Pana książka o zabójstwie Aleksandra Litwinienki „A Very Expensive Poison” („Bardzo droga trucizna”) kończy się finalnym raportem ze śledztwa. Znajduje się w nim zdanie, na które miała nadzieję wdowa po ofierze i jego przyjaciele: „Operacja FSB zamordowania p. Litwinienki została zapewne zaaprobowana przez p. Patruszewa (ówczesnego dyrektora FSB – red.), a także przez prezydenta Putina”. Był to rok 2016. Co się od tego czasu zmieniło?

Nic się nie zmieniło i zarazem zmieniło się wszystko. Sprawa Litwinienki była bardzo głośna i przysporzyła Federacji Rosyjskiej wstydu. Zabójcy nie tylko zostali szybko zidentyfikowani, lecz okazało się też, że nie byli nawet profesjonalnymi mordercami. Za niekompetencję, jaką się wykazali, zostaliby w czasach KGB od razu wyrzuceni ze służb.

Dlatego, kiedy pisałem swoją książkę, myślałem, że podobna rzecz raczej się nie powtórzy. Po czym przenosimy się do marca 2018 r. i mamy sprawę Siergieja Skripala. Wprawdzie pojawiają się tu inne służby – GRU, czyli rosyjscy antyterroryści, a nie FSB – ale ma ona bardzo podobną fabułę. Tak samo jak w sprawie Litwinienki dwaj mordercy lecą z Moskwy na lotnisko Gatwick pod Londynem, po czym biegają po ulicach z przeraźliwie niebezpieczną trucizną i popełniają błąd na błędzie. Dają się zarejestrować na kamerach CCTV, w dodatku zamiast swojego celu ostatecznie zabijają przypadkową osobę. Postępowanie Rosjan się więc nie zmieniło. Od tego czasu zmieniło się to, że społeczność międzynarodowa rozumie agresywną i rewizjonistyczną naturę Kremla Władimira Putina. Szczególnie dobrze rozumieją ją Amerykanie, ponieważ przeżyli swoje wybory prezydenckie w 2016 r. i widzieli, jak Rosja hakowała i wywracała do góry nogami amerykańską demokrację. Sytuacja geopolityczna jest więc inna. Ale KGB-owskie metody ciągle te same.

Dlaczego Rosjanie ponownie odważyli się mordować na terenie Wielkiej Brytanii?

Putin ma patologiczne spojrzenie na Wielką Brytanię. Po pierwsze jej nie lubi. A po drugie, nie ma szacunku dla brytyjskiego wywiadu i uważa, że z powodu brexitu, politycznej niepewności Wielka Brytania jest słaba i można sobie wobec niej na wiele pozwolić. Poza tym sprawa Skripala była sygnałem wysłanym do rosyjskich elit – oligarchów i oficerów GRU oraz innych agencji szpiegowskich: „Jeśli przejdziecie na drugą stronę, choćbyście nie wiem, gdzie się ukryli, prędzej czy później po was przyjdziemy”.

A sprawa Litwinienki nie była demonstracją?

Są różne rodzaje morderstw – takie, które mają być kompletnie niewidzialne, i takie jak zamordowanie Trockiego szpikulcem do lodu, gdzie ręka Kremla jest doskonale widoczna. W sprawie Litwinienki najpierw podejrzewałem, że miało to być demonstracyjne morderstwo, ale kiedy dostaliśmy informację, jak rzadka i trudna do wykrycia jest substancja, której użyto, zacząłem myśleć, że jednak przeciwnie, nie chciano, by sprawcy zostali wykryci.

>>> Czytaj też: Rosja: Rewizje w biurach opozycjonisty Nawalnego w ponad 20 miastach 

Czy zleceniodawcy wiedzieli, jak niebezpieczny – także dla przypadkowych osób – może być polon, którym otruto Litwinienkę?

Nie sądzę, żeby ich to obchodziło. Fakt, że nikt inny nie umarł oprócz Litwinienki, to tylko szczęśliwy zbieg okoliczności, a nie rezultat jakiejkolwiek troski zleceniodawców o bezpieczeństwo innych.

Obawia się pan, że takie sprawy będą się zdarzać w przyszłości?

Sądzę, że będą. Nie mówię, że będzie to konkretnie mordowanie podwójnych agentów w Wielkiej Brytanii. Ale widowiskowe, egzotyczne, przerażające sprawy będą się zdarzały. Prawda jest taka, że większość krajów Europy Zachodniej byłaby wdzięczna, gdyby Rosja przede wszystkim po prostu zaczęła zachowywać się normalnie. Ale Putin myśli paranoicznie, przez pryzmat swojego KGB-owskiego wyszkolenia, i uważa, że to Zachód ciągle go zaczepia. I on musi mu ciągle odpłacać. Oczywiście tak naprawdę to on zaczepia. I to na wiele sposobów. Z jednej strony surrealistyczne morderstwo, z drugiej – nowoczesne działania jak hakowanie, a z trzeciej – polityczna dywersja polegająca na wspieraniu radykalnej lewicy i radykalnej prawicy na świecie. Antyliberalizm Putina to przede wszystkim wybieg, żeby zbratać się z nacjonalistycznymi, populistycznymi siłami przeciwnymi Unii Europejskiej. Dla Putina bandytyzm jest na pierwszym miejscu, a ideologia dopiero na drugim.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP