Rozdziela pan świat intelektualny od polityki, a przecież niektórzy to łączą.

Wpływ polityków, którzy są jednocześnie intelektualistami, był i jest bardzo duży. To się zaczęło zapewne od prof. Geremka, Tadeusza Mazowieckiego i Adama Michnika, który jako intelektualista miał ogromne ambicje i ogromny wpływ na bieżącą politykę. Myślę, że wbrew temu, co się o nim czasem sądzi, taką postacią był również Tusk.

Sam by się żachnął. Tusk pozował na technokratę.

Polityczny pragmatyzm nazwany filozofią ciepłej wody w kranie, który reprezentował w polityce, miał jak najbardziej intelektualną podbudowę i z niej wynikał.

OK, niech będzie. Nie wspomniał pan o Janie Rokicie, który był bardziej intelektualistą niż politykiem i m.in. dlatego się skończył.

Polemizowałbym z tezą, że to akurat strona intelektualna stała za końcem jego kariery politycznej.

Rzeczywiście, zostawmy ten spór.

To nie jest galeria skończona, ale muszę wspomnieć o dwóch postaciach, czyli braciach Kaczyńskich.

Nie licząc europosłów, wygląda na to, że został tylko Kaczyński, a z postaci mniejszego formatu Gliński i Grupiński. Ktoś jeszcze?

Być może zjawisko udziału intelektualistów w czynnej polityce się kończy. Mówiłem już o tym, że polityka się profesjonalizuje i jesteśmy świadkami końca pewnej epoki.

Cały wywiad z Markiem Cichockim przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP