Park nuklearny, na który składa się 58 reaktorów działających w 19 elektrowniach, czyni Francję najbardziej znuklearyzowanym producentem energii elektrycznej w odniesieniu do liczby mieszkańców. Ponad 3/4 produkcji energetycznej pochodzi z rozszczepienia jądra atomu, podczas gdy światowa średnia to 1/10. Energia jądrowa jest niezaprzeczalnie czysta z punktu widzenia emisji gazów cieplarnianych. Wytworzenie jednej kilowatogodziny energii we Francji pociąga za sobą uwolnienie do atmosfery około 50 g CO2 w porównaniu z 600 g CO2 w Niemczech, gdzie węgiel i gaz są nadal szeroko stosowane. Pozostaje jednak problem odpadów radioaktywnych, które choć odpowiednio zabezpieczone, zajmują miliony m3 i będą się rozkładały przez miliony lat.

Wielka nuklearyzacja Francji rozpoczęła się w latach 1970-tych w ramach tzw. „Planu Messmera”, który powstał w odpowiedzi na szok naftowy. Ów strategiczny wybór, polegający na dominacji energetyki jądrowej, był odtąd niepodważalnym elementem francuskiej racji stanu. Przełomowy był rok 2001. Doszło wówczas do historycznej konsolidacji francuskiego sektora jądrowego. Trzy odrębne dotąd spółki: Cogema (cykl paliwowy), Framatome (projektowanie i budowa reaktorów tzw. trzeciej generacji we współpracy z niemieckim Siemensem według rozwijanego od 1989 r. modelu EPR – European Pressurised Reactor), Technicatome (napędy jądrowe do okrętów podwodnych i lotniskowców oraz komponenty na użytek cywilnej energetyki jądrowej) zaczęły funkcjonować, odpowiednio jako Areva NC, Areva NP (konsorcjum francusko-niemieckie) i Areva NT, pod szyldem holdingu Areva. Autorką koncepcji i akuszerką przedsięwzięcia była szefowa Cogemy Anne Lauvergeon, zainspirowana architekturą opactwa cystersów z Arévalo w Hiszpanii, która prostotą, rygorem i symetrią oddawała jej wizję nowo utworzonej grupy kapitałowej. Wielka, nowoczesna, z ambicjami podboju świata, skupiała całokształt działalności związanej z energią jądrową: wydobycie uranu, rafinacja, konwersja i wzbogacanie, produkcja i transport paliwa jądrowego, przetwarzanie zużytego paliwa, wycofywanie z eksploatacji reaktorów jądrowych oraz neutralizowanie odpadami radioaktywnymi. Niestety rzeczywistość boleśnie zweryfikowała ten sen o potędze.

>>> Czytaj też: Jeśli Polska nie spełni celu OZE, kluczowe staną się negocjacje z KE w 2021 roku

W 2004 r. Areva NP podpisała wart 4 mld euro kontrakt na budowę nowego reaktora ciśnieniowego EPR w fińskiej elektrowni Olkiluoto. Transakcja, z którą wiązano nadzieje na milionowe zyski, okazała się rujnującym balastem, który zaważył na losie całej grupy. Oddanie do użytku nowoczesnego reaktora EPR, zaplanowane pierwotnie na 2009 rok, opóźniało się z roku na rok, a koszty skokowo rosły. Dość powiedzieć, że projekt wciąż jest w toku, a straty szacuje się na 10 mld euro. Na domiar złego w 2007 r. Komisja Europejska ukarała Arevę grzywną w wysokości 53,5 mln euro. Ówczesna komisarz ds. konkurencji Nelly Kroes dopatrzyła się zmowy cenowej między AREVA T&D (pozajądrowy segment grupy, działający w obszarze transmisji oraz dystrybucji energii) i kilkoma innymi podmiotami rynku: ABB, Alstom, Fuji Electrics, Hitachi i Toshiba, zgodnie z którą między 1999 a 2003 r. Japończycy zobowiązali się nie sprzedawać transformatorów mocy w Europie, a producenci europejscy w Japonii. Nawiasem mówiąc, rolę świadka koronnego w sprawie odegrał Siemens, dzięki czemu ominęła go kara, choć był uczestnikiem kartelu. Presja finansowa zmusiła Arevę do sprzedaży T&D Alstomowi i Schneider Electric, które w ten sposób wzmocniły swój core business.

