Nieco słabsza postawa amerykańskiego sektora usług nie psuje tego bardzo dobrego obrazu. Z danymi się nie dyskutuje – na ten moment należy założyć, iż idziemy w kierunku ożywienia gospodarczego. W tym duchu zaczyna wypowiadać się również część amerykańskich ekonomistów. Paul Krugman, orędownik pakietów stymulacyjnych, uznał w trakcie weekendu, iż to właśnie teraz może mieć miejsce przejście z recesji do ożywienia. Gdyby faktycznie tak było, ceny na rynku akcji nadal mogłyby być uznane za niskie. Wydaje się, że inwestorzy są właśnie takiego zdania, gdyż mimo wykupienia rynku, miniony tydzień to kolejna biała świeca na wykresie S&P500, prowadząca nas już do 1016 pkt. (na kontraktach), czyli 38,2% zniesienia całej bessy. Technicznie jest to o tyle istotny punkt, że zawrócenie rynków w tym miejscu niejako potwierdza utrzymanie wcześniejszego długoterminowego trendu (czyli bessy). Stąd być realizacja zysków pod koniec piątkowych notowań w USA. Była ona jednak umiarkowana i notowania są ciągle w bezpiecznej odległości od krótkoterminowego wsparcia na poziomie 989,5 pkt. 

W tym tygodniu kolejna porcja danych z USA oraz posiedzenie Fed (środa). Podczas gdy dwie z trzech kluczowych figur podanych w minionym tygodniu okazały się znacznie lepsze od oczekiwań, może okazać się, iż Fed będzie miał wystarczającą ilość argumentów za niewielką modyfikacją komunikatu. W tym kierunku ewoluują oczekiwania rynkowe. Oczywiście na obecny moment nie ma mowy o podwyżkach stóp, zwłaszcza, że najpierw zapewne będziemy mieć częściowe wycofywanie się Fed z programów płynnościowych, jednak za pół roku lub 9 miesięcy? Warto odnotować jak bardzo w ciągu minionego tygodnia (z czego najwięcej w piątek) wzrosły stawki dalekich FRAs, zwłaszcza 9x12 i 12x15. Wzrosty te oznaczają, iż w trakcie jednego tygodnia rynek zwiększył oczekiwania co do podwyżek za około rok o 25 do 50 bp!

Tak mocne przesunięcie oczekiwań może tłumaczyć bardzo nietypową reakcję pary EURUSD na piątkowe dane. Początkowo notowania pary wzrosły, co byłoby zgodne z typową wcześniej pozytywną korelacją pary z indeksami akcji. Szybko jednak przewagę uzyskali sprzedający i w konsekwencji notowania obniżyły się z 1,44 do 1,4150. Tak duży spadek może mieć związek właśnie z ruchami na rynku FRAs. Choć generalnie uważamy, iż ożywienie gospodarcze w USA nie musi oznaczać umocnienia dolara (powrót do wyższych deficytów handlowych, potencjalnie mniej kapitału zainteresowanego nabywaniem obligacji rządowych), sama gra na podwyżki może być istotnym elementem zmian na EURUSD, zwłaszcza w początkowym jej okresie. Z technicznego punktu widzenia warto odnotować zbieżność korekty z ruchem z końca lipca, co mogłoby pomóc obecnie stronie popytowej. Silny ruch po danych miał miejsce również w przypadku USDJPY. Para odnotowała wzrost z o ponad dwie figury do poziomu 97,75, wybijając się z pięciomiesięcznego kanału spadkowego. Kontynuacja ruchu wzrostowego oznaczałaby napotkanie oporu na poziomie 98,85. 

Poza posiedzeniem Fed czeka nas jeszcze kilka istotnych danych makroekonomicznych z USA. Kluczowe będą dane o sprzedaży detalicznej (czwartek), choć rynek będzie zwracał uwagę również na bilans handlowy (środa) oraz produkcję przemysłową (piątek). W piątek również licowe dane o cenach konsumenta. Wydaje się jednak, iż bieżące dane o inflacji ciągle nie mają większego wpływu na oczekiwania co do polityki monetarnej w USA i przez to dla rynków odgrywają nieco drugorzędne znaczenie. W czwartek mamy dodatkowo wstępne dane o PKB Niemiec i całej strefy euro za drugi kwartał.

W tym tygodniu poznamy także część polskich danych - we wtorek opublikowany zostanie bilans płatniczy, zaś w czwartek lipcowa inflacja. Dane te jednak będą tłem dla rynku złotego, który w piątek zignorował sytuację na EURUSD i wydaje się obecnie uzależniony niemal wyłącznie od sentymentu rynkowego, którego rytm nadają amerykańskie indeksy giełdowe. Dziś rano złoty znów się umacnia – notowania EURPLN na otwarciu obniżają się do 4,08.