© 2019 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: Bloomberg 2019-01-20T00:23:12+01:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/bloomberg Elon Musk zapowiada zwolnienie ponad 3 tysięcy osób. Akcje Tesli spadają https://forsal.pl/artykuly/1393089,elon-musk-zapowiada-zwolnienie-ponad-3-tysiecy-osob-akcje-tesli-spadaja.html 2019-01-18T14:42:42Z Chociaż Elon Musk poinformował, że Tesli udało się wypracować zysk w czwartym kwartale 2018 r., to akcje spółki spadły o ok. 7,2 proc. na amerykańskiej giełdzie. ]]> <p><span class="tlid-translationtranslation"></span><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span><span class="tlid-translationtranslation"></span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">Producent samochodów elektrycznych oświadczył, że ostatnie trzy miesiące 2018 r. <b>Tesla </b>zamyka na plusie. <a href="https://www.bloomberg.com/news/articles/2019-01-18/tesla-to-cut-7-percent-of-jobs-to-lower-costs-for-model-3-ramp?srnd=premium-europe">Jak podaje Bloomberg</a>, wynik nie jest jednak tak wysoki, jak w trzecim kwartale 2018 r.<b> Elon Musk</b>, założyciel firmy, stwierdził, że przed Teslą „trudna droga” i zapowiedział zwolnienia. W planach ma cięcie siły roboczej Tesli o 7 proc., co przekłada się na ponad 3 tysiące miejsc pracy.</span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">By produkowane przez Teslę <b>samochody elektryczne </b>stały się bardziej przystępne cenowo na masową skalę, firma musi ograniczyć wydatki. W 2018 r. – który według Muska był „najgorszym rokiem w historii Tesli” – spółka z siedzibą w kalifornijskim Palo Alto zwiększyła liczbę pracowników o 30 proc. Jak przyznał Musk, było to „więcej, niż możemy utrzymać”. W międzyczasie obniżył też ceny <b>Modelu 3</b> (wersji produkowanej dla mas), by częściowo zrekompensować zmniejszenie o 60 proc. ulgi podatkowej w USA, która miała być zachętą dla kupujących. Do tej pory najtańsza dostępna wersja pojazdu kosztowała 44 tys. dolarów. Musk zapowiada, że produkcja wzrośnie w ciągu najbliższych kilku miesięcy, więc firma będzie musiała sprzedawać tańsze warianty Modelu 3. Jeszcze w maju 2018 r. Musk napisał na Twitterze, że jeśli Tesla od razu będzie oferować wersję sedana 3 za 35 tys. dolarów, firma „straci pieniądze i umrze”.</span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">Tesla musi się też mierzyć z rosnącą konkurencją. Tradycyjni producenci motoryzacyjni zaczęli wprowadzać na rynek rozwiązania elektryczne.</span> <span><b>Daimler AG</b> przedstawił swój elektryczny crossover <b>EQC </b>w zeszłym roku.</span> <span><b>Audi </b>wraz z <b>E-Tron </b>i koncernem-matką, <b>Volkswagen AG</b>, planuje wprowadzić ponad 50 pojazdów całkowicie napędzanych baterią do 2025 roku.</span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">Akcje Tesli spadły o 7,2 proc. do ​​322,40 dolarów w piątek, co zgodnie z Bloomberg Billionaires Index kosztowało Muska ok. 900 milionów dolarów. Zapowiadane zwolnienia są drugimi cięciami w firmie – w czerwcu 2018 r. Musk zwolnił 9 proc. pracowników.</span></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1392843,psa-fabryka-silnikow-puretech-tychy-opel.html">Miliardowa inwestycja w Tychach. Fabryka Opla będzie mogła produkować prawie pół miliona silników rocznie</a></p> Apple planuje zmniejszyć zatrudnienie pierwszy raz od dekady https://forsal.pl/artykuly/1392881,apple-planuje-zmniejszyc-zatrudnienie-pierwszy-raz-od-dekady.html 2019-01-17T16:44:41Z Apple ograniczy zatrudnienie w niektórych działach z powodu niższej od oczekiwań sprzedaży iPhone’ów oraz ujemnej korekty prognozy przychodów.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>CEO Apple’a Tim Cook powiedział, że nie ustalił jeszcze, które części firmy mogą ograniczyć wielkość załogi. Podkreślił jednak, że kluczowe jej części, np. zespół ds. sztucznej inteligencji, nadal będą w szybkim tempie zwiększać liczbę zatrudnionych. Zwrócił także uwagę, że wielkość danego działu nie określa jego znaczenia dla firmy.</p><p>Rzecznik prasowy firmy nie skomentował doniesień o redukcji zatrudnienia.</p><p>Obecne cięcia mogą odwrócić albo znacznie<b> osłabić trend zwiększania przez firmę zatrudnienia</b>, który trwa już od dekady. W ostatnich latach znacznie jednak spowolnił. Przykładowo, w 2014 roku firma zatrudniła 92,6 tys. osób, rok później już 110 tys. Jednakże różnica pomiędzy wzrostami z 2016 i 2015 roku wyniosła tylko 6 tys. Podobne wolniejsze tempo wzrostu było kontynuowane w poprzednich latach. </p><p>Redukcja zatrudnienia nie wpłynie na plany otwarcia nowego biura firmy w Austin w stanie Teksas oraz rozbudowy siedziby z Los Angeles, gdzie powstaje zespół Apple’a ds. treści wideo. </p><p>Na początku roku Apple obniżyło po raz pierwszy prognozę sprzedaży za wakacyjny kwartał z 89-93 mld do 84 mld dol. To pierwszy taki przypadek od dwóch dekad. Firma obwinia za spadek sprzedaży smartfonów kryzys w branży i gospodarcze spowolnienie w Chinach. </p><p>Tymczasem sprzedaż usług Apple’a może wzrosnąć w wakacyjnym kwartale do 10,8 mld dol. – zakomunikował Cook. CEO firmy podkreślił duże znaczenie tego segmentu dla rozwoju firmy. </p><p>W ostatnich miesiącach Apple zasygnalizowało zmianę strategii rozwoju segmentu usług, udostępniając usługę Apple Music na urządzenia Amazona, umożliwiając strumieniowanie multimediów z iPhone’ów i iPadów do zestawów telewizyjnych oraz udostępniając telewizorom Samsunga aplikację iTunes. Apple zaczyna budować współpracę z innymi firmami – przymierza się do udostępnienia usługi Apple Music innym platformom.</p><p><span class="psav_slideshow">psav slideshow</span></p> Oto najbardziej ruchliwe porty lotnicze w Europie https://forsal.pl/artykuly/1392835,oto-najbardziej-ruchliwe-porty-lotnicze-w-europie.html 2019-01-19T14:37:02Z Londyńskie Heathrow było najbardziej zatłoczonym lotniskiem na Starym Kontynencie w 2018 roku. Tuż za jego plecami znalazły się w bliskiej odległości cztery duże porty – wynika z danych zabranych przez Bloomberga.