Zła passa zdawała się nie mieć końca: opóźnienia w budowie reaktora we Flamanville nad Kanałem La Manche, utrata na rzecz koreańskiego konkurenta wartego 40 mld dolarów kontraktu w Abu Dhabi, wreszcie katastrofa w Fukuszimie, która zadała potężny cios całemu lobby jądrowemu, przypieczętowując decyzję Niemiec o wygaszaniu produkcji energii z atomu. Notabene już dwa lata wcześniej, bo w 2009 r. niemiecki Siemens ogłosił wycofanie się z tandemu z Francuzami w ramach spółki Areva NP. W związku z tym francuski holding musiał wyasygnować 1,62 mld euro na sfinansowanie zakupu udziałów zbywanych przez Niemców. Gwoździem do trumny Anne Lauvergeon stała się tzw. afera UraMin. Ta kanadyjska spółka, notowana na giełdzie w Toronto i zajmująca się poszukiwaniem uranu w kilku lokalizacjach na świecie, została kupiona przez Arevę w 2007 r. za sumę 1,8 mld euro. Krótko po transakcji rzekome złoża uranu okazały się bezużyteczne. W czerwcu 2011 r. ówczesny prezydent Nicolas Sarkozy odsunął „atomic Anne”, jak prasa ochrzciła niepodzielnie dotąd panującą szefową giganta jądrowego. Ciekawostką, o której warto wspomnieć, jest fakt, że z Lauvergeon blisko współpracował obecny premier Edouard Philippe. Przez 3 ostatnie lata jej prezesury był on notabene dyrektorem ds. public affairs grupy Areva.

Straty piętrzyły się, mimo cięcia kosztów i drastycznego ograniczania zatrudnienia na całym świecie. W 2015 r. Areva, już pod nowym kierownictwem, porozumiała się z EDF – kluczowym francuskim dostawcą energii elektrycznej i operatorem wszystkich francuskich elektrowni jądrowych, podobnie jak ona kapitałowo zależnym od skarbu państwa – w sprawie zwiększenia jego udziału w segmencie grupy odpowiedzialnym za konstrukcję reaktorów (wówczas Areva NP, a pierwotnie i obecnie Framatome). Kwota 2 mld euro, która w rezultacie zasiliła sumę bilansową Arevy, nie zaspokoiła jednak potrzeb spółki rosnących w miarę kumulujących się strat, stawiając na porządku dziennym kwestię dalszego dokapitalizowania. Dlatego zaledwie kilka miesięcy później, przy okazji wizyty w Chinach prezydenta François Hollande’a, nowy prezes zarządu Arevy Philippe Varin podpisał memorandum z China National Nuclear Corporation, otwierające drogę do nabycia mniejszościowego pakietu akcji Arevy przez CNNC (do czego nigdy ostatecznie nie doszło) oraz współpracy w obszarze od wydobycia uranu po demontaż obiektów jądrowych i przetwarzanie zużytego paliwa. Tymczasem sytuacja finansowa systematycznie się pogarszała. Łączna strata Arevy za okres 2011-2016 wyniosła ponad 10 mld euro.

W ramach planu naprawczego, któremu patronował rząd, w czerwcu 2016 r. doszło do istotnej zmiany w strukturze holdingu: segment budowy reaktorów jądrowych został do reszty przejęty przez EDF i powrócił do nazwy Framatome, tak aby Areva skupiła się wyłącznie organizacji i obsłudze cyklu paliwowego (segment znany wówczas Areva NC, a pierwotnie i obecnie Cogema), który wyodrębniono w strukturze pod przejściową nazwą Areva Newco. Ponadto grupa całkowicie sprzedała skarbowi państwa i stoczni DCNS udziały w segmencie produkcji napędów jądrowych do okrętów podwodnych i lotniskowców oraz komponentów na użytek cywilnej energetyki jądrowej (wówczas Areva NT, pierwotnie Technicatome). Rok później skarb państwa wyłożył 4,5 mld euro na dokapitalizowanie dwóch spółek, które ostały się w zreformowanej strukturze: Areva SA, w której zgrupowano aktywa obciążone wysokim ryzykiem (w tym Olkiluoto), oraz Areva Newco, czyli kluczowy i docelowo jedyny segment działalności. Dodatkowo pozyskano japońskich inwestorów, którzy wyłożyli 500 mln euro w zamian za 10-proc. udział w kapitale. Zwieńczeniem głębokiej restrukturyzacji grupy była zmiana nazwy w styczniu 2018 r. z Areva Newco na Orano. Nowa spółka, będąca sukcesorem Arevy, zachowała kontrolę tylko nad produkcją i recyklingiem paliwa jądrowego opartego na uranie, co znalazło odzwierciedlenie w logo i nazwie.

