Z początkiem sierpnia weszło w życie rozporządzenie PE i Rady 2019/1157, które wprowadza nowe standardy związane z tym, jak powinien wyglądać blankiet dowodu osobistego. Widoczny będzie musiał być np. dwuliterowy kod państwa członkowskiego wydającego dokument na tle unijnych symboli (12 żółtych gwiazd na białym tle). Nasz obecny wzór dowodu tego elementu nie zawiera.

Ale nie to jest największą komplikacją. W warstwie elektronicznej dokumentu (w czipie) będą musiały być zawarte również dwa odciski palców posiadacza w formatach cyfrowych. Takich danych w naszym e-dowodzie nie ma i – jak słyszymy od osób znających temat – „dogranie” ich do obecnego blankietu jest niemożliwe z uwagi na to, jak skonstruowana jest warstwa elektroniczna.

MSWiA potwierdza, że wstępne prace już się zaczęły. – Obecnie, wspólnie z Ministerstwem Cyfryzacji, prowadzona jest analiza mająca na celu określenie niezbędnego zakresu prac – podaje resort.

Rozporządzenie unijne daje państwom członkowskim tylko dwa lata (tj. do 2 sierpnia 2021 r.) na dostosowanie dowodów osobistych do nowych wymogów. – To bardzo krótki czas, a przygotowania są w powijakach. Prace nad obecnie wydawanymi e-dowodami ciągnęły się ponad dekadę – mówi nam osoba zaangażowana w ich produkcję. Te, które nie będą spełniać wymogów określonych w unijnym rozporządzeniu, stracą ważność wraz z upływem okresu ich ważności lub najpóźniej do 3 sierpnia 2031 r.

Cała sytuacja prowokuje pytanie – po co wydajemy nowy blankiet i ponosimy związane z tym koszty (produkcja jednego takiego dokumentu to ok. 30 zł, wcześniejsza wersja to 19–20 zł), skoro wiadomo było, że za chwilę Unia Europejska wprowadzi własne regulacje w tym zakresie (prace nad rozporządzeniem zaczęły się w kwietniu 2018 r.)? W dodatku takie, których nasz blankiet nie będzie spełniać?

Urzędnicy sugerują, że mieliśmy pecha, jeśli chodzi o „zgranie czasowe”.

– Wdrożony w marcu tego roku elektroniczny dowód osobisty stanowił jeden z elementów projektu pl.ID, który do 2015 r. nie został zrealizowany. Obecny rząd był związany terminami pl.ID, które zostały ustalone podczas rządów koalicji PO-PSL, a prace nad implementacją tego projektu prowadzone były bez skutku od 2008 r. Dopiero po przyjęciu koncepcji rządowej ws. e-dowodu w sierpniu 2017 r. udało się rozpocząć jego realizację. Unijne rozporządzenie, o którym mowa, powstało w ostatnim etapie realizacji projektu e-dowód i zostało przyjęte już po jego wdrożeniu – tłumaczy MSWiA.

Projekt pl.ID – dofinansowany środkami unijnymi – ciągnął się tak długo, że w pewnym momencie polski rząd stanął przed alternatywą: albo wydajemy nowy e-dowód w marcu 2019 r. i finalizujemy wieloletni projekt, albo odpuszczamy i zwracamy Brukseli ok. 150 mln zł eurofunduszy. Wybrano pierwszy wariant. Z jednej strony można więc powiedzieć, że to efekt późniejszego niezgrania się naszych terminów z terminami unijnymi. Ale z drugiej strony można równie dobrze uznać, że to cena, jaką płacimy za wieloletnią opieszałość i niemoc polskiej administracji publicznej.

Ani MSWiA, ani resort cyfryzacji nie odpowiedziały nam na pytanie, czy opracowanie i wyemitowanie nowego dowodu osobistego w ciągu dwóch lat ma zapewnione finansowanie. A wydatki są niebagatelne. W opinii Biura Analiz Sejmowych z czerwca 2018 r., dotyczącej projektowanego wówczas rozporządzenia unijnego w sprawie zwiększenia bezpieczeństwa dokumentów tożsamości obywateli Unii, czytamy, że „w przypadku naturalnej wymiany dowodów osobistych w ciągu 10 lat na dokumenty spełniające nowe unijne wymagania całkowity koszt wymiany dokumentów wyniósłby około 320 mln zł, co średnio daje kwotę 30 mln zł rocznie oraz 24 mln zł jednorazowych kosztów inwestycyjnych”.

Konieczność wprowadzenia nowej wersji dowodu osobistego wiąże się z jeszcze jedną, dość ważną konsekwencją. Otóż jedynie przez dwa najbliższe lata będziemy korzystać z dogodnego rozwiązania, jakim jest możliwość wnioskowania o wydanie dowodu przez internet. Dzięki temu rozwiązaniu urząd odwiedzamy tylko raz – by odebrać gotowy dokument. Tylko w lipcu ponad 14 tys. osób skorzystało z takiej drogi.

Dlaczego to się zmieni? Od sierpnia 2021 r., gdy w użyciu powinien być już nowy, „unijny” dowód, do wniosku trzeba będzie dołączać dwa odciski palców. Samemu tego nie będzie można zrobić, np. przy użyciu specjalistycznego sprzętu czy aplikacji mobilnej w telefonach zdolnych do odczytu linii papilarnych. Rozporządzenie unijne wprost wskazuje, że wnioskodawca będzie musiał stawić się osobiście „co najmniej raz w trakcie procedury wydawania dokumentu w odniesieniu do każdego wniosku”. Z kolei tzw. identyfikatory biometryczne gromadzone będą „wyłącznie przez wykwalifikowany i odpowiednio upoważniony personel”.

W grę nie wchodzi także opcja, w której raz oddane odciski palców będą mogły być wykorzystywane ponownie w późniejszym okresie, przy wnioskowaniu o kolejny dowód (np. gdy utraci ważność lub go zgubimy). Dane biometryczne gromadzone na potrzeby personalizacji m.in. dowodów osobistych nie będą mogły być przechowywane dłużej niż 90 dni od daty wydania dokumentu. ©℗

1 mln tyle Polaków odebrało już swój e-dowód

215 tys. tylu mieszkańców Mazowsza – w okresie od 4 marca do 1 sierpnia br. – zawnioskowało o e-dowód. To najwięcej ze wszystkich regionów

42 proc. tylu mieszkańców woj. łódzkiego zdecydowało się aktywować warstwę elektroniczną w e-dowodzie. To największy odsetek ze wszystkich województw

>>> Polecamy: Przed split paymentem będzie można uciec? Przepisy mogą okazać się martwe