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Brytyjskie lotnisko obsłużyło w zeszłym roku <b>80,1 mln pasażerów</b>. Kolejne w tym zestawieniu cztery lotniska dzieli różnica zaledwie niewiele ponad 4 mln podróżnych. To kolejno: lotnisko <b>Paris Charles de Gaulle</b> (72,2 mln), <b>Amsterdam Schiphol</b> (71 mln), <b>Frankfurt</b> (69,5 mln) oraz <b>Istanbul Ataturk</b> (68 mln). </p><p>Do pierwszej dziesiątki zestawienia awansowało moskiewskie lotnisko Sheremetuevo. Stało się tak głównie za sprawą piłkarskich MŚ, które latem zeszłego roku odbyły się w Rosji i przyciągnęły miliony podróżnych. </p><p>Heathrow zawdzięcza tak znaczącą przewagę nad konkurencją w dużej mierze polityce przewoźników korzystających z niego, którzy zdecydowali się na wprowadzenie większych samolotów w celu maksymalizacji zysku z korzystania z dwóch zatłoczonych pasów startowych lotniska. </p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1391941,regionalna-kolej-ozywa-po-latach-likwidowania-lokalnych-linii-czas-na-ich-przywracanie.html">Regionalna kolej ożywa. Po latach likwidowania lokalnych linii czas na ich przywracanie</a></p> Pokolenie millenialsów jest wypalone. Potrzebuje rozwoju, a nie tylko pracy [OPINIA] https://forsal.pl/artykuly/1392821,pokolenie-millenialsow-jest-wypalone-potrzebuje-rozwoju-a-nie-tylko-pracy-opinia.html 2019-01-17T19:57:36Z Planowanie zawodowej ścieżki nigdy nie było trudniejsze niż obecnie, bowiem tradycyjny model pracy zanika – pisze w felietonie dla Bloomberga Noah Smith.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W czasach, w których wiele uwagi poświęca się nierównościom, ubóstwu i zawodowemu mozołowi towarzyszącemu klasie pracującej, bezduszne może wydawać się zamartwianie problemami wykształconej elity. Istnieją jednakże ważne powody, by troskać się losami świeżych absolwentów uczelni. Po pierwsze, zdrowa gospodarka musi optymalnie wykorzystywać talenty – jeżeli inteligentni ludzie zostaną skierowani do bezproduktywnych lub niepotrzebnych zadań, to ich umiejętności i zasoby przeznaczone na ich kształcenie zmarnują się. Po drugie, jeśli wykształceni ludzie frustrują się z powodu dysfunkcjonalności systemu gospodarczego, mogą przekształcić swój ogromny talent i energię w zniszczenie tego systemu, prowadząc do powstania społecznych niepokojów.</p><p>Z tego powodu, gdy wykształceni millenialsi mówią o znudzeniu swoimi karierami, to politycy powinni ich słuchać. W niedawno napisanym eseju Anne Helen Peterson zwróciła na siebie uwagę opinii publicznej, charakteryzując doświadczenie <b>„wypalenia” millenialsów</b> oraz opisując własne doświadczenie trudnej kariery akademickiej i miażdżących kredytów studenckich.</p><p>Co właściwie dolega wykształconym młodym ludziom? Jednym z ich problemów jest to, że zbyt wielu próbuje zostać profesorami. Koniec ekspansji uniwersytetów u schyłku XX wieku, a także wysiłki szkół, które miały na celu zatrzymanie wzrastających w szybkim tempie kosztów, doprowadziły do niemal całkowitego zniknięcia pożądanych akademickich stanowisk z możliwością stałego zatrudnienia.</p><p>Doktoranci spędzają czas zaszyci w środowisku akademickim, gdzie sukces równa się profesurze. Ich wzorem do naśladowania i doradcami są profesorowie. Jednak wynikające z tego monomaniczne skupienie na uczelni sprawia, że często tracą kontakt z rozrastającym się światem satysfakcjonujących i lukratywnych stanowisk w sektorze prywatnym, zajmując zamiast tego niskopłatne stanowiska adiunktów albo trafiając na prekaryjne studia postdoktoranckie. W tym czasie ich studenckie pożyczki nie zostaną spłacone.</p><p>Jednocześnie dawniej pewne ścieżki kariery dla absolwentów studiów humanistycznych zacierają się. Zapotrzebowanie na prawników, dziennikarzy, nauczycieli i pracowników rządowych jest anemiczne i nie ma oznak jego wzrostu.</p><p>System oferuje niewiele pomocy. Nie chodzi tylko o to, że wykształceni lądzie nie dostają pracy – w rzeczywistości stopa bezrobocia wśród nich wynosi tylko 2,1 proc.</p><p>Jednak ich kariery zbyt wolno rozwijają się. Oprócz wielu lat spędzonych w salach lekcyjnych zamiast na zarabianiu, młodzi ludzie zmuszeni są przeznaczyć wiele lat na <b>poruszaniu się po przytłaczającej dżungli zawodów</b>, które 10 lat temu nie istniały – jak marketingowiec ds. mediów społecznościowych, haker internetowego ruchu czy technik danych. Poza nieszczęsnymi uniwersyteckimi doradcami ds. rozwoju zawodowego, uproszczonymi stronami internetowymi oraz internetowymi forami nikt nie jest w stanie pomóc młodym ludziom poruszać się po tym labiryncie. </p><p>Świadomość utraty dużych zawodowych możliwości oraz frustracja spowodowana brakiem wiedzy, gdzie mogą trafić w przyszłości, mogą być jednymi z powodów, dla których millenialsi są tak mało zaangażowani w działalność organizacji, w których pracują. Z przeprowadzonego w 2016 roku przez Gallupa badania wynika, że 60 proc. młodych dorosłych była otwarta na zmianę zatrudnienia, natomiast 55 proc. stwierdziła, że nie angażuje się w pracę.</p><p>Brak wiedzy na temat tego, jak potoczy się kariera, może szarpać nerwy, szczególnie gdy na szyjach kolekcjonerów pożyczek studenckich zaczyna zaciskać się pętla. Koszty wspomnianych kredytów wzrosły nawet w relacji do zwiększających się pensji absolwentów wyższych uczelni. </p><p>Innymi słowy, wykształceni millenialsi potrzebują nie tylko pracy; potrzebują także pomocy w nakreśleniu zawodowej ścieżki, która umożliwi im społeczny awans i uzasadni wydatki na edukację. </p><p>Ale jak wytyczyć ścieżkę kariery w świecie, w którym charakter pracy zmienia się tak szybko? Należy wziąć pod uwagę nowe technologie i narzędzia pracy. Portale pośrednictwa zatrudnienia i rządowi badacze muszą połączyć siły, by naświetlić obiecujące ścieżki karier. Powinni następnie podjąć współpracę z akademickimi doradcami zawodowymi, by pomóc licencjatom i magistrantom wizualizować możliwe kierunki rozwoju. Nie gwarantowałoby to studentom awansu społecznego ani nie wytyczało ustalonej z góry zawodowej ścieżki, ale dałoby lepsze wyobrażenie tego, jak ich kariera może wyglądać i pomogło im ją zaplanować. Byłoby to szczególnie przydatne dla doktorantów, którzy bez tej pomocy mają zbytnią obsesję na punkcie środowiska akademickiego.</p><p>Można ponadto stworzyć nowe instytucje, które zapewniłyby młodym ludziom zamianę mobilności na bezpieczeństwo. Największe firmy mogłyby stworzyć programy dożywotniego zatrudnienia, takie jak tradycyjnie stosowane w Japonii, dla pracowników którzy nie mają nic przeciwko poświęceniu wynagrodzeń i mobilności dla bezpieczeństwa. Dla osób, które wolą skakać z jednego miejsca pracy do innego, rząd i agencje pośrednictwa pracy mogą wspólnie stworzyć coś na kształt duńskiego modelu elastycznego rynku pracy, który pomaga pracownikom płynnie zmieniać miejsce zatrudnienia.</p><p>Ostatecznie rząd może anulować część studenckiego zadłużenia millenialsów, które w tym momencie jest jego własnością. Zdjęcie z nich tego ciężaru doprowadziłoby do wzrostu długu publicznego, ale byłoby opłacalne, bo zwiększyłoby zarówno gospodarczą dynamikę, jak też poprawiło dobrostan pracowników. W przyszłości rząd powinien skupić się na wspieraniu systemu edukacji poprzez stypendia dla studentów o niskich dochodach, zamiast zachęcać ich do zadłużania się.</p><p>Są więc rzeczy, które można zrobić by pomóc wypalonym millenialsom. Alternatywą jest powstanie niezadowolonej armii inteligentnych, wykształconych i rozgniewanych młodych ludzi. Nie wróży to dobrze krajowi.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1392694,gospodarczy-optymizm-ma-sie-ku-koncowi-czy-gorsze-nastroje-przeloza-sie-na-konsumpcje.html">Gospodarczy optymizm ma się ku końcowi. Czy gorsze nastroje przełożą się na konsumpcję?</a></p> Chiny zwiększają swoje wpływy na świecie. Ignorują władze, stawiają na rządy regionalne https://forsal.pl/artykuly/969917,chiny-zwiekszaja-swoje-wplywy-na-swiecie-ignoruja-wladze-stawiaja-na-rzady-regionalne.html 2019-01-17T10:15:33Z Światowe stolice z niepokojem obserwują współpracę rządów regionalnych z Chinami. Chińscy inwestorzy podpisują umowy z lokalnymi administracjami m.in. w Niemczech, Francji i Australii. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><a href="https://www.bloomberg.com/news/articles/2019-01-14/china-courts-friends-in-low-places-to-win-in-europe?srnd=premium-europe">Redakcja Bloomberg podaje</a>, że <span class="tlid-translationtranslation"><b>Contemporary Amperex Technology Ltd.</b>, największy na świecie producent akumulatorów do pojazdów elektrycznych, zbuduje swoją pierwszą zagraniczną fabrykę w niemieckiej <b>Turyngii</b>. Minister gospodarki tego kraju związkowego w Niemczech, <b>Wolfgang Tiefensee</b>, twierdzi, że Chiny – po prawie trzyletnich pertraktacjach – w końcu wybrały właśnie tę lokalizację ze względu na to, że tu obiecano im dostęp do niemieckich, zaawansowanych technologicznie prac badawczo-rozwojowych (R&amp;D, research and development). Ponoć <b>CATL </b>nie chce budować „zwykłej fabryki”, jak stwierdził Tiefensee w rozmowie z Bloombergiem: „O wiele ważniejsze jest dla nich rozwijanie współpracy badawczej, by Chiny przestały być kojarzone z procederem kopiowania technicznego know-how na własny użytek”. Rząd federalny Niemiec pochwala inwestycję, ale niezupełnie podziela entuzjazm Tiefensee’a do tak bliskiej współpracy z Chinami.</span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">W rzeczywistości niemiecki minister gospodarki Peter Altmaier promuje europejskie konsorcjum na rzecz produkcji ogniw akumulatorowych, by umożliwić Europie skuteczne konkurowanie z Chinami na polu pojazdów elektrycznych. Cel ten jest wyraźnie sprzeczny z dążeniem Tiefensee’a do zagwarantowania CATL dostępu do wspomnianego konsorcjum badawczego.</span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">Pokazuje to, jak trudne jest utrzymywanie spójnej linii na temat polityki Chin przez rządy – nawet w ich własnych krajach. Światowe stolice są coraz bardziej sceptyczne wobec intencji Pekinu, lecz administracje regionalne niezależnie od tego zabiegają o chińskich inwestorów.</span><span class="tlid-translationtranslation"></span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">Ta sprzeczność w podejściu do Chin, jak pisze Bloomberg, to <b>alarm dla całej Unii Europejskiej</b>: rządy krajowe nie panują nad działaniami urzędników regionalnych. Działania tych ostatnich uznawane za naiwne w obszarach polityki zagranicznej, co zresztą zwykle wykracza poza ich zakres. „Europejskie rządy regionalne często nie posiadają wiedzy i umiejętności, by kompleksowo ocenić, jakie są średnio- i długoterminowe zagrożenia związane z prowadzeniem interesów z Komunistyczną Partią Chin i przedsiębiorstwami państwowymi” – twierdzi Jan Weidenfeld, Szef do Spraw Europejskich w Mercator Institute for China Studies w Berlinie. Zwraca on też uwagę, że te same przedsiębiorstwa państwowe, a także „formalnie prywatne” chińskie firmy mądrze wykorzystały brak wiedzy specjalistycznej na poziomie władz regionalnych.</span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">Zjawisko to nie ogranicza się do Europy. Przykładowo, w <b>Australii </b>stan <b>Wiktoria </b>podpisał w październiku 2018 roku memorandum o porozumieniu z Chinami, by współpracować nad podpisaną przez prezydenta Xi Jinpinga inicjatywą <b>Belt and Road Initiative</b> (BRI, „Jeden pas i jedna droga”). Rząd stanowy opublikował warunki dokumentu dopiero po krytyce ze strony premiera Australii Scotta Morrisona, którego rząd federalny sprzeciwia się przystąpieniu do programu BRI.</span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">Prezydent USA <b>Donald Trump</b> wobec Państwa Środka prezentuje agresywną postawę w sprawie handlu, technologii i dostępu do rynku. Kraje takie jak <b>Japonia</b>, <b>Kanada </b>i <b>Australia </b>zadbały o to, by ich kluczowe zasoby znalazły się poza zasięgiem Pekinu. W listopadzie 2018 r. Unia Europejska zatwierdziła przepisy, które mają na celu zapobiec zagrożeniu bezpieczeństwa narodowego przez inwestycje zagraniczne – przede wszystkim Chiny.</span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">&gt;&gt;&gt; Czytaj też:</span><a href="https://forsal.pl/artykuly/1391691,niemcy-jak-przeciwstawic-sie-potedze-panstwowego-kapitalizmu-panstwa-srodka.html" title="Niemcy: jak przeciwstawić się potędze państwowego kapitalizmu Państwa Środka?"> Niemcy: jak przeciwstawić się potędze państwowego kapitalizmu Państwa Środka?</a></p><p><span class="tlid-translationtranslation">Niemcy, największa gospodarka UE i trzeci eksporter na świecie, poszły jeszcze dalej, obniżając próg rozpatrywania zagranicznych przejęć i poszerzania zakresu transakcji obejmujących takie sektory, jak media. W sierpniu rząd kanclerz <b>Angeli Merkel</b> zablokował zakup niemieckiego producenta obrabiarek Leifeld Metal Spinning AG przez chińskiego inwestora, Yantai Taihai Group. Mimo to politycy regionalni podkopują próby opracowania polityki rządu. Premier północno-niemieckiego landu Schleswig-Holstein udał się do Hangzhou we wrześniu z 60-osobową delegacją, by wzmocnić więzi regionalne i przyciągnąć chińskich inwestorów. Rząd regionalny Nadrenii Północnej-Westfalii, najbardziej zaludnione niemieckie państwo, udał się z podobną misją do Chin w październiku. Tymczasem w czerwcu austriacki rząd regionalny Burgenland zabrał delegację 30 osób w podróż do Chin na dziewięć dni.</span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">Także Xavier Bertrand, szef północnego regionu Hauts-de-France, spotkał się w zeszłym roku z potencjalnymi inwestorami w Chinach, chcąc pomóc złagodzić gospodarcze problemy gospodarcze, przyciągając firmy logistyczne i technologiczne. Po wizycie stwierdził: „Jestem przekonany, że w nadchodzących latach Chiny będą dominować jako główny partner gospodarczy</span><span class="tlid-translationtranslation">”.