© 2019 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: makroekonomia 2019-01-19T23:53:14+01:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/makroekonomia Inflacja w Polsce spowolniła. Eurostat podał dane za grudzień https://forsal.pl/artykuly/1392793,inflacja-w-polsce-spowolnila-eurostat-podal-dane-za-grudzien.html 2019-01-17T10:12:35Z Inflacja HICP w Polsce wyniosła 0,9 proc. r/r w grudniu 2018 r. wobec 1,1 proc.r/r inflacji miesiąc wcześniej, podał unijny urząd statystyczny Eurostat. W ujęciu miesięcznym wskaźnik wzrósł o 0,0 proc. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W całej UE inflacja HICP wyniosła w grudniu 1,7% r/r. <br /> </p><p>Inflacja konsumencka (CPI) wyniosła 1,1% w ujęciu rocznym w grudniu&#160;2018 r., podał wcześniej Główny Urząd Statystyczny (GUS).&nbsp; </p><h2><b>Strefa euro</b></h2><p>Inflacja HICP w strefie euro wyniosła 1,6% r/r w grudniu 2018 r. wobec 1,9% r/r miesiąc wcześniej, podał unijny urząd statystyczny Eurostat wg finalnych danych.</p><p>Konsensus rynkowy wynosił 1,6% r/r. </p><p>W całej UE inflacja wyniosła w grudniu 1,7% r/r wobec 2% r/r w poprzednim miesiącu. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1392694,gospodarczy-optymizm-ma-sie-ku-koncowi-czy-gorsze-nastroje-przeloza-sie-na-konsumpcje.html">Gospodarczy optymizm ma się ku końcowi. Czy gorsze nastroje przełożą się na konsumpcję?</a></p> Gospodarczy optymizm ma się ku końcowi. Czy gorsze nastroje przełożą się na konsumpcję? https://forsal.pl/artykuly/1392694,gospodarczy-optymizm-ma-sie-ku-koncowi-czy-gorsze-nastroje-przeloza-sie-na-konsumpcje.html 2019-01-17T17:46:56Z Przekonanie, że szczyt dobrej koniunktury już za nami , widać nie tylko w badaniach, ale też nastrojach. ]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Seria publikowanych w ostatnim czasie wskaźników gospodarczych nie napawa optymizmem. Podawany przez <b>Główny Urząd Statystyczny</b> indeks ufności konsumenckiej zaliczył pod koniec ub.r. tak duży spadek, że zwrócił na siebie uwagę ekspertów, którzy zaczęli zestawiać go z inną informacją pokazującą postrzeganie koniunktury: indeksem PMI. Wskaźnik obrazujący, co o kondycji przemysłu myślą jego menedżerowie, znalazł się na poziomie najniższym od kwietnia. Wśród gospodarstw domowych aż takiego załamania nie było, ale ich nastroje okazały się najgorsze od kwietnia 2017 r. Słabo wypadł wskaźnik wyprzedzający, pokazujący, jak konsumenci przewidują kształtowanie się konsumpcji w ciągu kolejnego roku. W grudniu był on ujemny, co oznacza, że grupa pesymistów spodziewających się pogorszenia swojej sytuacji była większa od grupy optymistów. To też pierwszy taki przypadek od wiosny 2017 r.</span></p><p class="tresc"><span>Nie tylko badania GUS wskazują, że nastroje w polskich domach są nieco gorsze. Inne źródło to badania OECD i wyliczany na ich podstawie Consumer Confidence Index. CCI dla Polski w grudniu 2018 r spadł do 101,47 pkt i był najniższy od ponad roku. Na pogorszenie nastrojów wskazuje też raport o kondycji gospodarstw domowych, który co kwartał publikuje Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH. W jego najnowszej edycji za IV kw. 2018 r. podano, że indeks kondycji gospodarstw domowych zaliczył spadek o </span><span>1,3 pkt i, wynosząc -9,6 pkt, był mniejszy o 7,2 pkt niż rok wcześniej. Z kolei grudniowe wyniki swoich badań nastrojów analitycy CBOS określili jako „załamanie obserwowanego w ostatnich miesiącach trendu wzrostowego”. Odsetek osób uważających, że sytuacja w kraju zmierza w dobrym kierunku, zmalał o 6 pkt proc., do 47 proc., zaś o 7 pkt proc. – do 36 proc. – zwiększył się udział złych ocen. </span></p><p class="tresc"><span>Co to oznacza? Według ekspertów IRG SGH to odprysk tego, co się dzieje na świecie. „Biorąc pod uwagę spodziewane w całej gospodarce światowej spowolnienie wzrostu, w </span><span>tym w Polsce, bardzo prawdopodobne jest, że szczyt optymizmu konsumentów, w trwającej od początku 2013 r. fazie wzrostowej mamy już za sobą. Konsumenci oczekują więc spowolnienia i swoje decyzje ekonomiczne będą podejmowali z uwzględnieniem tej zmienionej sytuacji” – napisali w komentarzu do swojego raportu. </span></p><p class="tresc"><span>Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao, zwraca uwagę, że w zasadzie w polskiej gospodarce nie wydarzyło się jeszcze nic, czym można by tłumaczyć ten słabnący optymizm. Jego zdaniem powodem może być to, że rzeczywiście nastroje poprawiały się od bardzo długiego czasu, mniej więcej od 2013 r. A ludzie zdają sobie sprawę, że drzewa nie rosną do samego nieba. I skoro czas dobrej koniunktury trwał tak długo, to prędzej czy później się skończy. No i są jeszcze różne znaki zapytania, np. te dotyczące dalszego wzrostu płac. Według raportów NBP perspektywy dalszych podwyżek wynagrodzeń są niepewne. Co prawda pracownicy chcieliby zarabiać więcej, ale pracodawcy deklarują, że zbliżają się do kresu możliwości podnoszenia pensji. </span></p><p class="tresc"><span>– Popyt na pracę będzie nadal duży, co spowoduje presję na wzrost płac. Z </span><span>tym że więcej zapłacić będą w stanie duże firmy i to one w pierwszej kolejności przyciągną pracowników. Możliwości podwyżek w firmach średnich i małych są mniejsze – mówi ekonomista Pekao. </span></p><p class="tresc"><span>Marta Petka-Zagajewska z PKO BP zgadza się z teorią, że szczyt konsumenckiego optymizmu już za nami. Ale jej zdaniem ostatnie badania koniunktury nie pokazują nadciągającej katastrofy. – To raczej wyraz realizmu w ocenach, zwłaszcza w kontekście rynku pracy, gdzie sytuacja poprawiła się tak bardzo, że trudno oczekiwać, że będzie jeszcze lepiej. A wyniki badań przeprowadzonych pod koniec 2018 r. mogą być zaburzone obawami o </span><span>podwyżki cen prądu. Ten czynnik nie powinien odgrywać już większej roli w kolejnych miesiącach w świetle podjętych decyzji o rekompensatach – mówi ekonomistka.</span></p><p class="tresc"><span>Kluczowe pytanie, jakie zadają teraz eksperci, to czy słabsze nastroje będą przekładały się na siłę konsumpcji prywatnej. To ona była głównym silnikiem gospodarczego wzrostu w ostatnim czasie. Wszystko zależy od tego, w co uwierzą konsumenci. – Na razie nic nie wskazuje na to, by mieli przyjąć istotne pogorszenie swojej sytuacji. Rynek pracy zapewnia im poczucie bezpieczeństwa, nie ma obaw przed jakimiś masowymi zwolnieniami, a to jest kluczowe dla kształtowania się nastrojów i – w konsekwencji – decyzji o </span><span>wydatkach – kwituje Marta Petka-Zagajewska. </span></p><p class="tresc"><span>Marcin Mrowiec mówi z kolei o mechanizmie samospełniającej się przepowiedni: obawy przed pogorszeniem sytuacji w gospodarce mogą skłaniać bardziej do oszczędzania pieniędzy niż ich wydawania, co w efekcie ograniczyłoby konsumpcję i pogłębiło spowolnienie. Czy tak się stanie – tego nie wiemy. Z pewnością wzrost konsumpcji i tak nieco wyhamuje, bo zatrudnienie nie będzie rosło w takim tempie jak w 2018 r.