© 2019 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl: opinia 2019-01-19T23:53:04+01:00 INFOR BIZNES Sp. z o. o. http://forsal.pl/atom/tagi/opinia Słowik: Legislacja na rympał. Polityczne paliwo reprywatyzacji się wypaliło [OPINIA] https://forsal.pl/artykuly/1393058,slowik-opinia-o-aferze-reprywatyzacyjnej-i-janie-spiewaku.html 2019-01-19T19:31:11Z Nie bronię Jana Śpiewaka w tym konkretnym postępowaniu sądowym, w którym przegrał. Być może przegrać powinien. Ale namawiam do wspierania Jana Śpiewaka jako obrońcy systemu prawnego – kogoś, kto zwarcia w instalacji wyłapał, zanim spostrzegli je urzędnicy i politycy. Jako jeden z niewielu zachęcał, by bulwersującym tematem zainteresowali się wszyscy. Udało mu się.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><span>W</span><span>raz z osłabnięciem politycznej burzy wokół afery reprywatyzacyjnej bezpowrotnie tracimy szansę na jej wyjaśnienie. Faktem jest, że intensywnie działa prokuratura, ale w najlepszym razie dojdzie do skazania kilkunastu przekręciarzy.</span></p><p class="tresc"><span><span>Tymczasem najważniejsze dla państwa powinno być to, by rozgryźć <b>model oszustwa</b>, przeanalizować, jak do niego nie dopuścić w przyszłości oraz zmienić prawo tak, by podobne przekręty nie były możliwe.</span>&#160; </span><span>Co ważne – podobne, nie identyczne. Państwo bowiem wyspecjalizowało się w zabezpieczaniu się przed tym, co już się zdarzyło. Brakuje zaś myślenia przyszłościowego i ochrony przed zachowaniami bazującymi na analogicznym schemacie, ale odrobinę się różniącymi. W efekcie będziemy żyli od afery do afery. I za każdym razem będziemy się dziwić, jak to było możliwe.</span></p><p class="tresc"><span> </span><span>D</span><span>o napisania niniejszej opinii zachęciła mnie informacja, że <b>Jan Śpiewak</b> został skazany na 5 tys. zł grzywny oraz 10 tys. zł nawiązki (na razie nieprawomocnie) za zniesławienie prawniczki, która była kuratorem nieznanej z miejsca pobytu 118-letniej osoby. 118-letniej, rzecz jasna, tylko na papierze, gdyż osoba, którą reprezentowała prawniczka, już od dawna nie żyła.</span></p><p class="tresc"><span>Nie mam zamiaru bronić Jana Śpiewaka z dwóch powodów. Po pierwsze, zdarza mu się powiedzieć o dwa słowa za dużo. W <b>sprawach reprywatyzacyjnych </b>widzi on świat w sposób czarno-biały. Mogło być więc tak, że rzeczywiście zarzucił prawniczce coś, czego ona nie zrobiła. Nie wiem tego, a zatem nie mogę stać murem za Śpiewakiem. Po drugie – i to jest oburzające – <b>jawność postępowania karnego</b>, w </span><span>którym Śpiewaka skazano, była wyłączona. Nie wiem, a chciałbym wiedzieć, co mówił Śpiewak, co mówiła prawniczka i wreszcie, co wskazał sąd w ustnych motywach uzasadnienia. Tymczasem wymiar sprawiedliwości postanowił wszystko zrobić za zamkniętymi drzwiami. Uważam to za skandal, ale zarazem nie mogę bronić Śpiewaka.</span></p><p class="tresc"><span>Jednocześnie uważam, że Jan Śpiewak jest człowiekiem, bez którego działalności kilku osobom prokuratura nie skróciłaby nazwisk do inicjału. Już to kiedyś pisałem, ale powtórzę, bo przyznawać się do błędów i wypada, i warto.</span></p><p class="tresc"><a href="https://edgp.gazetaprawna.pl/wydanie/56221,18-stycznia-2019/66985,Dziennik-Gazeta-Prawna/35">&gt;&gt;&gt; Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP. </a></p> Lewestam: Historia stanie się za chwilę. Potrzebuje wiedzieć, kto jest winny https://forsal.pl/artykuly/1393018,lewestam-historia-stanie-sie-za-chwile-potrzebuje-wiedziec-kto-jest-winny.html 2019-01-19T19:30:43Z 13 stycznia, podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku, prezydent miasta Paweł Adamowicz został trzykrotnie ugodzony nożem. Mimo interwencji lekarzy ataku nie przeżył. Morderstwa dokonał karany 27-latek, zmagający się z problemami psychicznymi. Podczas zamachu wykrzykiwał hasła skierowane przeciw Platformie Obywatelskiej i władzy sądowniczej. ]]> <p class="tresc"><span> </span><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Tyle fakty, chciałoby się powiedzieć, choć nawet najbardziej neutralny język jest z konieczności wybiórczy i, dotykając przedmiotu, zmienia to, co opisuje. Ale mimo to przyjmijmy, że fakty są mniej więcej takie. </span></p><p class="tresc"><span>Zaraz po tym wydarzeniu – a było to, dodam od siebie, dokładnie trzy dni po tym, jak słuch mojego nowo narodzonego dziecka został przebadany sprzętem WOŚP – większość z nas była zagubiona i zdezorientowana. Szukaliśmy wsparcia emocjonalnego i intelektualnego u przyjaciół – jak mamy się czuć? Co mamy myśleć? Takie rzeczy nie są od razu jasne, gdy dzieje się coś, co radykalnie przerywa rutynę rzeczywistości. Przyjaciółka napisała do mnie, że jeszcze nie ma pojęcia, co myśli; jedyne, co wie, to tyle, że <b>dzieje się historia</b>. </span></p><p class="tresc"><span>Myślę, że nie miała racji. Historia nie działa się 13 stycznia; może nie działa się nawet i dzień później. Historia bowiem rzadko dzieje się od razu – ona sobie czeka, czając się, aż fakt obrośnie w opowieść. Historią nie jest jeszcze trzykrotne dźgnięcie nożem; historia wchodzi na arenę dopiero wtedy, gdy wiemy, kto dźgnął i kogo – ale przede wszystkim, z </span><span>jakiego zrobił to powodu. Wtedy, gdy już wiemy, co to oznacza dla nas, jak nas to zmieni, co nigdy nie będzie takie samo. A nade wszystko historia potrzebuje wiedzieć, kto jest winny.</span></p><p class="tresc"><a href="https://edgp.gazetaprawna.pl/wydanie/56221,18-stycznia-2019/66985,Dziennik-Gazeta-Prawna/12">&gt;&gt;&gt; Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.</a></p> To mógł być każdy z nas - od zeszłej niedzieli to zdanie przestało być banałem [OPINIA] https://forsal.pl/artykuly/1393013,to-mogl-byc-kazdy-z-nas-od-zeszlej-niedzieli-to-zdanie-przestalo-byc-banalem-opinia.html 2019-01-19T19:32:10Z Trzeba skończyć z premiowaniem „zaorywujących” wypowiedzi czy nagłaśnianiem radykalnych stwierdzeń. I to jest możliwe wyłącznie jako działania wspólne i podjęte w celu autentycznej naprawy sytuacji, a nie pognębienia przy okazji politycznego czy ideowego przeciwnika.]]