</span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">Utrzymywanie kontaktów i podpisywanie umów biznesowych z Chinami jest postrzegane jako naturalne, ale istnieje ryzyko, że lokalni urzędnicy nie znają politycznego wymiaru swoich wizyt, nie rozumiejąc na przykład długofalowego charakteru i celów chińskiej polityki przemysłowej. Mogą zostać poproszeni o zatwierdzenie chińskich dodatków do szkolnych programów nauczania lub do zostania gospodarzem Instytutów Konfucjusza – ośrodków kulturalnych zarządzanych z Pekinu. W Berlinie mówi się o zapewnieniu urzędnikom regionalnym szkolenia na temat tego, czego można spodziewać się i oczekiwać od Chin.</span></p><p><span class="tlid-translationtranslation">Mimo to, w przypadku przyciągnięcia CATL do Turyngii, trudno jest oskarżyć Tiefensee’a o naiwność. Podczas spotkań z założycielem CATL Zengiem Yuqunem i wysokimi rangą chińskimi urzędnikami, Tiefensee zobowiązał się ubić targu z CATL wiedząc, że jest to warunek zabezpieczenia fabryki o wartości 240 milionów euro – co według niego jest najważniejszą inwestycją w kraju od dziesięcioleci.</span></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1392410,wsj-polska-nabrala-wody-w-usta-ws-sledztwa-o-szpiegostwo-z-udzialem-huaweia.html">"WSJ": Polska "nabrała wody w usta" ws. śledztwa o szpiegostwo z udziałem Huaweia</a></p> Bershidsky: Plan emerytalny Władimira Putina zależy od Białorusi [OPINIA] https://forsal.pl/artykuly/1391261,leonid-bershidsky-plan-emerytalny-wladimira-putina-zalezy-od-bialorusi-opinia.html 2019-01-16T11:03:02Z Aby zachować władzę, Putin chce zacieśnić więzi między Rosją a jej zależnym sąsiadem – pisze Leonid Bershidsky w serwisie Bloomberg.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Prezydent <b>Władimir Putin</b> jeszcze ponad pięć lat będzie urzędował na obecnym stanowisku, ale już musi zastanowić się nad swoim następnym posunięciem. Zmiana władzy w Rosji rzadko przebiega gładko, więc Putin szuka sposobów, by zapewnić sobie autorytet i stały wpływ – aranżuje bliższe stosunki z sąsiednią <b>Białorusią</b>. Modernizacja rosyjskiego systemu opodatkowania paliw była okazją do przećwiczenia tego scenariusza.</p><p>Konstytucja rosyjska zezwala prezydentowi tylko na dwie kolejne kadencje. W 2008 roku, zamiast zmieniać prawo i zrównać się z środkowoazjatyckimi dyktatorami, Putin przekazał prezydencję swemu bliskiemu sojusznikowi <b>Dmitrijowi Miedwiediewowi</b>. Ale Putin nie przepada za grą na drugich skrzypcach. Nie odpowiadała mu też deklarowana przez Miedwiediewa otwartość na większą współpracę z USA. Poza tym, zaufanie na taką skalę może być dziś obarczone większym ryzykiem w kraju coraz częściej zarządzanym przez aparat bezpieczeństwa. Przejście na emeryturę w 2024 r. to jeszcze bardziej przerażająca opcja: Putin nigdy nie może być pewien jakichkolwiek osobistych gwarancji bezpieczeństwa, które mógłby zapewnić mu jego następca.</p><p>To sprawia, że Białoruś jest dla niego szczególnie atrakcyjna. Poprzednik Putina, Borys Jelcyn i białoruski dyktator <b>Alaksandr Łukaszenka </b>po rozpadzie Związku Radzieckiego podpisali w 1997 roku ramy traktatu o unii obu państw. Wersja z 1999 r. opisuje federację obu państw – z jednolitą walutą, flagą i godłem, wspólnym rynkiem i jednolitym sądownictwem. Powinien on być prowadzony przez Najwyższą Radę Państwową, na czele której stoją prezydenci obu krajów, „o ile nie postanowią inaczej”. Łukaszenka jest szefem wspomnianej organizacji od 2000 roku, ale nie ma rzeczywistej władzy – traktat nigdy nie był w pełni prawomocny. Jedynym elementem unii, który funkcjonuje dziś powszechnie, jest wspólny rynek pracy.</p><p>Sama Rosja była raczej obojętna wobec zjednoczenia ze słabo rozwiniętą gospodarczo Białorusią, kierowaną przez sowiecki zespół Łukaszenki. Do tego rozszerzenie rosyjskiego systemu monetarnego na Białoruś, jak zasugerował Łukaszenka, może osłabić rubel i podważyć stabilność makroekonomiczną Rosji. Federacja Rosyjska ma wystarczająco dużo własnych problemów – wyzwaniem będzie objęcie swoim wysłużonym parasolem ekonomicznym kraju o ludności liczącej prawie 10 milionów, a sile roboczej dostosowanej do siły nabywczej na mieszkańca o jedną trzecią mniejszą od Rosji, jak wynika z danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Łukaszenka chciał jedynie ekonomicznych korzyści bliższego związku z Rosją, takich jak tania ropa i gaz, ale nie utraty suwerenności, którą przyniosłoby wdrożenie traktatu unii. W pewnym sensie Rosji było taniej zapewnić tylko to, na czym zależało Łukaszence, niż upominać się o więcej.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też:<a href="https://forsal.pl/artykuly/1389853,polityczna-niepewnosc-w-minsku-dla-putina-integratora-bialorus-jest-jak-krym.html" title="Polityczna niepewność w Mińsku. &quot;Dla Putina-integratora Białoruś jest jak Krym”"> Polityczna niepewność w Mińsku. "Dla Putina-integratora Białoruś jest jak Krym”</a></p><p>Teraz jednak zjednoczenie Rosji i Białorusi jest atrakcyjne politycznie dla Putina. Nie tylko dlatego, że mógłby przejąć znacznie umocnioną Najwyższą Radę Państwową w 2024 roku, w praktyce dożywotnio zachowując znaczną część swojej władzy bez zmiany konstytucji.</p><p>Rosja jest bliższa niż kiedykolwiek rozwiązywaniu sporu terytorialnego z Japonią, który trwa od 1945 roku. Chociaż porozumienie pozwoliłoby na wielkie japońskie inwestycje, ugoda oznaczałaby też przekazanie niektórych spornych wysp Dalekiego Wschodu. To potencjalnie niepopularne posunięcie, które wymagałoby zrównoważenia przez inne zyski terytorialne. Pokojowe, ponowne zjednoczenie z Białorusinami może być również wykorzystane jako rodzaj rekompensaty dla Rosjan za niedawny rozłam z niegdyś równie przyjazną Ukrainą.</p><p>To dobry moment, by Putin wywierał nacisk na Łukaszenkę, nie wydając się przy tym zbyt agresywnym. Rosja nie musi grozić Białorusi odcięciem dostaw gazu, podniesieniem cen energii ani naleganiem na zwiększenie obecności rosyjskiego wojska. Białorusi grozi utrata miliardów dolarów z całkowicie rozsądnej reformy podatkowej, która właśnie ma miejsce w Rosji.</p><p>Reforma ta jest znana jako „manewr podatkowy”: od tego roku Rosja stopniowo wycofuje cła wywozowe na ropę naftową, które obecnie wynoszą 30 proc., i zastępuje je wyższym podatkiem od wydobycia. Chodzi o obniżenie faktycznych dopłat do paliwa na rynek krajowy: cała ropa naftowa, niezależnie od tego, czy jest eksportowana, czy sprzedawana na rynku krajowym, ostatecznie zostanie opodatkowana w ten sam sposób.</p><p>Oznacza to, że Białoruś, która dziś kupuje rosyjską ropę bezcłową i eksportuje jej dużą część, pobierając własne cła, będzie musiała zapłacić więcej. W tym roku, według białoruskiego Ministerstwa Finansów, kraj ten straci 300 milionów dolarów z powodu rosyjskiego „manewru podatkowego” (przy cenie ropy ok. 70 dolarów za baryłkę). To dużo dla kraju, którego produkcja wynosi około 55 miliardów dolarów. Straty jeszcze wzrosną, gdy znikną rosyjskie cła eksportowe.</p><p>Łukaszenka zwrócił się do Rosji o rekompensatę za straty poprzez obniżenie ceny ropy naftowej lub bezpośredni transfer budżetowy. Jednak w grudniu 2018 r. wielu rosyjskich przedstawicieli rządu, w tym premier Miedwiediew i minister finansów Anton Siluanow, powiązali wszelkie zwroty kosztów z głębszą integracją z Rosją w ramach traktatu z 1999 r.</p><p>Chociaż Łukaszenka publicznie ostrzegł Rosję przed próbami wchłonięcia Białorusi, a rzecznik Putina, Dmitrij Pieskow, powiedział, że fuzja Rosji i Białorusi nie jest przedmiotem dyskusji, to uwagi te dotyczą tylko pełnego przejęcia, a nie scenariusza głębszej integracji, która jest przedmiotem traktatu. Wspomniany scenariusz – wspólna waluta, jednolite sądownictwo i zharmonizowany system podatkowy – podoba się rosyjskim oficjelom. Podczas dwóch spotkań z Łukaszenką pod koniec grudnia 2018 r., Putin nie zdołał jednak przekonać go do wejścia na ścieżkę zjednoczenia. Większość Białorusinów również uważa, że Białoruś powinna być niezależna, choć jest rosyjskim sojusznikiem.</p><p>Alternatywą dla Łukaszenki jest szukanie pomocy na Zachodzie, choć w pewnym sensie jest to dla niego mniej atrakcyjna opcja: podejrzewa, że Stany Zjednoczone i Unia Europejska chcą podważyć jego niemal absolutną władzę w kraju. To nie pierwszy raz, gdy białoruski przywódca w swojej karierze stoi pomiędzy młotem a kowadłem. To, czy uda mu się wyjść z tej sytuacji, zależy w dużej mierze od tego, czy Putin znajdzie inne sposoby rozwiązania własnych problemów politycznych – zarówno jeśli chodzi o jego następcę, jak i równowagę korzyści i poświęceń w polityce zagranicznej. Jeśli tego nie zrobi, presja może stać się nie do zniesienia dla białoruskiego dyktatora.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1389957,jak-kreml-kupil-zielonych-w-usa-rosyjskie-trolle-lansowaly-jill-stein-ze-skrajnej-lewicy.html" title="Jak Kreml kupił Zielonych w USA. Rosyjskie trolle lansowały kandydatkę skrajnej lewicy">Jak Kreml kupił Zielonych w USA. Rosyjskie trolle lansowały kandydatkę skrajnej lewicy</a></p> Zobacz, co może zrobić Londyn po odrzuceniu umowy ws. brexitu [5 SCENARIUSZY] https://forsal.pl/artykuly/1391755,brexit-co-zrobi-wielka-brytania-po-odrzuceniu-umowy-scenariusze.html 2019-01-15T20:23:16Z Wynegocjowana przez Theresę May umowa ws. brexitu została odrzucona przez brytyjski parlament we wtorkowym głosowaniu. Jakie inne opcje pozostają w tej sytuacji Londynowi?]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><a href="https://forsal.pl/artykuly/1392373,brexit-wynik-glosowania-w-brytyjskim-parlamencie-15-stycznia-2019.html">Brytyjski parlament odrzucił umowę ws. brexitu</a>. Za umową głosowało 202 posłów, przeciw 432. Jakich scenariuszy można się teraz spodziewać?</p><h2><b>1. Unia celna</b></h2><p>Theresa May dąży do stworzenia hybrydowej unii celnej z UE po brexicie, podczas gdy opozycyjna Partia Pracy domaga się pełnowymiarowej unii celnej, z zerowymi cłami oraz bez przeszkód w handlu z Kontynentem. Brytyjska premier co prawda wiele już razy odrzucała opcję pełnej unii celnej, ale część polityków z jej rządu opowiada się za jakąś formą pośrednią, co sprawia, że taka czy inna postać unii celnej staje się realnym scenariuszem. </p><p>Opcja unii celnej bardzo nie podoba się tym posłom Partii Konserwatywnej, którzy są zwolennikami brexitu. Politycy ci próbowali już wcześniej bezskutecznie odsunąć Theresę May od władzy w partii, więc w tej sytuacji będą głosowali przeciw wszelkim proponowanym przez nią rozwiązaniom. Theresa May musi zatem szukać poparcia wśród łagodniej nastawionych konserwatystów. </p><h2><b>2. "Norwegia plus"</b></h2><p>Pewnym kompromisowym rozwiązaniem, które byłoby do przejęcia dla konserwatystów szanujących wyniki referendum z 2016 roku, a jednocześnie będących przeciw kształtowi umowy wynegocjowanej przez premier May, byłoby przystąpienie Wielkiej Brytanii do Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA), dzięki czemu kraj zachowałby dostęp do jednolitego rynku UE. Opcja ta, zwana „Norwegią plus”, mogłaby stać się czasowym rozwiązaniem do momentu, aż Londyn znalazłby lepsze wyjście z sytuacji. </p><p>Głównymi zwolennikami opcji norweskiej są były minister Partii Konserwatywnej <b>Nick Boles </b>oraz poseł opozycyjnej Partii Pracy <b>Stephen Kinnock</b>. Co prawda nie wiadomo, czy Unia Europejska oraz państwa EFTA wyraziłyby zgodę na takie rozwiązanie, ale Boles i Kinnock widzą w nim opcję ratunkową, która mogłaby się pojawić na stole po odrzuceniu przez parlament obecnej umowy ws. Brexitu. </p><p>„Opcja norweska pozostaje w zgodzie z wynikami referendum, a jednocześnie wyłącza nas z instytucji politycznych UE, zapewniając przy tym bliskie i bezproblemowe relacje gospodarcze” – mówił w wywiadzie Stephen Kinnock. „Co więcej, jest to jedyna opcja, która rozwiązuje problem granicy z Irlandią, wyłącza nas spoza jurysdykcji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości oraz ma duże szanse spotkać się z poparciem większości posłów w brytyjskim parlamencie” – dodał Kinnock. </p><p>Mankamentem „Norwegii plus” byłoby jednak pozostawienie Wielkiej Brytanii w obrębie wolnego przepływu osób, a to był powód, dla którego wiele osób głosowało za wyjściem kraju z Unii Europejskiej. </p><h2><b>3. Wotum nieufności </b></h2><p>Lider Partii Pracy Jeremy Corbyn zgłosił wniosek o wotum nieufności wobec rządu Theresy May. Głosowanie w tej sprawie ma się odbyć w środę. Scenariusz ten ma szanse na realizację, gdy część konserwatystów wspierających brexit uzna, że premier May zdradzi ich. Aby odwołać w ten sposób rząd, wystarczy, że mniej niż 10 posłów Partii Konserwatywnej zmieni zdanie. W prywatnych dyskusjach zwolenników brexitu rozwiązanie takie uchodzi za „opcję atomową”. </p><p>Brytyjskie prawo wyborcze dawałoby wówczas konserwatystom dwa tygodnie na sformowanie nowego rządu po głosowaniu ws. wotum zaufania. W przypadku niepowodzenia istniałaby możliwość rozpisania wcześniejszych wyborów. Strategię tę mogliby wykorzystać rozczarowani posłowie Partii Konserwatywnej, aby wysłać poważne ostrzeżenie premier Theresie May. Wciąż jednak opcja ta jest wysoce ryzykowna. </p><p>Jeśli opcja zw. z wotum nieufności nie powiedzie się, wówczas Jeremy Corbyn znalazłby się pod presją zaproponowania drugiego referendum. Istnieje duże poparcie dla takiego scenariusza, zaś sam Corbyn uważa, że jest to drugie najlepsze rozwiązanie, gdyby nie udało się doprowadzić do wcześniejszych wyborów. </p><h2><b>4. Drugie referendum</b></h2><p>Dla wszystkich którzy uważają, że brexit to fatalne rozwiązanie, które powinno być po prostu odrzucone, powtórzenie plebiscytu z 2016 roku byłoby demokratyczną formą osiągnięcia ich celu. </p><p>W parlamencie toczą się dyskusje ws. dodania poprawki uzależniającej akceptację umowy ws. brexitu od wyników referendum. Problem jednak polega na tym, że drugie referendum aktualnie nie leży w polu zainteresowań opozycyjnej Partii Pracy i przez to nie ma większości dla takiego scenariusza, ale to może się zmienić. </p><p>Jeśli Laburzyści skłonią się ku takiemu rozwiązaniu, partia będzie szukać poparcia wśród konserwatystów, Szkockich Nacjonalistów oraz liberałów. Już dziś ok. 10 posłów Partii Konserwatywnej opowiada się publicznie za drugim referendum. </p><h2><b>5. Brak umowy</b></h2><p>Można już zaobserwować próby „przechrzczenia” bezumownego brexitu na bardziej łagodnie brzmiące „World Trade Deal” czy „Clean Global Brexit”. Zwolennicy „twardego brexitu” chcą opuścić Unię bez większych porozumień, zachowując jedynie minimalny poziom współpracy we Wspólnotą (np. w odniesieniu do transportu lotniczego). Za taką postawą kryje się nadzieja, że Wielka Brytania, jak już będzie poza UE, wynegocjuje lepsze porozumienie ws. wolnego handlu – np. takie, jakie dziś ma Kanada. Problem z bezumownym wyjściem z UE polega na tym, że Bruksela jest niechętna innym negocjacjom, a jeśli obecna umowa zostanie odrzucona, to okres przejściowy po brexicie nie będzie obowiązywał. </p><p>Jeśli umowa ws. brexitu zostanie odrzucona, Wielka Brytania będzie miała dwa i pół miesiąca na zaproponowanie innych rozwiązań. Jeśli te się nie pojawią, wówczas czeka nas bezumowne wyjście Zjednoczonego Królestwa z UE. Opór przed tym scenariuszem od ubiegłego roku zwiększył się, zaś w łonie Partii Konserwatywnej już 20 posłów otwarcie przyznaje, że zrobi wszystko, aby nie doszło do takiego rozwoju wydarzeń. Członkowie rządu Theresy May także coraz głośniej sprzeciwiają się „twardemu” brexitowi. </p><p>&gt;&gt;&gt; <a href="https://forsal.pl/swiat/brexit">Czytaj więcej o Brexicie </a></p> Konserwatywne Niemcy poluzują fiskalny gorset? Bloomberg: Berlin musi się przygotować na pogorszenie sytuacji [OPINIA] https://forsal.pl/artykuly/1392149,konserwatywne-niemcy-poluzuja-fiskalny-gorset-bloomberg-berlin-musi-sie-przygotowac-na-pogorszenie-sytuacji-opinia.html 2019-01-14T20:44:12Z Ostatnie dane na temat niemieckiej gospodarki są zaskakująco ponure. Produkcja przemysłowa zanotowana ostry spadek w listopadzie, a kraj jest na skraju technicznej recesji. Rząd w Berlinie powinien być gotowy na poluzowanie polityki fiskalnej, jeśli nie nastąpi odbicie w produkcji – czytamy w komentarzu redakcyjnym agencji Bloomberg. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W październiku niemiecka produkcja przemysłowa spadła o 0,8 proc. m/m, zaś miesiąc później skala spadku zwiększyła się do poziomu 1,9 proc. m/m. Z kolei w ciągu trzech miesięcy do września wskaźnik obniżył się o 0,2 proc. Niektórzy ekonomiści obawiają się, że największą gospodarkę strefy euro mogą czekać dwa miesiące ujemnych wyników. </p><p>Oczywiście te kiepskie wyniki mogą być przejawem gospodarczej czkawki. Trzeba bowiem pamiętać, że niemieccy producenci samochodów stosunkowo wolno adaptowali się do nowych testów ws. emisji spalin, które stały się obowiązkowe we wrześniu 2018 roku. Mogło to spowodować opóźnienia w produkcji. Poza tym cieplejszy niż zwykle listopad spowodował niższą produkcję energii, a specyficzny układ dni świątecznych zachęcał do wzięcia dodatkowych dni wolnych. Zatem optymiści, w tym niemiecki bank centralny, wierzą, że gospodarka Niemiec jest wciąż w dobrej kondycji. </p><p>Błędem byłoby jednak uznać to za oczywiste. Gospodarka zależy od eksportu, więc spowolnienie w Chinach i spór handlowy na linii Waszyngton-Pekin mogą doprowadzić do długotrwałego pogorszenia warunków. Sytuacja nie wygląda też dobrze jeśli chodzi o inne kraje europejskie: protesty we Francji i niepewność wokół polityki Włoch. Wszystko to może wpłynąć na osłabienie popytu na niemieckie towary. </p><p>Jeśli spowolnienie utrzyma się, Berlin może uruchomić stymulację fiskalną. W budżecie n 2019 roku niemiecki rząd zaplanował, że zadłużenie publiczne spadnie poniżej 60 proc. PKB – to znacznie mniej niż pokryzysowe 81 proc. Rentowność niemieckich obligacji 10-letnich jest bliska zeru, zatem koszt pożyczania jest także bardzo niski, nawet w dłuższej perspektywie. </p><p>Tak czy inaczej Niemcy potrzebują więcej publicznych inwestycji. <b>Infrastruktura </b>jest w kiepskim stanie już od lat. Według szacunków think-tanku Breugel, wartość kapitału niemieckiego sektora publicznego zmniejszyła się prawie o 7 mld euro od 2007 roku – pomimo, że niemiecka gospodarka urosła prawie o 30 proc. </p><p>Ponadto niemiecka stymulacja zmniejszyłaby presję na <b>Europejski Bank Centralny (EBC)</b>, który dopiero co zakończył program zakupu aktywów. Wiele osób sprzeciwiało się polityce luzowania ilościowego, twierdząc, że działania tego typu nie mieszczą się w ramach mandatu banku centralnego. Bardziej aktywna polityka fiskalna ze strony rządu sprawiłaby, że ponowne uruchomienie luzowania ilościowego przez bank centralny stanie się mniej prawdopodobne. </p><p>Dzięki instynktowi fiskalnego konserwatyzmu <b>Niemcy</b> mają dziś pole fiskalnego manewru. Ten jednak jest tylko wtedy wartością, jeśli wykona się go w razie zaistnienia takiej potrzeby. Przez większość ubiegłej dekady niemiecka gospodarka rosła, więc rząd sprzeciwiał się wzrostowi wydatków. Duże spowolnienie może zmienić tę perspektywę – wyższe wydatki publiczne w Niemczech pomogłyby nie tylko nadreńskiej gospodarce, ale całej strefie euro. Wielu Niemcom taki zwiększenie wydatków może się nie spodobać, ale rząd powinien zachować rozwagę i taki plan w razie czego przygotować. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1392081,szefowa-cdu-przeciwko-dieslom-prowadzona-jest-krucjata-to-zagraza-tysiacom-miejsc-pracy.html">Szefowa CDU: Przeciwko dieslom prowadzona jest krucjata, to zagraża tysiącom miejsc pracy</a></p> Francja i Niemcy mają różne interesy. Traktat w Akwizgranie tego nie zmieni [OPINIA] https://forsal.pl/artykuly/1391776,francja-i-niemcy-maja-rozne-interesy-traktat-w-akwizgranie-tego-nie-zmieni-opinia.html 2019-01-14T20:41:26Z Prezydent Emmanuel Macron i kanclerz Angela Merkel podpiszą nowy traktat o współpracy, który ma zacieśniać więzi między oboma krajami. Niemniej różnice pomiędzy dwoma największymi państwami UE nie znikają i wybrzmiewają dziś tak samo, jak prawie 56 lat temu, gdy prezydent Charles de Gaulle i kanclerz Konrad Adenauer podpisywali Traktat Elizejski - pisze Leonid Bershidsky.  ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Zaplanowano, że podpisanie dokumentu odbędzie się <b>22 stycznia 2019 roku w Akwizgranie,</b> w rocznicę podpisania <b>Traktatu Elizejskiego.</b> W obu przypadkach inicjatywa wychodziła od Francuzów. Również w obu przypadkach motywacją do podpisania traktatu była chęć przeciwstawienia się USA. </p><p>Można powiedzieć, że dziś istnieją lepsze powody niż 1963 roku, aby Francja i Niemcy zademonstrowały swoją bliskość. W obliczu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, buntu Europy Wschodniej oraz rządów prawicowych populistów we Włoszech, którzy chcą stworzyć europejski alians partii eurosceptycznych przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego, europejski projekt potrzebuje mocniejszego jądra, a Paryż i Berlin mogą to zademonstrować.</p><p>Nowy traktat podkreśla intencje obu państw do zajmowania wspólnego stanowiska we wszystkich ważnych dla Europy kwestiach. Francja i Niemcy planują także zharmonizować swoje systemy obronności oraz programy eksportu broni, jak również chcą rozwijać współpracę w kierunku stworzenia „francusko-niemieckiej strefy gospodarczej ze wspólnymi zasadami”. W wywiadzie dla „Sueddeutsche Zeitung” niemiecki minister spraw zagranicznych <b>Michael Roth</b> mówił o sprawieniu, aby granica francusko-niemiecka stała się niewidoczna dla zwykłych obywateli. „Ma to dotyczyć szkół, opieki zdrowotnej, rynku pracy”. </p><p>Traktat Elizejski z 1963 roku był mniej ambitny. Dokument ten dotyczył wspólnej obietnicy współpracy. Nowy dokument może być interpretowany próba pokazania całej Unii Europejskiej przyszłej ścieżki, nacisk na budowanie coraz ściślejszej unii. Podpisanie traktatu może też jawić się jako atrakcyjne dla prezydenta Emmanuela Macrona, osłabionego protestami „<b>żółtych kamizelek</b>” oraz dla <b>Angeli Merkel</b>, która powoli odchodzi z polityki. Oboje mogą wejść w buty swoich wielkich poprzedników i próbować osiągnąć więcej niż do tej pory. </p><p>W 1963 roku bardzo szybko stało się jasne, że interesy Francji różnią się od interesów Niemiec. W ramach części procesu ratyfikacji traktatu Elizejskiego, Niemcy dodały preambułę, w której wskazały na specjalne relacje kraju z USA. Skłoniło to Charlesa de Gaulle’a do żartu, że „traktaty są jak kobiety i róże: trwają, dopóki trwają”. <br />Tym razem atlantyckie zaangażowanie Niemiec raczej nie znajdzie się w traktacie, gdyż Donald Trump jest jeszcze mniej popularny w Berlinie niż w Paryżu. Niemniej istnieją inne różnice, które sprawiają, że Francja i Niemcy nie stworzą jednolitego bytu, mającego być silnym, pozytywnym przykładem dla całej UE. </p><p>Niemcy chciały, aby Francja przekształciła swoje stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w miejsce Unii Europejskiej. Zamiast tego w projekcie traktatu mamy deklarację, że celem z dyplomatycznym priorytetem będzie uzyskanie dla Niemiec kolejnego stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa. Cel ten jednak wydaje się niemożliwy do osiągnięcia, gdyż Rosja i Chiny – inny stali członkowie Rady, raczej nie zgodzą się na dodatkowe miejsce, które zajmie kolejne państwo Zachodu. <br />Gdyby Francja chciała zrzec się swojego miejsca na rzecz UE, prawdopodobnie przypadki, takie jak niedawne zdegradowanie przedstawicielstwa UE w Waszyngtonie z rangi państwa do rangi organizacji międzynarodowej, nie miałyby miejsca. Jest jednak inaczej nowy traktat francusko-niemiecki jedynie wzmocni przekonanie, że nawet dla kluczowych państw UE suwerenność jest ważniejsza niż jedność. </p><p>Jeśli chodzi o sprawy wojskowe, to współpraca będzie równie trudna. Co prawda Francja i Niemcy stworzyły wspólną brygadę w 1989 roku, ale do dziś nie posiadają połączonych kompanii i żołnierzy oraz używają różnego rodzaju broni. Podczas gdy francuscy żołnierze biorą udział w misjach antyterrorystycznych na świecie, ich niemieccy odpowiednich jedynie trenują w kraju. I nie chodzi o to, że nie ma lepszego traktatu o przyjaźni, który skuteczniej budowałby mosty, ale o to, że istnieją poważne różnice pomiędzy siłami obu tych krajów. </p><p>Różnice te istnieją także na poziomie polityki bezpieczeństwa. W październiku po zabójstwie saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszukdżi’ego pojawiły się napięcia między Paryżem a Berlinem wokół wspólnego myśliwca. Podczas gdy Francuzi chcieli eksportować sprzęt do wszystkich krajów świata, Niemcy opowiadali się za większą odpowiedzialnością w wyborze potencjalnych klientów. Nie będzie zatem łatwo znaleźć wspólne stanowisko jeśli chodzi o eksport broni, a właśnie do tego zobowiązuje oba państwa nowy traktat. </p><p>Kolejna kwestia, czyli wspólny obszar gospodarczy z jednolitymi zasadami, także będzie stwarzać problemy. Trudno bowiem wyobrazić sobie kompromis pomiędzy znajdującą się w nieustannym deficycie Francją, a siedzącymi na nadwyżkach handlowych Niemcami. Paryż i Berlin nie mogły nawet się porozumieć jeśli chodzi o opodatkowanie firm technologicznych, czyli coś, co teoretycznie leży w ich wspólnym interesie. W ubiegłym miesiącu Francja i Niemcy osiągnęły pewien kompromis, wzywając UE do nałożenia podatku na przychody z cyfrowych reklam do 2021 roku – do czasu, aż nie zostanie wypracowane lepsze rozwiązanie międzynarodowe. Ale jeśli Paryż i Berlin naprawdę chciałyby przecierać szlaki, to wprowadziłyby ten podatek samodzielnie, nie czekając na innych. </p><p>Symboliczne wyrazy solidarności są ważne w obecnych czasach podziałów i braku jedności. Ale w prawdziwym życiu współpraca partnerów o najlepszych intencjach jest trudna. Macron i Merkel zrobiliby zatem więcej, gdyby zebrali i przedstawili serię tych projektów, które są wspólne, a nie odnawiali stare dokumenty de Gaulle’a i Adenauera. Wówczas, być może, łatwiej byłoby przekonać innych od idei jeszcze ściślejszej unii. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1391093,wspolne-panstwo-coraz-blizej-macron-i-merkel-podpisza-nowy-traktat-o-wspolpracy.html">Wspólne państwo coraz bliżej? Macron i Merkel podpiszą nowy traktat o współpracy</a></p> Czy jest życie po iPhonie? Apple musi uniezależnić się od swoich fanów https://forsal.pl/artykuly/1391536,apple-musi-produkowac-produkty-i-uslugi-kompatybilne-z-konkurencyjnymi-opinia.html 2019-01-12T20:26:17Z Technologiczny gigant musi robić więcej niż obecnie, by jego produkty były bardziej kompatybilne z produktami konkurentów – pisze w felietonie dla Bloomberga Leonid Bershidsky.