</span><span> </span><span class="allCaps"></span></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/969917,chiny-zwiekszaja-swoje-wplywy-na-swiecie-ignoruja-wladze-stawiaja-na-rzady-regionalne.html">Chiny zwiększają swoje wpływy na świecie. Ignorują władze, stawiają na rządy regionalne</a></p><h2><b><span>Brexit i protesty na francuskich ulicach osłabiają chęć zakupów</span></b></h2><p class="ramka-txt"><span>Szczególnie mało optymistyczne są nastroje wśród Brytyjczyków. Grudniowe zaufanie konsumentów z Wysp było najniższe od pięciu lat. Nawet bożonarodzeniowy okres nie przyniósł obfitych żniw sprzedawcom. „Financial Times”, powołując się na analizę korporacji zajmującej się płatnościami Visa, podał wczoraj, że wydatki gospodarstw domowych znowu się skurczyły. Według danych za grudzień były one mniejsze o 1 proc. w ujęciu rocznym. W listopadzie spadek wynosił 0,7 proc., natomiast w październiku 0,2 proc. Visa pokazała również wyniki sprzedaży z podziałem na handel bezpośredni i online. Lepiej niż tradycyjne sklepy radzi sobie e-commerce. Może to być jednak pokłosie dużych zniżek oferowanych przez sklepy internetowe, którym dzięki temu udało się w ostatnich trzech miesiącach 2018 r. poprawić sprzedaż względem poprzedniego roku. </span></p> <p class="ramka-txt"><span>Niskie zainteresowanie zakupami pokazują badania nastrojów konsumenckich. Wskaźnik GfK używany przez Brukselę do oceny odczuć kupujących spadł w grudniu w </span><span>Wielkiej Brytanii do -14. To rekordowo niski poziom, mniejsze zainteresowanie zakupami konsumenci wykazywali ostatni raz w 2013 r. </span></p> <p class="ramka-txt"><span>Eksperci nie mają wątpliwości, że to efekt niepewności związanej z trwającymi przygotowaniami do wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Po poniedziałkowym głosowaniu, w którym parlamentarzyści odrzucili wynegocjowane przez premier Theresę May porozumienie z Brukselą, niepokój może tylko rosnąć. Chociaż do brexitu pozostało zaledwie dwa i pół miesiąca, wciąż nie wiadomo, na jakich warunkach Londyn rozwiedzie się ze Wspólnotą. Brytyjski biznes najbardziej obawia się scenariusza, zgodnie z którym nie będzie żadnej umowy. Dlatego prognozy na kolejne miesiące również nie są optymistyczne. W lutym indeks zaufania konsumentów według prognoz GfK może spaść do -20.</span></p> <p class="ramka-txt"><span>Niewiele lepiej jest po drugiej stronie kanału La Manche. Z danych francuskiego urzędu statystycznego INSEE wynika, że nastroje konsumentów są gorsze, niż prognozowano. W </span><span>grudniu indeks zaufania kupujących wyniósł 87, w listopadzie 91. Teraz przewidywania na nowy rok są dużo ostrożniejsze. Nie ustają bowiem protesty „żółtych kamizelek” przeciwko rządom prezydenta Emmanuela Macrona, które w ostatni weekend znowu przybrały na sile.</span></p> <p class="ramka-txt"><span>Najbardziej stabilne są oczekiwania niemieckich konsumentów. Nastroje kupujących w grudniu nie zaskoczyły ‒ wskaźnik GfK wyniósł 10,4. Takie same są założenia na styczeń. W październiku i listopadzie wynosiły 10,6. Najlepszy był luty 2018 r. z wynikiem 11. Chociaż obok problemów na kontynencie Niemców niepokoi również sytuacja w światowym handlu i groźba barier celnych, to rosnące zatrudnienie i wzrost płac sprawiają, że początek nowego roku zapowiada się dość stabilnie, choć bez nadmiernego optymizmu.&#160;</span><span class="allCaps"></span></p> Cztery etapy chińskich reform https://forsal.pl/artykuly/1392359,cztery-etapy-chinskich-reform.html 2019-01-16T09:00:05Z Chiny przez cztery dekady dokonały niebywałego skoku cywilizacyjnego. Od kilku lat nie budują już swej potęgi po cichu, lecz rozpoczynają realizację coraz śmielszych programów rozwojowych, opartych na najnowszych technologiach. Czy staną się światowym hegemonem? Kiedy? ]]> <p>Pod koniec grudnia minionego roku minęło 40 lat od zainicjowania chińskiego programu reform. Po kilku tygodniach intensywnych narad, a potem czterodniowym posiedzeniu plenarnym Komitetu Centralnego KPCh, 29 grudnia 1978 r. opublikowano komunikat z plenum, który należy traktować jako kamień milowy i właściwy początek zmian, jakie dokonały się w Chinach w minionych czterech dekadach. W największym skrócie wyglądało to tak.</p><p>Obrady III plenum KC Komunistycznej Partii Chin (KPCh) trwały od 18 do 22 grudnia 1978 r. Zatwierdzono wówczas rządy Deng Xiaopinga, poprzednio ofiary „rewolucji kulturalnej” (1966-76), który na zsyłce na biednej wsi gruntownie przemyślał przyszłość kraju. Gdy w wieku 74 lat doszedł do niepodzielnej władzy miał wizję, co robić dalej.</p><p>Obrady plenum poprzedzały niemniej znaczące, wielotygodniowe narady polityczne, podczas których 13 grudnia 1978 r. Deng proroczo zaapelował do zebranych, by „wyzwalali umysły, poszukiwali prawdy w faktach i jednoczyli się w patrzeniu w przyszłość”.</p><h2><b>Pierwszy etap: ostrożność ptaka w klatce</b></h2><p>Deng Xiaoping chciał „demokracji ekonomicznej”, a nie politycznej. Gdy w tym czasie niejaki Wei Jingsheng domagał się prawdziwej demokratyzacji, z woli Denga został już w marcu 1979 r. uwięziony i tym samym zamieniony w pierwszego dysydenta.</p><p>Na pełną swobodę nie pozwolono, ale i tak tamte obrady z grudnia 1978 r. przyniosły Chinom kolejną rewolucję: modernizacyjną, która okazała się być jeszcze bardziej brzemienna w skutkach niż poprzednia, kulturalna. Ta nowa całkowicie przeobraziła oblicze Chin i odbudowała ich dawny mocarstwowy status. Dzisiejsze Chiny bardziej przypominają bowiem te cesarskie, niż poprzednie, maoistowskie. Są silne, ambitne, mówią o kolejnym swoim renesansie i innowacyjności. Jak do tego doszło?</p><p>Początkowo, pozornie, nie zmieniono dużo. Na wspomnianym plenum dokonano w istocie tylko jednego przewrotu: dotychczasową walkę polityczną zastąpiono inną walką – o wzrost gospodarczy. A ponieważ szuflady były puste, bo poprzednio inteligencję tępiono, Zachód od Chin był straszliwie daleko, a ZSRR i blok wschodni traktowano jako „socjalimperialistów” i największych wrogów, nie pozostało nic innego, jak twardo i rozsądnie stąpać po ziemi.</p><p>Zamiast wielkich teorii, których brakowało, włączono proste mechanizmy, oparte na trzeźwych zasadach Denga: „nieważne, czy kot jest czarny, czy biały, ważne, żeby łowił myszy”. Jak je łowi, to dobry kot. Ponadto należy poszukiwać prawdy w faktach, „iść przez rzekę, czując kamienie pod stopami”, jak podpowiedział Dengowi jego ówczesny główny doradca ekonomiczny, również sędziwy i przykro doświadczony poprzednią rewolucją Chen Yun.</p><p>Tak narodził się kurs ostrożności, gradualizmu i trzeźwego realizmu, do którego po pewnym czasie Chen Yun dodał jeszcze jedną formułę, porównując chińską gospodarkę do ptaka w klatce, tzn. łącząc rynek (latającego ptaka) z planowaniem (czyli „klatką”). Nadal była to więc gospodarka planowa, z rynkowymi eksperymentami.</p><p class="wazne"> "Ustrój panujący w Chinach to „socjalizm o chińskiej specyfice”, zapisano to nawet w Konstytucji" </p><p>Na tej samej formule, swoistego dualizmu, we wrześniu 1987 r. na XIII zjeździe KPCh, proklamowano wreszcie, jaki ustrój panuje w reformującym się państwie. Zrobiono to iście po chińsku, ogłaszając, że jest to „socjalizm o chińskiej specyfice”. Dziś ta formuła jest nawet zapisana w Konstytucji, a zarazem wzbudza kontrowersje. No bo przecież jedna z najlepszych prac nt. tych zmian, Yasheng Huanga z Massachusetts Institute of Technology nosi tytuł: „Kapitalizm o chińskiej specyfice”. I bądź tu mądry, wyliczając ile socjalizmu, a ile kapitalizmu jest w chińskim hybrydowym systemie…</p><h2><b>Etap drugi: budowa potęgi po cichu</b></h2><p>Sytuacja powtórzyła się po rozpadzie ZSRR w grudniu 1991 roku. Do końca trzeźwy i rozsądny Deng Xiaoping, wówczas już 88-letni, wyciągnął właściwe wnioski z promowanego kiedyś przez niego samego w połowie XX stulecia hasła: „Związek Radziecki dziś, to nasze jutro”.</p><p>Przerażony takim „jutrem”, Deng postanowił – niczym dawni cesarze – udać się, już w styczniu następnego roku, z pielgrzymką na południe kraju, do utworzonych przez siebie na początku reform specjalnych stref gospodarczych, począwszy od Shenzhen na pograniczu z Hongkongiem. Tam ogłosił polityczny testament.</p><p>Już wcześniej, po traumie placu Tianamen z wiosny 1989 r., zaordynował członkom KPCh strategię 28 chińskich znaków, gdzie w zawoalowanej formie zwięzłych sentencji i przysłów, podyktował swoim następcom zasady, by nie wysuwali się do pierwszych rzędów, nie pchali na piedestał, nie udawali liderów, lecz odbudowali potęgę Chin po chichu i bez rozgłosu. Natomiast w Shenzhen podyktował im, by nie szli na pasku Waszyngtonu i dyktowanego wówczas przezeń neoliberalnego i prorynkowego konsensusu, lecz zamiast tego powielali doświadczenia „czterech małych smoków”, jak je nazwał, począwszy od małego Singapuru – bo nowoczesny, sprawny, a nie do końca demokratyczny.</p><p>Raz jeszcze, ale na nieporównanie większą skalę niż poprzednio, zastosowano zasadę „rynek – tak, ale tam, gdzie są nadrzędne interesy państwa, tam trzyma go jak najbardziej widzialna ręka władzy”. Na wzór tamtejszych gospodarczych tygrysów, czy smoków, połączono więc mechanizmy rynkowe z państwowym interwencjonizmem.</p><p>Z tym że teraz, na mocy kolejnej wizji Denga, niezwykle sprawny, dynamiczny i technokratyczny do szpiku kości „car chińskiej gospodarki”, jak go słusznie nazywano, Zhu Rongji (kontrolował tę gospodarkę w okresie 1991-2003) dosłownie wywrócił chińską rzeczywistość do góry nogami. A to, czego wówczas dokonał, jest dzisiaj uczone w ChRL na specjalnych katedrach i kursach.</p><p>Zhu Rongji, pod koniec kariery premier, nie reformował już, jak jego poprzednicy, realnego socjalizmu, lecz włączał gdzie tylko się da mechanizmy rynkowe: tworzył nowe firmy, zamykał nierentowne zakłady, zdławił inflację, wprowadził nowoczesny system podatkowy, gdyż sam na początku kariery definiował chińską gospodarkę jako „stalinowską”. A przy tym szeroko korzystał z nowych możliwości, bowiem Chiny na wielką skalę otworzyły się na duży kapitał i globalizację dopiero po „pielgrzymce” Denga na południe. Szermowały przy tym głośnym hasłem „miliarda konsumentów”, co działało. Obcy kapitał do Chin dotarł, na masową skalę</p><h2><b>Trzeci etap: globalizacja</b></h2><p>Energiczny, wszędobylski i wszechmocny (w gospodarce) Zhu Rongji był też głównym chińskim negocjatorem przed przystąpieniem Chin do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Udało się, w grudniu 2001 roku. Dziś chińscy i zachodni obserwatorzy i analitycy, co rzadkie, są zgodni co do tego, że to właśnie wtedy Chiny otrzymały nowy potężny impuls modernizacyjny, z którego pełną garścią czerpały – i gwałtownie ruszyły do przodu, zmieniając status państwa rozwijającego się w odradzającą się potęgę.</p><p>Pod koniec pierwszej dekady XXI stulecia, akurat wtedy, gdy dominujący na światowej scenie Zachód (czytaj: głównie USA) znalazł się w ekonomicznych tarapatach, Chiny notowały kolejne sukcesy i czerpały niczym z rogu obfitości. Gdy Zhu dochodził do władzy, ponad miliardowy kolos miał zaledwie … 18 mld dolarów rezerw walutowych, a sąsiedni, maleńki Tajwan (23 mln ludności) miał ich – stukrotnie więcej, co ambitnego i rzutkiego Zhu wyjątkowo bolało. Zastosowane przez niego metody sprawiły, że po pierwszy bilion dolarów rezerw walutowych Chiny sięgnęły w październiku 2014 r., a potem, pod koniec 2014 r. doszły nawet do granicy 4 bilionów.</p><p>W roku 2009 Chiny stały się największym eksporterem na globie, a w roku 2014 największym państwem handlującym. W roku 2010 nastąpiła zmiana kluczowa dla chińskiego psyche – wyprzedzono Japonię, stając się drugą gospodarką świata. A jeszcze na początku wieku Państwo Środka było na miejscu szóstym…</p><p>Wreszcie, na przełomie lat 2014/15 dokonał się tam wręcz podwójny przewrót kopernikański: nawet MFW przyznał, że Chiny są już największą gospodarką świata, licząc po kursie siły nabywczej, a zarazem kapitały do Chin przychodzące, zawsze duże, okazały się mniejsze od kapitałów z Chin wychodzących. Tak oto po trzech dekadach reform kraj, który ruszał do nich jako zapyziały, biedny i agrarny, natknął się na zupełnie nowy problem: nadwyżki produkcyjnej i kapitałowej.