Wspólna inwestycja Grupy Liebrecht & wooD oraz BBI Development ma przywrócić dzielnicy dawną – zbudowaną pod koniec XIX wieku – wytwórnię wódek, zlokalizowaną między ulicami Ząbkowską, Nieporęcką, Białostocką i Markowską. Na pięciu hektarach deweloperzy zaplanowali przestrzeń do mieszkania, pracy, jedzenia, ćwiczenia, edukacji oraz imprez. Inwestycja ma także przyciągnąć turystów, bowiem do ich dyspozycji oddano zrewitalizowaną fabrykę wódki, a pod koniec 2018 roku planowane jest otwarcie hotelu Moxy (marka Marriott International).

- To jest zupełnie nowa jakość. Takich dużych inwestycji, w tej części Warszawy jeszcze nie było. To jest wprowadzenie nowych lokatorów i nowej zabudowy na starą przestrzeń. Dobra społeczna rewolucja – mówi Janusz Owsiany ze Stowarzyszenia Monopol Warszawski. – Przestrzeń ta jest tak znacząca, że zapewne przyciągnie ludzi z drugiej części Warszawy – dodaje.

- Rewitalizacja Konesera to wieloletni proces przywracania tego miejsca do życia. Dzisiaj jest to miejsce prawdziwe, czerpiące z praskiego dziedzictwa i doskonale wpisującym się w trendy kształtowania współczesnych miast. Koneser ma być otwartą przestrzenią, zintegrowaną z najbliższym otoczeniem, nieustannie dostosowującą się do potrzeb ludzi. Oddajemy autentyczny kawałek miasta – mówi Magdalena Bartkiewicz-Podoba, Dyrektor Generalny Liebrecht & wooD Poland.

Na terenie inwestycji znajdują się również przestrzenie przygotowane pod biura oraz sklepy. Jak podają inwestorzy 30 proc. z 21 800 mkw. powierzchni handlowej przeznaczono na restauracje, kawiarnie i bary, m.in. Pijalnię Czekolady Wedel. Swoje miejsce na terenie dawnej fabryki znalazły także m.in. Centrum Medyczne Damiana czy klub Zdrofit Fitness oraz sklepy jak Biedronka czy Inmedio. Mieści się Campus Warsaw czyli pierwsze w Europie Środkowo-Wschodniej centrum wsparcia dla start-upów prowadzone przez Google.

- To imponujący projekt pod wieloma względami, wyeksponowania bogatej historii, wkomponowania w unikalną atmosferę Starej Pragi oraz, co niezwykle istotne, skali przeprowadzonej rewitalizacji – komentuje Rafał Szczepański, wiceprezes spółki BBI Development.

Owsiany przyznaje, że nie ma pewności, czy miejsce o takim charakterze uda się od razu zintegrować z lokalną tkanką. - Miejscowi powinni mieć tam swoją przestrzeń. Potrzeba inicjatyw ludycznych, które dołączą do wysokiego klimatu całego przedsięwzięcia – zauważa. Inwestorzy przekonują jednak, że zadbali o odpowiedni program, który ma włączyć społeczność praską w nowe życie fabryki. Na stronie inwestycji umieścili kalendarz z ofertą artystyczną, edukacyjną i rozrywkową. Autorem założeń urbanistycznych Konesera jest warszawska pracownia architektoniczna Juvenes - Projekt.

Praga była kiedyś postrachem Warszawy, dzisiaj odżywa, podobnie jak Powiśle. Państwo jako pierwsi zaczęliście silnie inwestować na Pradze. Co wtedy sprawiło, że podjęliście się takiego ryzyka?

Rafał Szczepański, wiceprezes BBI Development: My na Pradze pojawiliśmy się na początku lat 90. Wtedy zaczęliśmy realizować tam pierwsze przedsięwzięcia budowlane. Wtedy nikt nie myślał o Pradze jako o miejscu równorzędnym z drugim brzegiem Wisły. My widzieliśmy ten potencjał. Praga to prawdziwe miasto, zaniedbane, ale z realną tkanką miejską, a nie strukturą blokowiska. Założyliśmy wtedy, że gdy Polska się wzbogaci ta wartość zostanie dostrzeżona. Tak naprawdę Praga to jest śródmieście Warszawy, bo śródmieście jest po obu stronach rzeki. Na zachodniej stronie mamy ciąg komunikacyjny Trakt Królewski, a na wschodniej mamy ciąg ulicy Targowej. Dystans pomiędzy tymi osiami jest niewielki. To potęgowało nasze przekonanie. Tę odległość jeszcze bardziej zmniejszyło metro, które było wisienką na torcie, jeśli chodzi zmiany w obrębie Warszawy. Nasze miasto wykonało ogromną pracę w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. My wtedy mieliśmy wizje, mieliśmy otwarte głowy i faktycznie nie myliliśmy się.