> <p class="tresc"><span> </span><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>O</span><span>d poniedziałku jesteśmy w stałym kontakcie z politykami wszystkich opcji. Pytamy nie tylko o ich plany, staramy się też wyczuć emocje naszych rozmówców. Dostrzec można autentyczny wstrząs, jaki wywarło na nich <b>zabójstwo Pawła Adamowicza</b>. Parlamentarzyści, nawet ci znani z bezkompromisowych opinii i wchodzenia w ostre polemiki, rozmawiają cichszym głosem. Nikt nie jest skory do ostrej konfrontacji, nerwy trzymane są na wodzy. </span></p><p class="tresc"><span>Ale w tej atmosferze zadumy wyczuć można także <b>strach</b>. Poczucie zagrożenia. To nie są tylko przeczucia, to słowa, które – choć nieoficjalnie – można usłyszeć od naszych rozmówców. To obawa o rodziny czy szukanie środków bezpieczeństwa. Nie mówimy o czymś, co uderza od razu czy paraliżuje, ale obawie, która pojawiła się w widoczny sposób. Politycy zdali sobie sprawę z tego, że granica wzajemnego zwalczania się została przekroczona i ktoś za to zapłacił najwyższą cenę. Padło na prezydenta Gdańska, ale przeświadczenie jest takie, że mógł to być każdy polityk – zwłaszcza znany i (niekoniecznie) lubiany. Może się znaleźć następny zwichrowany psychicznie Stefan W., który w imię wyimaginowanej zemsty poszuka popularnego polityka. </span><span><b>Poczucie zagrożenia</b> – do tej pory hipotetyczne – nagle stało się namacalne. </span></p><p class="tresc"><span>Na osobistą ochronę liczyć mogą najważniejsze osoby w państwie – prezydent, premier, byłe głowy państwa. A rolą posła czy samorządowca jest bycie możliwie blisko ludzi (przynajmniej w wariancie idealnym). Odgrodzenie się od wyborców, zaszycie w biurach czy Sejmie nie wchodzi w grę, bo oznacza koniec kariery.</span></p><p class="tresc"><span>Nastroje skutecznie podsycają internetowi hejterzy. Nienawistne wpisy zachęcające do zrobienia krzywdy innym urzędnikom – m.in. prezydentom Warszawy, Wrocławia, Olsztyna czy Poznania, a także prezydentowi RP – zalały internet. Na szczęście zaczęły być wreszcie traktowane serio. Dotąd policja wyłowiła kilkanaście osób posługujących się mową nienawiści – jak się spekuluje, zrobiła to na polecenie szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego (sama policja przekonuje, że to jej inicjatywa). Do tej pory tego typu sprawy traktowane były po macoszemu. We wrześniu 2017 r. powołano w komendach wojewódzkich komórki do zwalczania przestępstw z</span><span> nienawiści w cyberprzestrzeni. Ile spraw do tej pory podjęto? 143 (stan na połowę stycznia). Dużo? Niech każdy sam oceni.</span></p><p class="tresc"><a href="https://edgp.gazetaprawna.pl/wydanie/56221,18-stycznia-2019/66985,Dziennik-Gazeta-Prawna/11">&gt;&gt;&gt; Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP. </a></p><br /> Pokolenie millenialsów jest wypalone. Potrzebuje rozwoju, a nie tylko pracy [OPINIA] https://forsal.pl/artykuly/1392821,pokolenie-millenialsow-jest-wypalone-potrzebuje-rozwoju-a-nie-tylko-pracy-opinia.html 2019-01-17T19:57:36Z Planowanie zawodowej ścieżki nigdy nie było trudniejsze niż obecnie, bowiem tradycyjny model pracy zanika – pisze w felietonie dla Bloomberga Noah Smith.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W czasach, w których wiele uwagi poświęca się nierównościom, ubóstwu i zawodowemu mozołowi towarzyszącemu klasie pracującej, bezduszne może wydawać się zamartwianie problemami wykształconej elity. Istnieją jednakże ważne powody, by troskać się losami świeżych absolwentów uczelni. Po pierwsze, zdrowa gospodarka musi optymalnie wykorzystywać talenty – jeżeli inteligentni ludzie zostaną skierowani do bezproduktywnych lub niepotrzebnych zadań, to ich umiejętności i zasoby przeznaczone na ich kształcenie zmarnują się. Po drugie, jeśli wykształceni ludzie frustrują się z powodu dysfunkcjonalności systemu gospodarczego, mogą przekształcić swój ogromny talent i energię w zniszczenie tego systemu, prowadząc do powstania społecznych niepokojów.</p><p>Z tego powodu, gdy wykształceni millenialsi mówią o znudzeniu swoimi karierami, to politycy powinni ich słuchać. W niedawno napisanym eseju Anne Helen Peterson zwróciła na siebie uwagę opinii publicznej, charakteryzując doświadczenie <b>„wypalenia” millenialsów</b> oraz opisując własne doświadczenie trudnej kariery akademickiej i miażdżących kredytów studenckich.</p><p>Co właściwie dolega wykształconym młodym ludziom? Jednym z ich problemów jest to, że zbyt wielu próbuje zostać profesorami. Koniec ekspansji uniwersytetów u schyłku XX wieku, a także wysiłki szkół, które miały na celu zatrzymanie wzrastających w szybkim tempie kosztów, doprowadziły do niemal całkowitego zniknięcia pożądanych akademickich stanowisk z możliwością stałego zatrudnienia.</p><p>Doktoranci spędzają czas zaszyci w środowisku akademickim, gdzie sukces równa się profesurze. Ich wzorem do naśladowania i doradcami są profesorowie. Jednak wynikające z tego monomaniczne skupienie na uczelni sprawia, że często tracą kontakt z rozrastającym się światem satysfakcjonujących i lukratywnych stanowisk w sektorze prywatnym, zajmując zamiast tego niskopłatne stanowiska adiunktów albo trafiając na prekaryjne studia postdoktoranckie. W tym czasie ich studenckie pożyczki nie zostaną spłacone.</p><p>Jednocześnie dawniej pewne ścieżki kariery dla absolwentów studiów humanistycznych zacierają się. Zapotrzebowanie na prawników, dziennikarzy, nauczycieli i pracowników rządowych jest anemiczne i nie ma oznak jego wzrostu.</p><p>System oferuje niewiele pomocy. Nie chodzi tylko o to, że wykształceni lądzie nie dostają pracy – w rzeczywistości stopa bezrobocia wśród nich wynosi tylko 2,1 proc.