</p><p>A zarazem szybko zmieniał swoje oblicze. Po kryzysie na światowych (czytaj: zachodnich) rynkach z 2008 r. wpompował w gospodarkę blisko 600 dodatkowych mld dolarów, głównie w inwestycje infrastrukturalne. W efekcie, uruchomiony w 2007 r. program budowy szybkich kolei ma już dzisiaj ponad 80 proc. udziału na globie, chińskie autostrady są dłuższe niż te w USA, tamtejsze mosty najnowocześniejsze i też najdłuższe na świecie, a – jak się szacuje – w okresie 2010-15 Chiny zużyły więcej cementu niż USA w całym XX stuleciu…</p><h2><b>Etap czwarty: renesans na horyzoncie</b></h2><p>Nic dziwnego, że „piąta generacja przywódców” (to też pomysł Denga, by rządzili coraz młodsi, lepiej wykształceni), który przyszła do władzy pod koniec 2012 r., z Xi Jinpingiem na czele, nie tylko postanowiła odrzucić poprzednią strategię budowania potęgi po cichu, ale wprost przeciwnie, zaordynowała Chinom i światu nowe, wielce ambitne programy.</p><p class="wazne"> "Chiny mają zmienić model gospodarczy: z opartego na ekspansji i eksporcie, na definiowany przez zrównoważony rozwój, silny rynek wewnętrzny i „społeczeństwo umiarkowanego dobrobytu”."</p><p>Na scenie wewnętrznej Xi Jinping najpierw powołał się na nośne hasło „chińskiego marzenia” (Chinese Dream), które po dwóch latach rządów zamienił w program „dwóch celów na stulecie”. Na stulecie KPCh, do połowy 2021 r. Chiny mają zmienić dotychczasowy model gospodarczy, z opartego na ekspansji i eksporcie, na definiowany przez zrównoważony rozwój oraz silny rynek wewnętrzny i „społeczeństwo umiarkowanego dobrobytu”, czyli klasę średnią. Natomiast do końca 2049 r., na stulecie ChRL, ma dojść do „wielkiego renesansu chińskiej nacji”, czyli pokojowego zjednoczenia z Tajwanem, no i tym samym wyjścia na pozycje czołowej cywilizacji (nie państwa!) na globie.</p><p>Do tego jeszcze na ostatnim, XIX zjeździe KPCh w październiku 2017 r. dodano trzecią datę: 2035. Do tej pory Chiny mają być społeczeństwem innowacyjnym, w dużej mierze opartym na zielonej gospodarce (w poprzednich trzech dekadach środowisko naturalne zostało bezprzykładnie zniszczone).</p><p>Jakby tego wszystkiego było mało, w 2013 r. Xi Jinping wyszedł też z projektami budowy dwóch Jedwabnych Szlaków (Belt and Road Initative – BRI). Początkowo nie do końca wiedziano, o co mu chodzi, nawet w Chinach. Po pierwszym szczycie BRI w Pekinie w maju 2017 r. już wiemy – chcą przeznaczyć na ten cel 1,4 bln dolarów, kilkanaście razy więcej niż Amerykanie na słynny Plan Marshalla po II wojnie światowej.</p><h2><b>Przyszłość: bój tytanów?</b></h2><p>Nic dziwnego, że dotychczasowy hegemon – Amerykanie się obudzili, a eksperci Harvarda wyszli z koncepcją „pułapki Tukidydesa”, tzn. zanalizowali w długim okresie, począwszy od roku 1500 do 2015 sytuację, gdy mamy hegemona i szybko rosnącego pretendenta. Zdefiniowano w tym okresie 16 takich przypadków. W 12 z nich doszło, niestety, do wojny…</p><p>Na razie, jak widzimy, mamy wojnę handlową i celną, a 90-dniowy „rozejm” na ostatnim szczycie w Buenos Aires trudno uznać za coś innego, niż właśnie krótką przerwę w tych zmaganiach gigantów. Bo przecież nie o handel i cła tu tylko chodzi, lecz o dominację, prestiż, hegemonię, a także prymat w wysokich technologiach, czego dowodem niedawne, głośne wystąpienie wiceprezydenta Mike Pence’a oraz perturbacje wobec chińskiego giganta Huawei.</p><p>Chiny ambitnie planują. Ale czy inni, począwszy od USA, pozwolą im te nader ambitne plany wprowadzić w życie? Nie wiemy. Wiemy natomiast z całą pewnością, że kraj dziwny i rewolucyjny, który przed 40 laty interesował nas co najwyżej jako oryginał czy dewiant, dziś musi być uważnie śledzony, bo stał się ważny – czy nam się to podoba, czy nie. </p><p>Autor:<b> Bogdan Góralczyk</b>, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog, dyplomata, znawca Azji.</p><p><a href="https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/cztery-etapy-chinskich-reform/"><img src="https://g9.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/1979000/1979881-obserwator-finansowy-otwarta.png" /></a></p> Resort przedsiębiorczości i technologii: W IV kw. 2018 r. wzrost PKB powinien utrzymać się powyżej 5 proc. https://forsal.pl/artykuly/1392331,resort-przedsiebiorczosci-i-technologii-w-iv-kw-2018-r-wzrost-pkb-powinien-utrzymac-sie-powyzej-5-proc.html 2019-01-15T10:13:13Z Wzrost gospodarczy powinien utrzymać się na poziomie powyżej 5% r/r w IV kw. 2018 r. wobec po 5,1% r/r wzrostu w poprzednich dwóch kwartałach), szacują eksperci Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT). ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Niska inflacja to dobra wiadomość dla konsumentów.<b> Grudzień </b>był miesiącem o najniższym tempie wzrostu cen w ujęciu rocznym, co z pewnością sprzyjało również wydatkom zarówno gospodarstw domowych jak i przedsiębiorstw. W związku z tym oczekujemy również wysokiego tempa wzrostu konsumpcji w IV kwartale 2018 r. Jednak na oficjalne dane musimy jeszcze poczekać (14 lutego)" - - czytamy w komentarzu resortu do danych <b>GUS. </b><br /> </p><p><b>Główny Urząd Statystyczny (GUS)</b> podał dziś, że <b>inflacja konsumencka</b> wyniosła 1,1% w ujęciu rocznym w grudniu 2018 r. (wobec 1,3% r/r w listopadzie). W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług konsumpcyjnych nie zmieniły się w grudniu. <br /> </p><p>"Oczekujemy utrzymania tempa wzrostu PKB również w IV kwartale na poziomie powyżej 5%. Będzie to w dużej mierze efekt realizacji projektów inwestycyjnych zamykanych z końcem roku. Konsumpcja powinna utrzymać tempo ok. 4%, przy czym silny wzrost dochodów do dyspozycji będzie dodatkowo wspierać poziom realizowanej konsumpcji, podobnie wysokie tempo wzrostu sprzedaży detalicznej w IV kw. (ok. 7% rok do roku)" - czytamy dalej w komentarzu. <br /> </p><p>GUS przedstawi szybki szacunek produktu krajowego brutto za IV kwartał 2018 roku w czwartek, 14 lutego br. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1392296,inflacja-spowolnila-gus-podal-dane-za-grudzien.html">Inflacja spowolniła. GUS podał dane za grudzień</a></p> Niemiecka gospodarka w 2018 r. urosła o 1,5 proc. To najmniej od 5 lat https://forsal.pl/artykuly/1392309,niemiecka-gospodarka-w-2018-r-urosla-o-1-5-proc-to-najmniej-od-5-lat.html 2019-01-15T09:45:55Z Produkt Krajowy Brutto Niemiec w 2018 r. wzrósł o 1,5 proc. rdr, bez uwzględnienia czynników sezonowych (nsa) - poinformował w komunikacie Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>To najsłabszy wynik od 2013 r., gdy PKB wzrósł o 0,5 proc.</p> <p>Analitycy spodziewali się wzrostu PKB w 2018 o 1,5 proc. nsa. </p> <p>W 2017 r. PKB Niemiec wzrósł o 2,2 proc. nsa.</p> <p>Po uwzględnieniu dni roboczych PKB Niemiec wzrósł w 2018 r. o 1,5 proc. - najsłabiej od 2015 r., po wzroście w 2017 r. o 2,5 proc.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też:<a href="https://forsal.pl/artykuly/1392149,konserwatywne-niemcy-poluzuja-fiskalny-gorset-bloomberg-berlin-musi-sie-przygotowac-na-pogorszenie-sytuacji-opinia.html"> Konserwatywne Niemcy poluzują fiskalny gorset? Bloomberg: Berlin musi się przygotować na pogorszenie sytuacji [OPINIA]</a></p> Inflacja spowolniła. GUS podał dane za grudzień https://forsal.pl/artykuly/1392296,inflacja-spowolnila-gus-podal-dane-za-grudzien.html 2019-01-15T09:05:17Z Inflacja konsumencka wyniosła 1,1 proc. w ujęciu rocznym w grudniu 2018 r. (wobec 1,3 proc. r/r w listopadzie), podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług konsumpcyjnych nie zmieniły się w grudniu, podał też GUS.  ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"W grudniu ub.r. w porównaniu z poprzednim miesiącem największy wpływ na wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem miały wyższe ceny żywności (o 0,8%) oraz rekreacji i kultury (o 0,5%), które podwyższyły ten wskaźnik o 0,18 pkt&#160;proc. i 0,04 pkt proc. Niższe ceny w zakresie transportu oraz odzieży i obuwia (po 1,4%) obniżyły ten wskaźnik o odpowiednio o 0,13 pkt proc. oraz 0,07 pkt proc." - czytamy w komunikacie.&nbsp; <br /> </p><p>W porównaniu z analogicznym miesiącem poprzedniego roku wyższe ceny w zakresie mieszkania (o 1,7%), transportu (o 4%), żywności (o 0,8%) podwyższyły wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych odpowiednio o: 0,44 pkt proc., 0,35&nbsp;pkt proc. i 0,19 pkt proc. Niższe ceny w zakresie łączności (o 6,1%) oraz odzieży i obuwia (o 2,7%) obniżyły ten wskaźnik odpowiednio o: 0,29 pkt proc. i 0,14 pkt proc., podano także.&nbsp; <br /> </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1392235,podwyzszenie-kwoty-wolnej-zobacz-jakie-podatkowe-manewry-ma-pis.html">Podwyższenie kwoty wolnej? Zobacz, jakie podatkowe manewry ma PiS</a></p> Kreatywność pojawia się wśród równych i wolnych. Dlatego tylko część krajów osiągnęła dobrobyt [WYWIAD] https://forsal.pl/artykuly/1391708,prof-mccloskey-kreatywnosc-pojawia-sie-wsrod-rownych-i-wolnych-dlatego-tylko-czesc-krajow-osiagnela-dobrobyt-wywiad.html 2019-01-14T07:40:29Z Ekonomiści różnie tłumaczyli świat i powód, dla którego w ciągu ostatnich dwóch wieków zaznał wzrostu gospodarczego na poziomie 3 tys. proc., ale mylili się, albo ich wytłumaczenia były niewystarczające – przekonuje prof. Deirdre McCloskey z University Illinois w Chicago. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>ObserwatorFinansowy.pl: <b>Niezwykły wzrost gospodarczego dobrobytu w ciągu ostatnich dwóch wieków tłumaczy pani zmianą w sferze idei. Przez tysiąclecia poprzedzające XVIII wiek ludzie byli nieprzychylni wobec handlu i innowacji, by potem nagle stać się im przyjaźni. Burżuazja zyskała wolność i godność, która pozwoliła jej produktywnie działać. Dobrze rekonstruuję tę koncepcję?</b></p><p><b>Prof. Deirdre McCloskey: </b>Wzorowo. Aż do XVIII w. dominowała podejrzliwość wobec handlarzy, pośredników, rzemieślników. Wszędzie bez wyjątku. I ta podejrzliwość jest w pewnym sensie zrozumiała. Wchodząc w transakcję jako klienci otrzymujemy tzw. nadwyżkę konsumencką, co oznacza, że nasza satysfakcja z danego produktu jest wyższa niż jego cena. Gdyby okazała się niższa, po prostu drugi raz tego produktu już nie kupimy. Wiemy jednak, że producent także zarabia na tej samej transakcji i to budzi nasz opór – mógłby przecież obniżyć cenę i potraktować nas bardziej życzliwie, może nawet oddać swój produkt po kosztach, prawda? Nie robi tego, więc jest zły i chciwy. I dziś przemawia przez nas taka postawa, ale mamy szczęście, że już nie dominuje.</p><p><b>Szczęście?</b></p><p>Wiem, że to nie brzmi satysfakcjonująco, ale według mnie wyjaśnieniem tej nagłej zmiany narracji na temat handlu i burżuazji jest splot korzystnych wydarzeń. Każde z nich miało swoje przyczyny, ale to, że zaszły jednocześnie i stworzyły pewną masę krytyczną, konieczną do zmiany społecznej mentalności, to już przypadek. Mam na myśli przede wszystkim wynalezienie prasy drukarskiej, reformację Lutra, która oddziałała z wielką siłą w Anglii i Szkocji, wojny domowe w Anglii w końcówce XVII w., które doprowadziły do wzrostu znaczenia parlamentaryzmu, wojną trzydziestoletnią, rewolucję francuską i kilka innych zdarzeń, których przesłaniem dla zwykłego człowieka było: „nie masz już panów, sam jesteś swoim panem, wszyscy jesteśmy równi”. Elity próbowały zatrzymać rozprzestrzenianie się tych idei, ale to im się nie udało.</p><p><b>Dlaczego tego szczęścia zabrakło pod innymi szerokościami geograficznymi, w Chinach albo w krajach arabskich?</b></p><p>Historia jest nieprzewidywalna i kapryśna, to po pierwsze. Po drugie, elity bywały tam silniejsze i bardziej bezwzględne w podporządkowywaniu sobie ludzi. Weźmy Japonię, która od XVII do XIX w. była handlowym krajem, ale pod bezwzględnymi rządami szogunów nic ponad handel nie mogło się tam rozwinąć, żadna kreatywność konieczna dla innowacji. Kreatywność pojawia się w środowisku ludzi równych i wolnych. Japońscy samuraje, odpowiednik szlachty polskiej, mogli tymczasem zgładzić kogoś na miejscu, jeśli tylko ich obraził. To było społeczeństwo ściśle hierarchiczne, a społeczeństwo innowacyjne musi być egalitarne.</p><p><b>Wolnorynkowa egalitarystka – to brzmi niemal jak oksymoron!</b></p><p>A dlaczego? Równość to zasadnicza idea wokół której zbudowany jest liberalizm.</p><p><b>Nie wolność?</b></p><p>Wolność też, ale równo dla wszystkich. Przez XVIII w. idee równościowe nie były, delikatnie mówiąc, mile widziane. Społeczeństwo agrarne, jakie wówczas dominowało w Europie, było hierarchiczne i nie traktowało kobiet i mężczyzn, czarnych i białych i innych jako sobie równych. Ale zobaczmy, co się dzieje, gdy pojawia się Marcin Luter i zaczyna głosić ideę powszechnego kapłaństwa i w 1517 r. ogłasza swoje słynne 95 tez. Niemieccy chłopi szybko podchwytują jego nauczanie i buntują się przeciw swoim panom, wywołując w 1524 r. tzw. wojnę chłopską. Luter, co ciekawe, przestraszył się własnych idei i jego wersja protestantyzmu zachowała hierarchiczność, w przeciwieństwie do takich wspólnot, jak anabaptyści, czy kwakrowie, gdzie nie było księży i panowała pełna równość wobec Boga. Idee wolności i równości religijnej promieniowały na cały ustrój społeczny i oddziałały na intelektualistów takich, jak Wolter, Adam Smith, Thomas Paine, którzy promowali je w sferze polityki i gospodarki, osiągając wielki sukces. Niestety, liberalizm osłabł pod koniec XIX w., gdy nagle uznano, że rządy są potrzebne. Tym razem ze względu na swoje kompetencje, a przecież, historycznie rzecz biorąc, jedyną kompetencją rządów były wojny i pobieranie podatków, a nie umożliwianie bogacenia się obywatelom! Rządy były postrzegane od zawsze jako – jak to ujmuje jeden z moich przyjaciół – „osiedli bandyci”. Zwykli ludzie nie uważali króla Anglii za dobroczyńcę, a za złodzieja w koronie.