W nowej inwestycji postawiliście państwo na wielofunkcyjny model zabudowy. Są mieszkania, restauracje. Skąd decyzja o takim charakterze miejsca?

Miasto to jest miasto. To nie jest budowanie oddzielnie sypialni, oddzielnie dzielnic biurowych. To byłąby klęska. W Warszawie mamy teraz dzielnice sypialniane i dzielnice biurowe. Miasto musi łączyć funkcję i ludzi na jednym terenie. Tygiel przynosi premię. Praga miała tę tradycję wielofunkcyjności od zawsze. Historycznie na prawym brzegu tętniło prawdziwe miejskie życie. Nie musieliśmy nic budować, ani nic wymyślać. Z punktu pamięci społecznej, to można powiedzieć, że ludzie przywykli tam do kapitalizmu, do rozwoju, do ruchu i hałasu. Po wojnie zrobiono z Pragi karykaturę, którą dzisiaj odczarowujemy. „Koneser” to kwintesencja miejskości.

Jak udało się połączyć strefę mieszkaniową z restauracjami i życiem miejskim?

Trudno jest wprowadzić w istniejącą już tkankę mieszkaniową kompleksy restauracyjne, bo w takiej tkance mieszkają ludzie, którzy szukają czegoś innego – spokojnego życia. Ale jeżeli od razu budujemy miasto, w którym powiedziane jest fair, że domy będą mieć mieszkania, ale pod spodem restauracje i lokale usługowe to znaczy, że ludzie osiedlający się akceptują tę sytuację. To jest kontrakt – są plusy i minusy i zdajemy sobie z tego sprawę.

Jak się państwo komunikowali z lokalną społecznością, żeby uniknąć konfliktów?

Nasza działalność była fenomenem. Przyszliśmy na Pragę jako ludzie z zewnątrz. Kiedy zaczynaliśmy ludzie mieszkający tam słyszeli tylko, że to miejsce jest gorsze, że oni są gorsi. My powiedzieliśmy, że wierzymy w to miejsce i że będzie się ono pięknie rozwijać. Mieszkańcy nas polubili, nawiązywaliśmy przyjaźnie. Mieliśmy szczere i naturalne opinie społeczników. Staliśmy się sojusznikami. Połączyła nas pasja do tego miejsca. Robiliśmy i robimy inicjatywy kulturalne, wydarzenia, warsztaty. Tego nie zabraknie także w „Koneserze”.

Czy różnice majątkowe nie wpłyną na to, że miejsce stanie się poniekąd zamknięte dla lokalnych mieszkańców?

Zadbaliśmy o to, żeby oferta była szeroka. Nie ma tylko wykwintnych restauracji, ale są także bardziej przestępne. Mamy różne sklepy na terenie kompleksu. Dużo wydarzeń jest darmowych. Ta przestrzeń nie będzie wykluczać. Przed wojną było tak, że w jednym domu mieszkali i bogaci i biedniejsi. Nie wolno wydzielać tylko biedniejszych, bo to rodzi patologie. Mieszanka, którą zaoferujemy będzie zdrowa dla całego otoczenia.

Jak współpracuje się z konserwatorami zabytków przy tak dużych projektach rewitalizacyjnych?

Zabytki jak nie mają gospodarza i pomysłu na działalność umierają. Samo restrykcyjne prawo nie wystarczy. Trzeba umieć prowadzić dialog z inwestorem. Dobry konserwator chroni zabytku i delikatnie kieruje inwestora w stronę, która zapewni budynkowi długowieczne funkcjonowanie, żeby te budynki żyły. „Koneser” to jest owoc takiej współpracy.

Współpracowaliśmy z urzędem dzielnicy, miasta, z lokalnymi stowarzyszeniami, służbami architektonicznymi no i oczywiście z naszym partnerem, który do nas dołączył Liebrecht & wooD. Udało nam się wspólnie wypracować najlepsze rozwiązanie i dlatego rewitalizacja „Koneserem” jest wielkim sukcesem.