W tym sezonie większość świątecznych prezentów, jakie Akil McLeod kupi dla swojej rodziny już kiedyś do kogoś należała.

To zakupowy zwyczaj, który trzydziestoletni McLeod praktykuje od niemal dekady. W ubiegłym roku podarował żonie zielony skórzany żakiet kupiony na wyprzedaży garażowej i który pasuje na nią jak ulał. Kiedyś udało mu się zaskoczyć swoją matkę jednym z vintydżowych modeli torebki od Gucciego.

„Dostaje ode mnie naprawdę unikalne prezenty i to nie są rzeczy, które da się zdobyć w supermarkecie”, mówi McLeod, były nauczyciel, który obecnie w ramach pełnoetatowego zajęcia odsprzedaje na platformach takich jak Ebay czy Poshmark rzeczy, które upolował w secondhandach.

Ze studolarowej puli, którą postanowił w tym roku przeznaczyć na prezenty, 70 proc. będzie prawdopodobnie kupione z drugiej ręki, gdzie – jak mówi – może dobić lepszych targów, no i dodatkowo poczuć przyjemność z polowania na piękne przedmioty. „Sektor vintage ma się teraz lepiej niż kiedykolwiek” – dodaje.

McLeod należy do grupy konsumentów, którzy lubią podczas przedświątecznej gorączki zajrzeć do secondhandów. Dawne tabu, rynek przedmiotów używanych coraz częściej jest postrzegany jako sposób na zaoszczędzenie pieniędzy dla tych, którzy mają głowę na karku, ale także szukają rzeczy unikatowych i chcą zredukować swój ślad węglowy w czasach mody jednorazowej.

Kupowanie w secondhandach to nie to samo co przekazywanie prezentów, termin spopularyzowany w latach 90. jako określenie sytuacji, w której niechciany przedmiot jest przekazywany kolejnej osobie. W rzeczywistości, prawie połowa amerykańskich konsumentów przyznała, że bierze pod uwagę obdarowanie bliskiej osoby przedmiotem z drugiej ręki, jak wynika z badań Accenture. Jeszcze chętniej sprezentują komuś rzecz kupioną na odsprzedaży.

„Czasy się zmieniają, szczególnie wśród młodych ludzi, którzy starają się żyć w sposób zrównoważony i być częścią gospodarki o obiegu zamkniętym” – mówi Sucharita Kodali, analityczka w Forrester Research. „Ci, którzy w ten sposób zdobędą prezenty, będą się z tym czuć dobrze i będą opowiadać o tym rodzinie i przyjaciołom”.

Odsprzedaż zwiększa swoją popularność w Stanach, a prognozy mówią, że wartość secondhandów do 2023 wzrośnie do 51 mld dolarów – tak przynajmniej ocenia to ThredUp, online’owy sklep z używanymi rzeczami. Biorąc to pod uwagę, firmy zajmujące się odsprzedażą przygotowują się do swojego jak dotąd największego sezonu świątecznego, szczególnie, że Amerykanie wydają już teraz więcej niż wydali w poprzednim sezonie świątecznym.

To już nie tylko kwestia zakupów na sklepowych wyprzedażach. Jeszcze przed świętami rok 2019 był dla sprzedawców przedmiotów używanych przełomowy, zwłaszcza, że lokalne secondhandy stają się powoli korporacjami. Neiman Marcus zainwestował tej wiosny w Fashionphile, bazującą na e-commerce firmę odsprzedażową, która specjalizuje się w luksusowych torebkach i pozostałych akcesoriach. Zarówno Macy’s, jak i J.C. Penney ogłosiły w sierpniu współpracę z ThreadUp. Luksusowy sklep konsygnacyjny RealReal wszedł w czerwcu tego roku na giełdę z ofertą o wartości 300 mln dolarów. Ponadto, według danych zebranych przez Bloomberg, inwestorzy venture capital zainwestowali ponad 1,1 mld dolarów w działania związane z odzieżą używaną w ciągu ostatnich kilku lat.

W miarę jak zbliża się Black Friday i święta Bożego Narodzenia, sprzedawcy obstawiają, że dawne tabu związane z obdarowywaniem używanymi towarami zostało już w pełni odczarowane. Teraz pod choinką będzie można znaleźć prawdopodobnie znacznie więcej niż tylko klasyczne koszulki vintage i karty podarunkowe.

„Teraz ludzie chcą kupować Gucciego z Poshmarka”, mówi Manish Chandra, założyciel witryny. Po tym, jak zobaczył, ilu użytkowników decyduje się na odsprzedaż świątecznych prezentów, zdecydował się na debiut na „prezentowym rynku”.

Młodsi konsumenci są najbardziej gorliwymi klientami rynku odsprzedaży. Według sondażu opublikowanego przez ThreadUp 80 proc. kupujących to pokolenie Z – generacja urodzona po milenialsach, w tej chwili będąca mniej więcej na etapie pierwszego roku studiów. Zamiast przedmiotów fizycznych niektórzy wręczają karty upominkowe do sklepów z używanymi artykułami. Kupowanie kart podarunkowych na Thrilling, witrynie e-commerce, która pomaga rodzinnym sklepikom zaistnieć w internecie, zwiększyła swoje obroty o 200 proc. rok do roku (wg założycielki, Shilli Kim-Parker, średnie zakupy to kwoty rzędu 150 dolarów).

Grayson Townsend, piętnastolatka z Port Orchard w Waszyngtonie, spędziła ostatnie popołudnie wakacji w Nowym Jorku na zakupach w Buffalo Exchange – sklepie, który skupuje i sprzedaje odzież używaną od lat 70. XX wieku. Townsend powiedziała, że ​​nie ma nic przeciwko dawaniu wcześniej posiadanych prezentów siostrze bliźniaczce i przyjaciołom. Dodała, że ​​jeśli pójdziesz do tradycyjnego sklepu detalicznego, ktoś prawdopodobnie już przymierzał przed tobą tę parę dżinsów, a mimo to kupujących to nie obrzydza. Jaka jest więc różnica?

„Nie stać mnie na Banana Republic ani inne drogie ubrania, ale jeśli kupię używane, mogę kupić więcej rzeczy i zrobić lepsze prezenty” – powiedziała Townsend. „Istnieje przecież coś, co nazywa się pralką”.

>>> Czytaj też: Polak buntuje się, gdy jest zadowolony z życia i dobrze wykształcony [RAPORT]