Źródło nieznane

Niechlubny rekord

Kluczowe pytanie brzmi: kiedy zaczniemy oddychać czystym powietrzem? Kolejne alarmujące dane dotyczące pyłów i szkodliwych substancji, które codziennie wdychamy w Polsce, opublikowała kilka dni temu Europejska Agencja Środowiskowa (EEA) (patrz infografika). Wynika z nich, że na zbyt wysokie stężenia benzo(a)pirenu, który przyczynia się do chorób płuc, w tym nowotworów, są narażeni niemal wszyscy mieszkańcy zurbanizowanych terenów. Na wdychanie smogowej mieszanki ze szkodliwymi cząstkami pyłów zawieszonych: PM10 i PM2,5, odpowiednio 82 proc. i 34 proc. Polaków.

Twarde dane wymuszą likwidację

Za tzw. niską emisję odpowiadają w dużej części źródła ogrzewania w domach: niskiej klasy kotły i piece, a także rodzaj stosowanego w nich paliwa. Nie ma wątpliwości, że poprawa jakości powietrza zależy od tego, jak szybko z danej miejscowości znikną trujące kopciuchy, budynki zostaną docieplone, a mieszkańcy nie będą do ogrzewania używać materiałów, które podczas spalania wydzielają truciznę.

Eksperci podkreślają, że kluczowe są trzy elementy: prawo, które obliguje do wymiany trujących kopciuchów – to uchwały antysmogowe i programy ochrony powietrza (POP, uchwalane przez sejmiki województw), inwentaryzacja źródeł ciepła oraz programy, które finansowo wspierają gminy i mieszkańców („Czyste powietrze” oraz „Stop smog”). Środkowy element niewątpliwie szwankuje.

– Wysyłamy do gmin pytania, ile kotłów wymieniono, a ile zostało do likwidacji. Bardzo często pada odpowiedź: nie wiemy. Nie prowadzą ewidencji, bo nie mają takiej potrzeby – mówi Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego. Obecnie wiele z nich nie prowadzi inwentaryzacji, a swoje działania opierają na szacunkach. – Te są oparte z kolei na badaniach ankietowych. Niektóre miasta operują na liczbach rzędu kilkudziesięciu tysięcy bez twardych danych. Wiele miast tak naprawdę nie wie, z jakim problemem ma do czynienia i jakie środki przeznaczyć na wymianę źródeł ciepła – dodaje Piotr Siergiej.

Luka ta ma zostać uzupełniona m.in. dzięki Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB). Do elektronicznej bazy mają trafić dane o wszystkich źródłach ciepła w kraju (tych do mocy 1 MW).

Uchwały antysmogowe obligują mieszkańców, by likwidowali te źródła ciepła, które nie spełniają norm. Przykładowo na terenie województwa mazowieckiego właściciele kominków do końca 2022 r. będą je musieli wymienić na spełniające wymogi ekoprojektu lub wyposażyć w urządzenie, które ogranicza emisję pyłu. Jeśli jednak gmina nie zaangażuje się, by dotrzeć do mieszkańców z tą informacją, istnieje duże ryzyko, że prześpią oni moment, w którym zaczną korzystać z urządzeń niezgodnych z prawem. Jeśli kocioł, piec czy kominek trafią do ewidencji, większa będzie mobilizacja, by w odpowiednim czasie je wymienić.

– Władze będą wiedziały, że taki kocioł na terenie gminy jest. Obecnie mamy potężną szarą strefę źródeł ciepła, o których nie wiemy, a które powinny zostać zlikwidowane – zaznacza Piotr Siergiej.

Poza tym odpowiedzialności przestaną unikać ci włodarze, którzy albo bagatelizują problem złej jakości powietrza, albo wręcz udają, że go nie ma – w myśl zasady, że to, czego nie ma na papierze, nie istnieje. POP-y obligują gminy do wymiany określonego procentu kopciuchów. Po wprowadzeniu ewidencji uchylenie się od tego obowiązku będzie znacznie trudniejsze.

Inwentaryzacja regionalna i centralna

Zanim ruszy CEEB – w ostatnim wywiadzie dla DGP Dorota Cabańska, p.o. główny inspektor nadzoru budowlanego, poinformowała, że system w pełni ma funkcjonować w 2023 r. – niektóre województwa przeprowadzą własną inwentaryzację źródeł ciepła. Przyjęty we wrześniu przez Sejmik Województwa Mazowieckiego POP zobowiązał do tego wszystkie gminy i dał czas na przeprowadzenie spisu do końca przyszłego roku.

Pytanie jednak, czy nie jest to powielanie tych samych działań na różnych szczeblach? Może się okazać, że dane zebrane w ramach regionalnej inwentaryzacji nie będą przydatne dla CEEB. Każdy grosz się liczy, a samorząd województwa mazowieckiego na pomoc gminom w przeprowadzeniu spisu przeznaczył 23 mln zł.

– Warto, by gminy zbierały dane, których zakres jest zgodny z CEEB. Nie wiadomo jednak, jaki ten zakres będzie – zwraca uwagę Łukasz Gmurczyk, działacz antysmogowy (Smog Wawerski).

Dorota Cabańska (kierująca urzędem, który odpowiada za przygotowanie CEEB) podkreśla natomiast, że projekt rozporządzenia w sprawie danych gromadzonych w ewidencji jest dostępny (jako załącznik do uchwalonej nowelizacji ustawy o wspieraniu termomodernizacji i remontów oraz niektórych innych ustaw, która czeka na publikację). I podkreśla, że POP-y mogą być już do niego dostosowywane.

Jednak według Łukasza Gmurczyka projekt to za mało. – Samorządy muszą mieć podstawę prawną do zbierania szerszych danych, niż wynika to z POP – dodaje. Do CEEB trafią bowiem szczegółowe informacje dotyczące nie tylko źródeł ciepła, ale także m.in. o przyznanych dotacjach i dofinansowaniach.

Czy wobec tego sejmik nie wychodzi przed szereg? Piotr Siergiej zwraca uwagę, że przepisy o spisie źródeł ciepła na szczeblu regionalnym powstały, gdy nie było konkretów dotyczących powszechnej ewidencji w ramach systemu krajowego. – System CEEB zapewne nie zadziała na terenie całego kraju tak szybko, jak byśmy tego oczekiwali. Musimy założyć, że potrzebny będzie czas na jego wdrożenie, modyfikację, zanim zacznie funkcjonować w stu procentach. Tę lukę wypełnią spisy źródeł ciepła, do przeprowadzenia których obliguje np. mazowiecki program ochrony powietrza – zaznacza.