A ty masz punkty za pochodzenie? Dopiero to zagwarantuje Ci karierę

17 lutego 2013, 15:15 | Aktualizacja: 29.12.2013, 12:25
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Dyplomy, kursy, staże, języki – to już za mało, żeby zdobyć dobrą pracę. Dziś liczy się jeszcze to, z jakiego jesteś domu. Dopiero to ustawia cię w życiu.

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Polub Forsal.pl

Reklama

Komentarze (22)

  • Kamil(2013-02-17 18:31) Zgłoś naruszenie 00

    Gdybym mógł to zapytałbym szanowną Panią redaktor z którą ze wspomnianych grup się identyfikuje czy też z którą identyfikuje swoje dzieci ? Ja reprezentuje osobę parweniusza z prowincji o którym Pani pisze z taką pogardą i w tym miejscu muszę powiedzieć o sobie dwa zdania. Pochodzę z małego miasteczka z podhala moi rodzice to prości i uczciwi ludzie którzy nauczyli mnie wszystkiego ale przede wszystkim rzeczy najważniejszej - pracy. Dzięki ambicji która mi zaszczepili udało mi się ukończyć dziennie SGH w 2006 studia rozpocząłem w 2000 r., nigdy ! nie odebrałem godziny korepetycji a chodziłem wyłącznie do szkół publicznych. Na uczelni po raz pierwszy spotkałem się ze środowiskiem o którym Pani pisze z takim uwielbieniem, dzieciach z bogatych domów przed którymi drzwi są szeroko otwarte moje spostrzeżenia są następujące: najlepsze wykształcenie, ogłada, odbyte podróże, kursy językowe, wysublimowane maniery- nie zastąpią ambicji i pracowitości. To wszystko o czym Pani jest prawda pozorna, kiedy ja zaczynałem pracę jeszcze na studiach jako szeregowy pracownik w banku ( o ironio stand z ulotkami),oni startowali z pozycji menadżerów na ogół w firmach swoich rodziców. Dziś po 7 latach dzięki swojej pracy - i to muszę podkreślić -swojej pracy- jestem dyrektorem zarządzającym w dużej firmie finansowej oraz udziałowcem dobrze prosperującej spółki, bananowa młodzież o której Pani pisze nadal jest bananowa ale wyzuta zupełnie z ambicji, reprezentuje postawę mi się należy i koniec – stanęli w miejscu. Czasem się spotykamy, na własne oczy widzę jak z roku na rok ulegają coraz większej degeneracji. To naprawdę smutne. Przykro czyta się o sobie jako o kimś gorszym od nich ale to oczywiście zależy w jakich kategoriach oceniamy ludzi. Jeżeli wyznacznikiem wartości człowieka jest umiejętność trzymania widelca tak jak Pani pisze to muszę czuć się gorszy – to prawda.

    Odpowiedz
  • TSL(2013-02-24 23:59) Zgłoś naruszenie 00

    Pierwsze zacznę o kapitale kulturowym, akura w moim przypadku widzę że to są bajdy na resorach. Dziadkowie od urodzenia mieszkali w małej wsi 100km od Warszawy (małej mam na myśli 2-3 domu i gospodarstwo rolne), do tego sytuacja rodzin wielodzietnich zmusiła ich do szybkiego wyjazdu i usamodzielnienia się. Dziadek skończył studia inżynierskie z tytułem magistra, babcia skończyła liceum ogólnokształcące (mówię tu o latach 50 gdzie robiło to może 10% kobiet). Wszystko osiągnięte ciężką i szczerą pracą. Następnie ich dzieci wychowane w tych samych zasadach skończyły jako Dyrektor szkoły, lekarz z 2 specjalizacjami i prezes spółki giełdowej. Ani dziadkowie, ani ich dzieci nie mieli zaplecza materialnego, kulturalnego czy znajomości. Jak widać da się, wystarczy mieć kręgosłup moralny i ciężko pracować i nagle okaże się że świat nie ma barier... Podoba mi się określenie bananowe dzieci, jestem w pokoleniu 20 latków i widze (często nawet po sobie), iż zamiast pracować oczekujemy że wszystko zostanie nam podane na złotej tacy. W naszym pokoleniu już nie ma wybitnych specjalistów, większość to bumelanci z ambicjami by dostać stabilną pracę za dobre pieniądze i się nie narobić. Ludzie studiują za pieniądze rodziców wyłącznie by "studiować", biblioteki na większości uczelni świecą pustkami. W porównaniu z zachodem, gdzie na uczelniach ludzie możliwość studiowania traktują jak swojego rodzaju nagrodę i furtkę do lepszego życia nasz kraj wypada bardzo słabo. Sam nieraz tracę motywację do pracy widząc co robią moi rówiesnicy i wiem, że każdy dzień, który sobie odpuszczam z nadzieją że moja inteligencja załata luki w wiedzy, odbije się na mojej przyszłej karierze. Po moim pokoleniu widzę że na studia trafia 2-3 krotnie za dużo ludzi. Dyplomy dostają ludzie bez elementarnej wiedzy, bo przecież łatwiej się pije wieczorem, a rano ściąga... Spodobał mi się ten artykuł i dyskusja, którą wywołał. Jak widać ludzie pracowici potrafią dostrzec że jak się chce to można i nie obwiniają świata w około za swoje wieloletnie lenistwo (sam tak często robię, a bo to wykładowcy się uwzięli, a bo to mi niepotrzebne, a bo tego nikt się nie uczy...). Są to osoby, które dają z siebie 300% normy potrzebnej do ukończenia studiów po najniższej lini oporu, osoby z świetlaną przyszłością wypisaną na czole, ludzie którzy potrafią być na tej samej imprezie co znajomi, ale nie jako goście, ale jako obsługa. Istnieje tyle zawodów w Polsce z gigantycznym deficytem pracowników, zacznijmy od obsługi obrabiarek sterowanych numerycznie, tokarzy, frezarzy, techników utrzymania ruchu, programistów urządzeń przemysłowych itp. itd. Te które wymieniłem to już jest kilkadziesiąt tyś miejsc pracy. Niestety większość wymaga ukończenia szkoły zawodowej/technikum lub studiów technicznych. Niestety większość ludzi woli łatwe życie, łatwe studia, łatwą pracę, więc nie powinni się dziwić patrząc na kwotę 1600zł zasilającą ich konta na początku miesiąca. Stąd mnie też nie wzrusza mnie, że wiele osób wyjeżdża za granicę, bo jeśli ktoś nie wyrobi w sobie siły przebicia, nawyku ciężkiej pracy i nie wyznaczy sobie celu w życiu, to moim zdaniem nie ma znaczenia czy będzie te garnki zmywał w Polsce czy w Anglii...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecamy

Wiadomości branżowe

Tylko na Forsal.pl

Infografiki, wykresy, mapy

Opinie

Najnowsze galerie>>

wszystkie »

Finansopedia forsal.pl

popularnenajnowsze