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Apple ogłosiło, że planuje zmniejszyć produkcję iPhone’ów w pierwszym kwartale 2019 roku o 10 proc. Pokazuje to wyraźnie, że baza lojalnych klientów firmy nie jest nieograniczonym zasobem, i nie może ona pobierać od nich stałej „renty” za oferowane usługi. Apple musi energiczniej konkurować na wszystkich rynkach, na których jest obecne bez polegania na własnej dużej bazie konsumentów.</p><p>Niezależnie od tego, czy obwinimy za to gospodarczą zapaść na kluczowych rynkach takich jak Chiny (co zrobił w ostatnim liście do akcjonariuszy CEO firmy Tim Cook), czy błędy własne firmy (co zrobiła moja koleżanka z działu Bloomberg Opinion), czy jakąkolwiek kombinację tych czynników, Apple zaczyna powoli osuwać się na liście największych sprzedawców smartfonów pod względem jednostkowej sprzedaży. Jest w tej chwili trzecim największym producentem po Samsungu i Huaweiu, tracąc w tym roku drugą lokatę na rzecz Chińczyków. Jeśli nie będzie w stanie sprzedawać tylu telefonów po super wysokich cenach, ilu sobie żałożyło, oraz jeśli nie obniży wspomnianych cen, to konkurenci wyprzedzą go, tak jak zrobili to właśnie w Chinach.</p><p>W średnio- i długoterminowej perspektywie spadek sprzedaży może osłabić zdolność Apple’a do wykorzystywania „efeku aureoli” na posiadaczach iPhonów, których baza liczyła na koniec zeszłego roku około miliard. Inne produkty Apple’a w mniejszym stopniu wykorzystują zjawisko miłości fanów iPhone’ów do marki, swoją sprzedaż opierając głównie na jakości.<br /> <br />Firma nieuchronnie będzie musiała zmierzyć się z faktem, że niewiele produktów Apple’a jest wysoce konkurencyjna dla użytkowników, którzy nie posiadają iPhone’ów.</p><p>Najlepszym być może przykładem na to, jak Apple może skutecznie rywalizować z konkurentami bez wykorzystywania bazy lojalnych użytkowników, jest rynek słuchawek. Apple’owskie AirPodsy mają 83-proc. udział w wąskim segmencie tego rynku, czyli kategorii całkowicie bezprzewodowych słuchawek. Prowadzi także w zestawieniu najdroższych sprzedawanych modeli wraz z (nieco zaniedbaną) marką Beats. Oba te czynniki sprawiają, że Apple jest jednym z trzech rynkowych liderów (razem z Somy i Harmanem).</p><p>Równie silnie konkurencyjnym rynkowo produktem Apple’a, który działa niezależnie od iPhone’a, jest Apple TV, które jest urządzeniem służącym do oglądania wizualnych materiałów w jakości 4K. Pod względem sprzedaży ustępuje tylko Amazon Fire (natomiast pod względem wielkości bazy użytkowników ustępuje także firmie Roku, jednak jego udział w rynku jest pomimo tego znaczący).</p><p>Jednak na innych rynkach, na których nie może skorzystać z pomocy iPhone’ów, Apple nie radzi sobie dobrze. Nawet pomimo posiadania ogromnej bazy użytkowników oraz udanej strategii marketingowej w USA Apple Music nie odebrało rynkowego udziału Spotify i ma około dwukrotnie mniej subskrybentów od konkurenta. </p><p>W sprzedaży inteligentnych głośników Apple znajduje się daleko za plecami Amazona i Google’a. W sprzedaży komputerów osobistych ma piąty najwyższy rynkowy udział i osiąga wyniki gorsze od spodziewanych. W zakresie treści wideo firma trzyma się przestarzałego modelu sprzedaży i wynajmu, nie korzystając z boomu na rynku opartym o subskrypcje strumieniowania. </p><p>Jedynym niekwestionowanym sukcesem Apple’a od czasu iPhone’a (i przez chwilę iPada) była branża wearables (urządzeń ubieralnych). Apple Watch był zeszłorocznym numerem jeden pod względem sprzedaży. Jednak urządzenie to jest połączone z iPhone’m, co oznacza, że Apple nie jest zabezpieczone przed konkurencją urządzeń, które działają we współpracy z telefonami innych producentów. Z tego samego powodu Walmart Pay pokonał na rynku w USA Apple Pay, chociaż ten ostatni jest zdecydowanym globalnym liderem w zakresie płatności mobilnych.</p><p>Jeśli iPhone przestanie być niezawodnym silnikiem wzrostu dla Apple’a, a zwłaszcza wtedy gdy baza lojalnych użytkowników firmy zacznie się kurczyć, Cook będzie musiał włożyć wiele wysiłku w utrzymanie dominującej pozycji albo gonieniu konkurentów z innych branż. </p><p>Będzie to oznaczało bardziej aktywną pracę nad poprawą jakości i obniżką cen słuchawek, inteligentnych głośników i komputerów, stracie ze Spotify w zakresie jakości dźwięku i funkcji „rekomendacji” przy jednoczesnym poszerzeniu bazy udostępnianej muzyki. Wreszcie musi uruchomić serwis treści wideo, który będzie mógł konkurować z Netflixem. Apple będzie musiało także odłączyć oferowane przez siebie usługi i funkcje Apple Watcha od iPhone’a tak bardzo jak to tylko technicznie możliwe oraz umożliwić użytkownikom iPhone’a połączenie z urządzeniami innych producentów. </p><p>Apple zrobiło w tym roku kilka wyraźnych kroków w tym kierunku: iTune, czyli sklep z materiałami wideo będzie dostępny w nowych inteligentnych telewizorach Samsunga, urządzenia konkurencyjnych producentów zaczną obsługiwać funkcje należących do Apple’a AirPlay i platformy HomeKit, umożliwiając użytkownikom iPhone’ów strumieniowanie kontentu do różnych zestawów telewizyjnych oraz uruchamiania wszelkiego rodzaju inteligentnych domowych urządzeń. Firma jest jednak ciągle zdecydowanie bardzo daleko od realizacji celu, którym jest przeobrażenie się jej w firmę przede wszystkim usługową, jak w przypadku mniejszych i bardziej wyspecjalizowanych Spotify i Netflixa.</p><p>Wyrwanie się z uzależnienia od iPhone’a będzie dla Apple’a bolesnym doświadczeniem. Nie tylko dlatego, że rynek ukaże go za nadmierny i zbyt długo przejawiany optymizm (w odniesieniu do swojego modelu biznesowego – przyp. red.), ale także dlatego, że dla firmy wzrośnie znaczenie pozostałych rynków, na których rywalizuje. Ogromny cień iPhone’a nie ukryje już dłużej błędów firmy tak dobrze, jak w przeszłości. Natomiast konkurowanie z wyspecjalizowanymi graczami, którzy włożyli wiele aktywów w swoje biznesy, stanie się koniecznością. Nowa sytuacja firmy będzie wymagała większego skupienia od pracowników wszystkich segmentów firmy oraz wzrostu efektywności multitaskingu od Cooka. Niezależnie od tego, czy chce on postrzegać rzeczywistość w nowy sposób.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1391486,gieldowa-wyprzedaz-acji-xiaomi-ogromna-strata-wartosci-xiaomi.html">Xiaomi zderzyło się z giełdową ścianą. W ciągu kilku dni straciło 17 proc. wartości</a></p>