© 2019 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: Forsal 2019-01-19T23:42:59+01:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/forsal Globalne koncerny mięsne trują bardziej niż naftowi giganci. Sztuczne mięso uratuje klimat? https://forsal.pl/artykuly/1390826,co-to-jest-syntetyczne-mieso-i-czy-bedziemy-je-jesc.html 2019-01-11T10:58:27Z Branża mięsna należy do największych trucicieli na świecie. Ze względów ekologicznych i zdrowotnych powstaje jednak możliwość produkcji mięsa hodowanego, wykorzystująca serum zwierząt bez potrzeby ich uboju i całkowicie wegańskiego. Problemem może być osiągnięcie odpowiedniej skali działalności i akceptacja konsumentów.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W ciągu roku na całym świecie w celach żywnościowych zabijanych jest około 50 mld zwierząt lądowych. Ich hodowla, przy której zatrudnionych jest ponad miliard ludzi, przyczynia się do emisji 18 procent gazów cieplarnianych wydalanych przez działalność człowieka na całym globie. To więcej niż emitują statki, samoloty, samochody i wszelkie inne środki transportu. Najmniej ekologiczna jest produkcja wołowiny – uzyskanie kilograma takiego mięsa pociąga za sobą zanieczyszczenie atmosfery 26,6 kilogramami dwutlenku węgla, produkcja baraniny generuje prawie 23 kg tej śmiercionośnej dla klimatu substancji, a wieprzowiny 7,9 kilograma.</p><p><b>Produkcja mięsa</b> jest też wysoce nieefektywna – wyprodukowanie jednego kilograma wołowiny wymaga zużycia 25 kilogramów zbóż i 15 tys. litrów wody, a oznacza to, że 30 procent światowych ziem uprawnych wykorzystywanych jest w celach hodowlanych, które pochłaniają 70 procent dostępnej wody pitnej, która dodatkowo zanieczyszczana jest nawozami, hormonami i zwierzęcymi odchodami. Analiza przytaczana przez brytyjski Guardian wskazuje, że mięso i nabiał dostarcza ludzkiemu organizmowi 18 procent niezbędnych kalorii i 37 procent białka, ale ich produkcja generuje aż 60 procent gazów emitowanych przez działalność rolniczą. Przeznaczenie całego zboża konsumowanego przez zwierzęta bezpośrednio dla ludzi oznaczałoby możliwość dodatkowego wyżywienia trzech i pół miliarda osób rocznie, a ceny zbóż byłyby niższe. A mięso jest produktem luksusowym konsumowanym w nadmiarze. Według ONZ, zdrowotna norma dzienna konsumpcji mięsa to niecałe 100 gram, tymczasem w krajach rozwiniętych konsumenci spożywają przeciętnie dwa, do dwóch i pół razy więcej. Jest to przyczyną wielu chorób. Bardziej zbilansowana dieta uratowałaby życie wielu milionom osób, z których część umiera wskutek odporności bakterii na antybiotyki, a trzeba wiedzieć, że branża hodowlana i mięsna są największym konsumentem antybiotyków (w USA aż 80 proc. całkowitego spożycia). </p><p>Globalne firmy mięsne, takie jak brazylijski JBS oraz amerykańskie Cargill i Tyson, w 2016 roku wyemitowały więcej gazów cieplarnianych niż gospodarka Francji - wynika z badań organizacji nonprofit GRAIN i amerykańskiego Instytutu ds. Rolnictwa i Polityki Handlowej. To oznacza, że są większymi trucicielami niż koncerny naftowe BP, ExxonMobil czy Shell. Wielu wytwórców mięsa w ogóle nie jest zobowiązanych do raportowania wielkości emisji, co jest wymogiem ustawowym w odniesieniu do zakładów energetycznych. Największymi emitentami gazów cieplarnianych pochodzących z hodowli i produkcji mięsa (60 procent światowej emisji) w kontekście geograficznym są: Stany Zjednoczone, Unia Europejska, Chiny, Kanada, Brazylia, Argentyna, Australia i Nowa Zelandia. Jeśli wzrost produkcji mięsa będzie postępować w dotychczasowym tempie, w roku 2050 może być ona odpowiedzialna nawet za 80 procent prognozowanej globalnej emisji gazów cieplarnianych. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1390455,mcdonald-s-testuje-w-polsce-papierowe-slomki.html">McDonald's testuje w Polsce papierowe słomki</a></p><p>Ekspansję apetytów na tradycyjne mięso zahamować może wzrost podaży jego alternatyw lub substytutów, które przybierają różne nazwy -<b> mięso hodowane, in vitro czy nawet syntetyczne. </b>To spełnienie wizji Winstona Churchilla, który w roku 1931 twierdził, że absurdem jest hodowanie całego kurczaka dla konsumpcji jedynie jego piersi czy udka. Początki jej urzeczywistnienia były jednak bardzo kosztowne. Sześć lat temu holenderski startup Mosa wyhodował pierwszego burgera, co kosztowało 330 tys. dolarów. Od tamtego czasu firma pozyskała ponad osiem milionów dolarów od inwestorów, a jej główny technolog i wynalazca dr Mark Post twierdzi, że w ciągu kilku lat cena hamburgera może spaść nawet do 10 dolarów, co zapewniłoby projektowi komercyjny sukces. Wiele startupów znacząco zbliżyło się już do tej granicy. W roku 2016 firma pod nazwą Memphis Meat wyprodukowała burgera w cenie 1000 dolarów i obecnie pracuje nad hodowaniem laboratoryjnych mięs z indyka, kurczaka i wieprzowiny, ale także ryb, mleka i żelatyny. Znacznie lepszy rezultat miał w zeszłym roku sam Mark Post – 37 dolarów, choć ciągle to dziesięciokrotnie więcej niż cena mięsa na amerykańskim rynku hurtowym.</p><p>Młode firmy izraelskie wydają się wieść prym w produkcji czystego mięsa, wspierają ich w tym ośrodki naukowe. Aleph Farms ogłosił pod koniec minionego roku wdrożenie laboratoryjnego steku w oparciu o tkanki zwierzęce pozyskiwane bezubojowo. Firma zastosowała 6 technologii, w tym druku 3D, co pozwoliło uzyskać produkt odwzorowujący teksturę prawdziwego mięsa wraz z tkankami łącznymi i mięśniowymi. Jej naukowym mózgiem jest profesor Shulamit Levenberg z Technicznego Instytutu Technion w Hajfie. Największym wyzwaniem było znalezienie właściwych składników odżywczych, które symulowałyby naturalną interakcję tkanek w hodowanym mięsie. Z kolei startup Future Meat Technologies, specjalizujący się w produkcji tłuszczu zwierzęcego, zamierza wkrótce uruchomić sprzedaż swojego mięsa laboratoryjnego, choć ostatnie dane mówią o koszcie 363 dolarów za funt wołowiny. Naukowe wsparcie firmie zapewnia prof. Yaakow Nahmias z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Zapowiedzi osiągnięcia etapu komercyjnego nie muszą być fantazją - świadczy o tym zachowanie poważnych inwestorów. Tyson Ventures, fundusz inwestycyjny należący do mięsnego giganta Tyson Foods, zasilił izraelski startup kwotą 2,2 mln dolarów, a holenderski Mosa otrzymał 7,5 mln euro od największego szwajcarskiego producenta mięsa Bell Food Group. </p><p>Proces produkcji <b>syntetycznego mięsa </b>zaczyna się od pozyskania komórek od żywych zwierząt. Teoretycznie jednak komórka może być bazą dla produkcji nieograniczonej ilości mięsa. Do tego potrzebne jest serum zawierające składniki odżywcze w postaci cukrów, aminokwasów i krwi zwierzęcej. Pozyskanie tej ostatniej może być przeszkodą do masowej produkcji nowego typu mięsa, gdyż trudno sobie wyobrazić otrzymanie ogromnej ilości tego składnika bez zabijania zwierząt. Rozwiązaniem jest zastąpienie serum innymi czynnikami odżywczymi, co próbuje robić holenderski startup Mosa. Co więcej, do produkcji czystego mięsa na wielką skalę potrzebne