Całkowity miszmasz. Najróżniejsze style i gusta, a bardzo często ich całkowity brak. Zeskanowane strony gazet z zabawnymi, czasem wulgarnymi komentarzami. Zdjęcia puchatych kotków. Animacja z twórcą Facebooka Markiem Zuckerbergiem wystylizowanym na postać z kultowej kreskówki o rodzinie Simpsonów. To tylko kilka z blisko 20 tys. obrazków i filmików, które można znaleźć w serwisie Kwejk.pl – nowym portalu, który nie tylko w rekordowym tempie podbił sieć, lecz także zwrócił uwagę marketingowców na coraz prężniejszą grupę e-klientów: nastolatki.

Struktura Kwejka jest banalna. Na czarnym tle co kilka godzin pojawia się zdjęcie, komiks, dowcip czy krótka animacja. Z założenia zabawne, obrazoburcze, ładne. Poziom różny – jedne świetne, inne mało zajmujące. Jednak na tyle ciekawe, by portal, który ruszył w grudniu ubiegłego roku, zdobył już prawie 2 mln użytkowników. – W grupie wiekowej 13 – 19 lat mamy już praktycznie dostęp do wszystkich internautów. Ciągle słyszę w sklepie czy na ulicy nastolatków, którzy śmieją się z czegoś, co widzieli na Kwejku. Wszyscy nas znają – mówi „DGP” 25-letni twórca serwisu Dymitr Glouchtchenko. – A to daje nam ogromny potencjał do rozwoju – przekonuje.

Nowe Demotywatory

Glouchtchenko nie jest pierwszym e-biznesmenem, który zainwestował w nastolatki lub – jak nazywają tę grupę marketingowcy – youngstersów. Youngstersi to już nie do końca nastolatki, jeszcze nie dorośli. Teoretycznie mówi się tak o przedziale wiekowym 13 – 19, ale praktycznie bywają i trochę młodsi, i starsi, czasem nawet po 20. roku życia. Lepiej niż rok urodzenia charakteryzuję tę grupę podejście do konsumpcji. Wprawdzie środków mają mniej niż zarabiający dorośli, ale wydają je równie chętnie. Najczęściej wybierają produkty, kierując się modą. Podobnie jest z ich konsumpcją treści internetowych. To oni jako pierwsi trafiają do nowych serwisów czy portali, często zanim jeszcze robi się o nich głośno. Właśnie dzięki youngstersom swoje złote czasy miało już kilka znanych internetowych marek, np. MySpace czy Grono. Kiedy jednak młodzi internauci porzucili je na rzecz nowych modnych portali, oba zaczęły z miesiąca na miesiąc notować coraz słabsze wyniki.

>>> Czytaj też: Aniołowie biznesu szukają w Polsce drugiego Zuckerberga

Kwejk powstał z nudy. Dymitr, który ukończył właśnie Polsko-Japońską Wyższą Szkołę Technik Komputerowych, siedział w domu przed monitorem i by zabić czas, przeczesywał sieć w poszukiwaniu zabawnych obrazków czy dowcipów. Tak pojawił się pomysł, by śmieszne czy wręcz dziwaczne dzieła internautów zebrać w jednym miejscu. Pomysł nienowy, bo na podobnej zasadzie działają już od lat, i to z sukcesami, takie serwisy, jak Demotywatory.pl czy JoeMonster.org. Glouchtchenko uznał jednak, że rynek jest na tyle chłonny, iż znajdzie się miejsce i dla jego projektu. Reszta poszła zaskakująco szybko. Nowy serwis (nazwa Kwejk pochodzi od kultowej strzelanki sprzed lat „Quake’a”) wyróżnić się miał tym, że nie wprowadził ograniczeń ani co do tematu, ani rodzaju dowcipów. W efekcie szybko zaroiło się na nim od publikowanych przez internautów zdjęć, kolaży, komiksów, obrazków, a nawet filmików i animacji.

Glouchtchenko nie miał pieniędzy na poważną kampanię reklamową, wysłał więc link do serwisu kilku znajomym na Facebooku. Ci polecili go kolejnym, a ci następnym. Po miesiącu od startu Kwejk miał już 100 tys. użytkowników, po trzech – pół miliona, po pół roku – 2 mln i blisko 200 tys. fanów na Facebooku. – Tak wiele osób wchodziło jednocześnie na stronę, że codziennie późnym wieczorem ruch całkowicie się blokował. Teraz mamy już nowe serwery – mówi Glouchtchenko.

