Wszyscy wiemy, że Mateusz Morawiecki jest premierem. Wiemy, po kim odziedziczył nazwisko. Wiemy, że dzisiejszy szef rządu wcześniej walczył z komuną, negocjował wejście Polski do Unii Europejskiej, był prezesem jednego z największych w Polsce banków, doradzał Donaldowi Tuskowi w jego Radzie Gospodarczej, ale nie chciał być ministrem za czasów Platformy Obywatelskiej, bo rozmawiał już wówczas z Jarosławem Kaczyńskim, i że po wyborach w 2015 r. stał się odpowiedzialny za politykę gospodarczą PiS.

O tym, skąd się wzięły zakręty w biografii młodszego Morawieckiego, wiemy mniej – choć na temat poszczególnych jej epizodów ukazało się wiele na ogół mniejszych tekstów. Teraz mamy okazję zapoznać się z dwoma większymi. Przed tygodniem ukazała się książka „Morawiecki i jego tajemnice” Tomasza Piątka. Teraz wychodzi „Delfin” Piotra i Jakuba Gajdzińskich.

Piątek wsławił się dotąd „Macierewiczem i jego tajemnicami”. Piotr Gajdziński pisał wcześniej o władcach PRL: Gomułce, Gierku i Jaruzelskim (ale też o Piłsudskim). Zebranie materiałów do książki o Morawieckim przyszło mu naturalnie – przez kilka lat pracował tuż obok niego jako rzecznik Banku Zachodniego WBK, na którego czele stał obecny szef rządu (ale, jak pisze, rozmawiał też na jego temat z wieloma osobami).

Myliłby się ten, kto by sądził, że wyszły dwie takie same książki. Zupełnie nie – choć, jak można się domyślać, mają wiele wspólnych elementów.

Podstawowa różnica: „Delfinowi” dużo bliżej do biografii niż „Morawieckiemu i jego tajemnicom”. Głównie dlatego, że w tej drugiej ważniejsze od Morawieckiego są właśnie tajemnice.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP.