Pan zna Marka Zuckerberga…

Tak, poznałem go w 2006 r., Facebook miał wtedy zaledwie dwa lata.

Jak od tego czasu zmienił się FB, któremu w lutym tego roku stuknęło 15 lat? Jak zmienił się Zuckerberg, którego przed laty w swojej książce nazwał pan wizjonerem?

Zmiany są kolosalne. Nie sądzę, by sam Zuckerberg przewidywał, że serwis będzie miał 2,7 mld użytkowników oraz że zyska ich tak szybko. Ja na pewno się tego nie spodziewałem, a przecież gdy pisałem książkę w 2010 r., to nie miałem cienia wątpliwości, że popularność FB będzie rosła. Ale, by wyjaśnić mój entuzjazm, przypomnę, że firma nie była wtedy jeszcze notowana na giełdzie, zaś jej współpraca z branżą reklamową dopiero raczkowała, a więc inaczej się o Facebooku myślało. Przełomowe zmiany dla FB to kwestia ostatnich pięciu lat, gdy pojawiła się wersja portalu na platformy mobilne. Tak szybkiego rozwoju firmy, tak wysokich marż zysku nie było nigdy w historii. Ten portal stał się globalnym serwisem ludzkości – poza Chinami, ale te blokują dostęp do niego. Gratuluję Zuckerbergowi sukcesu, ale też mam do niego wielką pretensję. Nie spodziewałem się, że złoży swoją piękną wizję na ołtarzu mamony.

A jaka to była wizja?

Bardzo prospołeczna. Tym, co najbardziej odróżnia obecnego Zuckerberga od Zuckerberga sprzed lat to stosunek do pieniędzy. Młody Mark, który właśnie rzucił Uniwersytet Harvarda, roztaczał wokół siebie aurę idealisty, nie interesowało go zbijanie kasy. Powtarzał, że ludziom potrzebna jest platforma, która będzie ich łączyć, a jednocześnie da im lepszą szansę zaistnieć w świecie jako jednostkom. Inwestorzy, w tym ci najwięksi jak Microsoft czy Yahoo!, dawali mu ogromne pieniądze, by się z nimi związał, ale on odrzucał ich oferty, bo nie chciał nic w swoim projekcie zmieniać. Był także bardzo sceptycznie nastawiony do reklam, bo zależało mu na tym, by Facebook pozostał „czysty”, by użytkownik miał całkowitą kontrolę nad tym, co publikuje i co otrzymuje. Przez takie podejście do sprawy firma nie przynosiła dochodów, więc na początku Zuck pompował w nią własne pieniądze. Ale gdy liczba użytkowników sięgnęła kilkudziesięciu milionów, uznał, że nadeszła pora, by nadać przedsięwzięciu konkretny profil.

To dlatego wiosną 2008 r. zatrudnił Sheryl Sandberg?

Tak. Sandberg wywiązała się z zadania znakomicie, to ona położyła podwaliny pod sukces, jakiego świat dotąd nie widział. Ale nawet jeszcze wtedy Zuck narzekał, że znalazł się w bardzo niezręcznej sytuacji, bo nie podobał mu się FB à la Sandberg, ten mariaż serwisu z reklamą. Ostatecznie jednak się poddał.

Dlaczego?

Zależało mu na rozwoju firmy oraz utrzymaniu płynności finansowej. W tamtym czasie przyjął ok. 5 mld dol. od zewnętrznych inwestorów, a ci oczekiwali zarobku. Wiedział też, że FB będzie musiał wejść na giełdę. Oraz w końcu dotarła do niego myśl, i z pewnością bardzo podekscytowała, że może stać się naprawdę bogaty. Że może być bogatszy nawet od Billa Gatesa, wówczas najmajętniejszego człowieka świata. Żartował w rozmowach – choć może nie żartował, może poważnie się nad tym zastanawiał – jak to będzie być nowym Gatesem. Bogactwo zmienia ludzi, często porzucają dotychczasowe wartości – i właśnie takiej przemiany doświadczył Zuck. To wciąż mądry i wrażliwy człowiek, myślę, że wciąż chce tworzyć coś, co ma pozytywny wpływ na życie innych, ale to osoba, która teraz inaczej patrzy na rzeczywistość i inaczej ją ocenia.

Cały wywiad przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP  

David Kirkpatrick - dziennikarz, w 2010 r. ukazała się jego książka „The Facebook Effect: The Inside Story of the Company that is Connecting the World”