Sukces młodego programisty szybko zauważył rynek – już w maju zgłosiła się do niego sieć Społeczności.pl. Do tej pory w sprzedaży reklam reprezentowała działający jako agregator zdjęć serwis Demotywatory.pl. Jednak umowa z nim dobiegała końca i Społeczności szukały nowego portalu, który zapewniłby dostęp do podobnego grona użytkowników. I tak serwis, który ledwie zadebiutował na rynku, trafił do jednego pakietu z tak uznanymi markami, jak Fotka.pl, Pracuj.pl czy Ściąga.pl. – Kwejk ma duży potencjał, głównie ze względu na ciekawą grupę docelową, i już teraz cieszy się popularnością wśród reklamodawców – tłumaczyła taką decyzję Joanna Nieminuszczy, dyrektor Społeczności.pl. Zainteresowanie rzeczywiście widać. Na Kwejku reklamują się m.in. Deutsche Bank, Lidl czy sklep internetowy Agito.pl.

Kupować jak nastolatek

Ekonomiści wyliczają, że dziś siła nabywcza polskich nastolatków wynosi blisko 200 mln zł rocznie. Jak wynika z niedawno opublikowanego raportu porównywarki cen Ceneo.pl, już trzech na czterech nastolatków robi zakupy w sieci, a najmłodsi e-klienci mają 11 lat. Nic dziwnego, że tak wartościową grupę konsumentów stara się pozyskać coraz więcej internetowych biznesów. Allegro już dwa lata temu wprowadziło specjalne konta junior dla młodzieży powyżej 13. roku życia i dziś już 15 proc. klientów tego serwisu aukcyjnego ma mniej niż 18 lat. Oczywiście wydatki młodych e-konsumentów nie są za duże. Najczęściej wydają oni za jednym razem nie więcej niż 100 zł, a przez internet kupują najchętniej gry, odzież, obuwie oraz telefony i akcesoria. – Mają jednak, co ważne, bardzo duży wpływ na decyzje zakupowe rodziców. I to właśnie dlatego reklamodawcy tak starają się do nich dotrzeć – tłumaczy „DGP” Joanna Waś-Smyrgała, socjolog specjalizująca się w mediach społecznościowych i ekspert Instytutu Jagiellońskiego. – Każda ważniejsza grupa mediowa czy reklamowa w internecie chce mieć serwisy skierowane do youngstersów, bo dzięki temu może oferować swoim klientom dotarcie do pełnego przekroju konsumentów – dodaje ekspert.

Dlatego na przykład Redefine, spółka odpowiedzialna za projekty internetowe Polsatu, zainwestowała w portal Poszkole.pl. Ten serwis, założony w 2006 r. przez 20-letniego Daniela Walendziaka, przeznaczony dla młodzieży w wieku szkolnym, też momentalnie podbił swoją grupę docelową. Pomysł był klasyczny: profile użytkowników (wzorowane na MySpace), sporo zdjęć oraz kontent redakcyjny: trochę plotek, filmy, muzyka i gry. Po dwóch latach działalności był tak popularny wśród youngstersów, że z samych tylko reklam przynosił przychód rzędu 40 – 50 tysięcy złotych miesięcznie. Jednak jego dynamika zdobywania użytkowników i popularność wśród młodzieży powoli zaczęły się zmniejszać. Po tym jak w 2008 r. trafił do portfolio Redefine, do dziś utrzymuje spore grono użytkowników (ok. 1,3 mln).

Podobnie przed Kwejkiem stoi najtrudniejsze zadanie: utrzymanie popularności. – Youngstersi potrafią bardzo szybko coś polubić, ale równie szybko się tym nudzą – mówi Joanna Waś-Smyrgała. – To, co było siłą Kwejka, może się okazać jego słabością. Zdobył tak dużo użytkowników, bo był nowy na rynku, a youngstersi zawsze szukają nowinek. Nowy nie oznacza nowego pomysłu, tylko raczej świeży, był zaskoczeniem, trafił w chwilową modę – dodaje w rozmowie z „DGP” Mariusz Składanowski, człowiek legenda na polskim rynku e-humoru. To on stworzył całą plejadę serwisów oferujących dowcipy, zabawne zdjęcia czy rysunki: Demotywatory.pl, JoeMonster.org czy Mistrzowie.org. W ubiegłym roku rekordy popularności bił stworzony przez Składanowskiego serwis Komixxy.pl. Podobnie jak Kwejk pojawił się po cichu i bez reklamy, szybko zdobył ogromną rzeszę młodych fanów. W najlepszym momencie, czyli w grudniu 2010 r., komiksy czytało i robiło w tym serwisie ponad 3 mln osób miesięcznie. Jednak ostatnio ich liczba spadła i to drastycznie, bo do 1,1 mln użytkowników.

Dlatego Dymitr Glouchtchenko przekonuje, że ważniejsza niż reklamy, jakie udało mu się pozyskać, jest grupa użytkowników, którą zdobył. – Ten potencjał aż prosi się o to, by go wykorzystywać w kolejnych projektach – opowiada. Wie, że w biznesie dla youngstersów najważniejsza jest nieustanna ucieczka do przodu, czyli proponowanie nastolatkom cały czas czegoś nowego. I już się wziął do realizacji najnowszych pomysłów. Na pierwszy ogień poszło radio internetowe Kwejk.fm, którego w pierwszym dniu działalności słuchało aż 4 tys. osób.