Przyglądający się Ukrainie zachodni obserwatorzy bardzo często popełniają kluczowy błąd – pomijają jej zróżnicowanie regionalne. Na poziomie politycznym w obiegu funkcjonuje – a raczej funkcjonował, uwzględniając wyniki niedawnych wyborów prezydenckich – podział na część zachodnią i centralną oraz południowy-wschód, w Polsce uzupełniony dodatkowo przez „kresy”, czyli część Ukrainy, która przed II wojną światową znajdowała się w granicach RP.

Na poziomie ocen ekonomicznych Ukraina traktowana jest jednak zazwyczaj jak jednorodna całość, choć w rzeczywistości zróżnicowanie regionalne jest znacznie większe i głębsze niż np. podział na tak zwaną Polskę A i B.

Wskaźniki makro to nie wszystko

Nawet jeśli zachodni obserwatorzy zagłębiają się na poziom regionalny, to najczęściej skupiają się na wskaźnikach dotyczących poziomu produkcji, inwestycji, czy eksportu. To jednak podejście, które prowadzi bardzo często do błędnych wniosków.

Ukraińskie Ministerstwo Rozwoju Regionalnego publikuje co roku swoje rankingi, w których uwzględnia łącznie i z osobna takie elementy, jak poziom produktu regionalnego brutto na głowę mieszkańca (odpowiednik PKB na głowę mieszkańca na poziomie regionu), poziom dochodów mieszkańców, migrację ze wsi do miast, efektywność gospodarki, innowacyjność, wymianę handlową z zagranicą, poziom zabezpieczenia finansowego potrzeb regionu, rozwój małej i średniej przedsiębiorczości, efektywność rynku pracy, rozwój infrastruktury, inwestycje z zakresu energii odnawialnej i energoefektywności, dostępność i jakość usług oświatowych, ochrony zdrowia, poziom bezpieczeństwa, usług z zakresu opieki społecznej i ekologii i racjonalnego wykorzystania zasobów naturalnych.

"Czołówka regionów to Kijów oraz obwody charkowski, równeński, dniepropietrowski i czernowiecki."

Zgodnie z ostatnim opublikowanym rankingiem, czołówka regionów to ukraińska stolica Kijów oraz obwody charkowski, równeński, dniepropietrowski i czernowiecki. Outsiderami są obwody odeski, czernihowski, mikołajowski, doniecki i ługański. Tyle, że globalne wyniki mogą mocno wprowadzić w błąd.

W piątce najgorszych regionów, po uwzględnieniu wszystkich elementów, znalazł się bowiem mocno stojący na nogach obwód odeski, który zajmuje 7. miejsce według wskaźników makroekonomicznych oraz dwa gospodarcze średniaki – obwód mikołajowski, który w makroekonomicznej kategorii zajmuje 13. miejsce i czernihowski z pozycją o dwa oczka niższą.

Zdarzają się i paradoksy w drugą stronę – obwód charkowski pod względem wskaźników makroekonomicznych zajął w rankingu ministerstwa czwarte miejsce od końca, ale po uwzględnieniu wszystkich składowych wylądował na drugiej pozycji globalnego rankingu.

Na progu rozbicia

Ukraińscy badacze od dawna przestrzegają przed daleko idącymi skutkami utrzymującej się od lat sytuacji, którą można już nazwać gospodarczym rozbiciem dzielnicowym Ukrainy. Analiza „Dominanty społeczno-ekonomicznego rozwoju regionów Ukrainy”, opublikowana pod koniec zeszłego roku przez Tetianę Kosenkową z Uniwersytetu im. Karazina w Charkowie pokazuje, że mimo upływu lat sytuacja zamiast się poprawiać, ulega pogorszeniu.

Harmonijny rozwój i efektywność funkcjonowania gospodarki są niemożliwe bez stabilnego rozwoju regionów, który jest składową jednolitej przestrzeni gospodarczej kraju. Tymczasem dla ukraińskiej gospodarki charakterystyczne jest narastanie społeczno-gospodarczych nierówności pomiędzy regionami, istnienie deformacji na poziomie międzyregionalnym i wewnątrzregionalnym, znaczne odmienności w strukturze różnych gałęzi gospodarki.

Opisana sytuacja, w rezultacie, prowadzi do dominacji jednych regionów nad innymi. Dysponująca licznymi zasobami naturalnymi, w tym rolnym potencjałem, geostrategiczną lokalizacją i potężnym kapitałem ludzkim, Ukraina nie potrafi przekonwertować ich w możliwości dla zrównoważonego rozwoju, a fragmentaryczność wykorzystania tych atutów tylko wzmocniła regionalne dysproporcje – opisywała sytuację Kosenkowa.

"Różnica w PKB na głowę mieszkańca najbogatszego i najbiedniejszego regionu była sześciokrotna."

Na pierwszy kwintyl, czyli najbardziej rozwinięte 20 proc. regionów, bez uwzględnienia Kijowa, przypadło 50,8 proc. PKB przy zatrudnieniu 37,3 proc. ogółu pracujących. Na ostatni kwintyl regionów zaledwie 6,9 proc. przy zatrudnieniu na poziomie 11,4 proc. ogółu pracujących. Różnica w PKB na głowę mieszkańca najbogatszego i najbiedniejszego regionu była ponad sześciokrotna. W ukraińskiej gospodarce nieproporcjonalnie dużą rolę odgrywa stolica – na Kijów przypadało aż 22,5 proc. PKB przy zatrudnieniu jedynie 8,4 proc. ogółu pracujących.