</p><p><b>Dzisiaj jednak rządy nie tylko zabierają, ale i dają: drogi, opiekę zdrowotną, edukację…</b></p><p>Raczej zaczynają się zajmować tym, co często sam z siebie wcześniej robił rynek. Mówi pan o drogach… Przecież pierwsze porządne drogi budowali prywaciarze w XVIII w. w Anglii, Szwecji, w Ameryce Północnej. Na takiej drodze był szlaban, wnosiło się opłatę i jechało się dalej. Dzisiaj w dobie nowych technologii pobieranie opłat za drogi może być automatyczne, nie potrzeba szlabanów. Dlaczego ponownie nie sprywatyzować dróg, sprzedając je różnym firmom? Taką logikę można zastosować do wielu usług publicznych, może poza kwestią obrony, ale za to z edukacją i służbą zdrowia włącznie. Raduje mnie, że ja i pan możemy być opodatkowani, by finansować edukację od przedszkola po, być może, nawet szkołę średnią, ale niekoniecznie już cieszy, że te instytucje są państwowe. Są przez to gorsze. To bardzo źle, że po tej liberalnej rewolucji w XIX w. znów wróciliśmy do budowania hierarchii, tym razem w formule hierarchicznych relacji obywatel – państwo. I jest podobnie, jak w relacji chłopa z feudałem, nie można się uwolnić. Każdy rozwinięty, czy rozwijający się kraj na świecie jest dzisiaj pod tym względem mniej więcej taki sam.</p><p><b>A Chiny? Czy to, że kraj, który zachowuje autorytarny charakter tak szybko się rozwija, nie jest dowodem, że hierarchia nie zawsze jest wrogiem wzrostu PKB?</b></p><p>Nie sądzę, że na dłuższą metę taki ustrój może działać. Chiny uwolniły tę część gospodarki, która buduje hotele i komputery, ale resztę zachowały. Gospodarka jest dla tamtejszej władzy wyłącznie zasobem do wykorzystania, podobnie zresztą jak tworzący ją ludzie. Stąd ta potrzeba, by wszystkich kontrolować. Dawałam niedawno wykład na uniwersytecie w Chengdu. Pracownicy uczelni chwalili się, że zainstalowano w budynku „dla bezpieczeństwa” perfekcyjny system rozpoznawania twarzy. Przerażające! Xi Jinping chce takim systemem objąć wszystkich Chińczyków. Bogiem a prawdą jednak, i na Zachodzie są politycy traktujący prywatną gospodarkę jako dojną krowę. W USA niektórzy demokraci mówią wprost: dajmy sektorowi prywatnemu żyć, żeby i państwo dobrobytu mogło być z czegoś finansowane. Wracając do Azji, to tam większe nadzieje według mnie budzą Indie. Są może kastowe, biedniejsze, wciąż mają masę regulacji, ale są przynajmniej demokracją, można tam mówić o wolności i równości.</p><p><b>Przekona pani do swoich idei innych ekonomistów? Oni przecież – jak często pani powtarza – są zbytnio zapatrzeni w modele matematyczne, a wolność, równość, godność, idee moralne ogólnie trudno kwantyfikować…</b></p><p>Tradycyjne wyjaśniania wzrostu gospodarczego są niewystarczające, albo fałszywe. Powołują się na akumulację kapitału, handel, instytucje, wyzysk, itd. A idee, o których ja piszę na pewno łatwiej trafią do filozofów, socjologów niż do ekonomistów, ale i je można skwantyfikować, chociażby agregując dane z różnych badań opinii publicznej. Ponadto nie ma nic nienaukowego w traktowaniu lektury Szekspira, Jane Austen, czy Lwa Tołstoja jako źródeł wiedzy. Przecież ci popularni autorzy z jednej strony sami przekazywali w swojej twórczości opinie ogółu, z drugiej sami starali się je kreować i trafiali ze swoją myślą do ludzi. Niektórzy ekonomiści zachłystują się neurobiologią, badającą reakcje mózgu na różne bodźce, a jednocześnie odmawiają wartości poznawczej czytaniu Tołstoja. To absurd. Mózg to tylko organ, a nie umysł. A oni traktują neuro-nauki jako sposób poznania umysłu! A przecież poznanie umysłu – czyichś myśli – odbywa się inaczej: poprzez lekturę.</p><p><b>Ale nie odrzuca pani matematyki w ekonomii całkowicie?</b></p><p>Nie. Odrzucam arogancką postawę, sprowadzającą wszystko do maksymalizacji użyteczności i modeli ekonometrycznych. To jest nadużycie, zresztą o lewicowej proweniencji, a utrwalił je w ekonomii lewicujący Paul Samuelson. Gdy byłam studentką ekonomii na Harvardzie w latach 60, wierzyliśmy w siłę matematyki do tego stopnia, że uznaliśmy modele za skuteczne narzędzia sterowania gospodarką. Wierzyliśmy, że można sterować zachowaniami 250 mln Amerykanów! Co za durny pomysł, prawda? Tak nie było zawsze z ekonomistami. W XIX w. stali z boku, mówiąc: „Tak działa gospodarka”. Opisywali świat. Dzisiaj mówią: „Gospodarka nie działa doskonale, ma swoje wady, ale jestem tu po to, by je naprawić”. Naliczyłam 108 niedoskonałości, których ekonomiści doszukali się dotąd w działaniu rynku. 108! Coś tak niedoskonałego nie mogłoby działać, a działa i sprawiło, że w ciągu 200 lat PKB per capita Ameryki Północnej wzrosło nie o 200 proc. a o 3 tys. proc.</p><p><b>Tworząc po drodze olbrzymie nierówności społeczne, na co zwraca uwagę krytykowany przez panią Thomas Piketty…</b></p><p>On umie udowodnić jedynie, że nierówności wzrosły w USA, Anglii i Kanadzie.</p><p><b>Jedynie?</b></p><p>Tak, bo jego główna teza wymaga, by wzrastały wszędzie, gdzie funkcjonuje kapitalizm. Uważa on bowiem nierówności za immanentną cechę kapitalizmu, a nie za zwykłą niedoskonałość rynku. Skoro to cecha immanentna, to powinna charakteryzować ten ustrój w każdym kapitalistycznym kraju, a tak nie jest. W napisaniu książki „Kapitał w XXI w.” towarzyszyły Piketty’emu zapewne szlachetne zamiary, ale nie zmienia to faktu, że jest głupiutka, bazuje na błędnej teorii ekonomii, co udowadniam w swojej skrupulatnej recenzji. Polecam lekturę. Sława książki wzięła się stąd, że na lewicy bardzo potrzebowano teoretycznego usprawiedliwienia dla zawiści wobec ludzi bogatych.</p><p><b>Skoro nie kapitalizm, to co jest powodem nierówności majątkowych?</b></p><p>W głównej mierze polityka gospodarcza. Z jednej strony ogranicza się np. budownictwo różnymi przepisami, co podnosi czynsze, a więc wzbogaca bogatych właścicieli domów, a potem się opodatkowuje wszystkich, w tym biednych, żeby finansować budownictwo socjalne. Absurd. Wiele polityk uzasadnianych dobrem społecznym służy w istocie ludziom bogatym. Ci sami ludzie, którzy je wspierają, narzekają jednocześnie na nierówności i chcą, by państwo z nimi walczyło.