</p><p>Jednak ich kariery zbyt wolno rozwijają się. Oprócz wielu lat spędzonych w salach lekcyjnych zamiast na zarabianiu, młodzi ludzie zmuszeni są przeznaczyć wiele lat na <b>poruszaniu się po przytłaczającej dżungli zawodów</b>, które 10 lat temu nie istniały – jak marketingowiec ds. mediów społecznościowych, haker internetowego ruchu czy technik danych. Poza nieszczęsnymi uniwersyteckimi doradcami ds. rozwoju zawodowego, uproszczonymi stronami internetowymi oraz internetowymi forami nikt nie jest w stanie pomóc młodym ludziom poruszać się po tym labiryncie. </p><p>Świadomość utraty dużych zawodowych możliwości oraz frustracja spowodowana brakiem wiedzy, gdzie mogą trafić w przyszłości, mogą być jednymi z powodów, dla których millenialsi są tak mało zaangażowani w działalność organizacji, w których pracują. Z przeprowadzonego w 2016 roku przez Gallupa badania wynika, że 60 proc. młodych dorosłych była otwarta na zmianę zatrudnienia, natomiast 55 proc. stwierdziła, że nie angażuje się w pracę.</p><p>Brak wiedzy na temat tego, jak potoczy się kariera, może szarpać nerwy, szczególnie gdy na szyjach kolekcjonerów pożyczek studenckich zaczyna zaciskać się pętla. Koszty wspomnianych kredytów wzrosły nawet w relacji do zwiększających się pensji absolwentów wyższych uczelni. </p><p>Innymi słowy, wykształceni millenialsi potrzebują nie tylko pracy; potrzebują także pomocy w nakreśleniu zawodowej ścieżki, która umożliwi im społeczny awans i uzasadni wydatki na edukację. </p><p>Ale jak wytyczyć ścieżkę kariery w świecie, w którym charakter pracy zmienia się tak szybko? Należy wziąć pod uwagę nowe technologie i narzędzia pracy. Portale pośrednictwa zatrudnienia i rządowi badacze muszą połączyć siły, by naświetlić obiecujące ścieżki karier. Powinni następnie podjąć współpracę z akademickimi doradcami zawodowymi, by pomóc licencjatom i magistrantom wizualizować możliwe kierunki rozwoju. Nie gwarantowałoby to studentom awansu społecznego ani nie wytyczało ustalonej z góry zawodowej ścieżki, ale dałoby lepsze wyobrażenie tego, jak ich kariera może wyglądać i pomogło im ją zaplanować. Byłoby to szczególnie przydatne dla doktorantów, którzy bez tej pomocy mają zbytnią obsesję na punkcie środowiska akademickiego.</p><p>Można ponadto stworzyć nowe instytucje, które zapewniłyby młodym ludziom zamianę mobilności na bezpieczeństwo. Największe firmy mogłyby stworzyć programy dożywotniego zatrudnienia, takie jak tradycyjnie stosowane w Japonii, dla pracowników którzy nie mają nic przeciwko poświęceniu wynagrodzeń i mobilności dla bezpieczeństwa. Dla osób, które wolą skakać z jednego miejsca pracy do innego, rząd i agencje pośrednictwa pracy mogą wspólnie stworzyć coś na kształt duńskiego modelu elastycznego rynku pracy, który pomaga pracownikom płynnie zmieniać miejsce zatrudnienia.</p><p>Ostatecznie rząd może anulować część studenckiego zadłużenia millenialsów, które w tym momencie jest jego własnością. Zdjęcie z nich tego ciężaru doprowadziłoby do wzrostu długu publicznego, ale byłoby opłacalne, bo zwiększyłoby zarówno gospodarczą dynamikę, jak też poprawiło dobrostan pracowników. W przyszłości rząd powinien skupić się na wspieraniu systemu edukacji poprzez stypendia dla studentów o niskich dochodach, zamiast zachęcać ich do zadłużania się.</p><p>Są więc rzeczy, które można zrobić by pomóc wypalonym millenialsom. Alternatywą jest powstanie niezadowolonej armii inteligentnych, wykształconych i rozgniewanych młodych ludzi. Nie wróży to dobrze krajowi.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1392694,gospodarczy-optymizm-ma-sie-ku-koncowi-czy-gorsze-nastroje-przeloza-sie-na-konsumpcje.html">Gospodarczy optymizm ma się ku końcowi. Czy gorsze nastroje przełożą się na konsumpcję?</a></p> Jurasz: Pozbądźmy się złudzeń. Śmierć Adamowicza niczego w polityce nie zmieni [OPINIA] https://forsal.pl/artykuly/1392505,jurasz-pozbadzmy-sie-zludzen-smierc-adamowicza-niczego-w-polityce-nie-zmieni-opinia.html 2019-01-16T10:52:53Z Po zamordowaniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza kraj ogarnęła atmosfera żałoby. Posłowie różnych opcji politycznych już po zamachu pozwolili sobie na brutalne, pełne jadu komentarze. Paradoksalnie uważam jednak, że powinniśmy być tym, ludziom za to wdzięczni.]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Dzięki nim możemy pozbawić się złudzeń. Śmierć <b>Pawła Adamowicza</b> niczego w polskiej polityce nie zmieni. </span></p><p class="tresc"><span>Strona pisowska twierdzi, że nie ma nic wspólnego z zabójstwem prezydenta Gdańska. Ta sama strona nie ma wątpliwości, że za śmierć działacza PiS Marka Rosiaka w 201</span><span>0 r</span><span>. w Łodzi odpowiada atmosfera nienawiści, za którą winę ponosi <b>Platforma Obywatelska</b>. Elementarna logika podpowiada, że trzeba być wyjątkowym – pisowskim – hipokrytą, żeby widzieć związek PO ze śmiercią działacza PiS i</span><span> nie czuć się w najmniejszym stopniu odpowiedzialnym za zamach na prezydenta Adamowicza. </span></p><p class="tresc"><span>Strona opozycyjna – na razie co prawda półgębkiem – twierdzi, że kampania nienawiści rozniecana przez PiS doprowadziła do tragedii w Gdańsku, ale nie poczuwa się do jakiejkolwiek winy za tragedię z 201</span><span>0 r</span><span>. I znów trzeba być wyjątkowym – opozycyjnym tym razem – hipokrytą, aby nie poczuwać się do winy za zbrodnie swojego zwolennika, a równocześnie nie mieć wątpliwości, że za zabójstwo prezydenta Gdańska odpowiada druga strona. </span></p><p class="tresc"><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p class="tresc"><span>Obie strony łączy jedno. Strona pisowska marzy o tym, żeby zamachowiec z Gdańska okazał się niepoczytalny. Strona opozycyjna sugeruje, że sprawca mordu w </span><span>Łodzi pewnie był niepoczytalny. W drugim wypadku już wiemy, że zabójca był w pełni sił umysłowych, ale dla internetowych psychofanów PO to nie ma znaczenia. Analogicznie dla psychofanów PiS nie będzie mieć znaczenia, jeśli morderca z Gdańska również się okaże zdrowy psychicznie. Obie strony sugerują i będą sugerować niepoczytalność sprawców, bo ewentualna choroba psychiczna zabójców pozwalałaby im udawać, że nie mają z tragediami, do których doszło – najpierw w Łodzi, a teraz w Gdańsku – nic wspólnego. </span></p><p class="tresc"><span>Jest tymczasem rzeczą oczywistą, że nawet gdyby obywaj sprawcy byli niepoczytalni, to atmosfera nienawiści w kraju jest czynnikiem, który osobę – nawet zdrową – może pchnąć do zbrodni. Większość morderstw politycznych popełniają ludzie zdrowi. Nienawiść nie jest bowiem chorobą. I </span><span>dlatego warto wprost i wbrew zakłamanej atmosferze pozornej żałoby powiedzieć, że za mord na działaczu PiS moralnie odpowiada dzisiejsza opozycja, a za zabójstwo prezydenta Gdańska moralną odpowiedzialność ponoszą politycy PiS. I opozycja, i władza, i każdy ich zwolennik, który przyczynił się do narastania nienawiści, ma krew na rękach.