W pierwszym kwintylu regionów oddano do użytku 56,5 ogółu obiektów budowlanych, podczas gdy w ostatnim kwintylu jedynie 4,8 proc., 23 proc. przypadało na Kijów. Łączny dochód mieszkańców pierwszego kwintyla stanowił 44,7 proc. dochodu ogółu Ukaińców a ostatniego kwintyla jedynie 9,5 proc. 16,4 proc. dochodu przypadło na Kijów.

Pierwszy kwintyl „przejął” 58,7 proc. ogółu inwestycji kapitałowych, Kijów 29,7 proc. zaś do ostatniego kwintyla napłynęło zaledwie 5,4 proc. ogólnej sumy. Jeszcze gorzej było z inwestycjami zagranicznymi – na pierwszy kwintyl przypadło ich aż 81,3 proc. a na ostatni jedynie 1 proc.

PKB na mieszkańca w najbogatszym regionie było 6,2 razy wyższe niż w najbiedniejszym. Ta przewaga w zakresie produkcji przemysłowej wyniosła 10,5 razy, inwestycji kapitałowych 13,5 razy, a dla inwestycji zagranicznych aż 43,8 razy.

Rosnące dysproporcje

Nadmiernie wysokie wskaźniki dla Kijowa świadczą o wysokim stopniu centralizacji gospodarki. Zmniejszenie przepaści rozwojowej odbywa się niestety dzięki pogarszaniu się wyników silniejszych regionów, a nie dzięki wzrostowi gospodarczemu słabych.

Narasta izolacjonizm regionalny, wzrost gospodarczy koncentruje się w centrach finansowych, transportowo-tranzytowych i przemysłowych wewnątrz danego regionu. Tylko 25 proc. ukraińskiego PKB powstaje przy udziale więcej niż jednego regionu. W konsekwencji wysoki poziom dysproporcji prowadzi do naruszenia jednolitej zintegrowanej przestrzeni gospodarczej kraju – konstatuje Tetiana Kosenkowa.

W dodatku wyniki makroekonomiczne nie przekładają się na jakość życia mieszkańców regionów, a to oznacza, że skłonność do emigracji zarobkowej może być znacznie wyższa nawet tam, gdzie dane statystyczne podpowiadałyby coś całkiem innego.


„Wysoki stopień zróżnicowania poziomu inwestycji i produkcji na głowę mieszkańca regionu z jednoczesnym umiarkowanym zróżnicowaniem poziomu dochodów świadczy o dużej dysproporcji między ekonomiczną efektywnością regionów i jakością życia ich mieszkańców” – zauważała naukowiec z Charkowa.

Pieniądze wyrzucone w błoto

„Nasze zadanie to wyrównanie możliwości regionów, jeśli chodzi o ich konkurencyjność i jakość życia, co pozwoli przyciągać inwestycje i zwiększyć wpływy do budżetów lokalnych. W pierwszej kolejności idziemy w stronę wysokiej jakości infrastruktury i usług, stworzenia nowych miejsc pracy, wzrostu PKB” – przekonywał wicepremier Giennadij Zubko, przyznając, że ukraińskie metropolie mają dziś znacznie większe możliwości od prowincji. – Podatki, oświata, medycyna i administracja na dobrym poziomie są na prowincji niemal nieosiągalne.

"Na wyrównywanie dysproporcji zaplanowano 30 mld hrywien, czyli ponad miliard dolarów."

W tegorocznym budżecie centralnym na wyrównywanie dysproporcji zaplanowano 30 mld hrywien, czyli ponad miliard dolarów. 7,7 mld otrzymał specjalny Państwowy Fundusz Rozwoju Regionalnego (DFRR). W założeniach ma pełnić rolę podobną do tej, jaką w UE spełniają fundusze strukturalne i pomagać regionom przy realizacji projektów, na które władzom lokalnym nie wystarcza środków.

Zgodnie z decyzją rządu z lipca zeszłego roku środki DFRR są przeznaczane na realizację projektów, które sprzyjają rozwojowi regionalnemu, tworzeniu infrastruktury parków industrialnych i infrastruktury sportowej. Audyt wykorzystania przez DFRR środków w latach 2017-2018 przeprowadzony przez Izbę Rachunkową, ukraiński odpowiednik NIK, pokazuje jednak szereg nieprawidłowości w każdym z 11 kontrolowanych regionów, włącznie z Kijowem. Bez gruntownych zmian samego państwowego systemu na efektywne działania nie ma co liczyć.

W 2017 r. DFRR przeznaczył środki na 803 projekty, z których zrealizowano jedynie 401, w zeszłym roku z 450 projektów zrealizowano tylko 212. W dodatku środki idą głównie do regionów najlepiej rozwiniętych – w zeszłym roku największe dofinansowanie na jeden projekt przypadało na projekty z Kijowa, obwodów dniepropietrowskiego i odeskiego, najmniejsze było zaś m.in. w zacofanych obwodach zakarpackim i sumskim. Różnica w wielkości kwot sięgała dziesięciu razy.

Fundusze na wyrównanie dysproporcji są, jak wynika z audytu Izby Rachunkowej, masowo marnotrawione. „Środki podatników funkcjonariusze publiczni na różnych poziomach pozwalają sobie wykorzystywać w dużej części bez osiągnięcia celu czy należnej efektywności i za to nie ponoszą odpowiedzialności. A państwo nie reaguje odpowiednio na byle jakie decyzje i działania zarządcze, świadome albo wynikające z braku kompetencji i niedbalstwa”, komentował wyniki audytu wiceszef Izby Rachunkowej Andrij Majsner.

Autor: Michał Kozak