Erdogan oświadczył, że w konwoju, który usiłował wjechać do Afrinu, byli "terroryści", działający niezależnie. Zagroził, że grupa ta - członkowie szyickiej milicji - zapłaci wysoką cenę.

Tureckie media państwowe informowały we wtorek, że prorządowe siły syryjskie wycofały się z kontrolowanego przez Kurdów regionu Afrin na północnym zachodzie Syrii, gdy turecka artyleria rozpoczęła ostrzał tego obszaru.

Według tureckiej agencji prasowej Anatolia prorządowe siły syryjskie zawróciły w odległości 10 km od miasta Afrin.

Wcześniej tego dnia państwowa telewizja syryjska pokazała konwój prorządowych bojowników, wjeżdżający do Afrinu, by pomóc tamtejszym Kurdom w odparciu tureckiej ofensywy. Wkrótce potem nadeszły informacje, że artyleria turecka ostrzeliwuje tamten obszar.

Kurdowie zaprzeczają, jakoby bojownicy, którzy przybyli im z pomocą, zostali zmuszeni do odwrotu. Twierdzą, że zajmują oni pozycje wzdłuż linii frontu naprzeciwko granicy z Turcją.

Reklama

Bojownicy machali bronią i syryjskimi flagami, przejeżdżając przez punkt kontrolny, na którym widać było emblemat kurdyjskich sił bezpieczeństwa. W syryjskiej telewizji pokazano konwój ok. 20 wozów bojowych uzbrojonych w karabiny maszynowe. Pojazdy te wjeżdżały do Afrinu z pobliskiej wsi Nubul.

Wcześniej we wtorek Erdogan mówił, że dzięki rozmowom z prezydentem Rosji Władimirem Putinem udało się powstrzymać wkroczenie syryjskich sił prorządowych do regionu Afrin przy granicy syryjsko-tureckiej.

Leżący w prowincji Aleppo region Afrin kontrolowany jest przez kurdyjską milicję pod nazwą Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG). Ankara uważa tę milicję za organizację terrorystyczną, natomiast USA wspierają ją w ramach walk z dżihadystami z Państwa Islamskiego (IS).

Zbrojna ofensywa turecka przeciwko YPG w Afrinie rozpoczęła się 20 stycznia. Ankara obawia się, że Kurdowie skonsolidują tereny odbite tam z rąk bojowników IS. Władze Turcji argumentują, że operacja, której nadano kryptonim "Gałązka oliwna", ma na celu ochronę granic Turcji, "zneutralizowanie" kurdyjskich bojowników w Afrinie i uwolnienie tamtejszej ludności od "ucisku i opresji". YPG odpierają zarzuty o terroryzm i oskarżają Turcję o ataki na cywilów.

Przed rozpoczęciem tureckiej operacji w Afrinie wiceminister spraw zagranicznych Syrii Fajsal Mekdad ostrzegał, że zostanie ona uznana za "akt agresji" i "pogwałcenie prawa międzynarodowego".

W 2012 roku, po wycofaniu się sił rządowych z tych terenów, Afrin stał się pierwszym kurdyjskim regionem w Syrii, który wyrwał się spod kontroli reżimu prezydenta Baszara el-Asada.

Reuters zwraca uwagę, że wtorkowe wydarzenia w Afrinie oznaczają bezpośrednią konfrontację między armią turecką i sprzymierzonymi z nią syryjskimi rebeliantami a sojuszem militarnym popierającym reżim prezydenta Baszara el-Asada.(PAP)