Z początkiem roku czekają nas duże podwyżki cen prądu – jeśli Urząd Regulacji Energetyki zaakceptuje wnioski firm dostarczających energię elektryczną, ceny mogą pójść w górę nawet o 30 proc. Ministerstwo Energii uspokaja, że gospodarstwa domowe dostaną rekompensaty tak, by podwyżka nie była dla nich odczuwalna. Szef resortu Krzysztof Tchórzewski mówił we wtorek dziennikarzom podczas katowickiego szczytu klimatycznego COP24, że dopłaty do cen energii dla odbiorców indywidualnych będą kosztować 1,8–2,1 mld zł (takie same były szacunki DGP sprzed dwóch tygodni), drugie tyle pochłoną rekompensaty dla małych i średnich przedsiębiorstw. W ciągu kilku dni światło dzienne powinien ujrzeć projekt ustawy, który opisze mechanizm finansowania i wypłacania dopłat.

>>> Czytaj też: Tchórzewski: Rekompensaty wzrostu cen prądu dla gospodarstw i firm to koszt ok. 1,8-2,1 mld zł

Sęk w tym, że Ministerstwo Finansów oficjalnie nie zna planów Ministerstwa Energii.

– Projekt budżetu na 2019 r., który jest obecnie procedowany w Sejmie, nie przewiduje wydatków na wypłaty rekompensat – mówi nam rzecznik MF Paweł Jurek. To nie wyklucza naniesienia odpowiednich poprawek w projekcie, np. w trakcie drugiego czytania w Sejmie.

Teoretycznie sprawa nie jest skomplikowana: skoro to wzrost cen praw do emisji CO2 jest przyczyną podwyżek cen prądu, to wpływy ze sprzedaży tych praw, które są dochodem budżetu, powinny zostać przeznaczone na rekompensaty. Plan na przyszły rok zakłada, że aukcje praw do emisji CO2 powinny zapewnić ok. 4 mld zł. Całość powinna się więc bilansować. Ale to tylko teoria, bo dochody z aukcji zostały już rozdysponowane w budżecie. Aby przeznaczyć je na rekompensaty, komuś trzeba będzie odebrać pieniądze. I to jeden z kierunków, w jakim mogą pójść ewentualne poprawki do budżetu, choć politycznie będzie to trudne. Bo rok 2019 jest rokiem wyborczym i żaden z dysponentów nie będzie chciał się zgodzić na uszczuplenie swojej puli.

– Będzie musiała zapaść decyzja polityczna. Chyba że resort energii opracuje jakieś kompromisowe rozwiązanie – mówi nasze źródło w rządzie.

Druga droga ewentualnych poprawek to „podkręcenie” wielkości dochodów. Posłowie mogą uznać, że rząd zbyt ostrożnie oszacował wpływy z jakiegoś podatku, np. z akcyzy, i je podwyższyć, a tak uzyskane dodatkowe środki rozdysponować. Ale to też ryzykowne, gdyby w trakcie roku wyborczego okazało się, że faktyczne dochody są niższe i trzeba nowelizować budżet.

Trzecia opcja to wykorzystanie dodatkowych wpływów z emisji CO2, które budżet pozyska już w tym roku. Plan zakładał, że będzie to nieco poniżej 2 mld zł. Eksperci zwracają jednak uwagę, że ceny praw do emisji na aukcjach w ciągu roku się niemal potroiły. A więc i wpływy powinny być trzykrotnie wyższe. Ale MF nie zamierza przenosić dochodów i wydatków między tym i kolejnym rokiem. Miało to miejsce w poprzednich dwóch latach. Bardzo dobrą sytuację w państwowej kasie w końcu jednego roku wykorzystywano, by robić zakładkę na poczet potrzeb w roku kolejnym. Przykład to przyspieszenie wypłat zwrotów VAT pod koniec 2016 r., co uszczupliło bieżące wpływy z tego podatku, ale pozwoliło podbić dochody w styczniu i w lutym 2017 r., czyli w miesiącach, kiedy zwroty powinny być wypłacane według harmonogramu. Teraz takiego żonglowania dochodami i wydatkami ma nie być – MF chce pochwalić się rekordowo niskim deficytem finansów publicznych. A być może nawet pierwszą w historii nadwyżką.

Ministerstwo Finansów nie komentuje tych spekulacji i radzi poczekać na projekt ustawy o dopłatach Ministerstwa Energii.

– Gdy się on już ukaże, wówczas będziemy się na ten temat wypowiadać – mówi Paweł Jurek. Drugie czytanie budżetu w Sejmie zaplanowano na posiedzenie, które ma rozpocząć się 12 grudnia. ©℗

2,1 mld zł tyle w 2017 r. pozyskał budżet ze sprzedaży praw do emisji CO2

20,21 euro za tonę – aktualna cena praw do emisji CO2 na giełdzie EEX

273 proc. o tyle wzrosła cena praw do emisji CO2 w ciągu ostatniego roku

>>> Czytaj też: Rekordowy projekt w historii polskiej energetyki. Plan wiatraków na Bałtyku rozkręca się na dobre