Czy po wyborach polskie władze mają pomysł na nowe otwarcie w stosunkach z Brukselą?

Konrad Szymański: Niedawna zmiana władz Unii Europejskiej jest z pewnością korzystna dla odświeżenia relacji, ale kwestie personalne nie są najważniejsze. W polityce wszystko zazwyczaj dzieje się powoli: po tych czterech latach polskie racje w kluczowych dla nas obszarach – takich jak wspólny rynek, obronność, migracje i budżet – są w końcu rozumiane lepiej, wszyscy godzą się z tym, że nowy konsensus europejski musi uwzględniać porozumienie z Warszawą.

Ale te cztery lata to nieustanny spór z Brukselą o praworządność, który nadal nie został rozwiązany. Czy ta sytuacja może mieć wpływ na to, jak Wspólnota potraktuje nasze oczekiwania w kwestiach polityki energetycznej czy klimatycznej?

Rozbieżności interesów rozwojowych między Polską a niektórymi krajami starej UE nie są niczym nowym, one były widoczne, gdy wchodziliśmy do Unii – a więc do różnic w podejściu do polityki energetycznej oraz klimatycznej doszłoby bez względu na spór dotyczący praworządności. Ten spór jest dla nas wyzwaniem, ale politykę trzeba umieć uprawiać również w niesprzyjających warunkach. Nie mieliśmy bardzo złych doświadczeń z całą odchodzącą Komisją Europejską, ale za to nowa szefowa KE Ursula von der Leyen ma dobry kontakt z premierem Mateuszem Morawieckim. A to ważne, bo mamy do rozwiązania liczne trudne sprawy, więc bez zrozumienia swoich racji trudno wyobrazić sobie współpracę. Takim wyzwaniem jest przede wszystkim polityka klimatyczna.

Pierwszym testem będzie zielony ład dla Europy, w który ma zostać wpisane wsparcie dla naszej transformacji energetycznej. Z Brukseli dochodzą jednak głosy, że nie dostaniemy na to dodatkowych pieniędzy, tylko że zostaną one przerzucone z polityki spójności.

Jeżeli ktoś uważa, że można w ten sposób zbudować kompromis wokół neutralności klimatycznej, którą UE ma osiągnąć w 2050 r., to się grubo myli. To skrajna naiwność.

Ale to nie jest tylko decyzja urzędników, lecz także krajów członkowskich – te nie chcą więcej płacić do wspólnego budżetu.

Państwa jeszcze nie podjęły decyzji w tej sprawie. To powód, dla którego portal Politico wskazał premiera Morawieckiego jako jedną z pięciu najważniejszych osób w UE w rozgrywce o neutralność klimatyczną. Oprócz niego są to: wiceszef KE Frans Timmermans, prezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego Werner Hoyer, duński minister energii Dan Jørgensen oraz szef komisji środowiska w europarlamencie Pascal Canfin. Ocena Politico dobrze pokazuje stan gry przed grudniowym szczytem Wspólnoty. Warto w tym miejscu przypomnieć konkluzje czerwcowego szczytu Wspólnoty, bo choć nie zgodziliśmy się na zobowiązanie do neutralności klimatycznej w 2050 r., to wpisaliśmy do nich swoje postulaty. Ważne dla nas jest uznanie zróżnicowanej sytuacji państw członkowskich w realizacji celu. Jest tam także zapis o ochronie konkurencyjności gospodarki europejskiej jako istotnym czynniku kształtowania ostatecznej decyzji – chodzi o kwestię śladu węglowego w państwach konkurujących z UE. Wpisaliśmy do konkluzji także konieczność sprawiedliwego charakteru transformacji oraz swobodę kształtowania miksu energii. To są cztery elementy, które są podstawą do znalezienia porozumienia.

>>> Całą rozmowę można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP i na EDGP