Kim jest współczesny dziennikarz? Jeśli jest uznany i pisze do poczytnego tytułu – niemal celebrytą. Przy tekście, który napisał, widnieją nie tylko jego imię oraz nazwisko, ale też zdjęcie. W brytyjskim tygodniku „The Economist” to wciąż nie do pomyślenia. W nim żaden tekst nie jest podpisany przez autora. Chyba że przestaje z tytułem współpracować – wtedy na pożegnanie z czytelnikami ten jeden jedyny raz może zrobić dla siebie wyjątek.

Kiedy we wrześniu 1843 r. ukazał się pierwszy numer „The Economist”, pisanie do gazet nie uchodziło za zajęcie prestiżowe. Część tekstów podpisywano więc pseudonimami, inne publikowano bez podawania informacji o autorze. W XIX w. na łamach „The Economist” pojawiały się też często teksty opracowywane przez wielu dziennikarzy na podstawie informacji zdobytych od kupców, toteż pod takimi newsami nie podpisywała się konkretna osoba.

I tak zostało do dziś. Bo nie autor jest najważniejszy, tylko informacja.

Liberalizm nie tylko dla elit

Tygodnik powstał z inicjatywy biznesmena i bankiera Jamesa Wilsona, który lobbował na rzecz uchylenia przepisów dotyczących wysokich ceł na import zbóż (corn laws). Prawo chroniło brytyjskich producentów przed konkurencją, lecz spowalniało rozwój rodzimego przemysłu, bo ceny zboża były równie wysokie, jak koszty utrzymania pracowników najemnych. A „The Economist” opowiadał się za wolnym rynkiem.

Od tamtego czasu tygodnik niezmiennie trzyma się liberalnego kursu. Popiera wolny handel, globalizację, jest zwolennikiem migracji, małżeństw homoseksualnych czy legalizacji narkotyków. Walczy o prawa człowieka, ostro reaguje, gdy zagrożone są demokratyczne pryncypia – jak po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA, co skomentował następująco: „Końcem historii miał być kres konfrontacji między kapitalizmem a komunizmem. Ale historia wraca, by się zemścić”.

Pytam dziennikarza tygodnika, czy Trump i brexit mogą przyczynić się do końca liberalnej demokracji, w którą od 175 lat wierzy „The Economist”. – Nie sądzę, aby nacjonalizm i autorytaryzm zatriumfowały na wieki, ponieważ większość ludzi chce tego, co oferuje im liberalizm. Liberałowie muszą przekonać nową generację wyborców, że wartości, takie jak wolność, demokracja, różnorodność, są czymś więcej niż projektem dla elit – odpowiada Andrew Miller. Kim są ci wyborcy, o których mówi dziennikarz? To m.in. czytelnicy brytyjskiego tygodnika, rozproszeni po całym globie, ale światopoglądowo sobie bliscy. – Obecnie większość z nich mieszka w Ameryce. Łączy ich ciekawość wydarzeń na świecie. To może być zarówno biznesmen z Nowego Jorku, jak i student z Bombaju – próbuje scharakteryzować profil czytelnika swojej gazety Miller.

„The Economist” miał 175 lat na zbudowanie globalnego zasięgu. W czym tkwi tajemnica długowieczności? I co zadecydowało, że pismo cieszy się tak wielką renomą?

Treść całego artykułu można przeczytać w piątkowym, weekendowym wydaniu DGP.

>>> Czytaj również: Tygodnik "Time" kupiony przez amerykańskiego miliardera za 190 mln dolarów