Była jedną z dwóch izb SN, obok dyscyplinarnej, budzących spore wątpliwości wśród części prawników. Choć, co należy podkreślić, tą mniej kontrowersyjną.

Wątpliwości dotyczyły m.in. kognicji nowej izby. Do niej bowiem miały trafić rozpatrywane wcześniej przez Izbę Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych SN sprawy dotyczące właśnie ważności wyborów. A wpływ na obsadę nowej izby miała mieć Krajowa Rada Sądownictwa. Ta z kolei w większości została obsadzona ludźmi wskazanymi przez Sejm, czyli de facto przez polityków obozu rządzącego. No i powstało pytanie, czy tak wyłoniona w całości izba, jako sąd, może być niezawisła.

Wątpliwości co do INKiSP pogłębiły się, gdy Naczelny Sąd Administracyjny zablokował konkursy do SN. A mimo to prezydent, w wielkim pośpiechu i atmosferze skandalu, zupełnie ignorując orzeczenie NSA, powołał do IKNiSP nowych sędziów SN, których wcześniej wskazała mu kwestionowana KRS. Tym sposobem w izbie znalazło się 20 osób.

Większość z nich posiada tytuł doktora habilitowanego. Część ma na swoim koncie wiele publikacji, a ich działalność naukowa nie jest kwestionowana przez środowisko prawnicze. Doskonałym przykładem jest tutaj dr hab. Leszek Bosek, który zanim trafił do SN, był pozytywnie ocenianym prezesem Prokuratorii Generalnej Rzeczpospolitej Polskiej. Był zresztą współautorem nowej ustawy o prokuratorii, koordynował również wprowadzanie jej w życie. O tym, kto stanie na czele prokuratorii, decyduje prezes Rady Ministrów. Leszka Boska powołała Beata Szydło.

Pojawiły się niepokojące sygnały dotyczące nowych sędziów SN, które mogą kłaść się cieniem na ich bezstronności i niezawisłości. Te dotyczyły m.in. Aleksandra Stępkowskiego oraz Krzysztofa Wiaka. Obaj, zanim dostali się do SN, działali w prawicowej, uznawanej za skrajnie ortodoksyjną, organizacji Ordo Iuris, słynącej m.in. z walki z „ideologią LGBT”. Jeżeli zaś chodzi o Stępkowskiego, to on także, podobnie jak Bosek, ma na swoim koncie epizod w postaci zatrudnienia na stanowisku obsadzanym z klucza politycznego. Przez kilka miesięcy pracował na stanowisku podsekretarza w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, kierowanym przez Witolda Waszczykowskiego.

Wątpliwości budzi również opisywana przez prasę zażyłość, jaka ma łączyć prezes IKNiSP Joannę Lemańską z prezydentem, decydującym, kto będzie stał na czele izby SN. Sędzia Lemańska bowiem przez wiele lat współpracowała z Andrzejem Dudą. Oboje przez lata pracowali w katedrze prawa administracyjnego UJ. Media donosiły, iż Lemańska świętowała nadejście Nowego Roku w rezydencji prezydenckiej, a wakacje w 2017 r. spędziła w rezydencji na Helu.

Aby jednak być sprawiedliwym, należy zaznaczyć, że jak dotąd nie wszystkie orzeczenia podejmowane przez IKNiSP były po myśli rządzących. Jak pisaliśmy na łamach DGP, izba nie miała oporów np. przed wytykaniem błędów Krajowej Rady Sądownictwa i uchylaniem jej uchwał o przedstawieniu prezydentowi kandydatów na sędziów. Oczywiście żadne z dotychczasowych orzeczeń wydanych w nowej izbie nie miało aż tak dużego ciężaru gatunkowego jak te, które będą decydować o ważności wyborów. A zatem można śmiało stwierdzić, że przed izbą prawdziwy test. Obojętnie bowiem, w którą stronę te orzeczenia pójdą, sędziom, biorąc pod uwagę wskazane wyżej okoliczności, będzie bardzo trudno przekonać wyborców, że podejmując decyzję, kierowali się wyłącznie prawem i własnym sumieniem.

>>> Czytaj też: Zacięta wojna o Senat. Gra idzie o 9 mandatów, możliwa jest powtórka wyborów w jednym z okręgów