Na koniec 2011 r. do wyboru było 746 konceptów. – Dokładnymi danymi będziemy dysponować dopiero w marcu. Wygląda jednak na to, że ostateczna liczba sieci będzie wyższa od pierwotnie zakładanej – ocenia Michał Wiśniewski, dyrektor działu doradztwa firmy Profit System monitorującej rynek franczyzowy.

Eksperci mówią o ok. 110 nowych konceptach. Jednocześnie nie było zbyt wielu bankructw. Z gry wypadły m.in. Polskie Jadło czy Inwazja PC, a Cache-Cache i CCC wycofały się z franczyzy. W 2011 r. choć przybyło 116 nowych sieci, rynek wzrósł tylko o 49 konceptów, bo aż 67 firm zrezygnowało z poszukiwania franczyzobiorców.

Debiutujące obecnie na rynku sieci są lepiej przygotowane do tej formy rozwoju. To oznacza, że oferują bardziej przemyślany koncept. Po pierwsze pod względem kosztów, które są bardziej dostosowane do możliwości finansowych inwestorów. U dużej części nowych sieci nie przekraczały one 100 tys. zł.

– Przyszły partner jest zobowiązany do pokrycia kosztów zakupu drukarki fiskalnej, materiałów biurowych, środków czystości i koncesji na alkohol. To wydatek ok. 5 tys. zł. Koszty są tak niskie, bo sklep wyposażony w meble i towar oddaje partnerowi sieć – zapewnia pracownik spółki Małpka, rozwijającej osiedlowe sklepy spożywcze.

Zaletą nowych sieci jest też to, że proponują rozwój w niezagospodarowanej dotąd niszy rynkowej, co zwiększa powodzenie biznesu. Przykładami są Bubble Tea z herbaciano-mlecznymi koktajlami czy Redberry oferująca mrożone jogurty i zdrowe przekąski.

Co przyniosą kolejne lata? Zdaniem ekspertów rynek franczyzy będzie powoli wyhamowywał. – Zbliżamy się do poziomu nasycenia, czyli tysiąca sieci na rynku. Może on zostać osiągnięty w ciągu najbliższych dwóch lat – zauważa Michał Wiśniewski.