są przemysłowe bioreaktory, czyli specjalne kadzie do hodowli tkanek. Największy do tej pory bioreaktor ma pojemność 25 tys. litrów, co według dr Posta daje możliwość produkcji mięsa dla 10 tysięcy osób. Możliwe więc, że produkcja czystego mięsa może nie odbywać się w wielkich zakładach, jak ma to miejsce do tej pory. Istnieje możliwość przeniesienia jej do wiejskich farm mięsa komórkowego, które otrzymają materiał hodowlany i składniki odżywcze. Alternatywą jest hodowla burgerów i innych wyrobów z czystego mięsa w sklepach i restauracjach, a być może również w prywatnych domach – taki plan ma SuperMeat, firma biotechnologiczna z Telavivu, pracująca nad produkcją gotowego do spożycia mięsa z kurczaka. </p><p>Na komercyjną skalę sprzedawane są natomiast łatwiejsze i tańsze w produkcji burgery wegańskie, w których nie wykorzystuje się zwierzęcych komórek. W tym specjalizują się firmy z USA. Beyond Meat dostarcza swoje wyroby do 30 tys. punktów handlowych obejmujących między innymi sieć Walmart, Target, Whole Foods i Kroger. Z kolei założony w Los Angeles Impossible Burger dostarcza produkty do ponad 5 tys. amerykańskich restauracji. Burgery firmy mają mięsny smak i kolor dzięki genetycznie modyfikowanym drożdżom. Ekspansja marki zależy od akceptacji tego wynalazku przez Federalną Agencję Leków (FDA). Na rynku europejskim taka żywność objęta jest restrykcjami. </p><p>Ostatecznie o powodzeniu syntetycznego, hodowanego mięsa przesądzą zachowania konsumentów, wśród których wzrasta proekologiczne nastawienie. Wycinkowe badania w Holandii i Wielkiej Brytanii pokazują, że około 60 procent konsumentów gotowych byłoby spróbować wyrobów z mięsa in vitro. Nie oznacza to jednak, że włączyliby je na stałe do swoich jadłospisów. Większego popytu można spodziewać się w Chinach. W 2017 roku zawarły one z Izraelem warte 300 mln dolarów porozumienie dotyczące współpracy w produkcji czystego mięsa w bioreaktorach. Jego odbiorcą może być szybko rosnąca i bogacąca się chińska klasa średnia. </p><p>Trudno się spodziewać, aby hodowane mięso zastąpiło to naturalne. Jego konsumpcja stać się może jednak widocznym trendem w niszach ekologicznej i zdrowej żywności na całym światowym rynku. Otwartym pytaniem pozostaje, jak masowa produkcja wpłynie na emisję gazów cieplarnianych. Wszystko zależy od jej metody i pozyskiwania dla niej energii – najbardziej optymistyczne szacunki mówią o pięciokrotnym zmniejszeniu śladu węglowego w stosunku do poziomu przy obecnej produkcji wołowiny, a więc osiągnięciu wskaźników emisji generowanych przy produkcji tofu. Nawet jeśli będą one wyższe, okażą się zbawienne dla klimatu i zdrowia konsumentów.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1256975,czyste-mieso-rewolucja-w-zywieniu-syntetyczne-mieso.html" title="USA zasmakowały w syntetycznym &lt;b&gt;mięsie&lt;/b&gt; i substytutach nabiału. &lt;b&gt;Czysta&lt;/b&gt; rewolucja coraz bliżej">USA zasmakowały w syntetycznym mięsie i substytutach nabiału. Czysta rewolucja coraz bliżej</a></p> Demograficzna zapaść w Japonii. To największy kryzys od czasu II wojny światowej https://forsal.pl/artykuly/1390534,demograficzna-zapasc-w-japonii-to-najwiekszy-kryzys-od-czasu-ii-wojny-swiatowej.html 2019-01-11T12:49:48Z Pogłębia się zapaść demograficzna w kraju nie tyle kwitnącej, ile powoli usychającej wiśni. W ostatnich kilku latach liczba zgonów przekracza o 400 tys. liczbę urodzeń żywych. W ubiegłym roku zanotowano niespotykany od zakończenia II wojny światowej rekord: zmarło bowiem 1,37 mln Japończyków, a urodziło się tylko 921 tysięcy dzieci. To najniższy wynik od 1989 roku. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Rożnica między liczbą zgonów i urodzeń żywych powiększyła się w 2018 roku do 448 tysięcy. </p><p>Zapaść demograficzna powoduje, że już od dziesięciu lat powiększa się deficyt ludzi w wieku produkcyjnym. Siła robocza w Japonii zmniejsza się z roku na rok, głównie w wyniku starzenia się społeczeństwa. Szacuje się, że jej liczebność skurczy się z 67 mln w 2018 roku do 58 mln w 2030 r. Władze tego kraju do niedawna prowadziły bardzo restrykcyjną politykę imigracyjną, która została zliberalizowana dopiero pod koniec ubiegłego roku. Stąd też tylko 2 proc. japońskiej siły roboczej to osoby urodzone za granicą. Na mocy uchwalonej przez parlament Japonii w październiku 2018 r. ustawy zezwolono na przyjazd 345 tysięcy cudzoziemskich pracowników początkowo na najbliższe pięć lat. Zgoda na ich przyjazd nie oznacza jednak, że nie będą mogli w najbliższym czasie sprowadzić swoje rodziny. Być może zakaz ten zostanie niebawem zniesiony, podobnie jak pięcioletnie kontrakty, które będzie można przedłużyć. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby w nadchodzących kilku czy nawet kilkunastu latach sytuacja demograficzna Japonii uległa znaczącej poprawie. </p><p>Premier Sinzo Abe określił niedawno tę sytuację mianem największego kryzysu, jaki dotknął Japonię w całym okresie powojennym. Obiecał wprowadzenie nowych środków pomocy dla rodzin posiadających dzieci oraz różnych świadczeń dla młodych małżeństw, które zdecydują się na posiadanie dwójki dzieci. Od stycznia bieżącego roku wprowadzono m.in. bezpłatne żłobki, aby stworzyć lepsze warunki do powrotu młodych kobiet do pracy. Obecnie w Japonii ponad połowa matek wraca do pracy po urodzeniu dziecka. Dla porównania w 2010 roku pracę po urodzeniu dziecka podejmowało tylko 38 proc. japońskich kobiet.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1125363,chinska-sila-robocza-gwaltownie-sie-kurczy-panstwo-srodka-moze-podzielic-los-japonii.html" title="Chińska siła robocza gwałtownie się kurczy. Państwo Środka może podzielić los &lt;b&gt;Japonii&lt;/b&gt;">Chińska siła robocza gwałtownie się kurczy. Państwo Środka może podzielić los Japonii</a></p><p>Celem nowej polityki społecznej i prorodzinnej jest doprowadzenie do zwiększenia współczynnika dzietności całkowitej do poziomu 1,8 w 2026 roku. Obecnie wynosi on tylko 1,43 i oczywiście nie zapewnia reprodukcji prostej ludności. Podwyższenie go do poziomu 1,8 także jej nie zapewni, ale przynajmniej nieco zahamuje postępujący coraz szybciej spadek liczby ludności Japonii. Aby zapewnić reprodukcję prostą ludności, trzeba by zwiększyć dzietność kobiet w wieku rozrodczym do poziomu 2,07. A dzieci w Japonii rodzi się nie coraz więcej, lecz coraz mniej. W ubiegłym roku urodziło się ich o 25 tysięcy mniej niż w 2017 roku i był to już trzeci rok z rzędu, w którym liczba nowonarodzonych dzieci nie przekroczyła jednego miliona.<br /> </p><p>Rząd premiera Shinzo Abe stara się tworzyć także różne zachęty dla ludzi starszych, aby ci dłużej pracowali, nie tylko do osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego, czyli do 60 roku życia. Zamierza podnieść wiek emerytalny dla urzędników państwowych do 65 lat, co w Japonii nie budzi takich kontrowersji, jak w innych krajach OECD. Według niektórych badań ankietowych aż 42 proc. Japończyków w wieku 60 lat w dalszym ciągu chce pracować. To z kolei oznacza same korzyści dla budżetu państwa. Zapewnia bowiem wyższe dochody z podatków od osób fizycznych i jednocześnie mniejsze wydatki na emerytury.