Uklański na pańskiej wystawie wywołał kontrowersje.

Bo pokazał Marsz Niepodległości. Dla niego fascynujące było to, że prawica, także ta radykalna, jest w stanie wygenerować bardzo silną i skuteczną perswazyjnie, przekonującą wielu ludzi symbolikę. Jednocześnie lewica i – szerzej – cała strona opozycyjna, której się to nie podoba, nie ma nic do zaproponowania i niczego nie oferuje.

Słychać często, że cała sztuka współczesna jest lewicowa.

Ona w swej głębokiej istocie jest konserwatywna, bo uczestniczy w kreowaniu bańki spekulacyjnej i jeśli pan kupi ode mnie dowolny obraz za 100 mln, to rynkowo rzecz biorąc, on jest tyle wart, nawet jeśli jego wartość artystyczna jest zerowa.

Próby podobnych spekulacji już w Polsce podejmowano.

Na mikroskalę, tymczasem na światowym rynku sztuki funkcjonują dźwignie finansowe – kupuje pan od galerzysty obraz, którego jeszcze nie ma, ale pan już na ten obraz zaciąga kredyt, a potem sąd nie wie, czy ten obraz tak naprawdę istnieje, czy nie. O to były duże procesy w USA.

Kto z młodej sztuki przetrwa za 50 lat?

Taki mądry to ja nie jestem. Gdybym wiedział i miał pieniądze, to bym zainwestował, nie opowiadając o tym nikomu… (śmiech)

To zmieńmy zakres wieku: kto w ogóle przetrwa?

W świadomości i historii sztuki przetrwają artyści tworzący jeszcze w PRL-u. Dlaczego? Kiedy ogląda pan sztukę bardzo dawną, to podziwia pan jej piękno, ale trzeba uczonych głów, by odszyfrować, o czym ona mówi. Tymczasem, kiedy patrzymy na sztukę Młodej Polski, pierwszą polską wielką sztukę, to wiemy, o czym ona jest. Czasem się mylimy, bo znaczenie symboli się zatarło, ale generalnie wiemy, o co chodzi. To bardzo pomaga w przetrwaniu tych obrazów, że mówią coś ważnego, co pozwala nam poznać czas.

Po Młodej Polsce gdzieś pan to odnalazł?

Ma to bez wątpienia sztuka powojenna i ma również sztuka stanu wojennego. Jest wiele bardzo dobrych, bardzo ciekawych rzeczy.

Dwurnik się kłania.

Oczywiście, ale nie tylko, choćby środowisko łódzkiej Galerii „Strych”, którą dziś nazwalibyśmy offem offu, z wystawami Libery czy środowiska Łodzi Kaliskiej.

No i „Gruppa”, prawda?

Kilku malarzy z Modzelewskim czy Sobczykiem – ale nie chcę ich tu wszystkich wymieniać – nie tylko przetrwa próbę czasu, ale od stanu wojennego bardzo się rozwinęło. Wystartowali mocno i to nie siadło, a przecież nie zawsze tak bywa.

Kto jest w Polsce artystą niedocenionym?

Jest ich całkiem sporo, myślę np., że część artystów konceptualnych z lat 70. jest niedoceniona i niedowartościowana aukcyjnie, że wymienię choćby Andrzeja Dłużniewskiego – malarza bardzo inteligentnego, poetę sztuki w zasadzie. Jarosław Kozłowski jest niby artystą bardzo znanym…

Nie bardzo. Bardzo znany to był Matejko.

Ale on jest doceniony, a Kozłowski nie. Nie chcę mnożyć nazwisk, więc dodam tylko, że niedoceniani byli również artyści w przeszłości, choćby Jan Rembowski, student Wyspiańskiego, bardzo interesujący artysta Jerzy Hulewicz…

Cały wywiad przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP