W piątek na całym świecie, w tym w USA, odbywały się strajki klimatyczne na wezwanie ruchu społecznego Fridays for Future.

W reakcji na Czarny Piątek, dzień szaleństwa zakupowego w USA, protesty zorganizowano w amerykańskich galeriach handlowych. Blokowano m.in. ruch w sklepowych alejkach czy na schodach i krytykowano nadmierną konsumpcję, wskazując, że przyczynia się ona do zmian klimatycznych.

"Żyjemy w systemie niekończącego się konsumpcjonizmu" - napisała w piątek na Twitterze grupa Extinction Rebellion z Nowego Jorku.

Na Manhattanie protestujący na chwilę wstrzymali ruch na skrzyżowaniu w pobliżu słynnego wieżowca Empire State Building. Aresztowano 27 osób. W niektórych miastach zorganizowano kondukty pogrzebowe. Według demonstrantów mają one obrazować to, że zmiany klimatyczne stanowią egzystencjalne zagrożenie dla ludzkości.

W Waszyngtonie po raz kolejny protestowała słynna aktora Jane Fonda, która wspierał m.in. plan przeciwdziałania zmianom klimatycznym lansowany przez polityków Partii Demokratycznej.

Fonda ogłosiła swoją przeprowadzkę do Waszyngtonu, by "być bliżej epicentrum walki o nasz klimat". Mówi, że zmobilizowały ją do tego młodziutka aktywistka Greta Thunberg i znana pisarka Naomi Klein, które koncentrują się teraz na działalności na rzecz klimatu. (PAP)