<br /> </p><p>Władze w Tokio upatrują pewnego złagodzenia pogłębiającego się deficytu pracowników także w przyśpieszeniu procesów automatyzacji i digitalizacji sfery produkcji oraz niektórych usług. Największy deficyt pracowników występuje nadal w tradycyjnych branżach, w których większość prac fizycznych można zastąpić pracą robotów. Nieco mniejsze możliwości występują pod tym względem w sektorze usług, szczególnie w opiece na osobami starszymi, gdzie odczuwa się największy deficyt wykwalifikowanych opiekunek i opiekunów.<br /> </p><p>Trudno przewidzieć, jaki będzie finalny efekt wszystkich polityk i środków uruchomionych przez rząd Japonii w celu złagodzenia skutków obecnego kryzysu demograficznego. Niektórzy japońscy ekonomiści obawiają się, że są one niewystarczające, aby rozwiązać wszystkie problemy demograficzne szybko starzejącej się Japonii.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1382245,ekologia-bez-ekonomii-to-utopia-pokazuje-to-przyklad-japonii-wywiad.html">Ekologia bez ekonomii to utopia. Pokazuje to przykład Japonii [WYWIAD]</a></p> Koniec weta do unijnych podatków, możemy dostać rykoszetem. To wstęp do harmonizacji CIT w całej UE? https://forsal.pl/artykuly/1390274,ccctb-koniec-weta-do-unijnych-podatkow-mozemy-dostac-rykoszetem-to-wstep-do-harmonizacji-cit-w-calej-ue.html 2019-01-03T17:15:33Z W najbliższym czasie zaproponujemy, które głosowania nad sprawami fiskalnymi nie mogłyby być już wetowane – powiadomiła DGP Vanessa Mock, rzeczniczka prasowa komisarza UE odpowiedzialnego za podatki i cła. Pojawiły się głosy, że prawdziwym celem Brukseli może być przeforsowanie faktycznej harmonizacji zasad poboru CIT w całej UE. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Obecnie <b>Komisja Europejska</b> prowadzi konsultacje na ten temat (mają zakończyć się 17 stycznia br.). W zależności od ich wyników mają być podjęte dalsze kroki. </p><p>Koniec weta w sprawach podatkowych zapowiadał we wrześniu 2018 r. <b>Jean-Claude Juncker</b>, przewodniczący Komisji Europejskiej. W orędziu o stanie UE uznał, że nadszedł czas, aby skorzystać z tzw. klauzuli pomostowej, która zgodnie z traktatem z Lizbony, pozwala na głosowanie większością kwalifikowaną. Taka klauzula miałaby obowiązywać “w niektórych sprawach dotyczących podatków”. </p><p>Sam pomysł miał powstać po tym, gdy Czechy dwukrotnie zawetowały unijną dyrektywę, która pozwalała państwom członkowskim obniżyć stawkę VAT na elektroniczne książki i czasopisma, co wzbudziło w Brukseli dużą irytację. Nasi południowi sąsiedzi w zamian domagali się zgody na stosowanie powszechnego mechanizmu odwrotnego obciążenia, do czego ostatecznie Bruksela się przychyliła (choć pod wieloma warunkami). To nie koniec problematycznych głosowań, bo irytację - szczególnie Francuzów - wzbudził też sprzeciw Irlandii oraz państw nordyckich, które utrąciły pierwotny pomysł na unijny podatek pobierany od cyfrowych koncernów (w lutym 2019 r. ma zostać opublikowana jego złagodzona wersja). Nieoficjalnie mówi się też o tym, że to właśnie Paryż lobbował za przyśpieszeniem prac nad projektem, który wykluczyłby weto przynajmniej w części spraw podatkowych. </p><p>Tymczasem w Irlandii już pojawiły się głosy, że prawdziwym celem Brukseli może być np. przeforsowanie <b>tzw. skonsolidowanej wspólnej podstawy opodatkowania (CCCTB)</b> czyli faktycznej<b> harmonizacji zasad poboru CIT w całej UE.</b> Poszczególne kraje decydowałyby wprawdzie o samej stawce daniny, ale pobierałyby ją od wyliczonego w zupełnie inny sposób dochodu. Projekt takiej harmonizacji był już ogłoszony w 2011 r., ale spotkał się z silną opozycją m.in. Irlandii, Szwecji i Polski. Nasz kraj pozostał sceptyczny także wobec jego odświeżonej wersji opublikowanej w 2016 r. Resort finansów oceniał, że gdyby CCCTB weszło w życie, znaleźlibyśmy się „w grupie państw przegranych” i tracilibyśmy rocznie nawet 2,5 mld zł. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/swiat/unia-europejska/artykuly/1390032,bloomberg-wielka-brytania-blefuje-londyn-zupelnie-nie-jest-przygotowany-na-twardy-brexit.html">Bloomberg: Wielka Brytania blefuje. Londyn zupełnie nie jest przygotowany na "twardy Brexit"</a></p> Autostradę z Łodzi do Warszawy skończą poszerzać za 5 lub 6 lat. A co z wielką obwodnicą stolicy? https://forsal.pl/artykuly/1390204,autostrade-z-lodzi-do-warszawy-skoncza-poszerzac-za-5-lub-6-lat-co-z-wielka-obwodnica-warszawy.html 2019-01-03T13:48:23Z Blisko 600 mln zł ma kosztować poszerzenie zatykającej się autostrady A2 między Warszawą i Łodzią. Drogowa dyrekcja szuka też optymalnego korytarza dla wielkiej obwodnicy stolicy, która ma m.in. ułatwić dojazd do CPK i odciążyć most Grota-Roweckiego. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Oddana w 2012 roku <b>autostrada z Łodzi do Warszawy </b>to jedna z najbardziej obciążonych tras w kraju. Według badań na odcinku między Grodziskiem Mazowieckim a stolicą dzienny ruch sięga 60 tys. pojazdów na dobę. Przy wjeździe do Warszawy wzrasta on do 75 tys. Dość często dochodzi tam do zatorów. Decyzja o poszerzeniu trasy zapadła też ze względu na plany budowy lotniska przesiadkowego w rejonie Baranowa (między Łodzią i Warszawą). Właśnie poznaliśmy dokładny harmonogram prac. Pierwszych ułatwień kierowcy mogą się spodziewać już w tym roku. Jeszcze przed wakacjami wybrany w przetargu wykonawca ma zlikwidować zwężenia w rejonie Pruszkowa, gdzie miały powstać bramki do poboru opłat. </p><p>Kierowcy muszą tam zwalniać do 40 km na godz., co także czasem powoduje zatory. W tym miejscu powstał wielki betonowy plac, bo projektanci autostrady zakładali, że zaczną tu działać szlabany, a kierowcy będą płacić za przejazd. Do dziś opłat nie wprowadzono. Teraz rząd ma plany przejścia na system automatycznego poboru opłat, w którym żadne bramki nie będą potrzebne. Tamtejszy betonowy plac ma być więc wykorzystany do innych celów. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie wyklucza, że będą tu kontrolowane ciężarówki. </p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="https://forsal.pl/transport/drogi/artykuly/1387913,w-tym-roku-padnie-rekord-pod-wzgledem-nowych-drog-doganiamy-wielka-brytanie-mapa.html" title="W tym roku padnie rekord pod względem nowych dróg. Doganiamy Wielką Brytanię [MAPA]">W tym roku padnie rekord pod względem nowych dróg. Doganiamy Wielką Brytanię [MAPA]</a></p><p>Jednocześnie dwa odziały GDDKiA – w Łodzi i Warszawie - ogłosiły przetargi na opracowanie koncepcji poszerzenia autostrady. Wiadomo już, że między Strykowem a Pruszkowem trasa A2 zyska dodatkowy trzeci pas w każdym kierunku, a między Pruszkowem, a położonym na granicach stolicy węzłem Konotopa, będzie czwarty pas. Koncepcja wraz z materiałami potrzebnymi do uzyskania nowej decyzji środowiskowej powinny być gotowe w drugiej połowie 2020 roku. Potem ma być ogłoszony przetarg „projektuj i buduj”. Szef GDDKiA Tomasz Żuchowski zakłada, że poszerzenie A2 między Łodzią i Warszawą zakończy się w 2024 lub 2025 roku. Według wstępnych szacunków prace mają pochłonąć 600 mln zł. Na razie nie obejmą budowy dodatkowego węzła w rejonie planowanego lotniska. Według Tomasza Żuchowskiego to wymaga m.in. dokupienia gruntów i określenia prognozowanej przepustowości portu lotniczego. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/transport/drogi/artykuly/1389704,16-kilometrowy-odcinek-s5-z-poznania-czesciowo-otwarty-limit-predkosci-70-km-h-mapa.html" title="Ekspresówka S5 z Poznania do Wronczyna częściowo otwarta. Limit prędkości 70 km/h [MAPA]">Ekspresówka S5 z Poznania do Wronczyna częściowo otwarta. Limit prędkości 70 km/h [MAPA]</a></p><p>Dodatkowe pasy będą budowane w zielonym pasie rozdziału, gdzie zostawiono na to rezerwę. Obiekty inżynieryjne – mostki nad rzekami i przepusty, mają od początku większą szerokość, dzięki czemu nie wymagają kolejnej przebudowy. </p><p>Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk przyznał, że w czasie budowy trzeba będzie się liczyć z utrudnieniami. W grudniu szef warszawskiego oddziału GDDKiA Marian Gołoś zakładał jednak, że najpewniej uda się utrzymać na autostradzie po dwa pasy w każdym kierunku. Jeden z nich byłby jednak wyznaczony na prawym pasie awaryjnym, co wymusiłoby ograniczenie prędkości. </p><p>Jednocześnie GDDKiA szuka optymalnego korytarza dla wielkiej <b>obwodnicy Warszawy</b>. To inwestycja, która także związana jest z budową <b>Centralnego Portu Komunikacyjnego. </b>Nowa trasa szybkiego ruchu ma także odciążyć obwodnicę biegnącą na obrzeżach stolicy, zwłaszcza odcinek na północy - przez most Grota-Roweckiego, gdzie ruch sięga blisko 140 tys. pojazdów na dobę. Drogowcy są na razie na wstępnym etapie planowania. Wstępnie zakłada się, że na południe od Warszawy rozbudowana byłaby istniejąca droga nr 50 przez Grójec i Górę Kalwarię. Z kolei na północy obwodnicy powstałaby częściowo w śladzie planowanej drogi ekspresowej S10, która w biegłaby m.in. wzdłuż prawego brzegu Wisły od drogi S7 i dalej w stronę Płocka. Budowa wielkiej obwodnicy Warszawy ma pochłonąć aż 15 mld zł. Inwestycja ma być realizowana etapami. Na początek (najwcześniej w drugiej połowie lat 20.) mają powstać odcinki od planowanego lotniska w Baranowie – trasy S7 Warszawa – Kraków. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/transport/drogi/artykuly/1390072,oplaty-za-autostrady-w-niemczech-wejda-od-2020-roku.html" title="Opłaty za autostrady w Niemczech wejdą od 2020 roku">Opłaty za autostrady w Niemczech wejdą od 2020 roku</a></p> Skończy się emerycki najazd na Hiszpanię? https://forsal.pl/artykuly/1389577,skonczy-sie-emerycki-najazd-na-hiszpanie.html 2019-12-31T16:36:29Z W kontekście Brexitu, media wspominają o dużej liczbie Brytyjczyków, którzy na emeryturę przeprowadzili się do słonecznej Hiszpanii. Takie osoby dość często obawiają się, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej spowoduje utrudnienia dotyczące np. prawa pobytu. Podobnych obaw nie mają starsi obywatele innych krajów UE, którzy również masowo przenieśli się na Półwysep Iberyjski. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Eksperci portalu <a href="https://app.gazetaprawna.pl/admin/prado3/app/flamenco/public/js/wymeditor/all/iframe/default/Złoto „trzyma” ceny lepiej niż mieszkania?">RynekPierwotny.pl</a> postanowili bliżej przyjrzeć się temu ciekawemu zjawisku. </p><p>Temat Brexitu sprawił, że częściej zaczęto mówić o ciekawej grupie mieszkańców Hiszpanii, jaką bez wątpienia są zagraniczni emeryci. Warto zdawać sobie sprawę, że takie osoby pochodzą nie tylko z Wielkiej Brytanii. Hiszpania przyciąga również emerytów będących obywatelami innych krajów Europy Zachodniej. Co ciekawe, na przenosiny do Kraju Corridy czasem decydują się nawet mieszkańcy takich odległych państw jak Stany Zjednoczone oraz Australia. Największą grupą zagranicznych emerytów w Hiszpanii pozostają jednak Brytyjczycy. </p><p>Jeszcze niedawno liczba tych starszych osób ze Zjednoczonego Królestwa przekraczała 400 000. Od pewnego czasu, widoczna jest jednak wyprowadzka brytyjskich seniorów z Hiszpanii. Opisywana sytuacja wynika między innymi z niepewności dotyczącej Brexitu oraz mniej korzystnych notowań funta względem euro. Pomimo tych negatywnych zmian, liczba brytyjskich emerytów mieszkających na terenie Hiszpanii wciąż jest imponująca. Obecnie można ją szacować na mniej więcej 250 000 osób. </p><p>Niektórzy czytelnicy mogą zadawać sobie pytanie, dlaczego Hiszpania tak mocno przyciąga emerytów. Odpowiedź jest dość złożona. Spore znaczenie na pewno ma ciepły klimat i atrakcyjność turystyczna wspomnianego kraju. Warto również pamiętać o kosztach życia oraz zakupu nieruchomości, które są niższe na przykład w stosunku do Wielkiej Brytanii lub Australii. </p><p>Co ważne, napływ zagranicznych emerytów do Kraju Corridy był historycznie powiązany z cenami mieszkań. Najwięcej seniorów przybyło do Hiszpanii w latach 90 - tych i pierwszej połowie minionej dekady, a także po 2008 r. Pomiędzy tymi okresami miała miejsce bańka cenowa na rynku nieruchomości (patrz poniższy wykres) zmniejszająca atrakcyjność Hiszpanii z punktu widzenia wielu emerytów. </p><h2><b>„Zachodni” emeryt wciąż może sobie pozwolić na wiele … </b></h2><p>Wbrew temu co można by sądzić, do Hiszpanii przeprowadzają się nie tylko zamożni emeryci. Jako przykład można podać nieszczególnie majętnych Brytyjczyków, którzy wybrali przeprowadzkę na Półwysep Iberyjski ze względu na wysokie koszty życia w ojczystym kraju. Mowa o osobach otrzymujących emeryturę mniejszą od brytyjskiej średniej. Zdarzają się przypadki korzystania przez takich seniorów z lokalnej pomocy społecznej. </p><p>Informacje zaprezentowane w poniższej tabeli wyjaśniają, dlaczego brytyjscy emeryci tak chętnie wybierali Hiszpanię jako miejsce do spędzenia jesieni życia. Dane Eurostatu odpowiednio przekształcone przez ekspertów RynekPierwotny.pl pokazują, że w Wielkiej Brytanii medianowy dochód netto seniora (osoby w wieku przynajmniej 65 lat), po uwzględnieniu różnicy cen jest o 55% wyższy niż na terenie Polski. Ten wynik nie wydaje się oszałamiający, jeżeli porównamy go z wartościami dotyczącymi na przykład Austrii (117%), Niemiec (78%) oraz Francji (104%).</p><p>Trudno ukryć, że poniższe zestawienie nie dostarcza dobrych informacji również dla emerytów z Polski. Jako dość wątpliwe pocieszenie można potraktować fakt, że niektóre kraje UE wypadły znacznie gorzej od naszego. Ciekawy przykład to Estonia, gdzie medianowy dochód netto emerytów jest niższy o 22% (względem wartości z Polski). Jeszcze gorzej przedstawia się sytuacja emerytów z Bułgarii (-45%), Chorwacji (-24%), Litwy (-31%), Łotwy (-41%) oraz Rumunii (-52%). Szczególnych powodów do zadowolenia nie mają także seniorzy z Czech (medianowy realny dochód netto o 2% mniejszy niż w Polsce), Słowacji (-8%) oraz Węgier (-21%). </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="https://forsal.pl/praca/wynagrodzenia/artykuly/1389451,najwyzszy-od-41-lat-wzrost-placy-minimalnej-w-hiszpanii-o-ponad-22-proc.html">Najwyższy od 41 lat wzrost płacy minimalnej w Hiszpanii. O ponad 22 proc.</a></p> Złoto „trzyma” ceny lepiej niż mieszkania? Sprawdzamy https://forsal.pl/artykuly/1389576,zloto-trzyma-ceny-lepiej-niz-mieszkania.html 2019-12-31T10:28:00Z Złoto oraz nieruchomości to dwie kategorie aktywów, które są powszechnie postrzegane jako bezpieczna forma lokowania oszczędności. Mniej więcej od dziesięciu lat, szczególną estymą cieszy się złoty metal. ]]> <p>Wynika to między innymi z bardzo szybkiego wzrostu wartości cennego kruszcu. Ze względu na postrzeganie złota i nieruchomości jako konkurencyjnych wariantów lokowania środków, eksperci portalu <a href="https://rynekpierwotny.pl/">RynekPierwotny.pl</a> postanowili sprawdzić, jak w XXI wieku kształtowały się ceny oraz wzajemne relacje cenowe tych dwóch aktywów. </p><h2><b>Wartość złota zmieniała się o wiele bardziej niż ceny mieszkań </b></h2><p>W przypadku złota, mamy do czynienia z globalnym rynkiem. Rynki nieruchomości są z kolei rozdrobnione. Istnieje jednak możliwość przeanalizowania ogólnych zmian cenowych mieszkań z całego globu. W tym kontekście bardzo pomocna okazuje się praca specjalistów z Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Eksperci wspomnianej instytucji na podstawie danych z największych rynków mieszkaniowych (m.in. amerykańskiego, chińskiego, brytyjskiego, francuskiego oraz niemieckiego) konstruują globalny indeks cen mieszkań. Analitycy portalu RynekPierwotny.pl zaprezentowali zmiany wspomnianego indeksu na poniższym wykresie przyjmując pierwszy kwartał 2000 r. jako punkt wyjściowy (indeks = 100). Warto zwrócić uwagę, że dane MFW niestety kończą się na IV kw. 2017 r. W podobny sposób na poniższym wykresie zostały również zaprezentowane globalne ceny złota. Indeks tych cen dla I kw. 2000 r. także wynosi 100. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Dzięki wybranemu sposobowi prezentacji danych, możemy łatwo porównać skalę zmian cenowych, która przez ostatnie kilkanaście lat dotyczyła złota oraz nieruchomości mieszkaniowych. W ujęciu globalnym, ceny mieszkań (lokali oraz domów) pomiędzy początkiem 2000 r. oraz końcem 2007 r. realnie wzrosły o 60%. Później indeks cenowy spadł do około 146 (II kw. 2009 r.), a następnie wrócił do poziomu sprzed kryzysu finansowego. Pod koniec 2017 r. indeks cen nieruchomości na świecie wynosił 161. Oznaczało to realny wzrost o 61% względem początku 2000 r. </p><p>Z korektą cenową po bardzo szybkich wzrostach mieliśmy również do czynienia w przypadku złota (patrz poniższy wykres). Warto jednak pamiętać, że mówimy tutaj o zupełnie innej skali zmian. Pomiędzy początkiem 2000 roku oraz końcem 2011 roku, ceny złota wzrosły o 480% (indeks = 580), a większość tej zmiany przypadła na czasy po eskalacji światowego kryzysu ekonomicznego. Nawet późniejszy spadek analizowanego indeksu cen złota do 380 (pod koniec 2015 r.) zbytnio nie popsuł humorów osobom długoterminowo inwestujących w ten królewski metal. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><h2><b>Przeciętny amerykański dom kosztuje już tylko 240 uncji złota …</b></h2><p>Tak jak wspomnieliśmy wcześniej, złoto konkuruje z nieruchomościami mieszkaniowymi w roli aktywa postrzeganego jako bezpieczne. Warto zatem sprawdzić, jak po 2000 r. zmieniały się relacje cenowe pomiędzy złotym kruszcem oraz cenami domów na bardzo dobrze rozwiniętym oraz płynnym rynku amerykańskim. Poniższy wykres przygotowany przez ekspertów portalu RynekPierwotny.pl przedstawia zmiany liczby uncji trojańskich złota, za które od I kw. 2000 r. do II kw. 2018 r. można było kupić przeciętny dom na terenie USA. Taki sposób przedstawiania relacji cenowych złota oraz nieruchomości jest często wykorzystywany przez analityków (nie tylko „za oceanem”). </p><p>Informacje zaprezentowane na poprzednim wykresie sugerują, że w analizowanym okresie mocno spadła cena amerykańskich domów wyrażona jako liczba uncji złota. Potwierdzają to wyniki obliczeń analityków portalu RynekPierwotny.pl. Na początku minionej dekady, przeciętny amerykański dom kosztował mniej więcej 600 uncji złota. Analogiczny wynik z połowy 2018 r. to mniej więcej 240 uncji. Warto podkreślić, że w szczytowym momencie (III kw./IV kw. 2011 r.) cena typowego domu z USA wynosiła jedynie 131 uncji złota. Był to efekt wysokiego poziomu cen złotego kruszcu oraz „dołka” cenowego na amerykańskim rynku mieszkaniowym. </p><p>Informacje z poniższego wykresu to kolejny zestaw danych, który może ucieszyć osoby inwestujące w złoto. Chodzi nie tylko o mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Na polskim rynku również nastąpiła poprawa relacji cenowych pomiędzy złotem oraz nieruchomościami mieszkaniowymi. Wcześniejsze doświadczenia sugerują, że złoto ponownie może zyskać na cenie względem nieruchomości, gdy pojawią się oznaki poważnego spowolnienia w jednej z wiodących gospodarek naszego globu. </p><p><em><b>Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl</b></em></p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="https://forsal.pl/finanse/waluty/artykuly/1389546,ile-bedzie-wart-bitcoin-w-2019-r.html">Ile będzie wart bitcoin w 2019 r.?</a></p> Skutki szoku handlowego i drenażu mózgów. Dlaczego Zachód wciąż nie radzi sobie z deficytem specjalistów https://forsal.pl/artykuly/1388881,dlaczego-zachod-wciaz-nie-radzi-sobie-z-deficytem-specjalistow-na-rynku-pracy.html 2019-01-02T10:15:03Z Zachód nie potrafi „własnymi siłami” rozwiązać pogłębiającego się deficytu wysoko wykwalifikowanych pracowników, na których rośnie popyt w wielu nowoczesnych branżach przemysłu i usług - pisze prof. Adam Gwiazda. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Większość pracowników zdaje sobie sprawę, że w wyniku robotyzacji i automatyzacji produkcji coraz więcej zadań wykonywanych będzie przez roboty. Zagrożeniem jest też utrata miejsc pracy w wielu działach gospodarki w wyniku przenoszenia produkcji pracochłonnych towarów do krajów o niższych kosztach pracy. Duża liczba miejsc pracy znika także od wielu już lat w rezultacie ekspansji eksportowej takich krajów jak Chiny, które w krótkim czasie stały się potęgą gospodarczą i „fabryką dla całego świata”. Chiny najbardziej skorzystały na liberalizacji handlu międzynarodowego po przystąpieniu w 2002 roku do WTO. Od tego czasu nie obowiązywały ich kwoty importowe na tekstylia i odzież oraz na szereg innych towarów, które w ogromnych ilościach eksportowane są na rynki wszystkich krajów świata. </p><p>W wyniku „szoku handlowego” i znacznego obniżenia cen wielu wytwarzanych przez chińskie firmy towarów, pracę straciło kilka milionów pracowników w Stanach Zjednoczonych i krajach Unii Europejskiej. Pewna ich część znalazła zatrudnienie w innych działach przemysłu wytwarzających towary o wyższej wartości dodanej oraz przede wszystkim w szybko rozwijającym się sektorze usług. Wiele firm zachodnich zmuszonych zostało w wyniku konkurencji ze strony Chin do restrukturyzacji swojej produkcji i przestawienia się na produkcję bardziej kapitałochłonnych towarów, w oparciu o najnowszą technologię. Trudno jednak było do tych nowoczesnych działów produkcji i usług przesunąć nadwyżki siły roboczej w upadającym przemyśle tekstylnym i odzieżowym. Barierą okazały się dotychczasowe kwalifikacje i umiejętności pracowników z tych i innych, „przestarzałych” gałęzi przemysłu.