Funkcjonujący przez lata we francuskiej polityce konsensus w sprawie strategicznej i niepodważalnej roli energetyki jądrowej został przełamany przez socjalistę François Hollande’a, który,zabiegając o głosy Zielonych w kampanii prezydenckiej w 2012 r., obiecał istotne wzmocnienie sektora energii odnawialnych kosztem atomu. We współpracy ze sprzyjającym mu lewicowym rządem (tzw. większość prezydencka) przeforsował on w 2015 r. Ustawę o transformacji energetycznej, przewidującą obniżenie udziału energii jądrowej w bukiecie energetycznym Francji z 75 do 50 proc. w perspektywie 2025 r.

>>> Czytaj też: Ekologiczne aspekty koronawirusa: Świat staje, środowisko łapie oddech

Emmanuel Macron, przejąwszy pełnię władzy po zwycięskich wyborach prezydenckich i parlamentarnych wiosną 2017 r., utrzymał proekologiczną agendę zainicjowaną przez Socjalistów, z tym że wydłużył horyzont czasowy jej wdrażania do 2035 r. Do tego czasu ma zostać wygaszonych 14 reaktorów, które pamiętają prezydenturę Valéry’ego Giscard-d’Estainga. Dwa najstarsze zostaną wyłączone już niebawem. Pod koniec lutego premier Francji Edouard Philippe zapowiedział bowiem zamknięcie do końca czerwca elektrowni w Fessenheim, zlokalizowanej w dolnym biegu Renu przy granicy z Niemcami i Szwajcarią. Pozostałe 44 reaktory, z których większość została uruchomiona w latach 80-tych XX w., wymagają głębokiej i kosztownej modernizacji, umożliwiającej wydłużenie ich żywotności do 2050 r.

Zgodnie z prognozami Unii Europejskiej popyt na energię elektryczną wzrośnie w perspektywie 2050 r. o 35 do 75 proc. Jeśli bowiem chcemy utrzymać próg ocieplenia poniżej 2°C i dekarbonizować transport i przemysł, będziemy potrzebować więcej energii elektrycznej. Dlatego też, równocześnie z rewitalizacją wybranych elementów starego parku, prowadzone będą prace nad nową generacją reaktorów, tak aby były gotowe do eksploatacji w drugiej połowie stulecia. W szczególności kontynuowany będzie projekt EPR, mimo że budowa jego prototypu w elektrowni Flamanville nad Kanałem La Manche trzykrotnie przekroczyła budżet i planowany termin oddania do użytku. Na horyzoncie rysują się jednak dwa gigantyczne wyzwania. Po pierwsze nie wiadomo, jakimi konkretnie środkami uda się osiągnąć idealnie zbilansowany bukiet energetyczny z 50-proc. udziałem atomu i 50-proc. udziałem źródeł odnawialnych. Na dzień dzisiejszy nie ma mapy drogowej, nie ma harmonogramu, ani nawet listy reaktorów przeznaczonych do wyłączenia w pierwszej kolejności. Poruszamy się w sferze ogólnikowych deklaracji i perspektywy czasowej, która bez wątpienia będzie przesuwana, tak jak z roku 2025 zrobił się rok 2035. Po drugie więcej pytań niż odpowiedzi budzi kwestia restrukturyzacji zatrudnienia w sektorze energetycznym w związku ze zmniejszeniem zależności od atomu. O tym, jak wielkie to wyzwanie, niech świadczy fakt, że energetyka jądrowa jest trzecim największym sektorem przemysłowym we Francji, który zatrudnia 220 tys. ludzi.

Autorka: Grażyna Śleszyńska