</p><p><b>Stefan Kisielewski powtarzał, że „socjalizm to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju”.</b></p><p>I tak samo jest z lewicową polityką gospodarczą.</p><p><b>A jest jakiś poziom nierówności, który wymaga rządowej interwencji?</b></p><p>Irytują mnie takie pytania właśnie dlatego, że domagają się lekarstwa od truciciela. W USA idealnym przykładem jest system ochrony zdrowia, który w wyniku rządowych interwencji przejęły prywatne siły, tworząc monopole i ceny usług są dwa razy wyższe niż w innych krajach. To żaden kapitalizm. Mówi się, że rząd musi działać, bo ludzie cierpią niedostatek tu i teraz i nie można czekać aż rynek ten niedostatek uleczy, a zapomina się, że rząd także tworzy cierpienie i nędzę tu i teraz!</p><p><b>Zalicza się pani do grupy „libertarian o krwawiących sercach”, czym różnią się oni od tych tradycyjnych libertarian?</b></p><p>Poza uznaniem, że nie mamy prawa szkodzić innym, uznaję, że mamy obowiązek czynić innym tak, jakbyśmy chcieli, żeby nam czyniono.</p><p><b>Co to oznacza w praktyce? Poparcie dla hojnej polityki socjalnej?</b></p><p>Jestem za tym, żeby systemowo pomagać najbiedniejszym.</p><p><b>Jak?</b></p><p>Dając im po prostu pieniądze.</p><p><b>Zasiłki?</b></p><p>Tak. Bieda to z definicji brak pieniędzy, co dość jasno wskazuje, jak z nią walczyć – poprzez transfery pieniężne. Jestem np. zwolenniczką stałych transferów dla najbiedniejszych w formule dochodu gwarantowanego, ale pod jednym warunkiem: że inne świadczenia socjalne znikną, bo inaczej osiągniemy realny socjalizm i całe PKB pójdzie na politykę społeczną.</p><p><b>W Polsce mamy program 500+, o którym mówi się, że wyciągnął z biedy wiele rodzin. Słyszała pani o nim?</b></p><p>Tak. W Brazylii funkcjonuje podobne rozwiązanie. I takie rozwiązania mogą być efektywne.</p><p><b>Popiera pani zasiłki dla osób tracących pracę?</b></p><p>To inna kwestia. Co roku bezpowrotnie postęp gospodarczy likwiduje ok. 15 proc. wszystkich miejsc pracy. One nie wrócą. Powstają nowe, ale gdzie indziej. Gdybyśmy chcieli poważnie podejść do postulatu wspierania wszystkich odchodzących w zapomnienie branż gospodarki, od rolnictwa po dziennikarstwo, np. poprzez sztuczne utrzymywanie tych profesji dzięki subsydiom, zatrzymalibyśmy rozwój gospodarczy. Najlepszą polityką zwalczania bezrobocia jest likwidowanie barier na rynku pracy, by ktoś tracący pracę w jednym miejscu, szybko mógł znaleźć ją w innym. Jest tu wiele do zrobienia, bo właściwie każdy rząd w wyniku lobbingu grup zawodowych utrudnia dostęp do pracy nowicjuszom w wielu branżach.</p><p><b>Podkreśla pani, że zanim została libertarianką, często zmieniała pani poglądy ekonomiczne.</b></p><p>Tak, byłam socjalistką, ekonomistką głównego nurtu, „austriaczką”…</p><p><b>Co było głównym powodem zmiany poglądów: odkrycia teoretyczne, czy życiowe obserwacje i osobiste doświadczenia?</b></p><p>Książki. Moje intelektualne życie i poglądy ukształtowały przede wszystkim lektury.</p><p><b>To ciekawe, bo Karol Marks miał podobnie.</b></p><p>To prawda! On nigdy nie był w fabryce, mimo że jego przyjaciel Engels miał własną. Natomiast w moim przypadku jednak, jeśli idzie o poza-książkową obserwację świata rzeczywistego, dwie rzeczy wpłynęły na moje poglądy. Zaangażowanie USA w wojnę w Wietnamie, gdy okazało się, że państwu nawet wojna nie wychodzi, a przecież obronność to podstawowe zadanie rządu oraz upadek ZSRR, gdy wyszła na jaw skala bankructwa komunistów – cała ta bieda i katastrofa ekologiczna. Głównie jednak opieram swoje teorie na wiedzy książkowej i to faktycznie łączy mnie z Marksem. Jako studentka studiów doktoranckich, które odbywałam w Wielkiej Brytanii, przesiadywałam w bibliotece, w której pracował także on. Zawsze wybierałam miejsce, stolik i krzesło, na którym rzekomo siedział Marks.</p><p>Rozmawiał: <b>Sebastian Stodolak</b></p><p><em><b>Porf. Deirdre McCloskey </b>– ekonomistka, filolożka klasyczna i angielska, historyk, wykładowczyni Uniwersytetu Illinois w Chicago, autorka trylogii poświęconej burżuazji: „Cnoty burżuazji”, „Godność burżuazji” i „Równość burżuazji”, w Polsce gościła na zaproszenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego, publicznego think-tanku gospodarczego. Autor wywiadu dziękuje organizatorom za umożliwienie przeprowadzenia rozmowy. </em></p><p><a href="https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/przy-stoliku-karola-marksa/"><img src="https://g9.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/1979000/1979881-obserwator-finansowy-otwarta.png" /></a></p> Bank Światowy: Globalny wzrost PKB spowolni w 2019 r. do 2,9 proc. https://forsal.pl/artykuly/1391204,bank-swiatowy-globalny-wzrost-pkb-spowolni-w-2019-r-do-2-9-proc.html 2019-01-09T10:21:39Z Globalny wzrost gospodarczy spowolni do 2,9 proc. w 2019 z 3 proc. w 2018 r., prognozuje Bank Światowy. Oznacza to obniżenie prognoz w stosunku do oczekiwań z czerwca ub.r. o 0,1 pkt proc. w obu przypadkach. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>"Na początku 2018 r. globalna gospodarka rozwijała się na pełnych obrotach, ale w ciągu roku wytraciła tempo, zaś w nadchodzącym roku jej rozwój może być jeszcze bardziej zakłócany" - powiedziała główna ekonomistka Banku Kristalina Georgieva, cytowana w komunikacie. </p><p>Na rynkach wschodzących i rozwijających się pojawiają się przeszkody o charakterze gospodarczym i finansowym, podkreśliła. </p><p>Według Banku Światowego, wzrost PKB w USA wyniósł 2,2 proc. w 2018 r. i spowolni do 2 proc. w tym i 1,6 proc. w przyszłym roku, jak podano w raporcie "Global Economic Prospects". </p><p>W przypadku strefy euro wzrost prognozowany jest na poziomie 1,9 proc. w 2018 r., 1,6 proc. w 2019 r. i 1,5 proc. w 2020 r. </p><p>Oczekiwania wobec Chin wynoszą odpowiednio: 6,5 proc. wzrostu PKB w 2018 r. oraz po 6,2 proc. wzrostu w 2019 r. i 2020 r.</p> Bank Światowy podniósł prognozę wzrostu PKB Polski na 2019 r. https://forsal.pl/artykuly/1391194,bank-swiatowy-podniosl-prognoze-wzrostu-pkb-polski-na-2019-r.html 2019-01-09T09:35:41Z Wzrost gospodarczy Polski wyniesie w tym roku 4 proc. wobec szacowanych na 2018 r. 5 proc., prognozuje Bank Światowy. Oznacza to podwyższenie prognoz wobec oczekiwań z października ub.r. o 0,3 pkt proc. na 2018 r. i o 0,1 pkt na 2019 r. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Instytucja podała też, że prognozuje wzrost PKB Polski na poziomie 3,6 proc. w 2020 r. i 3,3 proc. w 2021 r. </p><p>"Wzrost w gospodarkach Europy Środkowej spowolnił w 2018 r. Słabnący eksport i braki na rynku pracy ograniczyły wzrost w Bułgarii, Chorwacji i Rumunii. Z kolei pomimo braków w zasobach kadrowych wzrost w Polsce nieco przyspieszył ze względu na silną konsumpcję i inwestycje" - czytamy w raporcie "Global Economic Prospects". </p><p>Według Banku Światowego, wzrost w Europie Środkowej wzrost PKB spowolnił w 2018 r. do 4,5% z 4,9% rok wcześniej, zaś w tym roku obniży się dalej - do 3,6 proc.</p> Katastrofalne dane z Niemiec. Co oznaczają dla Polski? https://forsal.pl/artykuly/1390996,katastrofalne-dane-z-niemiec-co-oznaczaja-dla-polski.html 2019-01-08T12:10:05Z Produkcja przemysłowa w Niemczech spadła w listopadzie najbardziej od dekady. Inne dane z niemieckiej gospodarki również pokazują znacznie spowolnienie koniunktury, a nawet możliwość zagrożenia recesją. Publikacje makroekonomiczne z Niemiec to fatalne informacje dla Polski – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl. ]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Już od dobrych kilku miesięcy niemiecka gospodarka wyraźnie niedomaga. W trzecim kwartale 2018 r. mieliśmy spadek PKB na poziomie 0,2 proc. k/k i słabiutki rozwój na poziomie 1,2 proc. r/r. Niemiecki bank centralny (Bundesbank) tłumaczył ten fakt głównie kwestiami regulacyjnymi w przemyśle motoryzacyjnym, co czasowo wstrzymywało produkcję w tym sektorze.</p><p>Niestety, wiele wskazuje na to, że problemy naszego zachodniego sąsiada nie są przejściowe i ograniczone tylko do nowych norm spalin. Mimo że niemiecka gospodarka jest jedną z najlepiej zarządzanych na świecie, kłopotów może być znacznie więcej, niż wcześniej sądzono.</p><h2><b>Załamanie produkcji. Najgorzej od wielkiej recesji</b></h2><p>Dramatem można określić dane o produkcji przemysłowej za listopad, które zostały opublikowane 8 stycznia. Spadła ona o 4,7 proc. r/r, czyli najbardziej od końca 2009 r. Czasami bywa, że tak silne, nagłe spadki są spowodowane czynnikami jednorazowymi, sezonowymi zaburzeniami (pogoda, liczba dni roboczych) czy wyraźnie ujemnym wkładem np. sektora energetycznego. Tym razem fatalnych danych nie da się jednak usprawiedliwić żadnymi nadzwyczajnymi wydarzeniami. Dlaczego?</p><p>Przede wszystkim negatywny trend jest widoczny już od dobrych kilku miesięcy. Jeszcze na przełomie lat 2017 i 2018 produkcja rosła w tempie ok. 6 proc. r/r. Jednak już od połowy ub.r. wahała się ona już blisko granicy 0. Teraz negatywny trend po prostu wyraźnie przyspieszył.</p><p>Nadchodzące problemy produkcji przemysłowej już od czerwca ub.r. sugerowały ujemne w relacji rok do roku zamówienia w przetwórstwie przemysłowym. Ich 5-miesięczna średnia r/r jest na poziomie minus 2,5 proc. po pięciu z rzędu ujemnych odczytach (w listopadzie było to minus 4,6 proc.).</p><p>Martwić może także fakt, że spowolnienie produkcji dotyczy wszystkich kluczowych komponentów. Ujemna dynamika dotyczyła zarówno sektora wydobywczego, budowlanego czy wytwarzania energii, jak i najważniejszego komponentu, czyli przetwórstwa przemysłowego (spadek o 4,8 proc. r/r). Również w podziale na dobra konsumpcyjne i inwestycyjne widać wyłącznie negatywne odczyty.</p><p>Słabość z drugiej połowy roku w niemieckim przemyśle potwierdza także fakt, że indeks produkcji (wyrównany sezonowo oraz o liczbę dni roboczych) jest obecnie na poziomie z początku 2017 r. Oznacza to, że półtora roku silnego wzrostu (początek 2017 – połowa 2018) zostało utracone zaledwie w 5 miesięcy (lipiec-listopad 2018).</p><h2><b>Prognozy Bundesbanku. Śmiech przez łzy</b></h2><p>Jamie Murray, szef europejskich ekonomistów Bloomberg Economics, w dzisiejszym komentarzu do danych z Niemiec sugerował, że spadek produkcji w przemysłowej w całym czwartym kwartale może spowodować obniżenie się PKB w ostatnim kwartale ub.r. na poziomie 0,3 proc. k/k. Oznaczałoby to, że niemiecka gospodarka zaliczyłaby techniczną recesję (dwa kwartały z rzędu spadku PKB).</p><p>Wydaje się jednak, że ta prognoza może być zbyt pesymistyczna, zwłaszcza że sprzedaż detaliczna w Niemczech jeszcze rośnie. Nie zmienia to jednak faktu, że rok 2018 (zwłaszcza jego druga połowa) był fatalny dla największej gospodarki strefy euro.</p><p>Porażką można nazwać także prognozy Budnesbanku z połowy grudnia ub.r. Już w czasie publikacji wydawały się one nierealne. Niemiecki bank centralny szacował trzy tygodnie temu wzrost na poziomie 1,5 proc. w 2018 r. Teraz nawet połowa tej wartości (0,7-0,8 proc.) będzie sukcesem, co oznacza, że zeszły rok był najgorszym dla Niemiec od kryzysu zadłużeniowego strefy euro. Wcześniej oczekiwano natomiast, że ubiegły rok może być jednym z najlepszych w minionej dekadzie (projekcje KE z zimy 2018 r. zakładały wzrost dla Niemiec na 2,3 proc. w ub.r.).</p><h2><b>Złe informacje dla Polski</b></h2><p>Pomijając kwestie związane z przemysłem motoryzacyjnym, dane z Niemiec pokazują również, że wojna handlowa na linii USA-Chiny negatywnie przekłada się na nastroje przedsiębiorstw i redukuje ich zapotrzebowanie na dobra inwestycyjne zarówno globalnie, jak i w Europie.</p><p>Źle na kondycję strefy euro wpływają także wydarzenia we Włoszech, gdzie wielomiesięczna batalia z Komisją Europejską i szkodliwe pomysły na walkę z 20-letnią stagnacją gospodarczą niszczą i tak już niedoskonałe narzędzia KE do egzekucji podstawowych zasad fiskalnych Wspólnoty. Negatywnie wpłynęły również protesty we Francji i nieodpowiednia reakcja władz w Paryżu. Na to nakłada się brexit, który zwiększa ryzyka nie tylko dla Wielkiej Brytanii, ale również dla Unii Europejskiej.</p><p>Wszystkie te informacje sugerują, że perspektywy dla polskiej gospodarki znacznie się pogarszają ze względu na jej powiązania z Niemcami i całą strefą euro. Jak bardzo? Trudno w tym momencie powiedzieć, gdyż dzięki wysokiej konsumpcji i inwestycjom współfinansowanym z unijnych środków podstawowe wskaźniki mogą być stosunkowo długo silne. Rośnie jednak ryzyko, że po świetnym 2018 r. koniunktura w obecnym roku, a zwłaszcza w jego drugiej połowie, będzie znacznie słabsza, niż pokazuje to większość prognoz.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1390534,demograficzna-zapasc-w-japonii-to-najwiekszy-kryzys-od-czasu-ii-wojny-swiatowej.html">Demograficzna zapaść w Japonii. To największy kryzys od czasu II wojny światowej</a></p>