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/finanse/aktualnosci/artykuly/1388876,najlepszy-rok-polskiej-gospodarki-jego-powtorzenie-praktycznie-niemozliwe.html">Najlepszy rok polskiej gospodarki. Jego powtórzenie praktycznie niemożliwe</a></p><p>W większości krajów zachodnich uruchomiono różnego rodzaju kursy rekwalifikacyjne, subsydiowane przez państwo, a także wprowadzono szereg ulg dla firm zatrudniających pracowników z zamykanych zakładów przemysłu lekkiego. Aktywna polityka tych państw, mająca na celu usprawnienie aktywizacji zawodowej zwalnianych pracowników i płynne zatrudnianie ich w przyszłościowych działach gospodarki, doprowadziła wprawdzie do pewnego złagodzenia skutków „szoku handlowego” i pewnego zmniejszenia bezrobocia, ale nie do usunięcia wspomnianej bariery, jaką jest deficyt umiejętności i kwalifikacji, jakich obecnie poszukują pracodawcy.</p><p>Deficyt ten występuje także w tych krajach, gdzie utrzymuje się stosunkowo wysoka stopa bezrobocia. Przykładowo w Hiszpanii wynosi ona 17,4 proc., a w przypadku ludzi młodych - aż 37 proc. W dużym stopniu wynika on z przestarzałego systemu edukacji, ale także z dokonywanych przez młodych absolwentów szkół średnich wyborów kierunków studiów. W ogromnej większości krajów UE największe zapotrzebowanie na rynku pracy jest na specjalistów z branży IT, różnego rodzaju inżynierów, lekarzy, matematyków, fizyków, programistów, także na pielęgniarki i średni personel medyczny oraz wysoko wykwalifikowanych nauczycieli, potrafiących wykorzystywać w swojej pracy najnowsze technologie. Tymczasem przeważająca część absolwentów szkół średnich wybiera albo modne albo "łatwe i przyjemne” kierunki studiów (np. nauki humanistyczne i społeczne), po których trudno znaleźć pracę zgodną z ich wyuczonymi, chociaż nie zawsze rzeczywistymi, kwalifikacjami. Okazuje się, że rosnący popyt ze strony pracodawców na absolwentów takich kierunków studiów jak nauki ścisłe, informatyka, inżynieria, technologia i medycyna (STEM) nie jest wystarczającym argumentem dla absolwentów szkół średnich w krajach zachodnich. Wspomniane kierunki cieszą się znacznie większym zainteresowaniem wśród młodych w takich krajach jak Indie i Chiny oraz w wielu krajach rozwijających się.<br /> </p><p>Nie może więc dziwić fakt, że w wielu krajach zachodnich utrzymuje się wysokie bezrobocie właśnie wśród absolwentów szkół wyższych z kierunków nauk humanistycznych i społecznych. Stopa bezrobocia wynosi w tym przypadku często 23 i więcej procent przy ogólnej stopie bezrobocia na poziomie 6-8 proc. Spora część z nich z braku wsparcia ze strony rodziny podejmuje nisko płatną pracę w biurze, w supermarkecie lub w zawodach nie wymagających wyższego wykształcenia. To marnotrawstwo kapitału społecznego, któremu nie potrafią zaradzić władze większości państw.</p><p>Czasami jednak posiadanie kwalifikacji zgodnych z potrzebami pracodawców też nie stanowi wystarczającego bodźca do podjęcia pracy w ojczystym kraju. Jest to widoczne szczególnie w krajach o niskich płacach, takich jak Polska, Węgry. Absolwent dowolnego kierunku STEM ma bowiem do wyboru emigrację do znacznie bogatszych krajów, gdzie płace są co najmniej trzykrotnie wyższe niż w ojczystym kraju. Wtedy dochodzi do swoistego drenażu mózgów i z kapitału ludzkiego wykształconego w biedniejszym kraju korzystają kraje bogate. W erze globalizacji trudno jednak wprowadzić ograniczenia dla międzynarodowych migracji wysokiej klasy specjalistów, którzy mogą przebierać w ofertach pracy nie tylko na rynku własnego kraju, lecz także na rynku globalnym.</p><p>Zachód nie potrafi „własnymi siłami” rozwiązać pogłębiającego się deficytu wysoko wykwalifikowanych pracowników, na których rośnie popyt w wielu nowoczesnych branżach przemysłu i usług. Władze wybierają często łatwiejszą drogę polegającą na „zapraszaniu” zagranicznych absolwentów kierunków nauk ścisłych i innych specjalistów do pracy u siebie, oferując im pomoc w opanowaniu języka i uzyskaniu mieszkania oraz przede wszystkim znacznie wyższe niż w ich krajach ojczystych płace. W wyniku drenażu mózgów w wielu krajach o niższych płacach, w których więcej niż w krajach zachodnich kształci się studentów na kierunkach ścisłych, dochodzi do powiększania się deficytu inżynierów, lekarzy, informatyków i innych poszukiwanych przez pracodawców specjalistów. Sytuacja ta nie ulegnie znaczącej poprawie, dopóki zmiany w strukturze demograficznej (starzenie się społeczeństwa) i konkurencja między krajami o pracowników posiadających poszukiwane na rynku umiejętności nie doprowadzi do niwelacji istniejących dużych różnic w poziomie płac i warunków pracy.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/praca/wynagrodzenia/artykuly/1388739,co-z-tego-ze-jestesmy-coraz-wydajniejsi-rozjazd-miedzy-praca-a-placa-w-polsce-jest-najwiekszy-w-oecd.html" title="Co z tego, że jesteśmy coraz wydajniejsi. Rozjazd między pracą a płacą w Polsce jest największy w OECD">Co z tego, że jesteśmy coraz wydajniejsi. Rozjazd między pracą a płacą w Polsce jest największy w OECD</a></p> Budowa najdłuższego tunelu w Polsce osiągnęła półmetek. Wkrótce przebiją się pod metrem https://forsal.pl/artykuly/1388187,budowa-najdluzszego-tunelu-w-polsce-osiagnela-polmetek-wkrotce-przebija-sie-pod-metrem.html 2018-12-19T14:03:03Z Mimo kłopotów włoskiej firmy Astaldi, głównego wykonawcy tunelu południowej obwodnicy Warszawy, zaawansowanie jego budowy osiągnęło 50 proc. Wkrótce zacznie się trudna operacja przebijania arterii pod linią metra. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><b>Tunel </b>powstającej na przedłużeniu <b>autostrady A2</b> południowej <b>obwodnicy Warszawy </b>będzie miał 2335 metrów długości i będzie najdłuższą taką konstrukcją w Polsce. Pod tym względem nieznacznie przebije dwa inne podziemne przejazdy, które powstaną na terenach górskich – tunel Zakopianki pod górą Luboń koło Rabki (długość 2060 m, w trakcie budowy) i tunel trasy S3 przecinającej Góry Wałbrzyskie (długość 2290 m, ma być gotowy 2023 r.).</p><p>Podziemna budowla, która powstaje teraz na warszawskim <b>Ursynowie</b>, jest częścią 18-kilometrowego, kluczowego odcinka obwodnicy od ul. Puławskiej do wylotówki na Lublin. Budowa tunelu właśnie wkracza w kolejną fazę. Po wylaniu dużej części betonowego stropu zaczęło się wydobywanie spod niego ziemi. Można powiedzieć, że budowla powstaje od góry do dołu. Najpierw w gruncie budowane są betonowe ściany szczelinowe (są już gotowe w 80 proc.) i strop, który oprze się na nich. Dopiero potem spod płyty górnej koparkami będzie wydobywana ziemia (od góry przez otwory technologiczne lub z boku przez przyszłe portale wjazdowe do tunelu). Na koniec powstanie betonowa płyta denna, na której znajdzie się jezdnia. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>W najbliższych tygodniach zacznie się trudna operacja <b>przebijania tunelu drogowego tuż pod tunelem biegnącej prostopadle pierwszej linii metra. </b>Już jakiś czas temu odsłonięto betonową konstrukcję budowanej w latach 80. XX wieku kolejki podziemnej. Przy tunelu metra dobudowano dodatkowe ściany i betonowe belki, na których ma się on wspierać. Wykonawca będzie teraz podkopywał się pod metrem i krok po kroku budował kolejne części tunelu drogowego.</p><p>– W lutym ten etap prac będzie tak zaawansowany, że będzie można wejść pod tunel metra – mówi Hubert Sasin, jeden z kierowników budowy z firmy Astaldi. </p><p>Niektórzy mieszkańcy Ursynowa żyją jednak w strachu, bo pamiętają, że w czasie zbliżonej operacji budowy II linii metra pod tunelem Wisłostrady doszło w 2012 r. do gigantycznej awarii. Spod podziemnego przejazdu osunęły się ogromne masy ziemi, a budowaną stację Powiśle zalała woda. Wisłostrada była w tym miejscu zamknięta prawie przez rok. <br />Firma Astaldi (ta sama, która budowała metro na Powiślu) uspokaja, że na Ursynowie nie powinno dojść do takich niespodzianek, bo panują tu m.in. znacznie lepsze warunki geologiczne. Na wszelki wypadek na okolicznych blokach zamontowano jednak rekordową liczbę blisko 900 czujników, które monitorują, czy nie dochodzi do niebezpiecznych przesunięć budynków. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>W przypadku budowy<b> południowej obwodnicy Warszawy </b>obawy wzbudza także sytuacja firmy<b> Astaldi</b>. Po inwestycjach w Wenezueli, gdzie firma straciła 400 mln euro, włoskie przedsiębiorstwo wpadło w spore kłopoty finansowe i rozpoczęło procedury zmierzające do ochrony przed wierzycielami. Teraz jest w trakcie restrukturyzacji. Niewykluczone, że zostanie przejęte przez włoskiego giganta budowlanego, firmę Salini.</p><p>Pod koniec września firma Astaldi zeszła z przebudowy torów z Warszawy do Lublina. Tłumaczyła, że musi zrezygnować z ryzykownych kontraktów, ale zapewniała, że nie wycofa się w Polsce z kontraktów drogowych czy budowy metra. By zabezpieczyć licznych podwykonawców włoskiej firmy, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wprowadziła nietypowe rozwiązanie. Za wykonane prace płaci im bezpośrednio, z pominięciem Astaldi. </p><p>Czy zatem budowa tunelu południowej obwodnicy zakończy się w terminie zapisanym w umowie, czyli w sierpniu 2020 roku? – Będziemy do tego dążyć – mówi Tomasz Mołdysz, dyrektor kontraktu. </p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Tunelu nie uda się jednak otworzyć bez jednoczesnego ukończenia sąsiedniego odcinka obwodnicy z mostem na Wiśle. Buduje go turecka firma Gulermak. Dalej na wschód firma Warbud buduje trzeci odcinek południowej obwodnicy przez dzielnicę Wawer. Wszystkie powinny być gotowe w sierpniu 2020 roku. Niektóre firmy już jednak sygnalizują, że z powodu pewnego poślizgu z wydaniem pozwoleń na budowę te terminy mogą się przesunąć. </p><p>Nie wiadomo też, jak firmy poradzą sobie ze wzrostem cen materiałów budowlanych. Przypomnijmy, że w 2015 roku oferty firmy były znacznie poniżej kosztorysów drogowców. Rekord to zadeklarowana cena za budowę mostu południowego. Wyniosła 757 mln zł przy kosztorysie drogowców sięgającym 1,7 mld zł.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="https://forsal.pl/transport/drogi/artykuly/1387913,w-tym-roku-padnie-rekord-pod-wzgledem-nowych-drog-doganiamy-wielka-brytanie-mapa.html" title="W tym roku padnie rekord pod względem nowych dróg. Doganiamy Wielką Brytanię [MAPA]">W tym roku padnie rekord pod względem nowych dróg. Doganiamy Wielką Brytanię [MAPA]</a></p> KNF potwierdza: możemy zmuszać banki spółdzielcze do fuzji https://forsal.pl/artykuly/1387427,knf-potwierdza-mozemy-zmuszac-banki-spoldzielcze-do-fuzji.html 2018-12-14T16:39:41Z "W przypadku banków o funduszach niższych niż 5 mln euro, które po wygaśnięciu dotychczasowych umów zrzeszenia nie będą spełniać wymogu zrzeszania się, organ nadzoru będzie mógł wszcząć postępowanie w sprawie ich przejęcia przez inny bank" – poinformował w piątek Urząd Komisji Nadzoru Finansowego.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>To oficjalne potwierdzenie, że w stosunku do małych<b> banków spółdzielczych </b>mogą być zastosowane przepisy wprowadzone niedawnymi <b>poprawkami w ustawie o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym </b>i o nadzorze nad rynkiem finansowym. Dają one KNF możliwość zdecydowania o przymusowym przejęciu przez inny bank w odniesieniu do instytucji, które nie spełniają np. wymogów kapitałowych. W przypadku banków spółdzielczych minimum to 5 mln euro, ale możliwe jest również funkcjonowanie banków o kapitałach o równowartości miliona euro. Wtedy jednak warunkiem jest przynależność do zrzeszenia lub tzw. systemu ochrony instytucjonalnej.</p><p>Nowe przepisy budzą kontrowersje. Nie tylko dlatego, że wprowadzono je niemal dzień po dniu w dwóch różnych ustawach. Również dlatego, że przedstawiano je jako element „<b>planu Zdzisława”</b> (od imienia szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego Zdzisława Sokala), który miałby doprowadzić do przejęcia „za złotówkę” Getin Noble Banku należącego do Leszka Czarneckiego.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1372008,bank-jest-zbyt-slaby-zagraj-w-plan-zdzislawa-schemat.html"><span>Bank jest zbyt słaby? Zagraj w plan Zdzisława [SCHEMAT]</span></a></p><p>„ Z końcem bieżącego roku następuje wygaśnięcie ostatniej umowy w formule dotychczasowych zrzeszeń. Wygaśnięcie to następuje z mocy prawa, bez żadnych innych dodatkowych warunków. Konsekwencją powyższego jest stan, zgodnie z którym dany bank nie będzie już bankiem zrzeszonym. Nie ma jednak przeszkód prawnych do ponownego zawarcia umowy z bankiem zrzeszającym, jeśli taka będzie wola banku spółdzielczego i banku zrzeszającego” – <a href="https://www.knf.gov.pl/o_nas/komunikaty?articleId=64103&amp;p_id=18">informuje KNF.</a></p><p><a href="https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1385760,wymuszone-fuzje-wprowadzone-przez-prawo-bankowe.html">Na początku tygodnia pisaliśmy o tym</a>, że ryzyko połączenia dotyczy ok. 30 banków spółdzielczych, które chcą utworzyć nowe zrzeszenie przy Polskim Banku Apeksowym. Problem w tym, że w listopadzie KNF nie dała zgody na rozpoczęcie działalności przez PBA. BS-y, które chcą uruchomić nowe zrzeszenie, należały dotąd do zrzeszenia Banku BPS. Od początku grudnia system ochrony instytucjonalnej zrzeszenia BPS poinformował o tym, że chce do niego przystąpić 17 banków. </p><h2><b>CO MÓWI PRZEPIS?</b></h2><p><b>Art. 146b.