Konkursy na kierownicze stanowiska są często fikcją i jeśli nawet wygra je człowiek doświadczony, z odpowiednio bogatym CV i bez politycznych pleców, to rozsiadając się już na prezesowskim stołku wie, że aby go utrzymać, musi się układać z politykami. Taki system nawet najlepszych menedżerów prędzej czy później sprowadza do roli wykonawców poleceń tej czy innej partyjnej koterii.

Żadna rada nominacyjna z prawdziwego zdarzenia nigdy nie powstała. W PO służyła de facto do straszenia lokalnych baronów, że spółkowe eldorado w każdej chwili może się skończyć.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP i na EDGP