Takie szacunki znajdują się w raporcie „World Economic Outlook. April 2019”. Ekonomiści MFW zwracają uwagę, że taka zmiana miałaby różny wpływ na poszczególne branże. W USA najwięcej straciłoby rolnictwo i transport, w Chinach branża elektroniczna oraz coś co określa się jako „inna produkcja” (mieszczą się tu np. meble, artykuły sportowe i zabawki). Efektem tych procesów byłaby też utrata wielu miejsc pracy.

I choć tak znaczne są następstwa nawet małego wzrostu ceł, to raport MFW zaczyna się od tezy, że to nie cła najbardziej wpływają na bilateralne nierównowagi handlowe. O wiele ważniejsze są zmienne makroekonomiczne. Ich lista jest długa: polityka fiskalna, demografia i słaby popyt krajowy, ale również polityka kursowa i efekty dotacji dla przedsiębiorstw państwowych lub sektorów eksportowych.

Fundusz przekonuje, że prosta manipulacja wysokością ceł w dwustronnych relacjach ma znacznie mniejszy wpływ na deficyt handlowy niż wszystko to co warunkuje zagregowany popyt krajowy. Nierównowagi dwustronne nie są ponadto z definicji złe, a często bywają tylko odzwierciedleniem międzynarodowej organizacji produkcji i specjalizacji poszczególnych krajów.

Obrazowo mówiła o tym ekonomistka Funduszu Florence Jaumotte w video towarzyszącym prezentacji raportu.

– Przed globalnym kryzysem finansowym z 2008-2009 roku w USA widoczny był spory boom kredytowy. Wzmacniał on popyt, szczególnie sektora prywatnego ponad to, co było produkowane w Stanach Zjednoczonych. To powodowało pogorszenie bilansu handlowego w USA. Kryzys to skorygował, ale po kryzysie główną przyczyną stała się ekspansywna polityka fiskalna, która ostatnio została wzmocniona stymulusem (…) Obecny stymulus fiskalny może prowadzić do dalszego pogorszenia deficytu – przewiduje Florence Jaumotte.

Czynniki makroekonomiczne wpływają na handel wszędzie. Duża liczba chińskich pracowników stanowiła przewagę komparatywną tego kraju w produkcji, a to zaowocowało nadwyżką handlową ze Stanami Zjednoczonymi. Trudniej wytłumaczyć nadwyżkę handlową Niemiec, ale na myśl przychodzi restrykcyjna polityka fiskalna.

Ta kolejność, w której na nierównowagę bilateralną najsilniej wpływają czynniki makroekonomiczne, a dopiero potem międzynarodowy podział produkcji oraz cła nie dotyczy tylko USA i Chin. MFW ustalił tę prawidłowość, analizując dane z 63 krajów z lat 1995-2015.

Fundusz zauważa, że teoretyczna globalna podwyżka o 1 punkt procentowy ceł związanych z produkcją miałaby mieć gorsze następstwa niż na początku analizowanego okresu – w 1995 roku. Szczególnie dla takich krajów jak Niemcy czy Korea Południowa.

„Zintegrowana natura obecnego globalnego systemu handlowego sugeruje, że gwałtowny wzrost ceł wpłynie na kraje i wywoła efekty przenikania między nimi, co pogorszy sytuację gospodarki światowej. Uważamy, że wzrost ceł zaszkodziłby w szczególności produkcji, miejscom pracy i jej wydajności, nie tylko w gospodarkach bezpośrednio cła narzucających i stojących przed nimi, ale także w innych krajach poniżej i powyżej w łańcuchach wartości” – uważa MFW.

– O problemie można mówić wtedy kiedy ma się deficyty z wieloma krajami, a nie miks deficytów i nadwyżek. Lepiej koncentrować się na deficycie ogółem, a nie z poszczególnymi krajami – radzi Florence Jaumotte.

Wśród rad ekonomistów MFW dla polityków znalazła się też ta, aby zwracać uwagę na makroekonomiczne czynniki wpływające na handel. W kierunku pogłębiania deficytów działa np. procykliczna polityka fiskalna, która daje impuls już silnej gospodarce, albo znaczne subsydiowanie wybranych firm i sektorów. MFW nie poświęca jednak wiele miejsca dopingowi przez zaniżanie wartości własnej waluty, a to argument często stosowany przeciwko Chinom.