&#160;</span></p><p class="tresc"><span><span>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: </span></span><a href="https://forsal.pl/artykuly/1392488,hejt-hassrede-hate-speech-czy-powstanie-ustawa-zwalczajaca-mowe-nienawisci.html">Hejt, Hassrede, hate speech. Czy powstanie ustawa zwalczająca mowę nienawiści?</a></p><p class="tresc"><span>Nienawiść i odczłowieczanie przeciwnika nie jest czymś nowym w Polsce. PiS w swej nienawiści przebił wszystko, co było udziałem dzisiejszej opozycji, odmawiając swoim przeciwnikom patriotyzmu i nawet odrobiny dobrej woli. Wcześniej byli jednak poseł Palikot i</span><span> pogarda dla PiS oraz jego elektoratu jako „hołoty”, która marzy o tym, by przepić środki z 500+. Można oczywiście debatować, czy aby PiS nie posługuje się częściej nienawiścią, a opozycja pogardą, i które z tych uczuć zostawia trwalsze ślady w psychice, ale nie zmienia to faktu, że i nienawiść, i pogarda służą aktywizacji zwolenników i najzwyczajniej w</span><span> świecie się opłacają. W postpolityce, w której nie odruchy moralne, ale to, co się opłaca, jest siłą napędową – oznacza to, że nic się nie zmieni. Nikomu bowiem się nie opłaca, żeby się zmieniło. Chyba że oczywiście politycy PiS powiedzą w Gdańsku, a opozycja w Łodzi „moja wina, moja wina, moja bardzo wielka</span><span> </span><span>wina”.</span></p><p class="tresc"><span>Atmosfera żałoby, która ogarnęła nasz kraj, jest podlana taką dozą hipokryzji, zakłamania i chwilowo skrywanej, ale buzującej w tle nienawiści, że przetrwa pewnie kilka dni. Polski nie zjednoczyła ani śmierć Jana Pawła II, ani Smoleńsk, n</span><span>ie otrzeźwiła nas wojna, która toczy się ledwie tysiąc kilometrów od naszych granic. </span></p><p class="tresc"><span>Co gorsza, Smoleńsk niczego nas też nie nauczył, o czym napisał DGP w tekście o „Tupolewizmie”. Gdańsk zapewne też niczego nas nie nauczy i wątpliwe jest, by rynek usług ochroniarskich został poddany sensownej reformie. </span></p><p class="tresc"><span>Gdańsk nas też nie pojedna, a nienawiść będzie tylko narastać. Chyba że politycy uświadomią sobie, że mogą być następnymi ofiarami, co – zważywszy na to, że reforma Biura Ochrony Rządu jest taką samą fikcją jak wiele innych i ograniczyła się do zmiany dekoracji (w tym przypadku nazwy) – nie jest przecież wykluczone. Strach przed śmiercią bywa podobno w wypadku narkomanów jedyną, ale też zazwyczaj ostatnią, szansą na ratunek. Gdańsk pokazał, że czas zacząć się bać.</span><span class="allCaps"></span></p><p class="wyroznienie"><span>Atmosfera nienawiści w kraju jest czynnikiem, który osobę, nawet zdrową, może pchnąć do zbrodni </span></p><p class="wyroznienie"><span>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: </span><a href="https://forsal.pl/artykuly/1392492,lex-adamowicz-nowelizacja-ustawy-o-imprezach-masowych-mowa-nienawisci.html">Mimo tragedii za wcześnie na lex Adamowicz. Rząd nie będzie walczył z hejterami</a></p><p class="wyroznienie"></p> Wielka Brytania to dziś najwolniejsza gospodarka w G7. W sprawie brexitu są tylko złe i gorsze scenariusze https://forsal.pl/artykuly/1392502,hirsch-w-sprawie-brexitu-sa-tylko-zle-i-gorsze-scenariusze-niepewnosc-robi-sie-coraz-wieksza.html 2019-01-16T08:33:49Z Dwa lata temu Wielka Brytania była zdecydowanie najbardziej dynamiczną i najszybciej rosnącą gospodarką w grupie G7. Dziś jest najwolniejszą. Gdyby w ciągu ostatnich dwóch lat nadal rosła w tempie najszybszym, dziś byłaby o kilka procent większa. Różnica między stanem faktycznym a miejscem, w którym mogłaby się znajdować gospodarczo, ale przez brexit nie jest, to realna strata dla obywateli.]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>P</span><span>e</span><span>rspektywa<b> wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej</b>, czy też – mówiąc precyzyjniej – całego rozciągniętego w czasie procesu wychodzenia, jest dziś bardziej niejasna niż dwa i pół roku temu, zaraz po brytyjskim referendum. Niepewność robi się coraz większa zamiast maleć. </span></p><p class="tresc"><span>Wydawać by się mogło, że każde kolejne polityczne rozstrzygnięcie, takie jak kluczowe głosowanie w brytyjskim parlamencie powinno coś rozjaśniać i dzięki temu zmniejszać poziom niewiedzy, ale tak się nie dzieje. Dziś nadal żadna brytyjska firma nie wie, w jakim otoczeniu prawnym i biznesowym będzie funkcjonować za pięć lat, za rok, a nawet za trzy miesiące. Nie sposób w takiej sytuacji podejmować kluczowych decyzji dotyczących chociażby inwestycji, które powinny pchać brytyjski PKB w górę. </span></p><p class="tresc"><span>Globalne banki inwestycyjne jeden po drugim produkują dla swoich zamożnych klientów diagramy, rozpiski i wykresy tego, co się może zdarzyć po odrzuceniu porozumienia rządu Theresy May z Unią Europejską. Możliwych scenariuszy jest pięć lub sześć, ale nikt nie przyznaje żadnemu z nich więcej niż 25 proc. szans na realizację. Czyli wciąż wszystko jest możliwe – zarówno hard brexit bez żadnego porozumienia z</span><span> Brukselą, jak i całkowity brak brexitu, albo jako efekt drugiego referendum, albo jako efekt odsunięcia w czasie daty wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii. Odsunięcia takiego na czas nieokreślony. Tego przecież także nikt nie może wykluczyć. </span></p><p class="tresc"><span>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: </span><a href="https://forsal.pl/artykuly/1392461,nie-bedzie-nowych-negocjacji-ws-brexitu-pilka-jest-po-stronie-brytyjskiej.html" title="Nie będzie nowych negocjacji ws. brexitu. &quot;Piłka jest po stronie brytyjskiej&quot;">Nie będzie nowych negocjacji ws. brexitu. "Piłka jest po stronie brytyjskiej"</a></p><p class="tresc"><span>Swoją drogą dziś wydaje się, że taki scenariusz, przynajmniej z punktu widzenia globalnych inwestorów i rynków finansowych, byłby optymalny. W takim wariancie nadal oczywiście niepewność jest istotna, ale przynajmniej nie rośnie, a po drugie taki scenariusz raczej wyklucza tę najbardziej ryzykowną opcję, czyli brexit bez porozumienia – można wtedy negocjować aż do skutku. To również scenariusz stosunkowo łatwy do osiągnięcia politycznie, bo pozwala każdemu jakoś się wytłumaczyć przed wyborcami – nikt się nie wycofuje z brexitu, wciąż politycy do niego dążą, ale de facto do niego nie dochodzi. Dokładnie na tej samej zasadzie, według której Polska od 200</span><span>4 r</span><span>. oficjalnie zmierza w stronę wejścia do strefy euro, bo zobowiązuje ją do tego unijny traktat, ale de facto wszyscy wiedzą, że rzeczywistość jest inna i raczej nikomu to zbyt mocno nie przeszkadza. </span></p><p class="tresc"><span>W przypadku brexitu taki wariant z pewnością byłby mniejszym złem. Problem w tym, że dziś nie widać dla Wielkiej Brytanii scenariusza naprawdę dobrego. Są tylko złe i gorsze. </span></p><p class="tresc"><span>Dwa lata temu Wielka Brytania była zdecydowanie najbardziej dynamiczną i najszybciej rosnącą gospodarką w grupie G7. Dziś jest najwolniejszą. Gdyby w ciągu ostatnich dwóch lat nadal rosła w </span><span>tempie najszybszym, dziś byłaby o kilka procent większa. Różnica między stanem faktycznym a miejscem, w którym mogłaby się znajdować gospodarczo, ale przez brexit nie jest, to realna strata dla obywateli. Ta strata w kolejnych latach będzie narastać. Rozstrzygnięcia dotyczące stylu i warunków, które będą towarzyszyć brexitowi, będą miały wpływ tylko na tempo powiększania się tej straty, ale nie będą mogły w najbliższych latach jej odwrócić. </span></p><p class="tresc"><span>Londyn jest jedynym miastem wśród tych największych w Europie, w którym ceny nieruchomości spadają i </span><span>są niższe niż dwa lata temu. Dotyczy to zresztą także cen nieruchomości w innych miastach Anglii czy Szkocji. Spadają także czynsze dla najemców – oczywisty sygnał, że jest ich coraz mniej. Spora część przemysłu finansowego wyprowadza się z londyńskiego City na kontynent, zabierając z sobą aktywa warte setki miliardów dolarów. </span></p><p class="tresc"><span>Na Wyspy przestali napływać nowi imigranci, co sprawia, że sytuacja na tamtejszym rynku pracy staje się powoli coraz trudniejsza, co również utrudnia wzrost gospodarczy. Imigrantom trudno się dziwić – nie są w stanie przewidzieć, jaki będzie ich status za kilka lat, czy nawet za kilka miesięcy. </span></p><p class="tresc"><span>Istnieje też na rynkach finansowych jeszcze jeden scenariusz porównujący obecną sytuację w Londynie do tej w Stanach Zjednoczonych miesiąc po bankructwie Lehman Brothers. Wtedy amerykański Kongres początkowo odrzucił ustawę ratującą na koszt podatnika amerykańskie banki, następnie giełda wpadła w prawdziwą panikę, a wówczas politycy wystraszeni obrotem sprawy zebrali się jeszcze raz i ustawę z</span><span> drobnymi poprawkami przyjęli, co uchroniło USA przed jeszcze większą</span><span> </span><span>katastrofą.</span></p><p class="tresc"><span>Na tej samej zasadzie: teraz brytyjscy politycy odrzucili deal z Brukselą, następnie rynek finansowy wpada w prawdziwą panikę, po czym panikować zaczynają politycy, zbierają się drugi raz i deal z Brukselą jednak uchwalają. Rynek finansowy czasami lubi myśleć, że jest w stanie szantażować i zmuszać polityków do konkretnych politycznych decyzji. Czasami faktycznie tak się dzieje, ale z pewnością nie jest to regułą. Ten scenariusz trzeba chyba na razie traktować jako czystą ciekawostkę. </span></p><p class="tresc"><span>Brytyjski funt na porażkę Theresy May nie zareagował osłabieniem, rynki finansowe zachowują spokój. Możliwe, że doszły do wniosku, że paradoksalnie nic się nie zmieniło. Dalej nic nie wiadomo.&#160;</span></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj więcej: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1392373,brexit-wynik-glosowania-w-brytyjskim-parlamencie-15-stycznia-2019.html" title="Umowa ws. brexitu odrzucona, co teraz? Wyjście z UE bez umowy przeraża wszystkich">Umowa ws. brexitu odrzucona, co teraz? Wyjście z UE bez umowy przeraża wszystkich</a></p> Czy czeka nas twardy brexit? [KOMENTARZ] https://forsal.pl/artykuly/1392448,czy-czeka-nas-twardy-brexit-komentarz.html 2019-01-15T23:17:28Z Zgodnie z przewidywaniami głosowanie w brytyjskim parlamencie nad porozumieniem opisującym warunki opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię zakończyło się porażką brytyjskiego rządu. 29 marca mija termin kończący oficjalnie okres na wdrożenie takiego porozumienia. Czy to oznacza, że czeka nas wyjście Brytyjczyków z UE bez żadnego porozumienia, czyli tzw. Twardy brexit?]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Wszystko wskazuje na to, że sztywny 2-letni okres negocjacyjny, biegnący od uruchomienia Artykułu 50 przez Wielką Brytanię, okaże się jednak elastyczny. Teoretycznie brak zgody brytyjskiego parlamentu na podpisane już przecież przez rząd „porozumienie rozwodowe” powinno oznaczać wyjście z UE bez jakiejkolwiek umowy, a zatem potencjalny<b> chaos polityczny, urzędniczy, a przede wszystkim ekonomiczny</b>. Unia nie ma jednak interesu w takim scenariuszu, zatem zgodzi się na wydłużenie tego okresu, o ile brytyjski rząd złoży taki wniosek, odpowiednio go uzasadniając.</p><p>Dlaczego premier Theresa May miałaby to zrobić, skoro przegrała i tak przesunięte już raz głosowanie? Jest spora szansa, że partia rządząca mogłaby odzyskać jedność, gdyby w umowie zmodyfikować kontrowersyjny zapis o pozostawieniu Wielkiej Brytanii w unii celnej do czasu rozwiązania kwestii granicy lądowej z Irlandią, co w praktyce mogłoby trwać latami. Jeśli zostałby sprecyzowany konkretny termin, szansa na przyjęcie porozumienia znacznie by wzrosła i Brytyjczycy mogliby opuścić Unię przed 1 lipca tego roku.</p><p>Inne opcje są znacznie mniej prawdopodobne. Opozycyjna Partia Pracy złoży wniosek o wotum nieufności dla premier Theresy May, jednak nie ma on dużych szans na powodzenie. Z tego samego powodu znikome są szanse na drugie referendum, wymagałoby to bowiem zgody partii rządzącej. Scenariusz chaotycznego brexitu nadal pozostaje realnym zagrożeniem, jednak wydaje się, że Unia wraz z Wielką Brytanią podejmą wysiłki, aby do niego nie doszło.</p><p>W kwestii funta warto mieć na uwadze fakt, iż pozostaje on mocno przeceniony od dłuższego czasu i tak naprawdę utorowanie drogi do kontrolowanego wyjścia Brytyjczyków z Unii może uwolnić potencjał brytyjskiej waluty. Na to przyjdzie nam jednak jeszcze poczekać. </p><p>dr Przemysław Kwiecień CFA<br />Główny Ekonomista XTB</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1392374,brexit-w-kogo-uderzylby-twardy-brexit.html">W kogo uderzyłby "twardy" brexit?</a></p> Bershidsky: Plan emerytalny Władimira Putina zależy od Białorusi [OPINIA] https://forsal.pl/artykuly/1391261,leonid-bershidsky-plan-emerytalny-wladimira-putina-zalezy-od-bialorusi-opinia.html 2019-01-16T11:03:02Z Aby zachować władzę, Putin chce zacieśnić więzi między Rosją a jej zależnym sąsiadem – pisze Leonid Bershidsky w serwisie Bloomberg.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Prezydent <b>Władimir Putin</b> jeszcze ponad pięć lat będzie urzędował na obecnym stanowisku, ale już musi zastanowić się nad swoim następnym posunięciem. Zmiana władzy w Rosji rzadko przebiega gładko, więc Putin szuka sposobów, by zapewnić sobie autorytet i stały wpływ – aranżuje bliższe stosunki z sąsiednią <b>Białorusią</b>. Modernizacja rosyjskiego systemu opodatkowania paliw była okazją do przećwiczenia tego scenariusza.</p><p>Konstytucja rosyjska zezwala prezydentowi tylko na dwie kolejne kadencje. W 2008 roku, zamiast zmieniać prawo i zrównać się z środkowoazjatyckimi dyktatorami, Putin przekazał prezydencję swemu bliskiemu sojusznikowi <b>Dmitrijowi Miedwiediewowi</b>. Ale Putin nie przepada za grą na drugich skrzypcach. Nie odpowiadała mu też deklarowana przez Miedwiediewa otwartość na większą współpracę z USA. Poza tym, zaufanie na taką skalę może być dziś obarczone większym ryzykiem w kraju coraz częściej zarządzanym przez aparat bezpieczeństwa. Przejście na emeryturę w 2024 r. to jeszcze bardziej przerażająca opcja: Putin nigdy nie może być pewien jakichkolwiek osobistych gwarancji bezpieczeństwa, które mógłby zapewnić mu jego następca.</p><p>To sprawia, że Białoruś jest dla niego szczególnie atrakcyjna. Poprzednik Putina, Borys Jelcyn i białoruski dyktator <b>Alaksandr Łukaszenka </b>po rozpadzie Związku Radzieckiego podpisali w 1997 roku ramy traktatu o unii obu państw. Wersja z 1999 r. opisuje federację obu państw – z jednolitą walutą, flagą i godłem, wspólnym rynkiem i jednolitym sądownictwem. Powinien on być prowadzony przez Najwyższą Radę Państwową, na czele której stoją prezydenci obu krajów, „o ile nie postanowią inaczej”. Łukaszenka jest szefem wspomnianej organizacji od 2000 roku, ale nie ma rzeczywistej władzy – traktat nigdy nie był w pełni prawomocny. Jedynym elementem unii, który funkcjonuje dziś powszechnie, jest wspólny rynek pracy.</p><p>Sama Rosja była raczej obojętna wobec zjednoczenia ze słabo rozwiniętą gospodarczo Białorusią, kierowaną przez sowiecki zespół Łukaszenki. Do tego rozszerzenie rosyjskiego systemu monetarnego na Białoruś, jak zasugerował Łukaszenka, może osłabić rubel i podważyć stabilność makroekonomiczną Rosji. Federacja Rosyjska ma wystarczająco dużo własnych problemów – wyzwaniem będzie objęcie swoim wysłużonym parasolem ekonomicznym kraju o ludności liczącej prawie 10 milionów, a sile roboczej dostosowanej do siły nabywczej na mieszkańca o jedną trzecią mniejszą od Rosji, jak wynika z danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Łukaszenka chciał jedynie ekonomicznych korzyści bliższego związku z Rosją, takich jak tania ropa i gaz, ale nie utraty suwerenności, którą przyniosłoby wdrożenie traktatu unii. W pewnym sensie Rosji było taniej zapewnić tylko to, na czym zależało Łukaszence, niż upominać się o więcej.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też:<a href="https://forsal.pl/artykuly/1389853,polityczna-niepewnosc-w-minsku-dla-putina-integratora-bialorus-jest-jak-krym.html" title="Polityczna niepewność w Mińsku. &quot;Dla Putina-integratora Białoruś jest jak Krym”"> Polityczna niepewność w Mińsku. "Dla Putina-integratora Białoruś jest jak Krym”</a></p><p>Teraz jednak zjednoczenie Rosji i Białorusi jest atrakcyjne politycznie dla Putina. Nie tylko dlatego, że mógłby przejąć znacznie umocnioną Najwyższą Radę Państwową w 2024 roku, w praktyce dożywotnio zachowując znaczną część swojej władzy bez zmiany konstytucji.</p><p>Rosja jest bliższa niż kiedykolwiek rozwiązywaniu sporu terytorialnego z Japonią, który trwa od 1945 roku. Chociaż porozumienie pozwoliłoby na wielkie japońskie inwestycje, ugoda oznaczałaby też przekazanie niektórych spornych wysp Dalekiego Wschodu. To potencjalnie niepopularne posunięcie, które wymagałoby zrównoważenia przez inne zyski terytorialne. Pokojowe, ponowne zjednoczenie z Białorusinami może być również wykorzystane jako rodzaj rekompensaty dla Rosjan za niedawny rozłam z niegdyś równie przyjazną Ukrainą.</p><p>To dobry moment, by Putin wywierał nacisk na Łukaszenkę, nie wydając się przy tym zbyt agresywnym. Rosja nie musi grozić Białorusi odcięciem dostaw gazu, podniesieniem cen energii ani naleganiem na zwiększenie obecności rosyjskiego wojska. Białorusi grozi utrata miliardów dolarów z całkowicie rozsądnej reformy podatkowej, która właśnie ma miejsce w Rosji.