</b></p><p>1. W razie obniżenia sumy funduszy własnych banku poniżej poziomu określonego w art. 128 ust. 1 albo powstania niebezpieczeństwa obniżenia tej sumy poniżej poziomu określonego w art. 128 ust. 1, Komisja Nadzoru Finansowego może podjąć decyzję o przejęciu banku przez inny bank za zgodą banku przejmującego, jeżeli nie zagrozi to bezpieczeństwu środków gromadzonych na rachunkach w banku przejmującym, obniżeniem funduszy własnych banku przejmującego poniżej poziomu określonego zgodnie z art. 128 ust. 1, ani nie stworzy takiego niebezpieczeństwa, oraz nie zagrozi to spełnianiu wymogu, o którym mowa w art. 55 ust. 4 ustawy o nadzorze makroostrożnościowym, przez bank przejmujący. Decyzja może zawierać warunki i terminy przejęcia banku przez inny bank.</p><p>2. W przypadku gdy jest to konieczne ze względu na sytuację banku przejmowanego, Komisja Nadzoru Finansowego może udzielić zezwolenia na przejęcie mimo czasowego niespełniania przez bank przejmujący wymogu, o którym mowa w art. 55 ust. 4 ustawy o nadzorze makroostrożnościowym.</p><p>3. Wobec banku spółdzielczego Komisja Nadzoru Finansowego może także wydać decyzję, o której mowa w ust. 1, jeżeli bank spółdzielczy nie spełnia obowiązku zrzeszania się, zgodnie z art. 16 ustawy o funkcjonowaniu banków spółdzielczych, ich zrzeszaniu się i bankach zrzeszających.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/finanse/aktualnosci/artykuly/1387380,polski-blik-szykuje-sie-na-podboj-zagranicy-wyruszy-na-niego-z-mastercardem.html">Polski Blik szykuje się na podbój zagranicy. Wyruszy na niego z Mastercardem</a></p> "Ustawa niewolnicza" wywołała burzę na Węgrzech. To ukłon w stronę wielkich koncernów motoryzacyjnych https://forsal.pl/artykuly/1387005,ustawa-niewolnicza-wywolala-burze-na-wegrzech-to-uklon-w-strone-wielkich-koncernow-motoryzacyjnych.html 2018-12-17T17:04:14Z Nie ma wątpliwości, że zmiany w prawie pracy na Węgrzech dostosowane są pod największą gałąź gospodarki – przemysł motoryzacyjny - pisze w felietonie Dominik Héjj. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><a href="https://forsal.pl/praca/aktualnosci/artykuly/1386993,400-godzin-nadliczbowych-rocznie-wegierski-parlament-przyjal-kontrowersyjne-przepisy.html">Węgierski parlament uchwalił dzisiaj zmiany w sposobie rozliczania czasu pracy.</a> W miejsce dotychczasowych 250 nadgodzin rocznie, prawo, które zacznie obowiązywać od 1 stycznia przyszłego roku, dopuszcza 400 nadgodzin rocznie. Do tej pory godziny nadliczbowe były rozliczane w ciągu jednego roku, teraz będzie to ujęcie trzyletnie. Dopiero po takim czasie może zostać stwierdzona faktyczna liczba nadgodzin, to znaczy, że nawet przez trzy lata pracownik nie uzyska rozliczenia godzin nadliczbowych.</p><p>Elastyczny system rozliczania pracy ma zdaniem rządu zwiększyć konkurencyjność węgierskiej gospodarki. System ten ma być lepiej dostosowany do aktualnych potrzeb rynku, w tym zmieniającej się koniunktury. Podobne metody były wprowadzanie w innych krajach w czasie kryzysu finansowego. Nie ma wątpliwości, że zmiany w prawie pracy dostosowane są pod największą gałąź gospodarki – <b>przemysł motoryzacyjny.</b> Cykle produkcji samochodów odbywają się właśnie w ujęciu trzyletnim.</p><p>Do największych pracodawców w przemyśle motoryzacyjnym należą <b>Mercedes, Audi i Suzuki</b>. Pewnym jest, że fabrykę pod Debreczynem wybuduje za ponad 1 mld euro BMW. Węgry są jedną z największych montowni samochodów w Europie. Węgierska gospodarka jest bardzo silnie uzależniona od bezpośrednich inwestycji zagranicznych, których gros trafia właśnie do przemysłu samochodowego. W 2017 roku inwestycje zagraniczne odpowiadały za 67 proc. węgierskiego PKB. Oznacza to, ze każde poważniejsze problemy ekonomiczne, będą mocno oddziaływały na tutejszą gospodarkę, przy czym największym partnerem gospodarczym są Niemcy, do których trafia 27 proc. eksportu. Należy pamiętać, że kryzys gospodarczy w 2008 roku w ogromnym stopniu odbił się na węgierskiej gospodarce.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/1380413,de-koncentracja-po-wegiersku-orbanowi-udalo-sie-to-czego-chcial-kaczynski.html">(De)koncentracja po węgiersku. Orbanowi udało się to, czego chciał Kaczyński</a></p><p>Prawo pracy zagwarantuje pracodawcom dodatkowe 250 godzin nadliczbowych na pracownika, na które ten musi się zgodzić. Na pozostałe 150 zgoda jest dobrowolna. Maksymalny tygodniowy wymiar czasu pracy ma wynieść 48 godzin. Oznacza to hipotetycznie sześciodniowy wymiar czasu pracy, chociaż poseł wnioskodawca, Lajos Kósa, gwarantuje, że tak się nie stanie. Stąd też opozycyjny Jobbik na transparentach zapisał hasło: „Teraz Fidesz odbiera ci weekend”.</p><p>Przeciwko zmianom w ustawodawstwie w weekend protestowały związki zawodowe, a także partie opozycyjne. Zmiany w prawie są przez nich nazywane "ustawą niewolniczą". Na ulice Budapesztu i innych miast wyszło kilkadziesiąt tysięcy osób. Według badań Instytutu Rublikon, 83 proc. Węgrów jest przeciwnych przegłosowanym zmianom. Ustawie sprzeciwiają się także wyborcy koalicji Fidesz-KDNP (63 proc., a 23 proc. nie ma zdania). Przeciwnych ustawie jest także 94 proc. wyborców Jobbiku i 95 proc. wyborców lewicowo-liberalnych. </p><p>Opozycja twierdzi, że rząd uległ międzynarodowym przemysłom i chce przekształcić Węgry w tanią siłę roboczą, tym bardziej, że stawki na Węgrzech są jednymi z najniższych w Europie. Niższe średnie zarobki netto są tylko w Rumunii i Bułgarii.</p><p>Środowe obrady w parlamencie były burzliwe, chociaż los ustawy był już z góry przesądzony. Cała opozycja zablokowała mównicę sejmową i stół marszałka. Pat trwał kilkadziesiąt minut, aż na salę dostarczono mikrofony, które umożliwiły prowadzenie obrad zza ław poselskich. Uchwalanie bloku ponad czterdziestu głosowań odbywało się wśród gwizdów, odgłosów syren płynących z megafonów oraz kilkunastu równoległych transmisji w mediach społecznościowych. W ławach rządowych zamiast pewności panował raczej niepokój, a premier i poszczególni ministrowie przez prawie trzy godziny stali. </p><p>W momencie kulminacyjnego głosowania, opozycja odśpiewała hymn państwowy. W poniedziałek, posłowie Węgierskiej Partii Socjalistycznej, aby zablokować procedowanie ustawy, zgłosili do projektu prawie 3000 poprawek. Jednak na zwołanym nadzwyczajnym posiedzeniu parlamentarnej komisji sprawiedliwości zdecydowano, że poprawki zostaną zblokowane w jednym głosowaniu.</p><p>Opozycja apeluje do prezydenta, aby ten nie podpisywał ustawy. János Áder ma na to pięć dni od momentu otrzymania aktu prawnego od marszałka. Jednak należy pamiętać, że jego weto z łatwością może zostać odrzucone przez parlamentarną większość, a zatem los ustawy wciąż pozostaje w rękach premiera Viktora Orbána.</p><p>Opozycja kontestuje także czy dzisiejsze głosowanie w ogóle było ważne, podnoszona jest między innymi kwestia tego, że urządzenia do głosowania umożliwiały oddanie głosu, chociaż nie znajdowały się w nich karty poselskie. Sprawa będzie rozwojowa, w najbliższych dniach dowiemy się więcej. Być może legalność głosowania będzie musiał rozważyć Sąd Konstytucyjny.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/gospodarka/finanse-publiczne/artykuly/1384915,ilu-cudzoziemcow-placi-w-polsce-skladki-zus.html">Ilu cudzoziemców płaci w Polsce składki ZUS?</a></p>