pisze inny analityk z American Institute for Economic Research Sven Larson.

Unia stworzyła czarną listę 17 tzw. rajów, 47 krajów i terytoriów jest na liście obszarów obserwowanych. W uzasadnieniu autorzy listy twierdzą, że prawo podatkowe i praktyki administracyjne w wyszczególnionych krajach powodują straty dochodów w krajach Unii. Obywatele krajów UE powinni trzymać pieniądze we własnych krajach. Dlaczego? Albowiem w przeciwnym razie, pomimo jednych z najwyższych podatków na świecie, opiekuńcze państwa Europy są nie do utrzymania, odpowiada autor.

Uciekający kapitał jest problemem dla państw opiekuńczych, toteż stworzyły „podatkowy kartel” dla utrzymania państwa opiekuńczego za wszelką cenę. Jakże bliskie jest to elementowi państwa totalitarnego, uważa autor cytując lewicową ekstremistkę Ayn Rand, która twierdziła, iż różnica między państwem opiekuńczym a totalitarnym leży jedynie w czasie.

Autor: Anna Wielopolska