</p><p>Reforma ta jest znana jako „manewr podatkowy”: od tego roku Rosja stopniowo wycofuje cła wywozowe na ropę naftową, które obecnie wynoszą 30 proc., i zastępuje je wyższym podatkiem od wydobycia. Chodzi o obniżenie faktycznych dopłat do paliwa na rynek krajowy: cała ropa naftowa, niezależnie od tego, czy jest eksportowana, czy sprzedawana na rynku krajowym, ostatecznie zostanie opodatkowana w ten sam sposób.</p><p>Oznacza to, że Białoruś, która dziś kupuje rosyjską ropę bezcłową i eksportuje jej dużą część, pobierając własne cła, będzie musiała zapłacić więcej. W tym roku, według białoruskiego Ministerstwa Finansów, kraj ten straci 300 milionów dolarów z powodu rosyjskiego „manewru podatkowego” (przy cenie ropy ok. 70 dolarów za baryłkę). To dużo dla kraju, którego produkcja wynosi około 55 miliardów dolarów. Straty jeszcze wzrosną, gdy znikną rosyjskie cła eksportowe.</p><p>Łukaszenka zwrócił się do Rosji o rekompensatę za straty poprzez obniżenie ceny ropy naftowej lub bezpośredni transfer budżetowy. Jednak w grudniu 2018 r. wielu rosyjskich przedstawicieli rządu, w tym premier Miedwiediew i minister finansów Anton Siluanow, powiązali wszelkie zwroty kosztów z głębszą integracją z Rosją w ramach traktatu z 1999 r.</p><p>Chociaż Łukaszenka publicznie ostrzegł Rosję przed próbami wchłonięcia Białorusi, a rzecznik Putina, Dmitrij Pieskow, powiedział, że fuzja Rosji i Białorusi nie jest przedmiotem dyskusji, to uwagi te dotyczą tylko pełnego przejęcia, a nie scenariusza głębszej integracji, która jest przedmiotem traktatu. Wspomniany scenariusz – wspólna waluta, jednolite sądownictwo i zharmonizowany system podatkowy – podoba się rosyjskim oficjelom. Podczas dwóch spotkań z Łukaszenką pod koniec grudnia 2018 r., Putin nie zdołał jednak przekonać go do wejścia na ścieżkę zjednoczenia. Większość Białorusinów również uważa, że Białoruś powinna być niezależna, choć jest rosyjskim sojusznikiem.</p><p>Alternatywą dla Łukaszenki jest szukanie pomocy na Zachodzie, choć w pewnym sensie jest to dla niego mniej atrakcyjna opcja: podejrzewa, że Stany Zjednoczone i Unia Europejska chcą podważyć jego niemal absolutną władzę w kraju. To nie pierwszy raz, gdy białoruski przywódca w swojej karierze stoi pomiędzy młotem a kowadłem. To, czy uda mu się wyjść z tej sytuacji, zależy w dużej mierze od tego, czy Putin znajdzie inne sposoby rozwiązania własnych problemów politycznych – zarówno jeśli chodzi o jego następcę, jak i równowagę korzyści i poświęceń w polityce zagranicznej. Jeśli tego nie zrobi, presja może stać się nie do zniesienia dla białoruskiego dyktatora.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1389957,jak-kreml-kupil-zielonych-w-usa-rosyjskie-trolle-lansowaly-jill-stein-ze-skrajnej-lewicy.html" title="Jak Kreml kupił Zielonych w USA. Rosyjskie trolle lansowały kandydatkę skrajnej lewicy">Jak Kreml kupił Zielonych w USA. Rosyjskie trolle lansowały kandydatkę skrajnej lewicy</a></p> Specjalna ustawa dla banku centralnego? A dlaczego nie dla innych instytucji? [OPINIA] https://forsal.pl/artykuly/1391956,wikariak-specjalna-ustawa-dla-banku-centralnego-a-dlaczego-nie-dla-innych-instytucji.html 2019-01-14T06:56:05Z Wynagrodzenie dyrektorów NBP to informacja publiczna – tak mogłaby brzmieć ustawa, bez której jakoby nie można ujawnić, ile zarabia dyrektor Martyna Wojciechowska. Zgłoszenie stosownych projektów zapowiedziały już PO, PiS i Kukiz’15. Prezes NBP Adam Glapiński oświadczył, że podpisze się pod taką ustawą „obydwoma rękami”. Można spodziewać się szybkiej ścieżki legislacyjnej i pewnie natychmiastowego podpisu prezydenta.]]> <p class="tresc"><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p class="tresc"><span>Na co komu ta ustawa? Nie mam pojęcia. </span></p><p class="tresc"><span>Ustawa o dostępie do informacji publicznej obowiązuje wszystkich, także prezesa NBP. Niechże więc ktoś po prostu zażąda takiej informacji. Jeśli Adam Glapiński odmówi, trzeba będzie pójść do sądu. Tak jak w tysiącach innych spraw, gdyż władza każdego szczebla niechętnie dzieli się wiedzą z obywatelami. Czy jeśli jakiś wójt odmówi ujawnienia swych zarobków, to uchwalimy specjalną ustawę, która będzie go do tego zobowiązywać? </span></p><p class="tresc"><span>Od co najmniej czterech lat status NBP jest oczywisty. W 2014 r. Naczelny Sąd Administracyjny przesądził, że instytucja ta podlega przepisom ustawy o dostępie do informacji publicznej (sygn. akt I OSK 937/14). Stwierdzono, że nie tylko NBP musi udostępniać informacje publiczne, ale obowiązek ten dotyczy nawet należącej do niego spółki. </span></p><p class="tresc"><span>„Narodowy Bank Polski ma osobowość prawną, ale nie podlega wpisowi do rejestru przedsiębiorstw państwowych. Jest zatem państwową osobą prawną, natomiast majątek Narodowego Banku Polskiego jako centralnego banku państwa uznać należy za mienie publiczne” – napisano w uzasadnieniu wyroku. Skład orzekający odwołał się do wykładni systemowej i celowościowej, nie mając wątpliwości, że spółka należąca do NBP musi udostępniać informacje publiczne. Skoro zaś dotyczy to spółki, to tym bardziej jej właściciela „Przyjęcie stanowiska, że spółka nie jest podmiotem zobowiązanym do udostępnienia informacji publicznej, prowadziłoby w konsekwencji do wyłomu w kontroli nad wydatkowaniem środków publicznych przez NBP” – stoi w uzasadnieniu. </span><span class="allCaps"><b>©℗</b></span></p> Czy jest życie po iPhonie? Apple musi uniezależnić się od swoich fanów https://forsal.pl/artykuly/1391536,apple-musi-produkowac-produkty-i-uslugi-kompatybilne-z-konkurencyjnymi-opinia.html 2019-01-12T20:26:17Z Technologiczny gigant musi robić więcej niż obecnie, by jego produkty były bardziej kompatybilne z produktami konkurentów – pisze w felietonie dla Bloomberga Leonid Bershidsky.]]> <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Apple ogłosiło, że planuje zmniejszyć produkcję iPhone’ów w pierwszym kwartale 2019 roku o 10 proc. Pokazuje to wyraźnie, że baza lojalnych klientów firmy nie jest nieograniczonym zasobem, i nie może ona pobierać od nich stałej „renty” za oferowane usługi. Apple musi energiczniej konkurować na wszystkich rynkach, na których jest obecne bez polegania na własnej dużej bazie konsumentów.</p><p>Niezależnie od tego, czy obwinimy za to gospodarczą zapaść na kluczowych rynkach takich jak Chiny (co zrobił w ostatnim liście do akcjonariuszy CEO firmy Tim Cook), czy błędy własne firmy (co zrobiła moja koleżanka z działu Bloomberg Opinion), czy jakąkolwiek kombinację tych czynników, Apple zaczyna powoli osuwać się na liście największych sprzedawców smartfonów pod względem jednostkowej sprzedaży. Jest w tej chwili trzecim największym producentem po Samsungu i Huaweiu, tracąc w tym roku drugą lokatę na rzecz Chińczyków. Jeśli nie będzie w stanie sprzedawać tylu telefonów po super wysokich cenach, ilu sobie żałożyło, oraz jeśli nie obniży wspomnianych cen, to konkurenci wyprzedzą go, tak jak zrobili to właśnie w Chinach.</p><p>W średnio- i długoterminowej perspektywie spadek sprzedaży może osłabić zdolność Apple’a do wykorzystywania „efeku aureoli” na posiadaczach iPhonów, których baza liczyła na koniec zeszłego roku około miliard. Inne produkty Apple’a w mniejszym stopniu wykorzystują zjawisko miłości fanów iPhone’ów do marki, swoją sprzedaż opierając głównie na jakości.<br /> <br />Firma nieuchronnie będzie musiała zmierzyć się z faktem, że niewiele produktów Apple’a jest wysoce konkurencyjna dla użytkowników, którzy nie posiadają iPhone’ów.</p><p>Najlepszym być może przykładem na to, jak Apple może skutecznie rywalizować z konkurentami bez wykorzystywania bazy lojalnych użytkowników, jest rynek słuchawek. Apple’owskie AirPodsy mają 83-proc. udział w wąskim segmencie tego rynku, czyli kategorii całkowicie bezprzewodowych słuchawek. Prowadzi także w zestawieniu najdroższych sprzedawanych modeli wraz z (nieco zaniedbaną) marką Beats. Oba te czynniki sprawiają, że Apple jest jednym z trzech rynkowych liderów (razem z Somy i Harmanem).</p><p>Równie silnie konkurencyjnym rynkowo produktem Apple’a, który działa niezależnie od iPhone’a, jest Apple TV, które jest urządzeniem służącym do oglądania wizualnych materiałów w jakości 4K. Pod względem sprzedaży ustępuje tylko Amazon Fire (natomiast pod względem wielkości bazy użytkowników ustępuje także firmie Roku, jednak jego udział w rynku jest pomimo tego znaczący).</p><p>Jednak na innych rynkach, na których nie może skorzystać z pomocy iPhone’ów, Apple nie radzi sobie dobrze. Nawet pomimo posiadania ogromnej bazy użytkowników oraz udanej strategii marketingowej w USA Apple Music nie odebrało rynkowego udziału Spotify i ma około dwukrotnie mniej subskrybentów od konkurenta. </p><p>W sprzedaży inteligentnych głośników Apple znajduje się daleko za plecami Amazona i Google’a. W sprzedaży komputerów osobistych ma piąty najwyższy rynkowy udział i osiąga wyniki gorsze od spodziewanych. W zakresie treści wideo firma trzyma się przestarzałego modelu sprzedaży i wynajmu, nie korzystając z boomu na rynku opartym o subskrypcje strumieniowania. </p><p>Jedynym niekwestionowanym sukcesem Apple’a od czasu iPhone’a (i przez chwilę iPada) była branża wearables (urządzeń ubieralnych). Apple Watch był zeszłorocznym numerem jeden pod względem sprzedaży. Jednak urządzenie to jest połączone z iPhone’m, co oznacza, że Apple nie jest zabezpieczone przed konkurencją urządzeń, które działają we współpracy z telefonami innych producentów. Z tego samego powodu Walmart Pay pokonał na rynku w USA Apple Pay, chociaż ten ostatni jest zdecydowanym globalnym liderem w zakresie płatności mobilnych.</p><p>Jeśli iPhone przestanie być niezawodnym silnikiem wzrostu dla Apple’a, a zwłaszcza wtedy gdy baza lojalnych użytkowników firmy zacznie się kurczyć, Cook będzie musiał włożyć wiele wysiłku w utrzymanie dominującej pozycji albo gonieniu konkurentów z innych branż. </p><p>Będzie to oznaczało bardziej aktywną pracę nad poprawą jakości i obniżką cen słuchawek, inteligentnych głośników i komputerów, stracie ze Spotify w zakresie jakości dźwięku i funkcji „rekomendacji” przy jednoczesnym poszerzeniu bazy udostępnianej muzyki. Wreszcie musi uruchomić serwis treści wideo, który będzie mógł konkurować z Netflixem. Apple będzie musiało także odłączyć oferowane przez siebie usługi i funkcje Apple Watcha od iPhone’a tak bardzo jak to tylko technicznie możliwe oraz umożliwić użytkownikom iPhone’a połączenie z urządzeniami innych producentów. </p><p>Apple zrobiło w tym roku kilka wyraźnych kroków w tym kierunku: iTune, czyli sklep z materiałami wideo będzie dostępny w nowych inteligentnych telewizorach Samsunga, urządzenia konkurencyjnych producentów zaczną obsługiwać funkcje należących do Apple’a AirPlay i platformy HomeKit, umożliwiając użytkownikom iPhone’ów strumieniowanie kontentu do różnych zestawów telewizyjnych oraz uruchamiania wszelkiego rodzaju inteligentnych domowych urządzeń. Firma jest jednak ciągle zdecydowanie bardzo daleko od realizacji celu, którym jest przeobrażenie się jej w firmę przede wszystkim usługową, jak w przypadku mniejszych i bardziej wyspecjalizowanych Spotify i Netflixa.</p><p>Wyrwanie się z uzależnienia od iPhone’a będzie dla Apple’a bolesnym doświadczeniem. Nie tylko dlatego, że rynek ukaże go za nadmierny i zbyt długo przejawiany optymizm (w odniesieniu do swojego modelu biznesowego – przyp. red.), ale także dlatego, że dla firmy wzrośnie znaczenie pozostałych rynków, na których rywalizuje. Ogromny cień iPhone’a nie ukryje już dłużej błędów firmy tak dobrze, jak w przeszłości. Natomiast konkurowanie z wyspecjalizowanymi graczami, którzy włożyli wiele aktywów w swoje biznesy, stanie się koniecznością. Nowa sytuacja firmy będzie wymagała większego skupienia od pracowników wszystkich segmentów firmy oraz wzrostu efektywności multitaskingu od Cooka. Niezależnie od tego, czy chce on postrzegać rzeczywistość w nowy sposób.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="https://forsal.pl/artykuly/1391486,gieldowa-wyprzedaz-acji-xiaomi-ogromna-strata-wartosci-xiaomi.html">Xiaomi zderzyło się z giełdową ścianą. W ciągu kilku dni straciło 17 proc. wartości</a></p>